O udzielaniu cennych rad

Gdy nie miałam dzieci, miałam z sześć teorii na temat ich wychowywania i radziłam wszystkim jak je stosować. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii”(anonimowa wypowiedź internetowa).

Jakoś już tak jest, że znamy gotowe recepty na szczęście ale dla innych. Cudze trudności aktywizują nas do teoretyzowania i dawania tzw mądrych rad. Świetnie wiemy co dla każdego dobre. Skoro potrafimy ułożyć drugiemu życie dlaczego nie sobie? Jest to kluczowe pytanie do którego wrócę w końcówce tekstu.

Co ja mam zrobić? czyli o nawyku bezradności 

„Jesteśmy tym co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość i miernota nie jest kwestią szczęścia ale nawykiem”. Dwa i pół tysiąca lat temu Arystoteles zauważył, że człowiek jest panem własnego losu poprzez dublowanie swojego myślenia, odczuwania i postępowania. Powtarzalność formuje w nas to co powielamy. Tą metodą utrwalają się w nas wady lub zalety. Częstotliwość dziękowania owocuje radością  tu i teraz. Częste przepraszam utrwala w nas pokorę. Ale systematyczne kłamstwo buduje w nas nieuczciwość a regularne odkładanie drobnych rzeczy na później zamienia nas w wiecznych leni. Jeśli od dziecka dla pewności regularnie pytałem innych: co robić? wykształcił się we mnie nawyk niepewności. Przestałem być sam dla siebie oparciem. I w taki sposób niechcący uczyniłem się KALEKĄ.

Sama RADA to jedno. Umiejętność przekazania to drugie. Sztuka jej odbioru to trzecie. Stosowanie to czwarte.

Myślę, że powinieneś…”, Lepiej byłoby, gdybyś…”, „Ja na Twoim miejscu…” W taki sposób najczęściej mówimy do własnych dzieci stawiając się w wyższej pozycji. Jakie to denerwujące słuchać kogoś kto jest lepiej ode mnie zorientowany i to w mojej życiowej sytuacji!!! Jakie to nie wychowawcze kształtować w podopiecznych wrażenie, że muszą polegać na INNYCH a nie na sobie!!!

Mama woła syna: JAAASIU do domuuuu! A co? Chce mi się jeść?- pyta z podwórka syn. Nie, nie. Chce ci się spać!-odpowiada mama.

Po pierwsze NIKT nigdy nie WIE lepiej niż JA SAM. Trzeba zmienić przekonanie, że nie znajdę sam w sobie dobrej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i trudne wybory. Często ciężko decydować tylko dlatego, że jestem zbyt blisko problemu i brak mi do niego dystansu. Wtedy rozmowa z drugim człowiekiem daje nam tę niezbędną przestrzeń ale pod jednym warunkiem: że on jedynie słucha. Najczęściej jednak my alkoholicy wolimy by ktoś decydował za nas. Tak zwalniamy się zarówno z trudów wyboru jak i z odpowiedzialności. Oto przyczyna. Gdyby nie moja żona i jej chore pomysły nie miałbym takich problemów. Gdybym tak nie słuchał matki byłbym dzisiaj innym człowiekiem. Wspomnę w tym miejscu o potrzebie asertywności. Czy umiesz bronić swoich psychologicznych granic? Chodzi o sytuacje gdzie natrętni współuzależnieni rodzice, partnerzy lub przyjaciele próbują „układać tobie życie”.  Czy umiesz posługiwać się słowem NIE w relacjach z bliskimi? Czy umiesz podziękować innym za ich cenne wspaniałe rady?

Trzy wesela i pogrzeb czyli dlaczego wkurzają nas cudze rady.

Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż mentorsko kaznodziejski ton wypowiedzi. Któż z nas lubi nadęte i napuszone przemowy i to jeszcze na temat naszego życia? Czy z ust księdza, wychowawcy klasowego lub rodzica zawsze napawają one niechęcią. Także irytują natrętne rady naszych znajomych: Nie martw się, Głowa do góry, Będzie dobrze. Od takich słów robi mi się zawsze słabo. Dlaczego? Ponieważ bagatelizują mój problem i zaburzają równorzędność relacji. Nagle ktoś jest tu mędrcem a ja przeciwnie. Poza tym nieco za szybko ucinają sprawę bo czasem potrzeba komuś się po prostu WYGADAĆ i nie musi to być wcale użalanie się nad sobą.

Dlaczego dajemy rady innym ludziom, chociaż sami czujemy do nich wstręt? 

Gdy ktoś zwierza się ze swojego kłopotu automatycznie włącza się we mnie przymus dawania porad. Uważam, że druga osoba tego ode mnie oczekuje.(oczekiwania) Po drugie „radzenie” daje mi samozadowolenie. (poczucie wyższości) jestem mądry, oczytany, doświadczony i wzbudzam zaufanie! Mózg ludzki w sytuacjach „świadczenia” dla kogoś pomocy wytwarza substancje szczęścia. Stąd altruizm często bywa zwyczajną kompulsją. Kolejna sprawa to aspekt wychowawczy. (utrwalanie) Otóż: nauczając innych sami się uczymy. Więc takie działanie umacnia przede wszystkim NAS we właściwej postawie wobec różnych problemów. Ostatnia kwestia dla której wręcz palimy się do udzielania rad to zasada pracy głowy człowieka. Nasz umysł preferuje SZYBKIE rozwiązania cudzego problemu jako profilaktykę dla własnego bezpieczeństwa. Ponieważ kłopoty bliskich i dalszych mogę kiedyś stać się naszymi aby do tego nie doszło z automatu stajemy się „wujkiem dobra rada”. Z takich to przyczyn trudno jest zachować swoje mądrości wyłącznie dla siebie. Jednocześnie z tych samych powodów powinniśmy nauczyć się gryźć w język za każdym razem gdy chcemy dać komuś jakąś dobrą wskazówkę.

„Weź się w garść” czyli prostowanie garbatego i śpiewanie z niemową

To znane wszystkim obiegowe i popularne powiedzenie. Jednak gdy tłumaczysz to wdowie czy osieroconemu dziecku to jakby mówić do niemowlaka w łóżeczku, żeby przestał płakać!

Czy można komuś pomóc nie dając żadnej rady? 

„Przyjdź z pustymi rękami, a ja napełnię je swoimi opowieściami i łzami”. Inge Diepman

Na każdym mitingu AA słyszymy od Prowadzącego, że Anonimowi Alkoholicy nie udzielają sobie rad. Skoro tak to w jaki sposób trzeźwieją??? Zawsze trudniej jest słuchać niż mówić. W kontaktach z „obolałymi” osobami zwykliśmy przyjmować postawę LUSTRA lub GĄBKI. Albo prowadzimy konfrontacyjny dialog albo chłoniemy cudze emocje do tego stopnia, że sami zaczynami źle się czuć. Myślę, że w takich relacjach powinniśmy być raczej JAK KRYSZTAŁ. Chodzi o to by przepłynęły przez nas cudze wątpliwości, lęki i niepewność. Rzecz w tym by użyczyć na chwilę komuś SIEBIE do przepuszczenia przez nas DALEJ swoich mroków. Rozmowa z przybitym przyjacielem nie powinna być ani jak wymiana w ping ponga ani jak wyrzucanie śmieci do kosza. Nie podejmuje za nikogo decyzji, nie biorę odpowiedzialności za czyjeś wybory. Nie zarażam się cudzymi uczuciami. Słucham. Słucham i próbuję  ZROZUMIEĆ. W ten sposób to przeze mnie przepływa a nie spływa lub zostaje.

Skoro potrafimy ułożyć drugiemu całe życie dlaczego z tej  mądrości nie korzystamy sami? 

