11.6 Modlitwa o rower i deszcz

Kiedy byłem dzieckiem co wieczór modliłem się o rower. Potem uświadomiłem sobie, że Bóg nie działa w ten sposób, więc ukradłem rower i modliłem się o przebaczenie. 

Promieniowanie elektryczne

Co ma wspólnego  kuchenka mikrofalowa, telefon komórkowy, dwa moje koty, ja i ty? Wszyscy jak leci wytwarzamy promieniowanie magnetyczne. Zaskoczony? Każdy człowiek niczym antena generuje fizyczną częstotliwość. Zatem, która część naszego ciała daje najsilniejsze elektro pole? Wydaje się, że głowa z racji mózgu. Tymczasem….no mam nadzieję, że nie myślisz iż chodzi o krocze! Jest to SERCE. To tu na wysokości klatki piersiowej nauka odnotowuję najsilniej działającą w człowieku energię.

Eksperymetnt https://www.youtube.com/watch?v=gpDOhRiwR1M 

Weź cytrynę, dwa słoiczki i flamaster. Przekrój owoc na dwie połówki. Wrzuć do słoików. Na jednym napisz słowa: miłość, dobro i radość. Na drugim: nienawiść, pycha, zawiść. Dobry słoik postaw obok biblioteczki z książkami. Codziennie patrz na niego trzy razy przez chwilę, czytając wypisane słowa. Zły słoik postaw obok telewizora i nie poświęcaj mu żadnej uwagi. Po dwóch miesiącach…….zły spleśnieje a dobry bedzie krystaliczny.

Zrelaksowane DNA

Specyficzne rodzaje uczuć i emocji mają moc zmiany nie tylko owoców cytrusowych ale i kształtu DNA w naszych ciałach. To taka wewnętrzna technologia szczęścia lub nieszczęścia. W obecności miłości, współczucia, wybaczenia i pokoju DNA człowieka jest najbardziej efektywne. Ten stan wzmacnia nasze reakcje immunologiczne. W obecności nienawiści, gniewu, zazdrości DNA traci reakcje odpornościową.

Radioaktywność DNA

Czasem czujesz się nieswojo w towarzystwie kogoś kto cię wcale nie atakuje lub przeżywasz radość siedząc obok osoby , która nawet nie zwraca na ciebie uwagi. Wokół każdego ludzkiego serca kształtuje się pole elektromagnetyczne na odległość do 2,5 metra. Ma to bezpośredni wpływ nie tylko na nas samych ale i na zewnętrzny świat.

Mowa serca

Podekscytowany człowiek wytwarza najsilniejszą możliwą sobie energię. Dlatego, wszelkie uczucia są najdonośniejszym głosem osobowości,  jakim możemy świadomie lub nie oddziaływać na świat wokół. Są jakby automatycznym i nieustannym WOŁANIEM, które modeluje rzeczywistość zgodnie z sygnałem.

Uczucia i emocje to nie to samo

Uczucie to odczuwany ale nie wyrażany stan psychiczny. Emocja zaś jest przeżywaniem danego uczucia w gestach, postawie, mimice lub myślach. Gdy w jakąś myśl wpompujemy konkretne emocje to mamy do czynienia z silnym uczuciem.

Sportowcy w ramach treningu wizualizują rywalizację. Wyobrażają sobie każdy ruch a potem sukces i odbiór nagrody. Starają się wzbudzić w sobie uczucie sportowej wygranej. Czy w ten sposób należy stawać przed Stwórcą, z uczuciem  tego czego pragniesz doświadczyć? Czy chodzi o to by także przez Serce a nie tylko Usta zbliżać się do Sił Wyższych? Czy Język wiary może być niemy i nie lingwistyczny?

…prosząc jedynie o poznanie jego woli wobec nas i o siłę do jej spełnienia

Przeczytałem kiedyś u amerykańskiego badacza duchowiści Grega Bradena następujący tekst: „Kiedy byłem mały, starszyzna przekazała mi tajemnicę modlitwy. Najpierw musimy wywołać w sobie uczucie tego, czego pragniemy doświadczyć. Modlitwę zaczyna  uczucie wdzięczności za wszystko, co jest i  co przeminęło. Kiedy modlimy się słowami o deszcz. To deszcz nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że to nie istnieje w tym momencie I w ten sposób bezwiednie wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Kiedy modlisz się słowami o zdrowie. To zdrowie nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że ono nie istnieje w tym momencie. I w ten sposób bezwiednie  wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Dlatego kiedy się o coś modlę zamiast mówić zaczynam czuć uczucie tego jak to cudownie mieć to o co proszę. W ten sposób otwieram drzwi dla możliwości sprowadzenia mojej prośby do mojego świata a Bóg mi w tym obficie błogosławi. ”. Greg Braden Modlitwa o deszcz

