Poczucie wdzięczności część pierwsza

Mam WSZYSTKO, ale to mnie nie cieszy…..

To są słowa wypowiadane przez ludzi różnych „maści i ról”. Od lekarza przez kolejarza, sportowca, artystę, przedsiębiorcę, księdza czy celebrytę. Jakoś szczególnie pasują do alkoholików, którzy min. z tego powodu piją lub też trzeźwiejąc zapijają. Pochopnie można powiedzieć, że widać „wszystkiego” nie mają. Tymczasem osoby z bezpieczną pozycją zawodowo/rodzinną, uwolnione już od nałogowego picia przeżywają często rodzaj dokuczliwego marazmu, który potrafi skończyć się nawet próbą samobójczą. Dlaczego?

Alkohol jest jak rower elektryczny. Dostarcza energię bez wysiłku.

Czy można cieszyć się życiem na trzeźwo? A czy można jeździć rowerem bez akumulatora?

Byłem kiedyś na testach firmy Scot. Pierwszy raz z ciekawości skorzystałem z roweru MTB ze wspomaganiem elektrycznym. Każda ostra górka czy długi podjazd, który w normalnych warunkach wymagał dużego wysiłku to był teraz „pikuś”. Gdzieś po 1.5 h skońćzył się prąd i nagle trzeba było pedałować realnie, bez wspomagania. Z miejsca przyjemna przejażdżka zamieniła się w męczącą orkę. Wracałem do Arturówka rowerem za 20 000 zł będąc niezadowolonym. Zwykła jazda nie była już taką frajdą.

Człowiek przyzwyczaja się nie tylko do dobrego ale i złego.

Nie wiem czy wokalista zespołu INXS Michael Hutchence miał elektryczny rower ale wiadomo, że uprawiał tzw asfiksję erotyczną. Chodzi o sztuczne zwiększanie doznań seksualnych poprzez stan niedoboru tlenowego. Ta technika ma dostarczyć większych przeżyć przy standardowych praktykach miłosnych. Muzyk stosował auto podduszanie z pętlą na szyi. I tak rozkręcił się w pogoni za tą specyficzną przyjemnością, że pewnego dnia….., po prostu udusił się na amen.

Zwyczajność przegrywa z „Nadzwyczajnością”. Aby w zwyczajności poczuć się nadzwyczajnie- trzeba się napracować.

Po ilości siłowni w każdym mieście widać, że muskulatura to temat „trandy”. Jest jeden problem: ciężkie regularne i żmudne ćwiczenia. Dzisiejsza chemia sportowa wychodzi temu na przeciw. Dostarcza całej gamy medykamentów, które POMAGAJĄ osiągnąć zadziwiające efekty treningowe w uproszczony sposób. ( i wcale nie chodzi o sterydy). Skutek? Większość nie ćwiczy ‚na sucho” z przekonaniem, iż nie ma to żadnych skutków ubocznych.

Tajemnica Coca Coli.

Dlaczego cały świat kocha pepsi czy colę? Bo daje kopa! Ze względu na kofeinę? Przede wszystkim chodzi o CUKIER. Ponad pięćdziesiąt lat temu producenci tych napojów zaczęli stopniowo modyfikować recepturę zwiększając ilość cukru na 100ml. Chcieli osiągnąć silnie energetyzujący napój, który wywoływałby chwilowe poczucie szczęścia . Problemem było to, jak spowodować, żeby bardzo słodki płyn nie sprawiał wrażenie aż tak słodkiego? Z pomocą przyszła chemią spożywcza. Skoro cytryna w herbacie niweluje odczuwanie cukru i wymaga nad słodzenia o łyżeczkę więcej, producenci zastosowali kwas fosforowy. Dzięki niemu szklanka coli zawierająca ok 7 łyżeczek cukru smakuje jak z dwiema.

Woda czyli -”nic specjalnego”.

Gdy postawimy przed dzieckiem butelkę wody i coli, co wybierze? Mówi się, że woda nie ma smaku. Tymczasem w niektórych restauracjach spotkać możemy poza kartą win, kartę wód. Jedne lepiej podkreślają smak polędwicy, inne ryb a kolejne jagnięciny. Istnieje już zawód wodnego specjalisty :sommeliera. Corocznie w USA odbywa się festiwal degustacji wody International Water Casting Awards a najdroższą butelkę H2O sprzedano za 60 000 dolarów!  Thousand BC to woda wydobywana z lodowca (kosztuje ok 40 zł za 750ml). Tasmanian Rain to butelkowana woda deszczowa z Australii. Czy to snobizm i ekscentryzm czy też coś jest na rzeczy? Nie potrzeba butelki za pięćdziesiąt złotych żeby docenić smak wody. Wystarczy pobliskie źródło lub studnia głębinowa.

