11.4 Modlitwa egocentryka

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia. 

«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony» Łk 18,9-14

Wśród kilku zachowań budzących niesmak w czołówce plasuje się WYNIOSŁOŚĆ. Gdy spotykamy pyszałka przechwalającego się sobą, który  wszędzie był i wszystko widział zawsze budzi to niechęć. Dlaczego czujemy się źle w towarzystwie osób wyniosłych?

Bo budują swoją pozycję cudzym kosztem. Każdy lanser skupiony na sobie potrzebuje innych jedynie jako tła dla samego siebie. Swoim poczuciem wielkości MIAŻDŹY otoczenie. Oto przyczyna. Wiem co mówię. Znam to z autopsji.

Dwie strony pychy

Pyszałkowatość podobnie jak moneta ma awers i rewers. To wcale nie musi być jedynie skupianie się na zaletach i potędze ale także wadach oraz kruchości. Jeśli nadmiernie zadręczam innych opowieściami o swoich kłopotach, trudach i niedoskonałościach to jest to ewidentne działanie pychy. Bardzo łatwo z własnego nieszczęścia uczynić egocentryczną karuzelę. Jaki jestem nieszczęśliwy, samotny…jaki biedny, zagubiony i wykorzystywany……

Przesadne skupianie się na sobie

Och.. ile to razy szumiałem w towarzystwie a wszystko po to by być punktem odniesienia. Bywałem hałaśliwy, kontrowersyjny często chamski. Znam jednak osoby, które postępowały odwrotnie z identyczną intencją zwracania na siebie uwagi. Ci pokrzywdzeni i rozżaleni ludzie narzucali się otoczeniu w zakamuflowany sposób. Opowiadali o swoich chorobach, problemach i kłopotach byle tylko wzbudzić cudze zainteresowanie i być w centrium uwagi. Sam nie wiem co gorsze.

Mam rację i wiem najlepiej

Pamiętam okres gdy krytykowałem wszystkich dookoła. Strofowałem, poprawiałem, pouczałem, zawstydzałem.Trudno było ze mną żyć, byłem agresywny. Gdy posunąłem się za daleko zaczynałem dla odmiany doradzać, dawać cenne wskazówki! I tak w kółko.Traciłem znajomych, towarzystwo bało się mnie ale ja uważałem, że JESTEM SAMOWYSTARCZALNY i mogę mieć wszystkich w d….. Mój znajomy przeciwnie, „przepraszał że żyje”, próbował zwrócić na siebie uwagę szczodrobliwością, oddaniem, empatią a wszystko po to by czerpać z tego to samo poczucie wyższości.

Lekceważenie innych, siebie i Boga

Od trzydziestego roku życia rozpierała mnie mania wielkości. Nie wierzyłem w Boga. O jednego Boga było za dużo. Walczyłem z nim! Przyjmowałem komunię świętą bez spowiedzi, śmiejąc się w duchu i podziwiając swój dystans. Nie umiałem nikomu zufać więc wszystkimi gardziłem. Nie byłem zdolny do żadnej refleksji nad swoim zachowaniem. Niecierpliwy i nietolerancyjny drwiłem z ludzi. Brakowało mi uprzejmości i taktu. Interesował mnie pełny portfel i świetne samopoczucie. Oskarżałem  zawsze czując się niewinnym. W rzeczywistości jednak nienawidziłem siebie a całe to pyszne zachowanie było jedną wielką projekcją tego uczucia!

trochę wspomnień

W szkole średniej trafiłem do katolickich ruchów odnowy religijnej gdzie przeszedłem kilka formacji duchowych. Zostałem animatorem. Prowadziłem spotkania modlitewne. Z tego okresu pamiętam jak łatwo pod maską świętości ukrywać pychę i próżność. Mówiliśmy językami, prorokowaliśmy a nawet próbowaliśmy uzdrawiać niepełnosprawnych. Wszystko w ferworze silnych uczuć i poczucia bycia WYBRAŃCEM. Było cudownie i kolorowo ale na pewno nie duchowo! Czułem się lepszy od moherowych babć w kościele i tzw katolików z nazwy, księży, biskupów oraz znajomych ze wspólnoty. Ja stawałem się bogiem, oceniałem, rozstrzygałem, usprawiedliwiałem tym razem ze świętych pobudek. Z różancem w kieszeni i medalikiem na szyji funkcjonowałem w matrixie pseudo mesjanizmu. Ciekawe czy żyjąc w średniowieczu skazywałbym z miłości innych na stos?

Gdzie jest najwięcej pychy?

U urzędników? Polityków? Muzyków? Aktorów? Lekarzy? Prawników? Zarozumiałość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla show biznesu i administracji. Manię wielkości można także tworzyć w oparciu o duchowość i religię. Powiem nawet, że ten obszar uważam za szczególnie na to podatny. Większość kapłanów jakich spotkałem ma z tym mniejszy lub większy problem. Wrócę jednak do siebie. Jeszcze do niedawna moja codzienna modlitwa była długą listą życzeń związaną z własnym powodzeniem! Poproszę o to, poproszę o tamto, daj i daj, spraw bym…wyzwól MNIE od…pozwól MI….

, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

W jedenastym kroku nie zabiegamy o dobrą pracę, samopoczucie czy zdrowie. Prosimy o rozeznanie jak możemy służyć innym oraz o siłę by to wykonać. Pośród codziennych kłopotów i rozterek nie modlimy się o cudowną pomoc a jedynie o odczytanie swojej drogi i paliwo do jazdy.

Jeśli modlisz się do Boga a to cie nie zmienia to znaczy że to nie jest TEN BÓG. Anna Kamieńska

To cytat, który znalazłem w cukierku, Serio! W leśniowskiej krówce. Pewna siostra zakonna gdy jej to przeczytałem zapytała: Przecież Bóg jest zawsze jeden!? Myślę, że łatwo jednak pomylić adres i modlić się do samego siebie, wzmacniając własne ego. Niektórzy sponsorzy w czasie programu 12 kroków praktykują z podopiecznymi modlitwę na kolanach w miejscach publicznych. Uchodzi to w ich oczach za wyraz odwagi i silnej wiary. Jeśli już, to osobiście proponowałbym klęczeć na torach kolejowych przed pędzącym pociągiem pośpiesznym. Myślę, że duchowość wymaga INTYMNOŚCI, że modlitwa nie jest  ulicznym występem ani reklamą wiary. Jakiekolwiek „chwalenie sie” znajomościa z Panem Bogiem zawsze budzi niesmak bo jest zwyczajnie przejawem ukrytej pychy. Czy ja teraz oceniam? Absolutnie! Przestrzegam. Na koniec jeszcze jeden cytat biblijny, który świetnie podsumowuje tej rzeczy moje wiedzenie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6:16-18)

grzegorz

 

 

 

4.29 Egocentryzm i egoizm

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.   

maskamaska t

Kiedy lecimy samolotem stewardesa każdorazowo udziela instrukcji na wypadek awarii. W wypadku gdy ciśnienie w kabinie gwałtownie obniży się, z sufitu wypadną  maski z tlenem. Pasażerowie podróżujący z dziećmi zakładają maskę najpierw sobie, a następnie dzieciom.

Dlaczego „najpierw sobie”? A co z tego, że dziecko będzie oddychać gdy tatuś już nie? Liczą się sekudny a omdlaly opiekun to żaden opiekun.

Współczesny polski filozof o Bocheński zaliczył EGOIZM do tzw stu zabobonów. Czytamy u niego: „od czasów Comte’a mawia się, że człowiek nie ma prawa w pierwszym rzędzie dbać o samego siebie, ale dawać we wszystkim pierwszeństwo drugiemu a także ludzkości. Jeśli tego nie czyni jest godnym pogardy egoistą. Prawda jest wręcz odwrotna. Nasze obowiązki wobec innych opierają się bowiem na obowiązkach wobec samego siebie. Ich spełnianie nie jest więc niczym złym, lecz podstawową moralną powinnością.

Psychologia nazywa to ”zdrowym egoizmem”. Jak to wyważyć?

waga

Ciekawie opisał to Anthony de Mello. Według niego  istnieją  aż trzy rodzaje egoizmu.

Pierwszy

Mam przyjemność w sprawianiu sobie przyjemności. To najbardziej znany przejaw samouwielbienia.

Drugi

Mam przyjemność w sprawianiu przyjemności innym.

Trzeci

Mam przyjemność w nie sprawianiu innym  przykrości. By nie czuć się źle, robię rzeczy których nie chcę robić i mówię coś czego nie myślę. Niby wszystko po to by komuś nie sprawić przykrości, ale w rzeczywistości po to bym czul jaki to jestem wspaniały. Poświęcam swoje zdanie  dla spokoju toksyczne matki. Wytrzymuję pretensje gderającego ojca. Jakim jestem dobrym dzieckiem!

To było dla mnie zaskakujące, że można budować swoje ego zarówno dogadzając sobie jak i innym .  ;-)

rózaświeca

De Mello pisząc o bezinteresownej miłości porównał ją do zapachu róży która każdemu bez ograniczeń użycza swoją  woń oraz świecy, która każdego bez warunkowo oświeca światłem. Kwiat czy płomień realizuje się w DAWANIU. Analogicznie łatwo wyciągnąć wniosek, że samo BRANIE nie tylko nie rozwija, ale cofa.

Choroba alkoholowa nie jest schorzeniem altruistów. W żadnym wypadku nie rozwija się na poszanowaniu drugiego człowieka.

Codziennie dać komuś światło i zapach w taki sposób, żeby „lewa ręka nie wiedziała co robi prawa”. Umyć kibel dla czystości, a nie dla podziwu. Dać uśmiech, dobre słowo każdemu napotkanemu a wszystko naturalnie bez fajerwerków.

Jakie przekonania kultywują egoizm? No przede wszystkim dotyczące szczęścia. Uważamy, że respektując DRUGIEGO szkodzimy sobie, że pomijając własne „widzi mi się” tracimy wpływy, że im więcej DAJEMY tym mniej nam zostaje. Jakie wady charakteru dają tu o sobie znać? Trochę chciwość, skąpstwo, chytrość ale i koncentracja na sobie czy brak wiary w siebie.

Co robić? Kochać, jak najwięcej kochać!

Grzegorz alkoholik