Co ja o tym wszystkim myślę? Po pierwsze EWOLUCJA

Człowiek choć istnieje  od prawie miliona lat to nie jest stworzeniem SKOŃCZONYM. Jest w ciągłej ewolucji. Cały czas zmieniamy się fizycznie, psychicznie, społecznie jak i duchowo. Od ilu lat posługujemy się językiem mówionym ? Od ilu lat modlimy się do Sił Wyższych? To wszystko kropla na osi istnienia homo sapiens. Nie wykluczam, że już za 100 lat forma modlitwy przybrac może jakąś nową postać.

Po drugie: KOMUNIKACJA NIEWERBALNA

W komunikacji międzyludzkiej siedemdziesiąt procent przekazu to sygnały niewerbalne takie jak: wygląd rozmówcy, ubranie, wzrost. Kolejne 23 to forma przekazu a jedynie siedem procent to treść wypowiedzi. Mówiąc prościej słowa to mały pikuś. Liczy się zachowanie, gesty, barwa głosu, mimika twarzy i…..to „coś”..Jak to teraz przeniesc na komunikację ludzko- boską? Może właśnie wprost?

Ten wpis rozpocząłem prowokacyjnie. Na zakończenie powiem równie przewrotnie, że bardziej skłania mnie do głębszej refleksji nad modlitwą historia z rowerem czy ” deszcz Bradena” niż większość znanych mi teorii. Bardzo łatwo jest, szczególnie alkoholikowi traktować Boga jak osobę WSPÓŁUZALEŻNIONĄ, która zna mnie „na wylot”, nie może beze mnie żyć, wie czego pragnę, wszystko za mnie zrobi łącznie z tym, że nawet pomodli się do Samego Siebie w mojej intencji.   :-)

Jesteśmy od­po­wie­dzial­ni nie tyl­ko za uczu­cia, które mamy dla in­nych, ale i za te, które w in­nych budzimy. Stefan Wyszyński

Człowiek jest istotą o wiele bardziej skomplikowaną niż dźwig portowy czy kostka Rubika. Dlatego tak ważną rzeczą jest OTWARTOŚĆ UMYSŁU i zdolność krytycznego myślenia. I dotyczy to tak samo teorii strun Einsteina jak i zagadnień natury duchowej. A wszystko po to,  by serce mogło promieniować tym co najlepsze jak najbardziej donośnie!

 

grzegorz

11.5 Modlitwa wytrwała

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Jezus odpowiedział uczniom: « żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. Przychodziła do niego wdowa, z prośbą: „Obroń mnie przed  przeciwnikiem”. Nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”». : «Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Łk 18, 1-8

Wstawiennictwo

Pewien człowiek  z zapałem świadczył, że tylko dzięki codziennej trzymiesięcznej modlitwie do św. Antoniego odnalazł swoją świnkę morską. Dla mnie jest to wzruszające duchowe świadectwo, bo tą osobą było siedmioletnie dziecko…

Kropla draży skale nie siłą lecz ciągłym padaniem.

W  cudownym odnalezieniu zwierzątka poza wstawiennictwem zauważam coś jeszcze. Chodzi o regularność próśb. Tak po ludzku: natarczywość, wytrwałość, nieustępliwość i naleganie, wydaje się skutecznym sposobem działania. Zaczepianie, przypominanie się, powracanie, nakłanianie, zachęcanie. Czyż nie tak wiele spraw załatwiały z nami dzieci?

Moja żona poprosiła mnie kiedyś o modlitwę w czyjejś intencji Nowenną Pompejańską. Przez 54 dni odmawiasz codziennie trzy całe różańce. 159 Zdrowaś Mario, 18 Ojcze Nasz, 3 Wierzę w Boga  i  jeszcze teksty specjalne. Ci, którzy znają mnie bliżej wiedzą jakie mam podejście do „formuł” w duchowości. Ale czego nie robi się dla żony…. Więc podjąłem to choć przyznaję bez przekonania. I ? Od tamtego czasu odmówiłem już kilka razy pełną Nowennę a teraz też jestem w jej trakcie. Regularność?! Tak jakby na odczepkę Dobry Bóg powiedział: masz i nie zawracaj mi już tym głowy !    :-D

„Mury istnieją po to, by powstrzymywać ludzi, którzy nie pragną czegoś dostatecznie mocno.” Randy Pausch

