Poczucie wdzięczności część pierwsza

Mam WSZYSTKO, ale to mnie nie cieszy…..

To są słowa wypowiadane przez ludzi różnych „maści i ról”. Od lekarza przez kolejarza, sportowca, artystę, przedsiębiorcę, księdza czy celebrytę. Jakoś szczególnie pasują do alkoholików, którzy min. z tego powodu piją lub też trzeźwiejąc zapijają. Pochopnie można powiedzieć, że widać „wszystkiego” nie mają. Tymczasem osoby z bezpieczną pozycją zawodowo/rodzinną, uwolnione już od nałogowego picia przeżywają często rodzaj dokuczliwego marazmu, który potrafi skończyć się nawet próbą samobójczą. Dlaczego?

Alkohol jest jak rower elektryczny. Dostarcza energię bez wysiłku.

Czy można cieszyć się życiem na trzeźwo? A czy można jeździć rowerem bez akumulatora?

Byłem kiedyś na testach firmy Scot. Pierwszy raz z ciekawości skorzystałem z roweru MTB ze wspomaganiem elektrycznym. Każda ostra górka czy długi podjazd, który w normalnych warunkach wymagał dużego wysiłku to był teraz „pikuś”. Gdzieś po 1.5 h skońćzył się prąd i nagle trzeba było pedałować realnie, bez wspomagania. Z miejsca przyjemna przejażdżka zamieniła się w męczącą orkę. Wracałem do Arturówka rowerem za 20 000 zł będąc niezadowolonym. Zwykła jazda nie była już taką frajdą.

Człowiek przyzwyczaja się nie tylko do dobrego ale i złego.

Nie wiem czy wokalista zespołu INXS Michael Hutchence miał elektryczny rower ale wiadomo, że uprawiał tzw asfiksję erotyczną. Chodzi o sztuczne zwiększanie doznań seksualnych poprzez stan niedoboru tlenowego. Ta technika ma dostarczyć większych przeżyć przy standardowych praktykach miłosnych. Muzyk stosował auto podduszanie z pętlą na szyi. I tak rozkręcił się w pogoni za tą specyficzną przyjemnością, że pewnego dnia….., po prostu udusił się na amen.

Zwyczajność przegrywa z „Nadzwyczajnością”. Aby w zwyczajności poczuć się nadzwyczajnie- trzeba się napracować.

Po ilości siłowni w każdym mieście widać, że muskulatura to temat „trandy”. Jest jeden problem: ciężkie regularne i żmudne ćwiczenia. Dzisiejsza chemia sportowa wychodzi temu na przeciw. Dostarcza całej gamy medykamentów, które POMAGAJĄ osiągnąć zadziwiające efekty treningowe w uproszczony sposób. ( i wcale nie chodzi o sterydy). Skutek? Większość nie ćwiczy ‚na sucho” z przekonaniem, iż nie ma to żadnych skutków ubocznych.

Tajemnica Coca Coli.

Dlaczego cały świat kocha pepsi czy colę? Bo daje kopa! Ze względu na kofeinę? Przede wszystkim chodzi o CUKIER. Ponad pięćdziesiąt lat temu producenci tych napojów zaczęli stopniowo modyfikować recepturę zwiększając ilość cukru na 100ml. Chcieli osiągnąć silnie energetyzujący napój, który wywoływałby chwilowe poczucie szczęścia . Problemem było to, jak spowodować, żeby bardzo słodki płyn nie sprawiał wrażenie aż tak słodkiego? Z pomocą przyszła chemią spożywcza. Skoro cytryna w herbacie niweluje odczuwanie cukru i wymaga nad słodzenia o łyżeczkę więcej, producenci zastosowali kwas fosforowy. Dzięki niemu szklanka coli zawierająca ok 7 łyżeczek cukru smakuje jak z dwiema.

Woda czyli -”nic specjalnego”.

Gdy postawimy przed dzieckiem butelkę wody i coli, co wybierze? Mówi się, że woda nie ma smaku. Tymczasem w niektórych restauracjach spotkać możemy poza kartą win, kartę wód. Jedne lepiej podkreślają smak polędwicy, inne ryb a kolejne jagnięciny. Istnieje już zawód wodnego specjalisty :sommeliera. Corocznie w USA odbywa się festiwal degustacji wody International Water Casting Awards a najdroższą butelkę H2O sprzedano za 60 000 dolarów!  Thousand BC to woda wydobywana z lodowca (kosztuje ok 40 zł za 750ml). Tasmanian Rain to butelkowana woda deszczowa z Australii. Czy to snobizm i ekscentryzm czy też coś jest na rzeczy? Nie potrzeba butelki za pięćdziesiąt złotych żeby docenić smak wody. Wystarczy pobliskie źródło lub studnia głębinowa.