Bo nie da się zastosować jej w praktyce metodą prostego przeniesienia. Życiowa podróż to coś więcej aniżeli skrót drogowy, którym poradził mi jechać kolega. To też coś innego aniżeli zasłyszany przepis na pieczonego kurczaka czy golonkę po bawarsku. Gdyby sama wiedza potrafiła zmieniać ludzi, alkoholicy trzeźwieli by od książek, narkomani od rad psychologów a współuzależnieni od wskazówek rodziców i przyjaciół. Powtarzam raz jeszcze-OSOBOM Z PROBLEMAMI zwykle NIE BRAKUJE WIEDZY! BRAKUJE IM SIŁY BY ZROBIĆ TO CO DOBRZE WIEDZĄ!

Skąd czerpać życiową SIŁĘ?

Ja znalazłem ją w dwunastu krokach zdrowienia, które opisałem na tym blogu. Jeśli ciekawi cię co konkretnie mam na myśli zapraszam. I to wszystko. www.alkonblogujacy.pl 

Grzegorz

 

 

11.6 Modlitwa o rower i deszcz

Kiedy byłem dzieckiem co wieczór modliłem się o rower. Potem uświadomiłem sobie, że Bóg nie działa w ten sposób, więc ukradłem rower i modliłem się o przebaczenie. 

Promieniowanie elektryczne

Co ma wspólnego  kuchenka mikrofalowa, telefon komórkowy, dwa moje koty, ja i ty? Wszyscy jak leci wytwarzamy promieniowanie magnetyczne. Zaskoczony? Każdy człowiek niczym antena generuje fizyczną częstotliwość. Zatem, która część naszego ciała daje najsilniejsze elektro pole? Wydaje się, że głowa z racji mózgu. Tymczasem….no mam nadzieję, że nie myślisz iż chodzi o krocze! Jest to SERCE. To tu na wysokości klatki piersiowej nauka odnotowuję najsilniej działającą w człowieku energię.

Eksperymetnt https://www.youtube.com/watch?v=gpDOhRiwR1M 

Weź cytrynę, dwa słoiczki i flamaster. Przekrój owoc na dwie połówki. Wrzuć do słoików. Na jednym napisz słowa: miłość, dobro i radość. Na drugim: nienawiść, pycha, zawiść. Dobry słoik postaw obok biblioteczki z książkami. Codziennie patrz na niego trzy razy przez chwilę, czytając wypisane słowa. Zły słoik postaw obok telewizora i nie poświęcaj mu żadnej uwagi. Po dwóch miesiącach…….zły spleśnieje a dobry bedzie krystaliczny.

Zrelaksowane DNA

Specyficzne rodzaje uczuć i emocji mają moc zmiany nie tylko owoców cytrusowych ale i kształtu DNA w naszych ciałach. To taka wewnętrzna technologia szczęścia lub nieszczęścia. W obecności miłości, współczucia, wybaczenia i pokoju DNA człowieka jest najbardziej efektywne. Ten stan wzmacnia nasze reakcje immunologiczne. W obecności nienawiści, gniewu, zazdrości DNA traci reakcje odpornościową.

Radioaktywność DNA

Czasem czujesz się nieswojo w towarzystwie kogoś kto cię wcale nie atakuje lub przeżywasz radość siedząc obok osoby , która nawet nie zwraca na ciebie uwagi. Wokół każdego ludzkiego serca kształtuje się pole elektromagnetyczne na odległość do 2,5 metra. Ma to bezpośredni wpływ nie tylko na nas samych ale i na zewnętrzny świat.

Mowa serca

Podekscytowany człowiek wytwarza najsilniejszą możliwą sobie energię. Dlatego, wszelkie uczucia są najdonośniejszym głosem osobowości,  jakim możemy świadomie lub nie oddziaływać na świat wokół. Są jakby automatycznym i nieustannym WOŁANIEM, które modeluje rzeczywistość zgodnie z sygnałem.

