Pogoda Ducha

Gdy wracam z urlopu znajomi z reguły zadają mi standardowe pytanie: Jaką miałeś pogodę? Wydaje się, że słoneczne i bezdeszczowe dni są gwarancją udanego wypoczynku. Żywimy przekonanie, że warunkiem sensownego urlopu jest dobra atmosferyczna aura.

Gdy spotykam dawno nie widzianego znajomego, zdarza mi się pytać: jak zdrówko? Zdrowie podobnie jak pogoda nad Bałtykiem uchodzi za synonim szczęśliwości.

Czy mimika twarzy może bezbłędnie opisywać stan psychiczny? Uśmiechniętych i energicznych ludzi uważa się za osoby szczęśliwe a smutnych i flegmatycznych za mniej lub wcale. Czy to jest zasada?

Pogoda DUCHA….co za elektryzujące, pełne siły i nadziei pojęcie, będące przedmiotem życzeń, westchnień, tęsknot i modlitw. Czym jest? Co to jest?             Dziś słów i refleksji parę na ten niby oczywisty a moim zdaniem wciąż niezbadany i źle rozumiany temat.

Szczęście nie jest stacją do której przyjeżdżasz, lecz sposobem podróżowania. Margaret Lee Runbeck

Na program 12 kroków wszedłem po sześciu miesiącach abstynencji. Telepało mną nerwowo. Byłem słaby emocjonalnie, pełen niepokoju i lęku. Średnio raz na dwa miesiące łapałem „duuużego doła”. Mój sponsor mawiał: jeśli Ty działasz to TEN PROGRAM też działa. Szybko odzyskasz pogodę duchaWszedłem w to. Pomyślałem, że w ten sposób ugaszę mój wewnętrzny pożar, który do tej pory próbowałem koić alkoholem. Potraktowałem PROGRAM instrumentalnie, niczym UŻYWKĘ do poprawy samopoczucia.

Egoizm to nie tylko zjadanie ostatniej kanapki u cioci na imieninach. To także zachłanność duchowych dóbr a przede wszystkim przedmiotowy do nich stosunek: mają ZROBIĆ MI DOBRZE!

Dwa miesiące solidnej pracy. Sugestie wykonywałem wzorowo. Czułem się znakomicie. Przyszedł grudzień i nagle bęc, powróciło dołowanie, co gorsza z jakąś większą siłą. Gdzie ta Pogoda Ducha? Sponsor radził zawsze to samo. Poczekajmy do czwartego kroku a póki co spotęgujmy sugestie! Spotęgować sugestie?! Ale wtedy musiałbym już otworzyć ośrodek terapeutyczny we własnym mieszkaniu albo zamieszkać w jakiejś komunie alkoholowej, bo na mitingi chadzałem już 6 razy w tygodniu. Do kolegów wydzwaniałem dziesięć razy dziennie a na kolankach nie miałem już siły klęczeć!

Największym szczęściem jest zaprzestanie dążenia do jego osiągnięcia. Orhan Pamuk „Śnieg”

Wyjechałem w Karkonosze. Starym sposobem „wybiegałem napięcie” na nartach. Jak tylko wróciłem do Łodzi…powtórka z rozrywki. Był to pierwszy sygnał do refleksji nad pojęciem POGODY DUCHA, a raczej do zrewidowania obiegowych opinii na ten temat. Po raz pierwszy zadałem sobie pytanie: czy można czuć się fatalnie psychicznie, ale mieć jednocześnie Pogodę Ducha? Mój sponsor zbaraniał! A ja przeczuwałem, że to jest jakiś kierunek do dalszych przemyśleń.

Czuć się szczęśliwym i bez szczęścia – jest szczęściem. Marie Eschenbach

Czy Pogoda Ducha to pogodne samopoczucie? Gdy czuję się dobrze, mam dużo wigoru, rozpiera mnie energia i wtedy jest cudownie! Super, ale to nie jest stan duchowy lecz psychiczny. Stan zmienny, przeplatany dniami gorszymi a nawet dramatycznymi. Dobry czy tak zwany zły czas istnieje zawsze w moich myślach, uczuciach i zachowaniu. Ale PSYCHIKA TO NIE DUCHOWOŚĆ. To inna para kaloszy.

Szczęście to nie jest brak nieszczęścia. Pogoda Ducha to nie jest brak niepogody. 

Rok kalendarzowy cyklicznie migruje pomiędzy zróżnicowanymi porami roku. Mamy tu nie tylko skoki temperatury, są różnice ciśnienia, wilgotności, wiatru, nasłonecznienia. Zimny październikowy dzień, to rodzaj tej samej pogody co słoneczny lipcowy poranek czy dżdżysty marzec. Nie można zmienić warunków atmosferycznych. Nikt nie powstrzyma śnieżycy ani spiekoty. Można uciekać przed słońcem w cień, przed deszczem pod dach ale nie da się zatrzymać tych zjawisk.