Rzeczy stają się długie w porównaniu z krótkimi czyli porozmawiajmy o powietrzu.

Zostawmy płyny. Czy smak może mieć ODDECH? Wczoraj w TV usłyszałem o programie do walki ze SMOGIEM. Mój kolega lekkoatleta nie może zimowymi wieczorami biegać bo w jego miejscówce NIE MA CZYM ODDYCHAĆ. Większość domów jest opalana węglem. Czyste powietrze jest towarem deficytowym. Czy przyszło ci kiedyś do głowy być wdzięcznym za ODDECH? W czasie ataku astmy głębokie tchnienie jest marzeniem chorego.  Gdy po raz pierwszy po cztero miesięcznej abstynencji wyjechałem w góry powietrze smakowało mi jak faworki babci.

Rower, siłownia, coca cola, podduszanie, woda i powietrze czyli co ma piernik do wiatraka?

Choć rozmieniłem temat wdzięczności na tzw drobne w rzeczywistości ciągle poruszam się dookoła czegoś istotnego.

Dlaczego jest mi źle?

Mój terapeuta mawia, że człowiek żeby docenić to co ma powinien się ZATRZYMAĆ. Tylko wtedy jest zdolny do głębszej refleksji nad swoim losem. Ale czy ja mam czas na przestój podczas gdy „tylu ludzi potrzebuje mojej pomocy” lub „muszę osiągnąć to czy tamto” albo”zarobić tyle a tyle” lub „grać taką czy inną życiową rolę”? Czy nie ucierpi na tym świat? Nie zawali się dzieło, które opiera się na moim działaniu? Czy nie zginą potrzebujący? Jest w końcu tyle ludzi i tematów, którym poświęcam własne życie……

Zacznijmy od tego, czy ja w ogóle potrafię zdjąć „nogę z gazu”? Czy nie czuję się nieswojo, gdy ” nic się nie dzieje”? Czy nie jest mi ŹLE Z SAMYM TYLKO SOBĄ? Może to właśnie zabija w mej głowie smak wody i zapach powietrza i nie pozwala zauważyć we własnym życiu jego wartościowych części? Przecież w pędzie można jedynie podziwiać monstrualnie formy.  Czy nie z  tego powodu wybieram szklankę coli zamiast wody, HMB pro, elektryczny rower czy duszenie zamiast piękna pocałunku? I choć każdy z nas „pędzi” przez życie na swój sposób łączy nas jedno: UCIEKAMY W TEN SPOSÓB OD SAMEGO SIEBIE.

Wzór na szczęście

Słyszałem gdzieś o wzorze na szczęśliwe życie. W 50 % zależeć ma od osobowości. W 40% od aktywności a tylko w 10% od warunków zewnętrznych danej osoby. Aż połowa to stała „x” i dwie zmienne „y” oraz „z”.  Ale o tym już w następnym wpisie.

grzegorz

Pogoda Ducha

Gdy wracam z urlopu znajomi z reguły zadają mi standardowe pytanie: Jaką miałeś pogodę? Wydaje się, że słoneczne i bezdeszczowe dni są gwarancją udanego wypoczynku. Żywimy przekonanie, że warunkiem sensownego urlopu jest dobra atmosferyczna aura.

Gdy spotykam dawno nie widzianego znajomego, zdarza mi się pytać: jak zdrówko? Zdrowie podobnie jak pogoda nad Bałtykiem uchodzi za synonim szczęśliwości.

Czy mimika twarzy może bezbłędnie opisywać stan psychiczny? Uśmiechniętych i energicznych ludzi uważa się za osoby szczęśliwe a smutnych i flegmatycznych za mniej lub wcale. Czy to jest zasada?

Pogoda DUCHA….co za elektryzujące, pełne siły i nadziei pojęcie, będące przedmiotem życzeń, westchnień, tęsknot i modlitw. Czym jest? Co to jest?             Dziś słów i refleksji parę na ten niby oczywisty a moim zdaniem wciąż niezbadany i źle rozumiany temat.

