Poczucie wdzięczności część druga

„Nie ma obowiązku większego nad obowiązek wdzięczności”. Ambroży z Mediolanu 333-397 r

Jedna z sugestii programu 12 kroków, mówi o prowadzeniu: „zeszytu wdzięczności”. Na zakończenie każdego dnia, piszesz odręcznie listę tego, za co czujesz się aktualnie wdzięczny. Pytanie tylko „komu”? Wierzący dziękują Bogu, agnostycy Sile Wyższej a ateiści chwalą Dobry Los. Rzecz bardziej w przedmiocie aniżeli podmiocie. Z jednej strony, chodzi o wyrabianie postawy zwracania uwagi na DOBRO, którego już TERAZ jesteśmy realnymi właścicielami. Z drugiej, idzie o nabranie dystansu do swego EGO, poprzez uznanie jakiegoś zewnętrznego „dobrodzieja”. 

Poczucie wdzięczności nie pojawia się jak woda w kranie. Rozpędza się stopniowo, niczym towarowy pociąg.

Odkrywanie powodów do zadowolenia to bardziej cykl aniżeli jednorazowe odkrycie i wymaga systematycznego wysiłku. Moje pierwsze wdzięczności miały biznesowy charakter. Dotyczyły korzyści. Dziękuję za zarobione pieniądze. Za to, że ktoś był dla mnie pomocny. Za bezpieczną podróż, za dobry humor, za zdrowie, za okazyjnie kupioną rzecz i oczywiście za kolejny dzień w abstynencji. Mniej więcej coś takiego.

Im częściej dziękujesz tym lepiej dziękujesz.

Potem był progres. Zacząłem cieszyć się czymś, czego dotąd nie zauważałem. Dziś jestem wdzięczny za obiad, za pyszną zupę pomidorową. Za to, że mam smak, wzrok i węch. Za wodę, której mam pod dostatkiem. Za ciepłe grzejniki w mieszkaniu. Za światło w żarówkach, za kolory przyrody, wiatr, za życie…… Ale uwaga! Ponad dwa lata dojrzewałem do docenienia mojej rodziny. Choć mam najcudowniejszą na świecie żonę i wspaniałych synów, to wdzięczny byłem za wodę w kranie i prąd w gniazdku.   :oops:

Posiadamy NAWYK ślepoty i użalania. Wolimy pretensje od wdzięczności.

Termin „zwyczaje” kojarzymy z malowaniem jajek wielkanocnych czy góralską muzyką.  Ale poza etnograficznym podejściem do tego pojęcia, istnieje jeszcze psychologiczne. Chodzi o ZWYCZAJE MYŚLOWE. Są to nasze osobiste sposoby mentalnego reagowania na otaczające bodźce. Tworzą one w głowie swoisty „obyczaj” na miarę bożonarodzieniowej szopki i śmingusa dyngusa. Zrób takie ćwiczenie. Napełnij dokładnie do połowy szklankę wodą. Co widzisz? Czy naczynie jest w połowie puste czy w połowie pełne? Twoja odpowiedź wynika właśnie z twojej mentalnej obyczajowości, z twoich wewnętrznych standardów. To one odgrywają decydującą rolę w jakości naszego życia. To one są stałą „X” we wzorze szczęśliwości (o czym pisałem w części  pierwszej). Jakże ciężko przekroczyć próg wdzięczności kultywując tradycje pesymizmu, użalania, roszczeń, egocentryzmu i egoizmu, zazdrości, zawiści, pychy i nietolerancji. Jakże trudno docenić wartość drugiego człowieka (szczególnie tego najbliższego), sądząc, że wszystko mi się należy i „nikt” nie robi mi tzw „łaski”….

Nie można docenić teraźniejszości z nogami  w przeszłości a głową w przyszłości.