„Życie bez trudności byłoby niczym strumień bez kamieni i zakrętów. Bez problemów niemożliwy jest własny rozwój, grupowe osiągnięcia i postęp ludzkości”. Benjamin Hoff

Spróbuj zatopić korek pływający po wodzie. Im silniej w niego uderzasz, tym bardziej tonie, ale im bardziej tonie, tym silniej wyskakuje z powrotem. Taką metodą zwykły korek może łatwo cię zmęczyć. To nie jest dobry sposób. Znamy powiedzenie o próbie topienia smutków w alkoholu, które jak to się okazuje potrafią niestety pływać!!! Ponoć chińscy rzeźnicy nie ostrzą przy rozbiorze mięsa tak często noży jak ich odpowiednicy na zachodzie. Dlaczego? Pracują elastyczną dłonią, która napotykając chrząstki i kości uślizguje się po nich, podczas gdy europejscy masaże pracują twardym i tępym ruchem noża.

„Mądrość  to sztuka w której trzeba zacząć od pogodzenia się z tym, że rzeczy są takie, jakie są. Potem możemy: albo zaakceptować, że położenia nie da się zmienić, choć można zmienić nastawienie, albo ustalić, co trzeba zmienić, i dokonać tej zmiany”. Julian Baggini „Filozof na kozetce”.

Moja walka z cyklicznym złym samopoczuciem miała wiele bitew. Dwa lata temu jednego dnia chodziłem po Tatrach Słowackich 18 godzin ciurkiem, by dostarczyć sobie endorfin. Podobnie jak w wypadku wielogodzinnych nart biegowych zawsze następnego dnia miałem fatalne samopoczucie niczym KAC. Dziwne ale czułem się jakby po pijaństwie. Organizm osłabiony, odwodniony i obolały. Jak z opisanym wyżej korkiem. Im większe zatopienie tym silniejsze jego wybicie na powierzchnię!

„Dał Pan i zabrał Pan” czyli czy Hiob miał pogodę ducha?

Hiob jest bohaterem jednej z biblijnych ksiąg Starego Testamentu. Był człowiekiem sprawiedliwym, wierzącym i dobrym. Miał szczęśliwą rodzinę i duży majątek. Kochał Boga i czcił go z oddaniem. Szatan wątpił w szczerość jego intencji sugerując, że już niewielki kryzys odmieni Hioba. Bóg pozwolił poddać go próbie. Od tego momentu spadają na niego różnorakie nieszczęścia. Traci majątek. Potem umierają jego dzieci. Pomimo to nie złorzeczy Bogu i przyjmuje swój los z pokorą. Nie dość tych nieszczęść, zaczyna chorować na trąd. Porzuca go żona i przyjaciele. I w tych dramatach  jest pogodzony z sytuacją. Za każdym razem wypowiada sakramentalne zdanie: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech Imię Pańskie będzie błogosławione”. 

Zgłębiając tę biblijną opowieść można metaforycznie powiedzieć, iż pogodne życie to nie są jedynie „słoneczne, bezwietrzne dni”. To także wiele mroźnych zim i ponurych jesieni. To słońce pustyni, susza a czasem huragan. To nadciśnienie, wilgotność i kondensacja. Jaki ma sens WALKA z NATURĄ ZDARZEŃ? Można nienawidzić matkę ziemię za tsunami i tajfuny. Ale na najgłębszym poziomie życie jest ŚWIADOMOŚCIĄ, że WSZYTKO JEST TAKIE JAKIE MA BYĆ. Ta AKCEPTACJA różnych odsłon losu, serwowanych nam każdego dnia, jest już stanem wyższym niż psychika. JEST STANEM DUCHOWYM. A to już jest inny „level”. Pogoda Ducha to radość z życia takiego jakim jest a nie być by mogło. I ten stan wymaka się zarówno „głowie” jak i „sercu”, będąc czymś innym aniżeli uczucie, myśl czy zachowanie.

Obsypany trądem, w żałobie po dzieciach, bez grosza przy duszy, opuszczony przez żonę…..Czy Hiob w takim stanie był szczęśliwy, radosny i w dobrym nastroju? Z pewnością nie. Ale, czy miał Pogodę Ducha?

Każdy z nas ma własne niepowodzenia, klęski i katastrofy. Osobiste przeciwności losu i swoje pasmo krzywd. Prywatne smutki i troski. Zostało jeszcze sześć ostatnich i kluczowych wersów tego tekstu. Życzmy sobie, by na nas czytających je, spłynęło to o czym mówią i nieustannie nam towarzyszyło.