Mój syn ma 23 lata i niestety pije. Na nic mój przykład czy przestrogi. To o co mogę robić to powierzać go Bożej opiece. Kiedyś po wspólnej modlitwie wieczornej zapytałem żonę czy nie zachowujemy sie jak osoby „duchowo współuzaleznione” i czy nie zbtyt nachalnie prosimy Boga o jego przemianę. Ta odpowiedziala: będę prosiła o ratunek dla niego non stop, tak jak dla Ciebie. Będę tak długo naprzykrzać sie Stwórcy, aż go uzdrowi! Nie ma innej opcji! Przypomina mi to postawę innej matki, św Moniki, która kilkanaście lat zanosiła do Boga prośby o przemianę swojego syna. Był nim Augustyn, późniejszy święty i doktor kościoła.

Nasze prag­nienia zaw­sze się modlą, choćby war­gi milczały. św Augustyn

Moja babcia gdy czasem opowiadałem jej o moich skomplikowanych problemach zwykła mawiać: BĘDZIE DOBRZE! Długo brałem to za naiwność lub brak zrozumienia powagi sytuacji. Dziś dopiero zaczynam rozumieć, że wnętrze człowieka to coś więcej niż wątroba, płuca, trzustka i mózg. BĘDZIE DOBRZE to napełnianie sie NADZIEJĄ zamiast przygnębieniem. To programowanie umysłu na szukanie rozwiązań a nie trudności. To w końcu pełne wiary duchowe nastawienie  będące nieustannym pogodnym S. O. S wysyłanym w przestrzeń kosmosu.

Błogosławiony, który tak innych zachęca do biegu, że sam biec nie przestaje! św Franciszek z Asyżu

Jest taki ezoteryczny nurt w mistyce judaizmu o nazwie KABAŁA. Kiedyś zgłębiając tajniki tej duchowości natrafiłem na cudną przypowieść, która będzie najlepszym podsumowaniem tego tekstu.

Pewnego razu grupa aniołów ubłagała Boga by pozwolił im żyć na ziemi w ludzkiej postaci. Choć  przestrzegał je, że egzystencja ludzka nie jest sielanką anioły były nieustępliwe. Ojciec Niebios ostrzegał, że nie będzie już możliwiści powrotu na górę ale nikt się tym nie przejmował. Aniołki schodziły po specjalnej drabinie jeden za drugim. Gdy zszedł ostatni Pan podciągnął ją do góry na tyle, by w żaden spodob nie dało się jej dosięgnąć. Już nastepnego dnia część grupy próbowała doskoczyć  szczebla i wrócić do nieba. Po tygodniu wszyscy skakali pod drabiną z nadzieją, że jakoś ją uchwycą. Ponieważ było to nierealne, stopniowo  rezygnowali godząc się z nowym  losem. Kilka aniołów próbowało skakać nawet przez miesiąc. W końcu musieli się poddać. Ale jeden z nich skakał non stop. Przyszła jesień, on skacze. Przyszła sroga zima ON DALEJ SKACZE! W przeciwieństwie do pozostałych nie rezygnował. I ulitował się DOBRY BÓG i pozwolił mu wrócić do nieba……. 

z życzeniami wytrwałości

grzegorz

11.4 Modlitwa egocentryka

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia. 

«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony» Łk 18,9-14

Wśród kilku zachowań budzących niesmak w czołówce plasuje się WYNIOSŁOŚĆ. Gdy spotykamy pyszałka przechwalającego się sobą, który  wszędzie był i wszystko widział zawsze budzi to niechęć. Dlaczego czujemy się źle w towarzystwie osób wyniosłych?

Bo budują swoją pozycję cudzym kosztem. Każdy lanser skupiony na sobie potrzebuje innych jedynie jako tła dla samego siebie. Swoim poczuciem wielkości MIAŻDŹY otoczenie. Oto przyczyna. Wiem co mówię. Znam to z autopsji.

Dwie strony pychy

Pyszałkowatość podobnie jak moneta ma awers i rewers. To wcale nie musi być jedynie skupianie się na zaletach i potędze ale także wadach oraz kruchości. Jeśli nadmiernie zadręczam innych opowieściami o swoich kłopotach, trudach i niedoskonałościach to jest to ewidentne działanie pychy. Bardzo łatwo z własnego nieszczęścia uczynić egocentryczną karuzelę. Jaki jestem nieszczęśliwy, samotny…jaki biedny, zagubiony i wykorzystywany……

Przesadne skupianie się na sobie

Och.. ile to razy szumiałem w towarzystwie a wszystko po to by być punktem odniesienia. Bywałem hałaśliwy, kontrowersyjny często chamski. Znam jednak osoby, które postępowały odwrotnie z identyczną intencją zwracania na siebie uwagi. Ci pokrzywdzeni i rozżaleni ludzie narzucali się otoczeniu w zakamuflowany sposób. Opowiadali o swoich chorobach, problemach i kłopotach byle tylko wzbudzić cudze zainteresowanie i być w centrium uwagi. Sam nie wiem co gorsze.