Rzeczy stają się długie w porównaniu z krótkimi czyli porozmawiajmy o powietrzu.

Zostawmy płyny. Czy smak może mieć ODDECH? Wczoraj w TV usłyszałem o programie do walki ze SMOGIEM. Mój kolega lekkoatleta nie może zimowymi wieczorami biegać bo w jego miejscówce NIE MA CZYM ODDYCHAĆ. Większość domów jest opalana węglem. Czyste powietrze jest towarem deficytowym. Czy przyszło ci kiedyś do głowy być wdzięcznym za ODDECH? W czasie ataku astmy głębokie tchnienie jest marzeniem chorego.  Gdy po raz pierwszy po cztero miesięcznej abstynencji wyjechałem w góry powietrze smakowało mi jak faworki babci.

Rower, siłownia, coca cola, podduszanie, woda i powietrze czyli co ma piernik do wiatraka?

Choć rozmieniłem temat wdzięczności na tzw drobne w rzeczywistości ciągle poruszam się dookoła czegoś istotnego.

Dlaczego jest mi źle?

Mój terapeuta mawia, że człowiek żeby docenić to co ma powinien się ZATRZYMAĆ. Tylko wtedy jest zdolny do głębszej refleksji nad swoim losem. Ale czy ja mam czas na przestój podczas gdy „tylu ludzi potrzebuje mojej pomocy” lub „muszę osiągnąć to czy tamto” albo”zarobić tyle a tyle” lub „grać taką czy inną życiową rolę”? Czy nie ucierpi na tym świat? Nie zawali się dzieło, które opiera się na moim działaniu? Czy nie zginą potrzebujący? Jest w końcu tyle ludzi i tematów, którym poświęcam własne życie……

Zacznijmy od tego, czy ja w ogóle potrafię zdjąć „nogę z gazu”? Czy nie czuję się nieswojo, gdy ” nic się nie dzieje”? Czy nie jest mi ŹLE Z SAMYM TYLKO SOBĄ? Może to właśnie zabija w mej głowie smak wody i zapach powietrza i nie pozwala zauważyć we własnym życiu jego wartościowych części? Przecież w pędzie można jedynie podziwiać monstrualnie formy.  Czy nie z  tego powodu wybieram szklankę coli zamiast wody, HMB pro, elektryczny rower czy duszenie zamiast piękna pocałunku? I choć każdy z nas „pędzi” przez życie na swój sposób łączy nas jedno: UCIEKAMY W TEN SPOSÓB OD SAMEGO SIEBIE.

Wzór na szczęście

Słyszałem gdzieś o wzorze na szczęśliwe życie. W 50 % zależeć ma od osobowości. W 40% od aktywności a tylko w 10% od warunków zewnętrznych danej osoby. Aż połowa to stała „x” i dwie zmienne „y” oraz „z”.  Ale o tym już w następnym wpisie.

grzegorz

O udzielaniu cennych rad

Gdy nie miałam dzieci, miałam z sześć teorii na temat ich wychowywania i radziłam wszystkim jak je stosować. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii”(anonimowa wypowiedź internetowa).

Jakoś już tak jest, że znamy gotowe recepty na szczęście ale dla innych. Cudze trudności aktywizują nas do teoretyzowania i dawania tzw mądrych rad. Świetnie wiemy co dla każdego dobre. Skoro potrafimy ułożyć drugiemu życie dlaczego nie sobie? Jest to kluczowe pytanie do którego wrócę w końcówce tekstu.