Szczęście nie jest stacją do której przyjeżdżasz, lecz sposobem podróżowania. Margaret Lee Runbeck

Na program 12 kroków wszedłem po sześciu miesiącach abstynencji. Telepało mną nerwowo. Byłem słaby emocjonalnie, pełen niepokoju i lęku. Średnio raz na dwa miesiące łapałem „duuużego doła”. Mój sponsor mawiał: jeśli Ty działasz to TEN PROGRAM też działa. Szybko odzyskasz pogodę duchaWszedłem w to. Pomyślałem, że w ten sposób ugaszę mój wewnętrzny pożar, który do tej pory próbowałem koić alkoholem. Potraktowałem PROGRAM instrumentalnie, niczym UŻYWKĘ do poprawy samopoczucia.

Egoizm to nie tylko zjadanie ostatniej kanapki u cioci na imieninach. To także zachłanność duchowych dóbr a przede wszystkim przedmiotowy do nich stosunek: mają ZROBIĆ MI DOBRZE!

Dwa miesiące solidnej pracy. Sugestie wykonywałem wzorowo. Czułem się znakomicie. Przyszedł grudzień i nagle bęc, powróciło dołowanie, co gorsza z jakąś większą siłą. Gdzie ta Pogoda Ducha? Sponsor radził zawsze to samo. Poczekajmy do czwartego kroku a póki co spotęgujmy sugestie! Spotęgować sugestie?! Ale wtedy musiałbym już otworzyć ośrodek terapeutyczny we własnym mieszkaniu albo zamieszkać w jakiejś komunie alkoholowej, bo na mitingi chadzałem już 6 razy w tygodniu. Do kolegów wydzwaniałem dziesięć razy dziennie a na kolankach nie miałem już siły klęczeć!

Największym szczęściem jest zaprzestanie dążenia do jego osiągnięcia. Orhan Pamuk „Śnieg”

Wyjechałem w Karkonosze. Starym sposobem „wybiegałem napięcie” na nartach. Jak tylko wróciłem do Łodzi…powtórka z rozrywki. Był to pierwszy sygnał do refleksji nad pojęciem POGODY DUCHA, a raczej do zrewidowania obiegowych opinii na ten temat. Po raz pierwszy zadałem sobie pytanie: czy można czuć się fatalnie psychicznie, ale mieć jednocześnie Pogodę Ducha? Mój sponsor zbaraniał! A ja przeczuwałem, że to jest jakiś kierunek do dalszych przemyśleń.

Czuć się szczęśliwym i bez szczęścia – jest szczęściem. Marie Eschenbach

Czy Pogoda Ducha to pogodne samopoczucie? Gdy czuję się dobrze, mam dużo wigoru, rozpiera mnie energia i wtedy jest cudownie! Super, ale to nie jest stan duchowy lecz psychiczny. Stan zmienny, przeplatany dniami gorszymi a nawet dramatycznymi. Dobry czy tak zwany zły czas istnieje zawsze w moich myślach, uczuciach i zachowaniu. Ale PSYCHIKA TO NIE DUCHOWOŚĆ. To inna para kaloszy.

Szczęście to nie jest brak nieszczęścia. Pogoda Ducha to nie jest brak niepogody. 

Rok kalendarzowy cyklicznie migruje pomiędzy zróżnicowanymi porami roku. Mamy tu nie tylko skoki temperatury, są różnice ciśnienia, wilgotności, wiatru, nasłonecznienia. Zimny październikowy dzień, to rodzaj tej samej pogody co słoneczny lipcowy poranek czy dżdżysty marzec. Nie można zmienić warunków atmosferycznych. Nikt nie powstrzyma śnieżycy ani spiekoty. Można uciekać przed słońcem w cień, przed deszczem pod dach ale nie da się zatrzymać tych zjawisk.

„Życie bez trudności byłoby niczym strumień bez kamieni i zakrętów. Bez problemów niemożliwy jest własny rozwój, grupowe osiągnięcia i postęp ludzkości”. Benjamin Hoff

Spróbuj zatopić korek pływający po wodzie. Im silniej w niego uderzasz, tym bardziej tonie, ale im bardziej tonie, tym silniej wyskakuje z powrotem. Taką metodą zwykły korek może łatwo cię zmęczyć. To nie jest dobry sposób. Znamy powiedzenie o próbie topienia smutków w alkoholu, które jak to się okazuje potrafią niestety pływać!!! Ponoć chińscy rzeźnicy nie ostrzą przy rozbiorze mięsa tak często noży jak ich odpowiednicy na zachodzie. Dlaczego? Pracują elastyczną dłonią, która napotykając chrząstki i kości uślizguje się po nich, podczas gdy europejscy masaże pracują twardym i tępym ruchem noża.