Uczucia i emocje to nie to samo

Uczucie to odczuwany ale nie wyrażany stan psychiczny. Emocja zaś jest przeżywaniem danego uczucia w gestach, postawie, mimice lub myślach. Gdy w jakąś myśl wpompujemy konkretne emocje to mamy do czynienia z silnym uczuciem.

Sportowcy w ramach treningu wizualizują rywalizację. Wyobrażają sobie każdy ruch a potem sukces i odbiór nagrody. Starają się wzbudzić w sobie uczucie sportowej wygranej. Czy w ten sposób należy stawać przed Stwórcą, z uczuciem  tego czego pragniesz doświadczyć? Czy chodzi o to by także przez Serce a nie tylko Usta zbliżać się do Sił Wyższych? Czy Język wiary może być niemy i nie lingwistyczny?

…prosząc jedynie o poznanie jego woli wobec nas i o siłę do jej spełnienia

Przeczytałem kiedyś u amerykańskiego badacza duchowiści Grega Bradena następujący tekst: „Kiedy byłem mały, starszyzna przekazała mi tajemnicę modlitwy. Najpierw musimy wywołać w sobie uczucie tego, czego pragniemy doświadczyć. Modlitwę zaczyna  uczucie wdzięczności za wszystko, co jest i  co przeminęło. Kiedy modlimy się słowami o deszcz. To deszcz nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że to nie istnieje w tym momencie I w ten sposób bezwiednie wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Kiedy modlisz się słowami o zdrowie. To zdrowie nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że ono nie istnieje w tym momencie. I w ten sposób bezwiednie  wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Dlatego kiedy się o coś modlę zamiast mówić zaczynam czuć uczucie tego jak to cudownie mieć to o co proszę. W ten sposób otwieram drzwi dla możliwości sprowadzenia mojej prośby do mojego świata a Bóg mi w tym obficie błogosławi. ”. Greg Braden Modlitwa o deszcz

Co ja o tym wszystkim myślę? Po pierwsze EWOLUCJA

Człowiek choć istnieje  od prawie miliona lat to nie jest stworzeniem SKOŃCZONYM. Jest w ciągłej ewolucji. Cały czas zmieniamy się fizycznie, psychicznie, społecznie jak i duchowo. Od ilu lat posługujemy się językiem mówionym ? Od ilu lat modlimy się do Sił Wyższych? To wszystko kropla na osi istnienia homo sapiens. Nie wykluczam, że już za 100 lat forma modlitwy przybrac może jakąś nową postać.

Po drugie: KOMUNIKACJA NIEWERBALNA

W komunikacji międzyludzkiej siedemdziesiąt procent przekazu to sygnały niewerbalne takie jak: wygląd rozmówcy, ubranie, wzrost. Kolejne 23 to forma przekazu a jedynie siedem procent to treść wypowiedzi. Mówiąc prościej słowa to mały pikuś. Liczy się zachowanie, gesty, barwa głosu, mimika twarzy i…..to „coś”..Jak to teraz przeniesc na komunikację ludzko- boską? Może właśnie wprost?

Ten wpis rozpocząłem prowokacyjnie. Na zakończenie powiem równie przewrotnie, że bardziej skłania mnie do głębszej refleksji nad modlitwą historia z rowerem czy ” deszcz Bradena” niż większość znanych mi teorii. Bardzo łatwo jest, szczególnie alkoholikowi traktować Boga jak osobę WSPÓŁUZALEŻNIONĄ, która zna mnie „na wylot”, nie może beze mnie żyć, wie czego pragnę, wszystko za mnie zrobi łącznie z tym, że nawet pomodli się do Samego Siebie w mojej intencji.   :-)

Jesteśmy od­po­wie­dzial­ni nie tyl­ko za uczu­cia, które mamy dla in­nych, ale i za te, które w in­nych budzimy. Stefan Wyszyński

Człowiek jest istotą o wiele bardziej skomplikowaną niż dźwig portowy czy kostka Rubika. Dlatego tak ważną rzeczą jest OTWARTOŚĆ UMYSŁU i zdolność krytycznego myślenia. I dotyczy to tak samo teorii strun Einsteina jak i zagadnień natury duchowej. A wszystko po to,  by serce mogło promieniować tym co najlepsze jak najbardziej donośnie!