BOŻE, UŻYCZ MI POGODY DUCHA,                                                                             ABYM GODZIŁ SIĘ Z TYM CZEGO NIE MOGĘ ZMIENIĆ.                                     ODWAGI, ABYM ZMIENIAŁ TO CO MOGĘ ZMIENIĆ.                                                      I MĄDROŚCI, ABYM ODRÓŻNIAŁ JEDNO OD DRUGIEGO.                                     NIECH SIĘ DZIEJE WOLA TWOJA A NIE MOJA……..PANIE!

 

grzegorz

 

 

7.3 „Żądza” zmiany czyli kompulsywne próby bycia lepszym człowiekiem

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

Czy  wystarczy „chcieć by móc”?

Zawsze byłym wyznawcą powiedzenia, żeczłowiek jest kowalem własnego losu”. Lubiłem czytać tzw „kolorowe książki” o nieskończonym potencjale jednostki ludzkiej. Z tej przyczyny nie mogłem zrozumieć dlaczego zamiast samemu wziąć „byka za rogi”, krok siódmy proponuje bieganie „po prośbie” i to jeszcze zamiast psychoterapeuty to do niewidzialnego Pana Boga?!?! Czy nie jest to niepoważne i nieodpowiedzialne?

Zgodnie z sugestią sponsora zacząłem  odmawiać modlitwę tego kroku wymieniając na głos 20 wad mojego charakteru. Z miejsca  zaczęły przytrafiać mi się zdarzenia, gdzie stawałem przed jakąś moralną próbą . Choć wypadałem kiepsko każdorazowo obiecywałem  poprawę i starałem się ustrzec od  zadawania sobie i ludziom bólu. To była dla mnie duża zmiana. Do tej pory moralna porażka zawracała mnie z drogi, teraz odwrotnie.

Maskowanie „wad”.

Nie wszystko oczywiście szło tak jak powinno. Wiedziałem, że nie powinienem być wulgarny, apodyktyczny i nietolerancyjny. Zamiast więc „walić prosto z mostu” stałem się wobec ludzi  bardziej sarkastyczny, uszczypliwy i szyderczy niczym zgryźliwi dziadkowie z Muppet Show. Moja agresja z czynnej przeszła na bierną co świetnie kamuflowało przemoc. To tylko jeden z przykładów. Pomimo stanowczego postanowienia bycia wobec żony wyrozumiałym, serdecznym i pomocnym ciągle byłem naburmuszony, bez serca i mało przydatny. Przysiągłem sobie zachowywać szacunek i spokój wobec  synów a pomimo to odnosiłem się do nich  nerwowo i chamsko! Poza tym zaplanowałem totalną walkę z lenistwem. Z jednej strony sprzątałem po sobie bieliznę, wkładałem talerze do zmywarki przy czym jednocześnie spędzałem godziny przed komputerem „ślizgając” się w internecie. W końcu znów rzucałem majtki na podłogę a talerze zostawiałem tam gdzie skończyłem jeść.

Człowiek sam z siebie może się zmienić….. ale JEDYNIE NA GORSZE! Pogodne Myśli Grzesia

Łatwiej jest zmienić płeć niż osobowość. Prościej przebudować własnymi rękami całe miasto  niż zrobić remont swojej psychiki. Trudniej porzucić złośliwość niż palenie.

Błyskawicznie usuwa się dziś wady serca, narządów ruchu a nawet a nawet mózgu! Za każdym jednak razem gdy postanawiałem nie być egoistą następował odwrotny efekt znany mi z górskich wędrówek ostrą granią. Podobnie jak komenda „ nie patrz w dół” skłania do tego czego zabrania, identycznie miała się rzecz z moimi wadami charakteru.

Walcząc z własną słabością jedynie dajesz jej MOC Anthony de Mello

W pierwszym roku trzeźwienia miotały mną złość i smutek. Byłem nieznośny! Nastawiałem się wobec wszystkich roszczeniowo. Pewnego dnia, żona dała mi jasno do zrozumienia, że tak złośliwy nie byłem nawet gdy piłem! Postanowiłem z miejsca wziąć się za siebie i trzymać „gębę na kłódkę”. Efekt ? Było jeszcze gorzej. Im bardziej zaciskałem zęby, tym większa ogarniała mnie złość!!!! Tak jakbym stawiając opór wzmacniał to z czym walczę. Gdy opowiedziałem o tym na mitingu koledzy zaczęli dzielić się identycznym doświadczeniem…. a ja zacząłem coś rozumieć….. NIE MOŻNA WALCZYĆ gołymi rękami z samym sobą! W takiej bitwie zawsze wcześniej czy później odniesiemy bolesną porażkę. ŻADEN „DUPOŚCISK” NIGDY NIE ZATRZYMA OBSTRUKCJI. W tym przedsięwzięciu trzeba zachować inną metodę.