„Mądrość  to sztuka w której trzeba zacząć od pogodzenia się z tym, że rzeczy są takie, jakie są. Potem możemy: albo zaakceptować, że położenia nie da się zmienić, choć można zmienić nastawienie, albo ustalić, co trzeba zmienić, i dokonać tej zmiany”. Julian Baggini „Filozof na kozetce”.

Moja walka z cyklicznym złym samopoczuciem miała wiele bitew. Dwa lata temu jednego dnia chodziłem po Tatrach Słowackich 18 godzin ciurkiem, by dostarczyć sobie endorfin. Podobnie jak w wypadku wielogodzinnych nart biegowych zawsze następnego dnia miałem fatalne samopoczucie niczym KAC. Dziwne ale czułem się jakby po pijaństwie. Organizm osłabiony, odwodniony i obolały. Jak z opisanym wyżej korkiem. Im większe zatopienie tym silniejsze jego wybicie na powierzchnię!

„Dał Pan i zabrał Pan” czyli czy Hiob miał pogodę ducha?

Hiob jest bohaterem jednej z biblijnych ksiąg Starego Testamentu. Był człowiekiem sprawiedliwym, wierzącym i dobrym. Miał szczęśliwą rodzinę i duży majątek. Kochał Boga i czcił go z oddaniem. Szatan wątpił w szczerość jego intencji sugerując, że już niewielki kryzys odmieni Hioba. Bóg pozwolił poddać go próbie. Od tego momentu spadają na niego różnorakie nieszczęścia. Traci majątek. Potem umierają jego dzieci. Pomimo to nie złorzeczy Bogu i przyjmuje swój los z pokorą. Nie dość tych nieszczęść, zaczyna chorować na trąd. Porzuca go żona i przyjaciele. I w tych dramatach  jest pogodzony z sytuacją. Za każdym razem wypowiada sakramentalne zdanie: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech Imię Pańskie będzie błogosławione”. 

Zgłębiając tę biblijną opowieść można metaforycznie powiedzieć, iż pogodne życie to nie są jedynie „słoneczne, bezwietrzne dni”. To także wiele mroźnych zim i ponurych jesieni. To słońce pustyni, susza a czasem huragan. To nadciśnienie, wilgotność i kondensacja. Jaki ma sens WALKA z NATURĄ ZDARZEŃ? Można nienawidzić matkę ziemię za tsunami i tajfuny. Ale na najgłębszym poziomie życie jest ŚWIADOMOŚCIĄ, że WSZYTKO JEST TAKIE JAKIE MA BYĆ. Ta AKCEPTACJA różnych odsłon losu, serwowanych nam każdego dnia, jest już stanem wyższym niż psychika. JEST STANEM DUCHOWYM. A to już jest inny „level”. Pogoda Ducha to radość z życia takiego jakim jest a nie być by mogło. I ten stan wymaka się zarówno „głowie” jak i „sercu”, będąc czymś innym aniżeli uczucie, myśl czy zachowanie.

Obsypany trądem, w żałobie po dzieciach, bez grosza przy duszy, opuszczony przez żonę…..Czy Hiob w takim stanie był szczęśliwy, radosny i w dobrym nastroju? Z pewnością nie. Ale, czy miał Pogodę Ducha?

Każdy z nas ma własne niepowodzenia, klęski i katastrofy. Osobiste przeciwności losu i swoje pasmo krzywd. Prywatne smutki i troski. Zostało jeszcze sześć ostatnich i kluczowych wersów tego tekstu. Życzmy sobie, by na nas czytających je, spłynęło to o czym mówią i nieustannie nam towarzyszyło.

BOŻE, UŻYCZ MI POGODY DUCHA,                                                                             ABYM GODZIŁ SIĘ Z TYM CZEGO NIE MOGĘ ZMIENIĆ.                                     ODWAGI, ABYM ZMIENIAŁ TO CO MOGĘ ZMIENIĆ.                                                      I MĄDROŚCI, ABYM ODRÓŻNIAŁ JEDNO OD DRUGIEGO.                                     NIECH SIĘ DZIEJE WOLA TWOJA A NIE MOJA……..PANIE!

 

grzegorz