 

grzegorz

4.42 Mężczyzna wieczne dziecko czyli Piotruś Pan

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny. PSZCZOŁY

Gdy piłem nałogowo często słyszałem od żony, że zachowuję się jak duże dziecko. Najpierw traktowałem to jako obrazę. Później  uszczypliwość. W końcu uznałem, że małżonka zazdrości mi mojego wyluzowanego sposobu bycia. Przestałem pić, a żona oswojona z abstynencją znów zaczęła zarzucać mi niedojrzałość. Ponieważ uważałem się już wtedy za wielkiego speca od alkoholizmu i wszystkiego co możliwe stwierdziłem, że jest to „śpiewka” osoby współuzależnionej, która wymaga szybkiej terapii. Inaczej  nasze małżeństwo może nie przetrwać takich toksycznych zachowań! Przestraszona żona zgłosiła się do terapeuty. Okazało się jednak, że jej uwagi to nie jest złośliwość ale bolesna dla mnie PRAWDA! Dlaczego? imagesTCMSJ816Bo unikam odpowiedzialności i zobowiązań . Wzbraniam się przed tym jak mogę! Obrażam, gniewam, dąsam, nie odzywam, nie przyznaję do błędu. Ciągle szukam by ktoś mnie w czymś wyręczył. Uciekam od dorosłości tym razem już nie na wagary czy w alkohol ale przed komputer a czasem nawet na miting chodząc tam sześć razy w tygodniu. Faktycznie. Zauważyłem, że znów migam się przed codziennością. Zasłaniałem się: złym samopoczuciem, depresją, głodem alkoholowym.  Mam piekło, a tu ktoś czegoś ode mnie chce! Przecież nie piję ! Dajcie mi wszyscy spokój! Żądam od rodziny szacunku czyli…..opieki i matkowania. Żądam pomocy czyli ….pobłażliwości i braku wymagań! imagesYRHT6GMWCo  się dzieje ? Redaktor specjalizujący się w problematyce uzależnień napisał mi kiedyś :trzeźwiejący alkoholicy wiedzą WSZYSTKO  o alkoholizmie ale niewiele o życiu. Oto problem.   piotrus Przypadkiem przeczytałem ostatnio tekst o psychologicznym syndromie Piotrusia Pana, nigdy nie dojrzewającego chłopca, który jak w powieści J.M Bierie wiele zaczyna ale mało kończy. Obiecuje ale nie dotrzymuje. Znaki rozpoznawcze? Ciągłe zmęczenie i potrzeba odprężania, szybkie zakochiwanie się, fascynacja tym co ekstremalne: sportem, ryzykiem, upodobaniem do drogich produktów, skrajny egoizm i egocentryzm, strach przed przyszłością, niechęć do decydowania, fantazjowanie, wieczne szukanie przyjemności i przedkładanie ich ponad obowiązki. Mój terapeuta powiedział ostatnio do mnie:czy widzi Pan możliwość czerpania przyjemności z własnych OBOWIĄZKÓW? Ze sprzątania, gotowania, prasowania, pracy zawodowej? Z bycia odpowiedzialnym? Ciężkie pytanie ale  kiedyś w końcu trzeba DOROSNĄĆ! Przestać zwlekać, odkładać na później, szukać wiecznie „okna pogodowego” do codziennych  działań. Życie nie składa się tylko z chodzenia na mitingi, spikerek i niesienia posłania . Chodzi o to by zacząć samodzielnie, bez mamy, taty, bez sponsora, bez terapeuty stawiać w końcu odpowiedzialnie krok za krokiem. Decydować