Miałem wiele wygórowanych oczekiwań od życia i ludzi. Nigdy nie satysfakcjonowało mnie to, co aktualnie MAM. Nawet jeżeli widziałem jakąś szklankę do połowy pełną, to obok zauważałem milion pustych. Po prostu żyłem tym czego nie było. Najczęściej strachem o finansową przyszłość lub żalem z powodu minionych błędów. Najzabawniejsze jest to, że niczego mi nie brakowało i żaden z moich strachów nie zrobił mi nigdy krzywdy. Nie ważne jednak jaka była prawda, ważne co o tym wtedy myślałem. Moje tendencje do niedoceniania rzeczywistości obejmowały nie tylko rodzinę ale i pracę zawodową czy posiadane talenty. Chciałem tego, czego nie miałem i sądziłem, że gdy to zyskam będę spełniony, spokojny i szczęśliwy.

Nie możesz być szczęśliwy jeśli nie jesteś wdzięczny. To nie szczęście czyni nas wdzięcznymi ale wdzięczność czyni szczęśliwymi David Steindl Rast

W pędzie za nowym mieszkaniem, samochodem, drogim zegarkiem ale także jakimiś cechami charakteru czy określonym wyglądem fizycznym można zmarnować czasem i całe życie. Tak już jest urządzony ten świat, że spełnienia nie daje NIKOMU realizacja marzeń ale życie tu i teraz. Dlaczego? Bo spełnione marzenie w chwili realizacji przestaje być marzeniem i staje się rzeczywistością, której najzwyczajniej nadal nie potrafimy docenić. Co więc robimy? Zastępujemy świętowanie NOWYM pragnieniem opartym na egoizmie, pysze, zazdrości lub zawiści. Ta spirala powoduje, że stoimy zestresowani choć obwieszeni złotymi medalami na podium własnego życia, myśląc ciągle o kolejnym konkursie.

Czym byk nawykł, tym ryczy. 

Nasze dominujące myśli kształtują nasze samopoczucie. Nie są czymś spontanicznym, adekwatnym do sytuacji. Opierają się na utartych nawykach. Otóż przyzwyczailiśmy się myśleć w określony sposób i robimy to mechanicznie, bezwiednie. Jeśli ktoś przywykł uważać, iż ma pecha i świat się na niego uwziął, zawsze będzie reagował na życiowe trudności jako karę losu i gwoźdź do trumny. Ktoś drugi z poczuciem, że jest „kowalem własnego losu”, zamiast dobijać się problemami, będzie traktował je jako wyzwanie i krok do zwycięstwa. W tym sensie, odczuwanie wdzięczności wymaga pewnych predyspozycji albo jak kto woli podstaw.

Życie toczy się w naszej psychice. Tu się zwycięża lub przegrywa. To tu się żyje lub umiera, odczuwa wdzięczność lub toksyczną pustkę.

W  początkowej fazie trzeźwienia, wypełniałem zeszyt wdzięczności pod presją sponsora. Nie chciałem być przyłapany na nie wykonywaniu sugestii. Zwyczajnie dyscyplinowałem się do odkrywania tego, co w moim życiu dobre. I nic w tym złego. Większość treningów sportowych odbywa się bardziej „na rozum” aniżeli dla przyjemności. Dlatego nie widzę nic dziwnego w kształtowaniu u siebie postawy dziękczynienia. Taki wysiłek buduje w naszych mózgach nowe połączenia nerwowe, które stają się polem dla przepływania uczuć dziękczynienia. Gdzieś po trzech miesiącach regularnego powtarzania nieużywanej czynności, wyrabia się w nas nowy nawyk. To dlatego tak ważna jest regularność i systematyczność działań. 

Nic nie wpływa lepiej na nasze zdrowie cielesne i duchowe jak WDZIĘCZNOŚĆ. E.M. Chalmers

Czy pomyślałeś kiedyś, że „wdzięczność” może mieć znaczenie terapeutyczne? Że może działać lepiej aniżeli leki uspokajające? Że może pomóc zachować spokój w stresującej sytuacji czy zimną krew w burzliwej atmosferze? Jest to rodzaj przekierowania myśli. Nagle zaczynamy koncentrować się na czymś pozytywnym. Rzecz idzie właśnie o wykształcenie nowego nawyku zachowania, którego celem jest lepsze samopoczucie.

„Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest i nie docenia tego, kim jest.”  Malcolm S. Forbes

Pisałem już, że mamy tendencję do szukania „dziury w całym”. Dotyczy to również samego siebie. Stojąc przed lustrem z reguły skupiamy się na zmarszczkach, siwych włosach czy trądziku młodzieńczym bardziej aniżeli na kolorze oczu czy kształcie ust. Biczujemy się za braki nie ciesząc z posiadanej pełni. Wyolbrzymiany wady nie szanując zalet. A jeśli przeżywamy jakąś wdzięczność to zawsze dotyczy ona świata i kosmosu ale nigdy nas samych. Tymczasem radość życia jest najsilniejsza wtedy, gdy powstaje z powodu własnego serca, a nie przymiotów jego otoczenia. Jeśli wiem Kim Jestem i umiem to docenić, zaczynam odczuwać fundamentalną WDZIĘCZNOŚĆ- radość BYCIA SOBĄ. Czy wiesz, że z tego zadowolenia powstaje poczucie własnej wartości? Wymaga to zawsze pracy, która nomen omen jest w zdrowieniu kluczowa i podstawowa.

„Lecz jeśli ślepego prowadzi ślepy, obaj w dół wpadną.” (MT 15,14)

Niestety zdarza się, że my alkoholicy nie poświęcamy czasu na odczytywanie własnej tożsamości. Mamy bowiem na głowie ważniejsze sprawy aniżeli rozważanie „kim jestem”. Idziemy więc na wojnę z własnym EGO ( zamiast pokojowo pracować nad wzbudzeniem autosympatii). Używamy pojęć duchowych w powierzchowny sposób. I przede wszystkim, ruszamy „uzdrawiać potrzebujących” zapominając o własnej chorobie. W taki oto sposób dostarczamy sobie namiastki poczucia wdzięczności UCIEKAJĄC WIECZNIE OD SIEBIE , kiedyś w alkohol a dziś w tzw „służbę”. I spirala głupoty nakręca się dalej. Bo co mądrego możemy powiedzieć nieszczęśliwym ludziom? Że najlepszym sposobem na własne zdrowie jest pomaganie innym?

Odkryliśmy Kim Jesteśmy. Zaakceptowaliśmy i pokochaliśmy prawdziwego siebie-swoje wady i zalety, talenty i ograniczenia, predyspozycje i niemożności.

Każdy człowiek, posiada tyle wad co zalet, i winien jest innym tyle przeprosin co podziękowań. Każdy człowiek, zasługuje zarówno na krytykę, jak i wdzięczność otoczenia. Czy jesteś wdzięczny za SIEBIE? Za siebie ze względu na twoje wnętrze, charakter, potencjał, wygląd fizyczny? Za siebie jako siebie? I czy wiesz, że właśnie od tego zależy twoje trwałe szczęście?

grzegorz

 

 

8.0 Gotowość do przeprosin i naprawy wyrzadzonych krzywd dzięki pogodzeniu z samym sobą.

Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

pobrane

Lista zobowiązań moralnych

Wyrzuty sumienia i pretensje za to co zrobiłem i co zaniedbałem prowadzić mogą do zapicia, choroby psychicznej lub na stryczek. Zauważylem, że niezależnie od  tego czy wspominałem konkretne sytuacje, niechlubna przeszlość zawsze ciążyla mi moralnie i duchowo. Czy może być jakiś sposób na pozbycie się tego balastu? Dla mnie alkoholika jest to : Program dwunastu kroków ze sponsorem. Ważnym jego etapem jest rozliczenie się z własną przeszłością czyli gotowość przeposin i naprawienia wyrządzonych szkód. Rozpoczyna je zrobienie listy osób, które skrzywdziłem.

Od ilu klapsów zaczyna się przemoc wobec dziecka?