Świadomość i Zrozumienie zamiast nakazów , dyscypliny i pokuty!

Po kilku miesiącach abstynencji poszedłem na miting do grupy Chojny w Łodzi. Opowiedziałem o moich nerwach  i napięciu. Wyraziłem też wątpliwości co do sensu życia na trzeźwo. Miało być pięknie a jest niespokojnie, nudno, depresyjnie i boleśnie. Jeden z kolegów powiedział: zawsze gdy chce mi się pić, na drugiej szali wagi kładę skutki tego co się stanie . Kilkunastodniowy  ciąg, łzy partnerki, poczucie winy i całe zło, które jest znacznie poważniejszym problemem niż chęć wypicia kielicha. Gdy to dobrze zważę, odechciewa mi się picia”. Z MIEJSCA  ZROZUMIAŁEM, że picie nie jest taką wartością za jaką je ciągle uważam! Że męka abstynencji jest tylko w głowie i opiera się na braku WGLĄDU w prawdziwą wartość zapić. Oszukuję siebie brakiem alkoholu gdy faktycznie pali mnie DZIURA W DUSZY, samotność, frustracja, niezadowolenie z siebie, brak radości życia i żądza doznania szybkiej przyjemności.

Nie ma sensu  przepłacać za pieczywo, kaszankę, salceson a przede wszystkim za dobre samopoczucie! Wiele razy wracam myślami do tamtego spotkania i często o nim opowiadam. Od tamtej pory nie walczę z głodem alkoholowym. Nie włączam na siłę muzyki, telewizora by odwrócić swoją uwagę. Nie idę biegać dwie godziny. Nie myślę o lekach uspokajających. Zauważyłem, że uciekając w kompulsywny sport, zawsze potem mam suchego kaca. Gdy wprowadzam morderczy wysiłek czuję się jak po zapiciu. To nic nie da. Jedynie odroczy autoegzekucję. Co więc robię? Wchodzę w prawdziwą wartość tej pokusy. Widzę znane mi problemy. Dostrzegam siebie jako chorego człowieka, uzależnionego od fantastycznego nastroju, przyzwyczajonego szybko mieć to co chce, uciekającego w alkohol od problemów i smutków. Potem wyobrażam sobie siebie skacowanego z opuchniętą twarzą. Następnie biorę telefon i dzwonię by porozmawiać o tym z innym alkoholikiem . W końcu opowiadam to na mitingu. I mija! To nie tylko chodzi o zrozumienie bzdury przerwania abstynencji, ale także zrozumienie nieopłacalności pychy, arogancji, wyniosłości, nietolerancji, egoizmu, wszelkiego łakomstwa i innych wad które tak naprawdę pod maską zadowolenia niosą faktycznie kłopoty.

Gdy narzucam rzeczywistości swoje wyobrażenia nie rozumiejąc jak ona funkcjonuje  niechcący robię sobie krzywdę. Pogodne Myśli Grzesia

Ludzie próbują ratować się w czasie pękania lodu na stawie szybką ucieczką, co tylko zwiększa drgania i prowadzi do załamania kry. Instynktowne reagowanie nie wychodzi nikomu na dobre. Dziś przede wszystkim, kładę na wagę codzienne życiowe sytuacje. Żona ma pretensje o porządek w domu. Mogę na drugiej szali położyć mój atak i kłótnię lub przeprosiny z szybkim posprzątaniem łazienki jako zadośćuczynieniem. Taki wybór. Co się bardziej opłaca? Jazda na łyżwach czy zarwany lód? Z miejsca odechciewa mi się pyskowania!

Inny przykład. Muszę zwalczyć w sobie zerkanie na kobiety! Nie wolno mi pić kawy, jeść słodyczy i oglądać pornosów! Nie mogę leniuchować! Nie powinienem być złośliwy! Z taką motywacją nigdy daleko nie zajechałem. Nic mi nigdy nie dało karanie się lub nagradzanie. Nic nie znaczyły ani ofiary ani wyrzeczenia. Koncentrowałem  się na „muszę czegoś nie robić”  zamiast na „co ja robię”! Stałem w miejscu popełniając ciągle  ten sam  błąd….. 

WSZYSTKIE nasze pragnienia i oczekiwania to energia.