Co ja mam zrobić? czyli o nawyku bezradności 

„Jesteśmy tym co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość i miernota nie jest kwestią szczęścia ale nawykiem”. Dwa i pół tysiąca lat temu Arystoteles zauważył, że człowiek jest panem własnego losu poprzez dublowanie swojego myślenia, odczuwania i postępowania. Powtarzalność formuje w nas to co powielamy. Tą metodą utrwalają się w nas wady lub zalety. Częstotliwość dziękowania owocuje radością  tu i teraz. Częste przepraszam utrwala w nas pokorę. Ale systematyczne kłamstwo buduje w nas nieuczciwość a regularne odkładanie drobnych rzeczy na później zamienia nas w wiecznych leni. Jeśli od dziecka dla pewności regularnie pytałem innych: co robić? wykształcił się we mnie nawyk niepewności. Przestałem być sam dla siebie oparciem. I w taki sposób niechcący uczyniłem się KALEKĄ.

Sama RADA to jedno. Umiejętność przekazania to drugie. Sztuka jej odbioru to trzecie. Stosowanie to czwarte.

Myślę, że powinieneś…”, Lepiej byłoby, gdybyś…”, „Ja na Twoim miejscu…” W taki sposób najczęściej mówimy do własnych dzieci stawiając się w wyższej pozycji. Jakie to denerwujące słuchać kogoś kto jest lepiej ode mnie zorientowany i to w mojej życiowej sytuacji!!! Jakie to nie wychowawcze kształtować w podopiecznych wrażenie, że muszą polegać na INNYCH a nie na sobie!!!

Mama woła syna: JAAASIU do domuuuu! A co? Chce mi się jeść?- pyta z podwórka syn. Nie, nie. Chce ci się spać!-odpowiada mama.

Po pierwsze NIKT nigdy nie WIE lepiej niż JA SAM. Trzeba zmienić przekonanie, że nie znajdę sam w sobie dobrej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i trudne wybory. Często ciężko decydować tylko dlatego, że jestem zbyt blisko problemu i brak mi do niego dystansu. Wtedy rozmowa z drugim człowiekiem daje nam tę niezbędną przestrzeń ale pod jednym warunkiem: że on jedynie słucha. Najczęściej jednak my alkoholicy wolimy by ktoś decydował za nas. Tak zwalniamy się zarówno z trudów wyboru jak i z odpowiedzialności. Oto przyczyna. Gdyby nie moja żona i jej chore pomysły nie miałbym takich problemów. Gdybym tak nie słuchał matki byłbym dzisiaj innym człowiekiem. Wspomnę w tym miejscu o potrzebie asertywności. Czy umiesz bronić swoich psychologicznych granic? Chodzi o sytuacje gdzie natrętni współuzależnieni rodzice, partnerzy lub przyjaciele próbują „układać tobie życie”.  Czy umiesz posługiwać się słowem NIE w relacjach z bliskimi? Czy umiesz podziękować innym za ich cenne wspaniałe rady?

Trzy wesela i pogrzeb czyli dlaczego wkurzają nas cudze rady.

Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż mentorsko kaznodziejski ton wypowiedzi. Któż z nas lubi nadęte i napuszone przemowy i to jeszcze na temat naszego życia? Czy z ust księdza, wychowawcy klasowego lub rodzica zawsze napawają one niechęcią. Także irytują natrętne rady naszych znajomych: Nie martw się, Głowa do góry, Będzie dobrze. Od takich słów robi mi się zawsze słabo. Dlaczego? Ponieważ bagatelizują mój problem i zaburzają równorzędność relacji. Nagle ktoś jest tu mędrcem a ja przeciwnie. Poza tym nieco za szybko ucinają sprawę bo czasem potrzeba komuś się po prostu WYGADAĆ i nie musi to być wcale użalanie się nad sobą.

Dlaczego dajemy rady innym ludziom, chociaż sami czujemy do nich wstręt? 

Gdy ktoś zwierza się ze swojego kłopotu automatycznie włącza się we mnie przymus dawania porad. Uważam, że druga osoba tego ode mnie oczekuje.(oczekiwania) Po drugie „radzenie” daje mi samozadowolenie. (poczucie wyższości) jestem mądry, oczytany, doświadczony i wzbudzam zaufanie! Mózg ludzki w sytuacjach „świadczenia” dla kogoś pomocy wytwarza substancje szczęścia. Stąd altruizm często bywa zwyczajną kompulsją. Kolejna sprawa to aspekt wychowawczy. (utrwalanie) Otóż: nauczając innych sami się uczymy. Więc takie działanie umacnia przede wszystkim NAS we właściwej postawie wobec różnych problemów. Ostatnia kwestia dla której wręcz palimy się do udzielania rad to zasada pracy głowy człowieka. Nasz umysł preferuje SZYBKIE rozwiązania cudzego problemu jako profilaktykę dla własnego bezpieczeństwa. Ponieważ kłopoty bliskich i dalszych mogę kiedyś stać się naszymi aby do tego nie doszło z automatu stajemy się „wujkiem dobra rada”. Z takich to przyczyn trudno jest zachować swoje mądrości wyłącznie dla siebie. Jednocześnie z tych samych powodów powinniśmy nauczyć się gryźć w język za każdym razem gdy chcemy dać komuś jakąś dobrą wskazówkę.