Gdy pierwszy raz usłyszałem czytany krok ósmy miałem problem by na jego liście zapisać więcej niż jedną osobę. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w powyższym podtytule. Myślałem, że żeby mówić o agresji wobec dzieci to trzeba je „katować”! Tymczasem przemoc zaczyna się od pierwszego klapnięcia malucha w tyłek! Od pierwszego! Terapeuta zapytał mnie kiedyś czy byłem sprawcą przemocy domowej. Odpowiedziałem, że NIGDY!  Dopytał: czy krzyczał Pan kiedyś na żonę? Groził jej palcem? Czy zdarzyło się Panu zabrać kiedyś żonie kartę kredytową? Wydzielać jej pieniądze, nie pozwalać korzystać z samochodu?  Nie tylko stosowałem przemoc ekonomiczną. Wyśmiewałem  pasje mojej partnerki, drwiłem z jej zainteresowań, krytykowałem jej koleżanki a nawet ulubionych wykonawców muzycznych. Poza tym znęcalem sie nad nią psychicznie milczeniem. Nieodzywałem sie tygodniami robiąc groźne miny. Raniłem żonę swoią oschlością i chłodem.  Za takie numery dzielnicowy założyłby mi całą talię niebieskich kart!

Gdy przeszedłem z poziomu słuchania kroków do realizowania, na czwartym etapie wiedziałem już, że lista osób które skrzywdziłem wykroczy poza ilość palców u rąk i nóg.

Dlaczego zadajemy innym ból?

W dzieciństwie często słyszałem, że jestem niezdarą, nygusem, płaczkiem, mazgajem lub gamoniem!  Terapeuta powiedział mi, że zranienia, których doświadczamy regularnie jako małe dzieci tworzą w nas głębokie urazy wyznaczające nam sposób traktowania innych ludzi. Będąc zranionym spontanicznie krzywdzę innych. I by się zgadzało. Często odreagowywałem upokarzając moją rodzinę.

A jeśli nie przeproszę i nie wybaczę ?

Skoro przemocowość  jest następstwem doznanej krzywdy to wraz z ofiarami jedziemy na tym samym wózku. Ofiary nienawidząc sprawców same stają się nimi. Sprawcy żywiąc urazy do swoich krzywdzicieli odreagowują na innych. Aby przerwać te przeklęte błędne koło ktoś musi wykonać ważny pierwszy ruch. Stając do ósmego kroku wiedziałem, że mam możliwość zatrzymania odbijającego się od dawna pomiędzy mną a innymi ludźmi ZŁA. Postanowiłem zniwelować ten wzorzec obecny w mojej rodzinie, wygasić go by nie pogrążał dalej moich synów, potem wnuków i w koło macieju!

Przebaczenie rozpoczyna się od samego siebie.

Łatwo z tego  aktu akceptacji  zrobić próżny gest. To oczywiste, że krzywdzimy sami siebie ale lista krzywd z własnym nazwiskiem na pierwszym miejscu mówi, że coś poszło nie tak w kroku czwartym. Przebaczyć sobie – to nie znaczy współczuć w użalający sposób. Chodzi o to, by przyjąć siebie samego w pokorze. Żadne moje ograniczenie i żaden mój zły czyn nie może być powodem autonienawiści ale i toksycznego rozczulania się nad sobą. Jeżeli nie mogę patrzeć w lustro lub ciągle biadolę jak to zmarnowałem sobie i innym życie daleko mi do kroku ósmego! Pomijam przypadek gdy wywyższam się niechlubną przeszłoscią na zasadzie: ja to dopiero piłem, biłem, kradłem i krzywdzilem!!! Co świadczy o byciu na ujemnym poziomie rozwoju w tzw. czarnej d**ie!

Gołym okiem widać jaki kto ma stosunek do siebie.

Agresja, złośliwość, uskarżanie, lamentowanie i żałosne jęczenie nad swym losem. Oto zewnętrzne znaki wewnętrznego konfliktu każdego człowieka. Jeśli w stosunku do samego siebie braknie mi pokory pierwszego kroku, nigdy nie stanę na własne nogi i nie uwierzę w swoje możliwości. Będę za to się kajał i nienawidził, obwiniając za wszystko cały świat lub samego siebie a wszystko zależnie od nastroju! Takie samobiczowanie nie daje nic dobrego a niestety wzmacnia tylko moje samolubstwo i często jest zakonspirowanym przejawem pychy.