Jeżeli niechciany gość nachalnie wisi na naszym domowym dzwonku, nie jest dobrym pomysłem wyłączenie korków. Stracę tak dostęp do prądu, czyli światła, suszarki i blendera do cebuli. Tłumiąc własne popędy i złe skłonności stracę siłę do życia! Nie chodzi o to by zaspokajać zachcianki w taki sposób jak pragnie tego głowa, ale wykorzystać ENERGIĘ KTÓRA JE ZASILA. Co innego czysta moc a co innego jej obiekty. To dlatego dzisiaj za wszelką cenę staram się zrozumieć to czego chcę. Nie złoszczę się na to czego pożądam . Jeśli mam ochotę na przygodny sex nie wypieram tego, by jeszcze mocniej tego nie pragnąć! Pytam siebie: ile to jest warte naprawdę? Co mi to da zaraz po i później? I wczuwam się w to tak długo, aż pojmę, że pakuję się w kłopoty a nie w przyjemność!

Podsumowując: SAMA ABSTYNENCJA NIE DOKONA WE MNIE ŻADNEJ ZMIANY OSOBOWOŚCI. Nie pomoże mi w tym także zmiana środowiska a nawet częste mitingi. Moim problemem nie jest brak alkoholu, wiedzy i towarzystwa lecz brak SIŁY DUCHOWEJ. Pisałem na początku, iż zawsze wierzyłem, że człowiek jest kowalem własnego losu i lubiłem lektury z cyklu „chcieć to móc”. Z całą pewnością mogę teraz wyznać, że pełnia mojego potencjału działa jedynie w łączności z SIŁĄ WYŻSZĄ. Jak pisał św Paweł w listach nowego testamentu : „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”.*

Dlatego każdego dnia rano i wieczorem modlę się na kolanach do Boga prosząc go by „usunął moje wady” bo wierzę, że jest ON najlepszym chirurgiem, który operując „jedno”, nie zepsuje „drugiego”.

Boże, Stwórco mój, oddaję Ci w posiadanie to wszystko, co jest we mnie dobre i złe. Modlę się i błagam, abyś raczył usunąć ze mnie wszystkie braki mego charakteru, które przeszkadzają mi być użytecznym dla Ciebie i mych współbraci. Udziel mi siły, abym od tej chwili czynił Twoją wolę. Amen.

Grzegorz,  trzeźwiejący alkoholik

*Biblia List do Filipian 4.13

7.1 Pokora jako szacunek dla samego siebie

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki. 

images

Wiadomo, że szanować należy ubrania, samochód, książki. Dotyczy to także osób w starszym wieku jak i rodziców.

Co oznacza „szanować samego siebie”?

Nie pozwolić żonie wchodzić sobie na głowę ? Nie przechodzić na „ty” ? Nie czekać na spóźnialskich? Dbać o dietę, sport i wypoczynek?

imagesVU0OKI48

„Będziesz miłował  bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego większego przykazania” czytamy w biblii. Miłość do siebie jest tak oczywista, że ……aż zapominamy ją sobie okazywać.   

Co to znaczy kochać siebie?

Nasze oczy skierowane są na zewnątrz. Nie widzimy własnej lecz cudze twarze. Dlatego z łatwością projektujemy na innych  uczucia, które powinny w pierwszej kolejności objąć nas samych. Z pogardy dla egoizmu rzucamy się w altruizm, idąc na skróty uczuć.

Co to znaczy dbać o kogoś ?

Interesować się, rozumieć, pomagać, tolerować. Teraz, w miejsce „kogoś” trzeba wstawić własną osobę. Człowiek ma nie tylko  prawo ale powinność dbania o samego siebie i DAWANIA SOBIE PIERWSZEŃSTWA! Dlaczego? Bo nasze obowiązki wobec innych opierają się  na fundamencie obowiązków wobec nas samych. Ich spełnianie nie jest megalomanią. Co ciekawe znane mi osoby zakochane w sobie nie są samolubami, ale żaden ze znanych mi samolubów  nie kocha samego siebie.

Jest takie powiedzenie „pocałuj mnie w du***” Wiadomo, że nie chodzi w nim o pieszczoty. Jaki szacunek dla siebie taka sympatia wobec innych. Tyle mamy miłości dla otoczenia …..ile dla siebie. Oczywiście umiemy pokazać sztuczny uśmiech, „zagrać” uprzejmość, ale na krótką metę i dużym kosztem. Temu aktorstwu zawsze towarzyszy bardzo szkodliwe napięcie. Tak więc nieakceptacja  to  bunt przeciwko  naszym NATURALNYM GRANICOM, który niestety rozwija w nas lęk .

Żeby szanować siebie  potrzebna jest POKORA.

Każdy ma  talenty , ale i wrodzone ograniczenia. Rzecz w tym, żeby zaprzyjaźnić się ze sobą nie ze względu na swoją WIELKOŚĆ, ale k r u ch o ś ć  i słabość. Docenić siebie POMIMO wad i braków, ze względu na starania i wysiłek. Zobaczyć w sobie to co bezbronne, słabe, samotne, smutne i okazać TEMU KOMUŚ współczucie. Otrzeć własne łzy, osuszyć swoją twarz i ulitować się nad własną osobą. Uśmiechnąć się do lustra i zyskać „świadomość siebie” jako czegoś więcej niż kupy mięsa, wody, wad charakteru i braków.