„Weź się w garść” czyli prostowanie garbatego i śpiewanie z niemową

To znane wszystkim obiegowe i popularne powiedzenie. Jednak gdy tłumaczysz to wdowie czy osieroconemu dziecku to jakby mówić do niemowlaka w łóżeczku, żeby przestał płakać!

Czy można komuś pomóc nie dając żadnej rady? 

„Przyjdź z pustymi rękami, a ja napełnię je swoimi opowieściami i łzami”. Inge Diepman

Na każdym mitingu AA słyszymy od Prowadzącego, że Anonimowi Alkoholicy nie udzielają sobie rad. Skoro tak to w jaki sposób trzeźwieją??? Zawsze trudniej jest słuchać niż mówić. W kontaktach z „obolałymi” osobami zwykliśmy przyjmować postawę LUSTRA lub GĄBKI. Albo prowadzimy konfrontacyjny dialog albo chłoniemy cudze emocje do tego stopnia, że sami zaczynami źle się czuć. Myślę, że w takich relacjach powinniśmy być raczej JAK KRYSZTAŁ. Chodzi o to by przepłynęły przez nas cudze wątpliwości, lęki i niepewność. Rzecz w tym by użyczyć na chwilę komuś SIEBIE do przepuszczenia przez nas DALEJ swoich mroków. Rozmowa z przybitym przyjacielem nie powinna być ani jak wymiana w ping ponga ani jak wyrzucanie śmieci do kosza. Nie podejmuje za nikogo decyzji, nie biorę odpowiedzialności za czyjeś wybory. Nie zarażam się cudzymi uczuciami. Słucham. Słucham i próbuję  ZROZUMIEĆ. W ten sposób to przeze mnie przepływa a nie spływa lub zostaje.

Skoro potrafimy ułożyć drugiemu całe życie dlaczego z tej  mądrości nie korzystamy sami? 

Bo nie da się zastosować jej w praktyce metodą prostego przeniesienia. Życiowa podróż to coś więcej aniżeli skrót drogowy, którym poradził mi jechać kolega. To też coś innego aniżeli zasłyszany przepis na pieczonego kurczaka czy golonkę po bawarsku. Gdyby sama wiedza potrafiła zmieniać ludzi, alkoholicy trzeźwieli by od książek, narkomani od rad psychologów a współuzależnieni od wskazówek rodziców i przyjaciół. Powtarzam raz jeszcze-OSOBOM Z PROBLEMAMI zwykle NIE BRAKUJE WIEDZY! BRAKUJE IM SIŁY BY ZROBIĆ TO CO DOBRZE WIEDZĄ!

Skąd czerpać życiową SIŁĘ?

Ja znalazłem ją w dwunastu krokach zdrowienia, które opisałem na tym blogu. Jeśli ciekawi cię co konkretnie mam na myśli zapraszam. I to wszystko. www.alkonblogujacy.pl 

Grzegorz

 

 

8.0 Gotowość do przeprosin i naprawy wyrzadzonych krzywd dzięki pogodzeniu z samym sobą.

Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

pobrane

Lista zobowiązań moralnych

Wyrzuty sumienia i pretensje za to co zrobiłem i co zaniedbałem prowadzić mogą do zapicia, choroby psychicznej lub na stryczek. Zauważylem, że niezależnie od  tego czy wspominałem konkretne sytuacje, niechlubna przeszlość zawsze ciążyla mi moralnie i duchowo. Czy może być jakiś sposób na pozbycie się tego balastu? Dla mnie alkoholika jest to : Program dwunastu kroków ze sponsorem. Ważnym jego etapem jest rozliczenie się z własną przeszłością czyli gotowość przeposin i naprawienia wyrządzonych szkód. Rozpoczyna je zrobienie listy osób, które skrzywdziłem.