Trzeba być dla siebie dobrym

Mówi się, że nie można kochać innych jeśli nie kocha się siebie. Długo uważałem, że kocham moją żonę bo byłem o nią zazdrosny, ale czy na tym polega miłość? Zasypywałem dzieci drogimi prezentami i wykłócałem się z ich  nauczycielami.To jednak nie była miłość ale nadopiekuńczość chorego pysznego człowieka, który potajemnie szpiegował swoje dzieci czytając  ich smsy i maile. Czy to wynikało z dobra? Nie! Było odzwierciedleniem nieufności do samego siebie.

Jestem jaki jestem

Moja niechlubna przeszłość, jakakolwiek by nie była, nie musi rujnować mojej przyszłości. Wszystko zależy od tego jak zachowam się dziś! Patrząc trzeźwo na moje wybryki wiem, że wtedy nie byłem zdolny do niczeo innego. Mam szczęście, że nie skończyło się gorzej. Ta sama głowa, która gdy piłem podsuwała mi  fatalne pomysły dziś wolna od etanolu namawia mnie do zadośćuczynienia moim ofiarom. Niezła sytuacja! Moje ego niegdyś nastawione na prózność i samolubstwo  dziś zachęca mnie do myślenia o innych. Dobre!

Codzienne Himalaje

Alpiniści pokonując trudne przejścia wykuwają często czekanami stopnie w lodzie. Ułatwiają sobie w ten sposob nie tylko wejście ale chronią się przed niebezpieczeństwem upadku w czasie zejścia. Ósmy krok to ważny poziom dla dalszej wędrowki. Powinien być mocnym oparciem na wypadek załamania wewnętrznej pogody ducha!

grzegorz

7.1 Pokora jako szacunek dla samego siebie

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki. 

images

Wiadomo, że szanować należy ubrania, samochód, książki. Dotyczy to także osób w starszym wieku jak i rodziców.

Co oznacza „szanować samego siebie”?

Nie pozwolić żonie wchodzić sobie na głowę ? Nie przechodzić na „ty” ? Nie czekać na spóźnialskich? Dbać o dietę, sport i wypoczynek?

imagesVU0OKI48

„Będziesz miłował  bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego większego przykazania” czytamy w biblii. Miłość do siebie jest tak oczywista, że ……aż zapominamy ją sobie okazywać.   

Co to znaczy kochać siebie?

Nasze oczy skierowane są na zewnątrz. Nie widzimy własnej lecz cudze twarze. Dlatego z łatwością projektujemy na innych  uczucia, które powinny w pierwszej kolejności objąć nas samych. Z pogardy dla egoizmu rzucamy się w altruizm, idąc na skróty uczuć.

Co to znaczy dbać o kogoś ?

Interesować się, rozumieć, pomagać, tolerować. Teraz, w miejsce „kogoś” trzeba wstawić własną osobę. Człowiek ma nie tylko  prawo ale powinność dbania o samego siebie i DAWANIA SOBIE PIERWSZEŃSTWA! Dlaczego? Bo nasze obowiązki wobec innych opierają się  na fundamencie obowiązków wobec nas samych. Ich spełnianie nie jest megalomanią. Co ciekawe znane mi osoby zakochane w sobie nie są samolubami, ale żaden ze znanych mi samolubów  nie kocha samego siebie.

Jest takie powiedzenie „pocałuj mnie w du***” Wiadomo, że nie chodzi w nim o pieszczoty. Jaki szacunek dla siebie taka sympatia wobec innych. Tyle mamy miłości dla otoczenia …..ile dla siebie. Oczywiście umiemy pokazać sztuczny uśmiech, „zagrać” uprzejmość, ale na krótką metę i dużym kosztem. Temu aktorstwu zawsze towarzyszy bardzo szkodliwe napięcie. Tak więc nieakceptacja  to  bunt przeciwko  naszym NATURALNYM GRANICOM, który niestety rozwija w nas lęk .

Żeby szanować siebie  potrzebna jest POKORA.