 

Grzegorz alkoholik

 

 

7.0 Fundament duchowości– POKORA.

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

Co jakiś czas życie daje nam tzw. lekcje pokory. Ktoś nas wyśmiewa, obraża, manipuluje, okłamuje. Po pierwsze  nie jesteśmy na tych zajęciach uważnymi  uczniami. Po drugie albo  przechodzimy do roli ofiary albo odpowiadamy agresywnie. Raz myśle, że ludzie są podli. Innym razem , że jeśli ja będę bardziej podlły to poczuję się mniej podle. :-?

Gdy byłem dzieckiem tata nie uczył mnie  „odpuszczania”. Pytał: „nie umiesz oddać?”, „brak ci języka w gębie?”  Sam także  wpajałem to swoim dzieciom.

pokora to nie służalczość

Obrzydzono mi pokorę. Skojarzyłem ją z życiem przeżywanym na pokłonach wobec pseudo autorytetów, uniżeniu przed władzą lub na klęczkach przed religią a nawet ideologią. Dobrym przykładem potocznej dewaluacji tego słowa jest przysłowie : pokorne ciele dwie matki ssie. Do cholery co ma wspólnego grzebień z dźwigiem portowym????

Pokora jako styl życia

2000 lat temu w czasie Ostatniej Wieczerzy, pewien Mistrz umył nogi swoim uczniom zachęcając ich do usługiwania sobie nawzajem. Potem przeszedł poniżenie a w końcu śmierć, mówiąc z krzyża o oprawcach „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”. Pokorne życie wiódł Budda, Mahomet, Komfucjusz, Lao Tse. A z nam współczesnych Mahatma Ghadni. Dalajlama, Martin  King, czy ostatni papieze. Czy to są ludzie tchórzliwi, ulegli, wstydliwi i zakompleksieni? W wypadku tych postaci możemy mówić o pokorze jako o stylu ich życia. Na czym to polega?

Na zasadzie nie stawiania siebie na pierwszym miejscu.

Istnieją zasady dynamiki, złotego podziału, pędu, zasady ortograficzne i inne. Każda z nich ma swoją charakterystykę. Czy potrafię być zwyczajny, nie wyróżniający się, cichy, nie narzucający? Bo to ważne dla zachowania trzeźwości. Zanim przestanę wynosić się w moim otoczeniu, powinienem zaprzestać wywyższać się we własnej głowie. Tak doszedłem do ważnego fragmentu tego tekstu.

Do PRZEKONAŃ.

s

To  czy ktoś mnie poniży czy nie, nie wynika z tego co powie, ale z tego czy ja w to UWIERZĘ.  A  to już zależy od  moich nawykowych przekonań. Bo wiele z nich jest głównym źródłem codziennego cierpienia. Choćby takie : pokorni ludzie to osoby słabe! Nie odpowiedzieć na zaczepki to znaczy być tchórzem! Gdy ktoś mnie  obraża, mogę  zapytać siebie w duchu : co się stanie Katedrze  Notre Dame, gdy ją osika mały piesek? Albo: co się stanie ze słoniem, gdy użądli go w grzbiet osa? Kolejne przekonanie do zmiany : trzeba się szanować i nie pozwalać sobie. Nie prawda. Nie wolno być przywiązanym do jednego swojego obrazu!

Nie ma pokory wobec drugiego jeśli nie jestem pokorny wobec SIEBIEI

Polega to na wyrażeniu zgody na podważanie właśnie własnych dotychczasowych przekonań. Jeśli uważam, że święta absolutnie spędzam z rodzicami, którzy de facto są toskyczni aż syczy i nagle mam myśl, że może w końcu warto to zmienić? To pokora polega tu na drążeniu tego tematu a nie szybkim wybijaniu sobie go z głowy stwierdzeniem : no jak tak mogę myśleć, będzie im tak przykro! Pokora to także zdolność kwestionowania przekonań na własny temat : nigdy nie wyleczę się z mojej pychy, zawsze będę nieodpowiedzialny, nie umiem być pracowity, do niczego się nie nadaję itd.

images0NH3NAX0

Pokora to także umiejętność przyjęcia od kogoś podziękowań bez  zasłaniania sie ogólnikami: ”nic wielkiego”, „to nie ja, to Siła Wyższa” . Jednocześnie jest to zdolność to DZIĘKOWANIA innym.