Od ilu klapsów zaczyna się przemoc wobec dziecka?

Gdy pierwszy raz usłyszałem czytany krok ósmy miałem problem by na jego liście zapisać więcej niż jedną osobę. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w powyższym podtytule. Myślałem, że żeby mówić o agresji wobec dzieci to trzeba je „katować”! Tymczasem przemoc zaczyna się od pierwszego klapnięcia malucha w tyłek! Od pierwszego! Terapeuta zapytał mnie kiedyś czy byłem sprawcą przemocy domowej. Odpowiedziałem, że NIGDY!  Dopytał: czy krzyczał Pan kiedyś na żonę? Groził jej palcem? Czy zdarzyło się Panu zabrać kiedyś żonie kartę kredytową? Wydzielać jej pieniądze, nie pozwalać korzystać z samochodu?  Nie tylko stosowałem przemoc ekonomiczną. Wyśmiewałem  pasje mojej partnerki, drwiłem z jej zainteresowań, krytykowałem jej koleżanki a nawet ulubionych wykonawców muzycznych. Poza tym znęcalem sie nad nią psychicznie milczeniem. Nieodzywałem sie tygodniami robiąc groźne miny. Raniłem żonę swoią oschlością i chłodem.  Za takie numery dzielnicowy założyłby mi całą talię niebieskich kart!

Gdy przeszedłem z poziomu słuchania kroków do realizowania, na czwartym etapie wiedziałem już, że lista osób które skrzywdziłem wykroczy poza ilość palców u rąk i nóg.

Dlaczego zadajemy innym ból?

W dzieciństwie często słyszałem, że jestem niezdarą, nygusem, płaczkiem, mazgajem lub gamoniem!  Terapeuta powiedział mi, że zranienia, których doświadczamy regularnie jako małe dzieci tworzą w nas głębokie urazy wyznaczające nam sposób traktowania innych ludzi. Będąc zranionym spontanicznie krzywdzę innych. I by się zgadzało. Często odreagowywałem upokarzając moją rodzinę.

A jeśli nie przeproszę i nie wybaczę ?

Skoro przemocowość  jest następstwem doznanej krzywdy to wraz z ofiarami jedziemy na tym samym wózku. Ofiary nienawidząc sprawców same stają się nimi. Sprawcy żywiąc urazy do swoich krzywdzicieli odreagowują na innych. Aby przerwać te przeklęte błędne koło ktoś musi wykonać ważny pierwszy ruch. Stając do ósmego kroku wiedziałem, że mam możliwość zatrzymania odbijającego się od dawna pomiędzy mną a innymi ludźmi ZŁA. Postanowiłem zniwelować ten wzorzec obecny w mojej rodzinie, wygasić go by nie pogrążał dalej moich synów, potem wnuków i w koło macieju!

Przebaczenie rozpoczyna się od samego siebie.

Łatwo z tego  aktu akceptacji  zrobić próżny gest. To oczywiste, że krzywdzimy sami siebie ale lista krzywd z własnym nazwiskiem na pierwszym miejscu mówi, że coś poszło nie tak w kroku czwartym. Przebaczyć sobie – to nie znaczy współczuć w użalający sposób. Chodzi o to, by przyjąć siebie samego w pokorze. Żadne moje ograniczenie i żaden mój zły czyn nie może być powodem autonienawiści ale i toksycznego rozczulania się nad sobą. Jeżeli nie mogę patrzeć w lustro lub ciągle biadolę jak to zmarnowałem sobie i innym życie daleko mi do kroku ósmego! Pomijam przypadek gdy wywyższam się niechlubną przeszłoscią na zasadzie: ja to dopiero piłem, biłem, kradłem i krzywdzilem!!! Co świadczy o byciu na ujemnym poziomie rozwoju w tzw. czarnej d**ie!

Gołym okiem widać jaki kto ma stosunek do siebie.

Agresja, złośliwość, uskarżanie, lamentowanie i żałosne jęczenie nad swym losem. Oto zewnętrzne znaki wewnętrznego konfliktu każdego człowieka. Jeśli w stosunku do samego siebie braknie mi pokory pierwszego kroku, nigdy nie stanę na własne nogi i nie uwierzę w swoje możliwości. Będę za to się kajał i nienawidził, obwiniając za wszystko cały świat lub samego siebie a wszystko zależnie od nastroju! Takie samobiczowanie nie daje nic dobrego a niestety wzmacnia tylko moje samolubstwo i często jest zakonspirowanym przejawem pychy.