Mam rację i wiem najlepiej

Pamiętam okres gdy krytykowałem wszystkich dookoła. Strofowałem, poprawiałem, pouczałem, zawstydzałem.Trudno było ze mną żyć, byłem agresywny. Gdy posunąłem się za daleko zaczynałem dla odmiany doradzać, dawać cenne wskazówki! I tak w kółko.Traciłem znajomych, towarzystwo bało się mnie ale ja uważałem, że JESTEM SAMOWYSTARCZALNY i mogę mieć wszystkich w d….. Mój znajomy przeciwnie, „przepraszał że żyje”, próbował zwrócić na siebie uwagę szczodrobliwością, oddaniem, empatią a wszystko po to by czerpać z tego to samo poczucie wyższości.

Lekceważenie innych, siebie i Boga

Od trzydziestego roku życia rozpierała mnie mania wielkości. Nie wierzyłem w Boga. O jednego Boga było za dużo. Walczyłem z nim! Przyjmowałem komunię świętą bez spowiedzi, śmiejąc się w duchu i podziwiając swój dystans. Nie umiałem nikomu zufać więc wszystkimi gardziłem. Nie byłem zdolny do żadnej refleksji nad swoim zachowaniem. Niecierpliwy i nietolerancyjny drwiłem z ludzi. Brakowało mi uprzejmości i taktu. Interesował mnie pełny portfel i świetne samopoczucie. Oskarżałem  zawsze czując się niewinnym. W rzeczywistości jednak nienawidziłem siebie a całe to pyszne zachowanie było jedną wielką projekcją tego uczucia!

trochę wspomnień

W szkole średniej trafiłem do katolickich ruchów odnowy religijnej gdzie przeszedłem kilka formacji duchowych. Zostałem animatorem. Prowadziłem spotkania modlitewne. Z tego okresu pamiętam jak łatwo pod maską świętości ukrywać pychę i próżność. Mówiliśmy językami, prorokowaliśmy a nawet próbowaliśmy uzdrawiać niepełnosprawnych. Wszystko w ferworze silnych uczuć i poczucia bycia WYBRAŃCEM. Było cudownie i kolorowo ale na pewno nie duchowo! Czułem się lepszy od moherowych babć w kościele i tzw katolików z nazwy, księży, biskupów oraz znajomych ze wspólnoty. Ja stawałem się bogiem, oceniałem, rozstrzygałem, usprawiedliwiałem tym razem ze świętych pobudek. Z różancem w kieszeni i medalikiem na szyji funkcjonowałem w matrixie pseudo mesjanizmu. Ciekawe czy żyjąc w średniowieczu skazywałbym z miłości innych na stos?

Gdzie jest najwięcej pychy?

U urzędników? Polityków? Muzyków? Aktorów? Lekarzy? Prawników? Zarozumiałość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla show biznesu i administracji. Manię wielkości można także tworzyć w oparciu o duchowość i religię. Powiem nawet, że ten obszar uważam za szczególnie na to podatny. Większość kapłanów jakich spotkałem ma z tym mniejszy lub większy problem. Wrócę jednak do siebie. Jeszcze do niedawna moja codzienna modlitwa była długą listą życzeń związaną z własnym powodzeniem! Poproszę o to, poproszę o tamto, daj i daj, spraw bym…wyzwól MNIE od…pozwól MI….

, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

W jedenastym kroku nie zabiegamy o dobrą pracę, samopoczucie czy zdrowie. Prosimy o rozeznanie jak możemy służyć innym oraz o siłę by to wykonać. Pośród codziennych kłopotów i rozterek nie modlimy się o cudowną pomoc a jedynie o odczytanie swojej drogi i paliwo do jazdy.