 

Fajnym na początek wewnętrznym jak i zewnętrznym wyrażaniem pokory jest słowo : NIE WIEM.  Gdy mówimy w duchu za Sokratesem : „Wiem, że nic nie wiem”,  to w tym momencie otwieramy się  żeby coś poznać. W takim znaczeniu pokora będzie naszą uświadomioną niewiedzą. Dzięki niej uczymy się trzeźwości i w niej rozwijamy a przeszkadza nam zawsze pycha.

imagesCA9BE323

Kiedy poruszamy temat POKORY, na pierwszy rzut oka  większość w tym i my uważa, że  nie ma z nią kłopotu.  Dopiero gdy ktoś  w ostatniej chwili odwoła z nami spotkanie, lub odmówi nam czegoś, czy krytycznie nas oceni, wtedy coś się burzy i kipi.

Raz jeszcze o przekonaniach

e

Ponieważ  Chuck Norris, Rambo czy kapitan Klos nigdy nie płaczą i mówią zawsze ostatnie słowo pokora nie uchodzi za życiową WARTOŚĆ. W rzeczywistości  jest  stanem ducha, który wyraża nasze przekonania nt otaczającego świata i ludzi. Tak więc potoczne jej rozumienie nie ma wiele z nią wspólnego. POKORA  to  CNOTA MORALNA, która  polega na uznawaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jest pięknym DĄŻENIEM i  kluczem do wielu drzwi osobistego rozwoju. W naszym wypadku, kluczem podstawowym.

Lubimy siebie, ale najchętniej  od tzw „lepszej” strony . Niestety dopóki nie zobaczymy się całościowo, dopóty stoimy na peronie własnego życia.

Pokora to pewna ulga.

Pokora  nie jest zaciskaniem pięści i  liczeniem do dziesięciu żeby nie wybuchnąć. To  przyjmowanie losu bez buntu z powodu świadomości a nie wymogów czy zasad. Przyznanie się , że jest się tylko człowiekiem, a nie bogiem to wielkie wytchnienie. Bo człowiek najbardziej męczy się sam sobą.

I jedna przestroga. 

Uwaga na skrajność, jaką jest fałszywa „pokora”, czyli dostrzeganie wyłącznie własnych słabości. Gdy ktoś mówi o swoich mankamentach (zwykle  nie o tych największych!) po to tylko, by inni temu zaprzeczali i by wychwalali  jego cnoty to prezentuje ukrytą pychę. Jeśli usłyszysz to na mitingu, jak mawiał nasz branżowy prezydent  : Nie idź tą drogą!

Grzegorz alkoholik

 

4.21 Pokora

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

Co jakiś czas życie daje nam tzw. lekcje pokory. Ktoś nas wyśmiewa, obraża, manipuluje, okłamuje. Z reguły nie jesteśmy na tych zajęciach uważnymi i świadomymi uczniami. Albo odruchowo przechodzimy do roli ofiary albo odpowiadamy agresywnie.  Część nas wyciąga z tego znany wniosek, że ludzie są podli a drudzy uważają, że jeśli my będziemy bardziej podli to poczujemy się mniej podle. :-?

Gdy byłem dzieckiem tata nie uczył mnie  „odpuszczania”. Pytał „nie umiesz oddać?”, „brak ci języka w gębie?”  Sam także  wpajałem to swoim dzieciom.

pokora to nie służalczość

Obrzydzono nam pokorę. Skojarzono ją z życiem przeżywanym na pokłonach wobec pseudo autorytetów, uniżeniu przed władzą lub na klęczkach przed religią a nawet ideologią. Dobrym przykładem potocznej dewaluacji tego słowa jest przysłowie : pokorne ciele….dwie matki ssie. Do cholery co ma wspólnego grzebień z dźwigiem portowym????

Pokora jako styl życia

2000 lat temu w czasie Ostatniej Wieczerzy pewien Mistrz umył nogi swoim uczniom zachęcając ich do usługiwania sobie nawzajem. Potem przeszedł poniżenie a w końcu śmierć, mówiąc z krzyża o swoich oprawcach „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”. Pokorne życie wiódł Budda, Mahomet, Komfucjusz, Lao Tse. A z nam współczesnych Mahatma Ghadni. Dalajlama, Martin  King, czy ostatni papieze. Czy to są ludzie tchórzliwi, ulegli, wstydliwi i zakompleksieni?W wypadku tych postaci możemy mówić o pokorze jako o stylu ich życia. Na czym to polega? Na zasadzie nie stawiania siebie na pierwszym miejscu.