Każdy ma  talenty , ale i wrodzone ograniczenia. Rzecz w tym, żeby zaprzyjaźnić się ze sobą nie ze względu na swoją WIELKOŚĆ, ale k r u ch o ś ć  i słabość. Docenić siebie POMIMO wad i braków, ze względu na starania i wysiłek. Zobaczyć w sobie to co bezbronne, słabe, samotne, smutne i okazać TEMU KOMUŚ współczucie. Otrzeć własne łzy, osuszyć swoją twarz i ulitować się nad własną osobą. Uśmiechnąć się do lustra i zyskać „świadomość siebie” jako czegoś więcej niż kupy mięsa, wody, wad charakteru i braków.

 

Grzegorz alkoholik

 

 

5.0 Przyznawanie się do uczuć

Wyznaliśmy sobie Bogu i drugiemu człowiekowi istotę naszych blędów.

pobrane

Udowodniono , że do alkoholu ,narkomanii ,anoreksji ,seksoholizmu  i kompulsywnych zachowań często prowadzą nas TŁUMIONE  LATAMI UCZUCIA.

Czym jest złość ,radość ,niepokój, nuda,lenistwo czy zazdrość?

To nie są zachowania ani w tym wypadku cechy charakteru ale moja wewnętrzna reakcja na teraźniejszość ,przeszłość i przyszłość. Od tej reakcji zależą moje stosunki ze światem zewnętrznym ale i z samym sobą…… Świat odbieram poprzez zmysły ale reaguję uczuciami. Dzięki nim jestem w kontakcie z rzeczywistością. Ponieważ nie lubię wstydu, nieśmiałości ,żalu,poczucia winy to TŁUMIĘ JE i przestaję żyć w realu.

gWszystkie uczucia są ENERGIĄ ,która zasila moje życie. Jeżeli przestaje we mnie płynąć …..OBUMIERAM.

 

 

Przyjaciel przysłał mi kiedyś taką wiadomość na FB : „nareszcie mam w sobie na tyle siły by Ci się do czegoś przyznać. Jesteś jedną z najważniejszych i najbardziej wartościowych osób jakie znam. Jesteś dla mnie siłą i inspiracją. wyzwaniem i nadzieją.dziękuję Ci za Twoja obecność.no to teraz mogę już iść spać!”. Zaznaczam ,że nie jest on homoseksualistą. Podzielil się swoimi uczuciami rozprawiając się z zazdrością by nie przeszła w zawiść. Boże ,taki  krok ekspozycji uczuć! Potem wielokrotnie w rozmowach osobistych przyznawał mi się do zacietrzewienia i frustracji z powodu obsesji na własnym punkcie. Piszę o tym bo w ten sposób puścił ENERGIĘ W RUCH i zasilił nią własne życie. Jest to dla mnie ciągle poruszające zdarzenie . Poruszające i inspirujące. To ja Ci Dziękuję! Bardzo Dziękuję! Bo od tamtego czasu już wielokrotnie zrobiłem TO SAMO i parafrazując tekst piątego kroku wyznałem sobie ,Bogu i drugiemu człowiekowi co aktualnie czuję. 

Zauważyłem , że ukrywane nieprzyjemne uczucia zasilają moje wady charakterunie odpuszczają mi tak długo dopóki ich nie ujawnię .

3Zawsze uciekając przed strachem jednocześnie uciekałem przed odwagą. Odrzucając wstyd rezygnowałem ze śmiałości. Każde uczuciowe wycofanie oddalało mnie od całej palety doznań sprawiając że odcinając się od uczuć traciłem dostęp do wlasnych głębokich potrzeb. Zaczynając od potrzeby kochania i bycia kochanym na odczuwaniu naturalnych przyjemności kończąc.

4W piątym kroku uzmysłowiłem sobie , że nie ma nic niewłaściwego w uczuciach jako takich. Nie muszę się obwiniać za to co czuję.  Odczuwać chęć zemsty a zamordować to dwie różne sprawy. Uczucia są formą energii psychicznej i dlatego nie oceniam ich w kategorii dobra i zła. W każdym razie służą do przeżywania a nie tłumienia. Przyznawanie sie do każdego z nich przed drugim człowiekiem uważam za świetny sposób na kierowanie ich na właściwe tory.

grzegorz trzeźwiejący alkoholik