Jeśli modlisz się do Boga a to cie nie zmienia to znaczy że to nie jest TEN BÓG. Anna Kamieńska

To cytat, który znalazłem w cukierku, Serio! W leśniowskiej krówce. Pewna siostra zakonna gdy jej to przeczytałem zapytała: Przecież Bóg jest zawsze jeden!? Myślę, że łatwo jednak pomylić adres i modlić się do samego siebie, wzmacniając własne ego. Niektórzy sponsorzy w czasie programu 12 kroków praktykują z podopiecznymi modlitwę na kolanach w miejscach publicznych. Uchodzi to w ich oczach za wyraz odwagi i silnej wiary. Jeśli już, to osobiście proponowałbym klęczeć na torach kolejowych przed pędzącym pociągiem pośpiesznym. Myślę, że duchowość wymaga INTYMNOŚCI, że modlitwa nie jest  ulicznym występem ani reklamą wiary. Jakiekolwiek „chwalenie sie” znajomościa z Panem Bogiem zawsze budzi niesmak bo jest zwyczajnie przejawem ukrytej pychy. Czy ja teraz oceniam? Absolutnie! Przestrzegam. Na koniec jeszcze jeden cytat biblijny, który świetnie podsumowuje tej rzeczy moje wiedzenie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6:16-18)

grzegorz

 

 

 

11. 3 Modlitwa wdzięczności

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zawołali: «Jezusie, ulituj się nad nami». Rzekł : «Idźcie, pokażcie się kapłanom». A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił , upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? .  Łk 17, 11-19

Babcia pilnuje wnuka bawiącego się na plaży. Nagle dzieciaka porywa wielka  fala. Ona pada na kolana, podnosi ręce do nieba i modli się:- Boże miłosierny, wyratuj go! Po chwili morze wyrzuca chłopca na brzeg. Dziecko jest całe i zdrowe. Babcia patrzy na chłopca, opiera ręce o biodra, spogląda z oburzeniem w górę i mówi: – A czapeczka?! Miał na głowie czapeczkę!

Wdzięczność jest początkiem szczęścia

To nie możliwe by czuć się szczęsliwym bez bycia wdzięcznym. Ta postawa jest bramą do życia pełnego radości i pokoju. I nie wyczerpuje go  powinność wynikająca z uprzejmości gdy ktoś świadczy nam przysługę. Dziękowanie to coś więcej niż forma grzecznościowa. To rodzaj akceptacji swego losu oparty na zaufaniu w Wyższy Sens.

Co to takiego?

To  pogłębione patrzenie na własną historię od dzieciństwa po dzień dzisiejszy, szczególnie na to co dotąd uważałem za nie dobre. To badzo ważne by znaleźć prawdziwą przyczynę użalania się nad sobą i nie skupiać się na pseudo powodach. Zgorzknienie, pretensje, złośliwość, zawiść, nienawiść i zazdrość wyrastają na braku akceptacji życia takim jakim ono jest. Biorą się z nieustannej walki z sobą, ludźmi i losem.

Niech będzie błogosławione to miejsce i ten czas i wszyscy ludzie którzy są wokół!

Pozytywna akceptacja wszystkiego wokół nas dotyczy zarówno tego co dobre jak i złe. Dziękujesz za pełny jak i pusty żołądek. Czy to możliwe? Jak najbardziej. Chodzi o to by za każdą Pełnię dziękować z radością a za każdy Problem ze smutkiem. Zmienia się stan w liczniku ale w mianowniku jest ciągle „dziękuję”.

Wdzięczność to siła zagęszczonych witalnych energii.

Ta postawa przynosi wzmocnienie. Napełnia pogodą i animuszem. Dziękowanie zawsze poprawia samopoczucie. To wspaniale uświadomić sobie własne bogactwo. Zachwycać się kolorami nieba i trawy, radować porannym oddechem czy wieczorną kolacją. Cudownie jest mieć do kogo się uśmiechać i odwzajemniać uczucia. Zawsze ale to zawsze mamy jakiś powód do radości. Niestety pomimo to z reguły bywamy niewdzięczni. Gdzie jest pogrzebany pies? Czy nie w  BRAKU POCZUCIA TERAŹNIEJSZOŚCI? Zwykle myślami jesteśmy gdzieś tam a nie tu. Czy nie dlatego  umyka nam wdzięczność?

Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?

Pamiętam kilka sytuacji, w których  miałem tzw.  „szczęście”. Raz mało nie wpadłem pod pociąg nocą , innym  niemal rozjechałem rowerzystę, w górach też byłoby co wspominać. Ale jakoś nie myślałem o dziękowaniu. Kwitowałem to myślą –„ale miałem  farta” i absolutnie nie łączyłem tych zdarzeń z jakąś Wyższą Opieką.  Od pewnego momentu zacząłem uczyć się tej ważnej postawy do której zachęcają wszyscy „nauczyciele duchowi”. Co wieczór zapisuję w specjalnym zeszycie moja osobistą listę codziennych wdzięczności. Dziś jestem wdzięczny Bogu za pyszny obiad i za to że mam zmysł smaku, ktory daje mi tyle przyjemności. Dziękuję za mój nos, którym mogę wąchać zupkę ogóreczkową! Dziękuję, że mogę jeść własnymi rękoma, w gronie rodziny w moim pięknym mieszkaniu. Dziękuję za moje koty, za ludzi ktorych dziś spotkałem.Dziękuję też za doświadczenie mojej pychy i świadomość. że mogę być jeszcze lepszy dla innych. Dziękuję za trzeźwy dzień i za to wszystko czego nie zauważam a co pozwala mi żyć.