Trzeba być dla siebie dobrym

Mówi się, że nie można kochać innych jeśli nie kocha się siebie. Długo uważałem, że kocham moją żonę bo byłem o nią zazdrosny, ale czy na tym polega miłość? Zasypywałem dzieci drogimi prezentami i wykłócałem się z ich  nauczycielami.To jednak nie była miłość ale nadopiekuńczość chorego pysznego człowieka, który potajemnie szpiegował swoje dzieci czytając  ich smsy i maile. Czy to wynikało z dobra? Nie! Było odzwierciedleniem nieufności do samego siebie.

Jestem jaki jestem

Moja niechlubna przeszłość, jakakolwiek by nie była, nie musi rujnować mojej przyszłości. Wszystko zależy od tego jak zachowam się dziś! Patrząc trzeźwo na moje wybryki wiem, że wtedy nie byłem zdolny do niczeo innego. Mam szczęście, że nie skończyło się gorzej. Ta sama głowa, która gdy piłem podsuwała mi  fatalne pomysły dziś wolna od etanolu namawia mnie do zadośćuczynienia moim ofiarom. Niezła sytuacja! Moje ego niegdyś nastawione na prózność i samolubstwo  dziś zachęca mnie do myślenia o innych. Dobre!

Codzienne Himalaje

Alpiniści pokonując trudne przejścia wykuwają często czekanami stopnie w lodzie. Ułatwiają sobie w ten sposob nie tylko wejście ale chronią się przed niebezpieczeństwem upadku w czasie zejścia. Ósmy krok to ważny poziom dla dalszej wędrowki. Powinien być mocnym oparciem na wypadek załamania wewnętrznej pogody ducha!

grzegorz

7.4 Nasze największe BRAKI

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

puzzleJestem ładną osiemnastoletnią dziewczyną. Mam rodzinę, przyjaciół, dobrze się uczę. Wielu mnie podziwia. Ja jednak patrzę na to obojętnie.Sama nie wiem, dlaczego nie mam radości i chęci życia? Czuję, że czegoś mi brak do bycia spełnionym ale sama nie wiem czego. Moje życie wewnętrzne jest smutne i szare. Patrzę na innych i wydaje mi się, że niektórzy ludzie są tacy super, mają  znajomych, każdy ich lubi. Jestem niezadowolona z siebie i z tego, jak żyję. Chciałabym to zmienić, ale nie wiem sama, za co się zabrać. 

To przedruk  internetowej wypowiedzi. Nastolatka wchodzi w dorosłość z poczuciem braku sensu. Gdy byłem w tym wieku myślałem tak samo. Niestety nie było wtedy  facebooka i forów tematycznych. Chodzenie do psychologa graniczyło z nienormalnością. Brak radości życia zaspokajałem więc domową metodą: przy pomocy alkoholu.

Życie mówi do nas językiem natury i nie zawsze wprost.

Gdy puchną ręce i nogi wiadomo, że brakuje nam potasu. Będąc chronicznie zmęczonym warto sprawdzić poziom żelaza. Drgające mięśnie czy powieki, są sygnałem braku magnezu. Idę wtedy do apteki. Kupuję Mg z witaminą B6. Ograniczam kawę, mocną herbatę.

Brak wytchnienia i spokoju tak charakterystyczny w całym okresie mojego picia nigdy nie uważałem za jakiś sygnał głębszego problemu lecz zachętę do zrelaksowania się alkoholem. To tak jakby drgające powieki leczyć podwójnym porannym espresso. Piłem by być spokojnym i wyluzowanym, ale w rezultacie tylko wzrastało we mnie napięcie. Po czasie dowiedziałem się, że alkohol jest w rzeczywistości LĘKOTWÓRCZY.

Życiowe sygnały są jak orzechy, sedno jest dopiero w środku łupiny.

Brak biletu PKP może świadczyć o braku pieniędzy lub pośpiechu. Brak wykształcenia o niskim IQ lub trudnym dzieciństwie. Brak tchu mówi o zmęczeniu ale czasem o chorobie. Brak miesiączki nie zawsze oznacza ciążę a brak wzwodu nie koniecznie określa impotenta. O czym mówi BRAK RADOŚCI  ŻYCIA? Brak SENSU? Brak poczucia spełnienia? Brak poczucia własnej wartości? Brak Siły? Brak celu?  Brak opanowania? Brak nadziei? Brak pieniędzy, wykształcenia, odwagi, ogłady, kultury, cierpliwości? Brak czasu? Brak pokory?