Istnieją zasady dynamiki, złotego podziału, pędu, zasady ortograficzne i inne. Każda z nich ma swoją charakterystykę. Czy potrafię być zwyczajny, nie wyróżniający się, cichy, nie narzucający? Bo to ważne dla zachowania trzeźwości. Zanim przestanę wynosić się w moim otoczeniu, powinienem zaprzestać wywyższać się we własnej głowie. Tak doszedłem do ważnego fragmentu tego tekstu. Do PRZEKONAŃ.

s

To  czy ktoś mnie poniży czy nie,  nie wynika z tego co powie, ale z tego czy ja w to UWIERZĘ.  A  to już zależy od  moich nawykowych przekonań. Bo wiele z nich jest głównym źródłem codziennego cierpienia. Choćby takie : pokorni ludzie to osoby słabe!  . Nie odpowiedzieć na zaczepki to znaczy być tchórzem!

Gdy mnie  obrażasz, mogę  zapytać  siebie w duchu : co się stanie Katedrze  Notre Dame, gdy ją osika mały piesek?” Albo: co się stanie ze słoniem, gdy użądli go w grzbiet osa? Kolejne przekonanie do zmiany : trzeba się szanować i nie pozwalać sobie. Nie prawda. Nie wolno być przywiązanym do jednego swojego obrazu!

Nie ma pokory wobec drugiego jeśli nie jestem pokorny wobec SIEBIEI

Czyli? Chodzi o pozwalanie sobie na….no nie na wariactwo! : oops: Polega to na wyrażeniu zgody na podważanie właśnie własnych dotychczasowych przekonań. Jeśli uważam, że święta absolutnie spędzam z rodzicami, którzy de facto są toskyczni aż syczy i nagle mam myśl, że może w końcu warto to zmienić? To pokora polega tu na drążeniu tego tematu a nie szybkim wybijaniu sobie go z głowy stwierdzeniem : no jak tak mogę myśleć, będzie im tak przykro! Pokora to także zdolność kwestionowania przekonań na własny temat : nigdy nie wyleczę się z mojej pychy, zawsze będę nieodpowiedzialny, nie umiem być pracowity, do niczego się nie nadaję itd.

images0NH3NAX0

Pokora to także umiejętność przyjęcia czyiś podziękowań, zamiast zasłaniania sie ogólnikami: ”nic wielkiego”, „to nie ja, to Siła Wyższa” .

Fajnym na początek wewnętrznym jak i zewnętrznym wyrażaniem pokory jest słowo : NIE WIEM.  Gdy mówimy w duchu za Sokratesem : „Wiem, że nic nie wiem”,  to w tym momencie otwieramy się  żeby coś poznać. W takim znaczeniu pokora będzie naszą uświadomioną niewiedzą. Dzięki niej uczymy się trzeźwości i w niej rozwijamy a przeszkadza nam zawsze pycha.

imagesCA9BE323

Kiedy poruszamy temat POKORY , na pierwszy rzut oka  większość w tym i my  uważa, że  nie ma z nią kłopotu.  Dopiero gdy ktoś  w ostatniej chwili odwoła z nami spotkanie, lub odmówi nam czegoś, czy krytycznie nas oceni, wtedy coś się burzy i kipi.

Raz jeszcze o przekonaniach

e

Ponieważ kowboj na westernie, Batman, Spiderman, Indiana Jones nigdy nie płaczą  i mówią zawsze ostatnie słowo pokora nie uchodzi za życiową WARTOŚĆ. W rzeczywistości  jest ona stanem ducha, który wyraża nasze przekonania nt otaczającego świata i ludzi. Tak więc potoczne jej rozumienie nie ma wiele z nią wspólnego.  POKORA  to  CNOTA MORALNA, która  polega na uznawaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jest pięknym DĄŻENIEM i  kluczem do wielu drzwi osobistego rozwoju. W naszym wypadku, kluczem podstawowym.

Lubimy siebie, ale najchętniej  od tzw „lepszej” strony . Niestety dopóki nie zobaczymy się całościowo, dopóty stoimy na peronie własnego życia.

Pokora to pewna ulga.

Pokora  nie jest zaciskaniem pięści i  liczeniem do dziesięciu żeby nie wybuchnąć. To  przyjmowanie losu bez buntu z powodu świadomości a nie wymogów czy zasad. Przyznanie się , że jest się tylko człowiekiem, a nie bogiem to wielkie wytchnienie. Bo człowiek najbardziej męczy się sam sobą.

I jedna przestroga. 

Uwaga na skrajność, jaką jest fałszywa „pokora”, czyli dostrzeganie wyłącznie własnych słabości. Gdy ktoś mówi o swoich mankamentach (zwykle  nie o tych największych!) po to tylko, by inni temu zaprzeczali i by wychwalali  jego cnoty to prezentuje ukrytą pychę. Jeśli usłyszysz to na mitingu, jak mawiał nasz branżowy prezydent  : Nie idź tą drogą!

Grzegorz alkoholik