Nie można szczerze dziękować niewidzialnemu Bogu gdy jest się niewdzięcznym wobec widzialnego człowieka.

Wdzięczność powstaje w sercu, dojrzewa w myślach a owocuje w gestach i ustach.  Jest wiele osób, które uzdrawiały  nas z jakiegoś „trądu”. Czy wszyscy usłyszeli podziękowanie? Więc do dzieła! Jak pisała w piosence Agnieszka Osieca : Póki życie trwa!

grzegorz

11.2 Ojcze nasz na głos czyli „na śpiew”.

„DĄŻYLIŚMY PRZEZ MODLITWĘ I MEDYTACJĘ DO CORAZ DOSKONALSZEJ WIĘZI Z BOGIEM, JAKKOLWIEK GO POJMUJEMY, PROSZĄC JEDYNIE O POZNANIE JEGO WOLI WOBEC NAS ORAZ O SIŁĘ DO JEJ SPEŁNIENIA”

Gdy Jezus  skończył modlitwę ,  jeden z uczniów zapytał: «Panie, naucz nas się modlić». A On rzekł  : «Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo. Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień, i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie». I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. ». Łk 11, 1-13

Krótka ta lekcja modlitwy. Kiedy się modlicie, mówcie. Kiedy chcemy rozgrzać dłonie pocieramy jedna o drugą. Kiedy się modlicie- MÓWCIE.

Mowa to Dźwięki, dźwięki to  fala akustyczna. Jej częstotliwość zmienia  otoczenie. (przesadnie  tłumaczy to tzw Efekt motyla) a dynamika decyduje o skali zjawiska. Śpiewaczka  szepcząc obok lampki wina, wywoła  delikatną wibrację szkła. Jeśli natomiast zaśpiewa w jej kierunku  Fortissimo Possibile  rozbije to szkło. Nie bez znaczenia w kościele bizantyjskim mówi się, że „kto śpiewa ten dwa razy się modli”.   Nie wiem czy trzaścnięcie drzwi samochodowych na Piotrkowskiej w Łodzi wywołuje huragan na Florydzie ale przeczytałem kiedyś w książce Romana  Brandstaettera piekne sformułowanie: ”są takie miejsca w niebie , które otwierają się tylko przy pomocy śpiewu”. I zakochałem się w tym ujęciu rzeczy bo gdy słucham chorału gregoriańskiego czy średniowiecznej muzyki bizantyjskiej rozumiem co poeta miał na myśli. Buddyści wypowiadając śpiewnie sylabę OM trwają skupieni na medytacji wraz z tym dźwiękiem, który uważają za pierwszy głos kosmosu.  Miałem 18 lat gdy usłyszałem Nieszpory benedyktynów  w Tyńcu i tak pochłonęła mnie ta forma modlitwy, że zdobyłem brewiarz kapłański i  zacząłem modlić się wyśpiewując te przepiękne starożytne teksty.

Niektórzy dowodzą, że głos wywołuje „subtelne energie” takie jak siły uzdrowieńcze  i sprawcze, że jest magnesem przyciągającym cząsteczkowo cel nawoływania. Oczywiście nie wyklucza to kontemplacji i medytacji a jedynie je uzupelnia.

Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 

Ale czyżby każdy?  A może raczej mało który? Do sanktuariów pielgrzymkowych na całym świecie przybywają miliony ludzi. Jaki mamy współczynnik  uzdrowień?  0,03%! W granicach błędu statystycznego. Jeśli o mnie chodzi nie mam o to pretensji do Pana Boga ale raczej do siebie. Przede wszystkim nie jestem wytrwały. Za szybko rezygnuję. Poza tym niecierpliwy. Jeśli problem nie rozwiązuje się stosunkowo szybko przestaję liczyć na pomoc Siły Wyższej. W końcu jestem małej wiary. Racjonalizuję sobie powody dla których dobry Bóg nie chce mnie wysłuchać. Dlatego aktualna  jest prośba: Panie, naucz nas się modlić. 