i pracować na własny a nie cudzy rachunek. Nie szukać  przeszkód i winnych dookoła ani rozglądać się za wyręczającą nas pomocą. Niewielu z nas podejmuje taką próbę. Nie lubimy konfrontacji z rzeczywistością. Nie lubimy dowiadywać się, że nasze relacje ze światem są CHORE i wymagają zmiany. Łatwo jest mówić teatralnie o swoim egoizmie  w rzeczywistości wzmacniając swój egocentryzm. Gdy słucham podczas mitingów  melancholijnych opowieści o tzw „trudnym czasie” mam ochotę  je brutalnie przerwać! Bo czym innym jest użalanie się nad sobą jeśli nie  skupianiem uwagi na  swoim ego? Przemilczanie takich zachowań nie jest dla mnie ćwiczeniem tolerancji ale  wady o nazwie OBOJĘTNOŚĆ. Własne samopoczucie nie jest najważniejsze na świecie!  Nie wypada, żeby dorosły facet publicznie rozczulał się jak dziecko nad samym sobą! Mężczyzna  nie może na spotkaniach gniewać się, dąsać  i pieprzyć głupoty niczym mały dzidziuś! Jeśli coś jest żałosne to to, że rodzina wciąż nie może na mnie liczyć. Kiedyś  ze względu na promile. Teraz z powodu chronicznego fatalnego samopoczucia i nieróbstwa!  :lol: Problemy są dla DOROSŁYCH, są wizytówka DOROSŁOŚCI. Trzeba nauczyć się o nich dojrzale  myśleć, mówić i rozwiązywać je. Dziecko sobie z tym nie poradzi. dJeśli doczytałeś do tego miejsca pomyśl, może sam jesteś Piotrusiem Panem? Jeśli dorastałeś w rodzinie z fizycznie lub psychicznie nie obecnym ojcem oraz nadopiekuńczą matką…………… Jeśli o mnie chodzi, wychowałem się bez taty w gronie nadskakujących mi kobiet. Chłopca w dorosły świat najlepiej wprowadza  mężczyzna. Jeżeli w dzieciństwie zewsząd otaczały cię tak jak mnie  mama, babcia, ciocia  to byłeś pozbawiony męskich wzorców. Dziewczyny w dobrej wierze próbowały  nadrobić nam braki przez co były nadopiekuńcze a my staliśmy się pępkiem świata. Panowie i Panie ! Alkoholicy i alkoholiczki! :-) Jakże uzdrawiające jest POZNAWANIE SAMEGO SIEBIE. Kim Jestem? Dlaczego taki jestem? Nie ma co nienawidzić siebie za lenistwo, strach, nieporadność czy obżarstwo.  Trzeba je zrozumieć .  Większość naszych zachowań jest tak silnie zautomatyzowana, że nie mamy absolutnie żadnych szans na zmianę  bez pomocy SIŁY WIĘKSZEJ. Ta siła to jednak nie jest BOZIA do której składamy jak dzieci rączki prosząc by wszystko za nas zrobiła. Bóg na szczęście nie jest osobą współuzależnioną! Sytuacja jest taka : samo się nic nie zmieni! Nie możemy całe życie trzymać się najpierw „mamy spódnicy” a teraz wykorzystywać egoistycznie partnera, wspólnotę czy Anioła Stróża! Nasza nieporadność i beztroska nie jest nieuleczalna. Trzeba nam zastępować dziecinne myślenie, odczuwanie i zachowanie czymś bardziej odpowiednim i adekwatnym do naszego wieku. To co robić konkretnie? A wyciągnij „maminsynku”  samodzielnie jakiś wniosek dla siebie! Choćby  z tego tekstu. :-D

Grzegorz alkoholik