Coś jeszcze

Mamy ponad 7000 języków obcych , czy jakiś Super Odbiorca zna je wszystkie biegle?  :)  Może decyduje tu nie lingwistyka a nasze nastawienie a może jeszcze coś? Wrócę do tego w kolejnych tekstach tego kroku a teraz czas na modlitwę. Zróbmy to póki co przy pomocy słów  zgodnie z przesłaniem:Kiedy się modlicie-mówcie. Proponuję tekst  z II wieku znaleziony  w 1946 roku Nag Hammadi, przetłumaczony z koptyjskiego. Jeśli to możliwe odczytaj go na głos.

 

Dzięki Ci składamy. Wszelka dusza i każde serce zwraca się ku Tobie,
O Niezniszczalne Imię, uczczone nazwaniem Boga, I wzywane imieniem Ojca, Ku któremu skłania się nasz umysł , słowo  i poznanie:
Umysł, abyśmy mogli Ciebie zrozumieć,
Mowa, abyśmy mogli objaśniać Ciebie;
Poznanie  zaś,  abyśmy Ciebie poznali.
O wiekuiste trwanie rodzącego Ojca, oto wysławiamy Twoją dobroć.  
Jedno tylko mamy pragnienie, abyśmy byli zachowani w poznaniu  , nasze  rodziny   w szczęściu i  zdrowiu  , abyśmy  nie upadli w tym rodzaju życia. Amen 

grzegorz

4.46 Zagrożenia duchowe : Bóg i duchowość

Zrobiliśmy odważny i gruntowny obrachunek moralny. 

g imagesCARYH4YR imagesCAVYV6UH

Gdy słyszę słowa: dewocja ,fanatyzm czy „kościółkowość” z miejsca wiem o co chodzi i wzdrygam się z niesmakiem. Religijność, wiara, mistyka  nie dostarcza  już mi zlych inklinacji ani problemów z rozumieniem tych zjawisk. Najtrudniej zdefiniować inny termin, który ostatnio robi zawrotną karierę : DUCHOWOŚĆ. To słowo brzmi poważnie i nie wzbudza złych skojarzeń. Czy mogą jednak czaić się tu w przebraniach pojęcia z pierwszego zdania :nałogu Boga albo jak kto woli nałogu Siły Wyższej i duchowości?

imagesCA3A594FCzy Bóg może stać się narkotykiem a duchowość prowadzić na manowce?

Jak to rozpoznać? Najprościej wtedy gdy mówię jak święty a zachowuję jak „kopnięty”. Duchowe bogactwo współistnieje zawsze z dojrzałością psychiczną, z pozytywną postawą wobec ludzi i świata. Jeśli jestem „pieniaczem”, zarozumialcem i więcej biorę  niż daję tzn, że mam duchowość cmentarnej hieny albo pustynnego skunksa.

Przez jakiś czas regularnie utrzymywałem telefoniczny kontakt z kolegą, który pewnego dnia zapił i rozważał samobójstwo. Zadzwoniłem do jego sponsora. Ten poinformował mnie, że  podopieczny jest pod najlepszą opieką jaka istnieje : OPIEKĄ BOGA. Próbowałem jeszcze  jakoś przemycić, że „dobry pasterz troszczy się o swoje owce” ale gdy usłyszałem, że to czy On jest dobrym czy złym sponsorem zależy jedynie od Siły Wyższej, odpuściłem sobie.

Jak to możliwe by gadać takie brednie? Wiem, że jesteśmy bezsilni wobec woli drugiego człowieka ale NIE BEZRADNI!!!!! Równolegle do modlitwy w czyjejś intencji możemy zrobić wiele prozaicznych ale praktycznych rzeczy własnymi rękami. A jeśli już o modlitwie mowa, to sprawę nie załatwi krótki paciorek :tralalala  niech Janek, przestanie pić wódkę! Jeżeli faktycznie JEDYNA NADZIEJA jest już wyłącznie  w Sile Wyższej, to jazda na kolana i trzy sesje dziennie po 20 minut! Do tego jakiś post. Wtedy mogę uczciwie powiedzieć, że ofiarowuję kogoś opiece Boga. Moja żona modliła się o moją trzeźwość latami przez  ok. godzinę dziennie i prosiła o to przyjaciół. Oczywiście, to nie jest pieczenie ciasta gdzie budzik wyznacza czas zakończenia . Chcę tylko powiedzieć, że jeśli deklarujemy dla kogoś duchowe wsparcie, to niech to będzie wsparcie a nie szybkie „podtarcie”.

Będąc uzależnionym działają we mnie mechanizmy nałogowe i dużo pychy. Stąd łatwo mylić własną wolę z wolą Opatrzności i zamiast powierzać  Bogu  zaślepiać się pięknymi frazesami i własnym ego. Ograniczanie odpowiedzialności za rozwiązywanie każdych problemów na rzecz Siły Wyższej poparte jest często cytowaniem tekstów Wielkiej Księgi AA.  Nie mam nic do aowskiej literatury. Jednak w rękach amatora nawet najlepsze skrzypce Stradivariusa brzmią fałszywie.

Zasłanienie się Stwórcą może mieć wiele innych twarzy. Zapytałem kiedyś prowadzącego mitingi kolegę dlaczego spóźnia się na spotkania a dwukrotnie nie dotarł wcale .Ten odpowiedział poważnie „taka była wola Boża”. Zgodnie z powiedzeniem, że każdy ma takich znajomych na jakich zasługuje sam w przeszłości niejednokrotnie „wycierałem sobie gębę” Panem Bogiem. Dziś jestem ostrożny wobec tych osób, które na każdą sytuację mają jedną receptę : Siła Wyższa. Przypominają mi oni  wojaka Szwejka, który na każdą chorobę polecał jedno lekarstwo : LEWATYWĘ.  Czy to ból brzucha, gardła, zęba czy złamana noga. Zawsze lewatywa!  W podstawówce czytałem opowiadanie pt  „Antek”, które chciałbym z tego miejsca polecić  „duchowym specom” jako lekturę formacyjną.  Chorą Rozalkę  leczono  tam z gorączki wsadzając  na „trzy zdrowaśki” do chlebowego pieca . Choć ta nowela napisana została  w 1880 roku, ciemnota pyszałkowatych znachorów trwa każdego dnia. Odsyłanie wszystkiego do Boga tak samo może świadczyć o duchowości jak i o nieodpowiedzialności i niedojrzałości, a wszystko zależnie od listonosza.

Tak się składa, że jestem osobą wierzącą, dlatego z Bolesława Prusa przeskoczę teraz do Anthonego de Mello, który przestrzegał w „Przebudzeniu” : „Z pewną obawą wyznaję, że rozmawiając z Bogiem, powiedziałem Mu, że go nie potrzebuję. Pierwszą moją reakcja było: Jak bardzo jest to sprzeczne z moim wychowaniem.  Jeśli myślisz, że nie mając Boga, nie będziesz szczęśliwy, to ten bóg, którego masz na myśli nie ma nic wspólnego z prawdziwym Bogiem. Myślisz o czymś, co jest mrzonką, myślisz o swej własnej koncepcji. Czasem trzeba pozbyć się boga, by znaleźć Boga. Mówi o tym wielu mistyków.”

To nie jest tylko kwestia odrzucenia koncepcji starca z brodą, czy karzącego sędziego. To sygnał do  NOWEGO  spojrzenia na MOC większą niż my sami, oznaczaną umownym skrótem B Ó G . Anna Kamieńska pisze o tym: „Jeżeli modlisz się do Boga i wciąż się nie zmieniasz, to znaczy, że to nie jest TEN BÓG

Mam nadzieję, że de Mello wraz z panią Anną  wybaczą ale tekst chciałbym zamknąć inną sentencją, którą przysłał mi mój przyjaciel Artur . Jego tekst zainspirował  mnie to tego wpisu jak i doskonale podsumowuje wszystko to co chciałem tu przekazać. Czytamy w nim : Ostatnio obserwuję zjawisko  „epidemii uciekania w duchowość”. Ludzie, którzy sobie nie radzą w życiu osobistym i zawodowym, nagle brzydzą się karierą i sprawami  materialnymi.  Nie mogąc sobie poradzić z codziennymi trudami i własnymi ograniczeniami, z których owe kłopoty  wynikają, decydują się TRANSCENDOWAĆ problemy, zamiast je rozwiązać na praktycznym poziomie. Im głębsze bagno w którym tkwią, tym wznioślejsze powtarzają   nauki, bo nawet nie praktykują, gdyż są zbyt zestresowani i zmęczeni problemami przed którymi uciekają . Pokusa zamknięcia oczu i ucieczki w duchowy odjazd (forma przyćpania ) są bardzo pociągające ale przebudzenie  bolesne bardziej niż ostry  „kac”  ….

 grzegorz trzeźwiejący alkoholik

P. S Tekst dedykuję mojemu przyjacielowi Arturowi, którego DUCHOWOŚĆ jest dla mnie cząstką samego Boga.