Badania prowadzone na wybranych grupach pokazują, że najbardziej doskierwa nam brak: miłości i zrozumienia, brak czasu i spokoju,  brak radości,  dobrej pracy i godziwych zarobków,  brak przyjaciół.

Co jest moim największym BRAKIEM?

Pamiętacie film Ice Ventura z Jimem Carreyem? A Bruce Wszechmogący? Nakręcił je znany amerykanski reżyser Tom Shadyac. Facet piął sie jak burza na wyżyny sławy, pieniędzy i zaszczytów. Nagle, podczas przeprowadzki do  kupionego luksusowego domu, poczuł się PIEKIELNIE SAMOTNY. Pośród przepychu, blichtru i milionów dolarów zauważył bezsens swojej drogi. W wyniku tych przeżyć nakręcił film dokumentalny „I am”, w którym stawia pytanie: „co jest najważniejsze w życiu”?

Dlaczego zarówno stojąca na progu życia nastolatka z początku tekstu jak i dojrzały reżyser bedącu juz w jego wirze mają ten sam wspólny problem? Dlaczego także JA, często patrzę zasępiony przed siebie pełen smutku , niepewności i wewnętrznej pustki?

Lubisz puzzle? Ponoć każdy z nas ma w sobie dziurę w duszy wielkości i kształtu Boga. Do tego pustego miejsca nie pasuje nic innego. Nie ma tu ani substytutu ani zamiennika. A ta „część oryginalna” wcale sie nie narzuca, nie poleca i nie reklamuje lecz POKORNIE czeka  od wieków w kolejce, gotowa bezinteresownie dopełnić UKŁADANKĘ ludzkiego spełnienia.

grzegorz trzeżwiejący alkoholik

7.1 Pokora jako szacunek dla samego siebie

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki. 

images

Wiadomo, że szanować należy ubrania, samochód, książki. Dotyczy to także osób w starszym wieku jak i rodziców.

Co oznacza „szanować samego siebie”?

Nie pozwolić żonie wchodzić sobie na głowę ? Nie przechodzić na „ty” ? Nie czekać na spóźnialskich? Dbać o dietę, sport i wypoczynek?

imagesVU0OKI48

„Będziesz miłował  bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego większego przykazania” czytamy w biblii. Miłość do siebie jest tak oczywista, że ……aż zapominamy ją sobie okazywać.   

Co to znaczy kochać siebie?

Nasze oczy skierowane są na zewnątrz. Nie widzimy własnej lecz cudze twarze. Dlatego z łatwością projektujemy na innych  uczucia, które powinny w pierwszej kolejności objąć nas samych. Z pogardy dla egoizmu rzucamy się w altruizm, idąc na skróty uczuć.

Co to znaczy dbać o kogoś ?

Interesować się, rozumieć, pomagać, tolerować. Teraz, w miejsce „kogoś” trzeba wstawić własną osobę. Człowiek ma nie tylko  prawo ale powinność dbania o samego siebie i DAWANIA SOBIE PIERWSZEŃSTWA! Dlaczego? Bo nasze obowiązki wobec innych opierają się  na fundamencie obowiązków wobec nas samych. Ich spełnianie nie jest megalomanią. Co ciekawe znane mi osoby zakochane w sobie nie są samolubami, ale żaden ze znanych mi samolubów  nie kocha samego siebie.

Jest takie powiedzenie „pocałuj mnie w du***” Wiadomo, że nie chodzi w nim o pieszczoty. Jaki szacunek dla siebie taka sympatia wobec innych. Tyle mamy miłości dla otoczenia …..ile dla siebie. Oczywiście umiemy pokazać sztuczny uśmiech, „zagrać” uprzejmość, ale na krótką metę i dużym kosztem. Temu aktorstwu zawsze towarzyszy bardzo szkodliwe napięcie. Tak więc nieakceptacja  to  bunt przeciwko  naszym NATURALNYM GRANICOM, który niestety rozwija w nas lęk .

Żeby szanować siebie  potrzebna jest POKORA.

Każdy ma  talenty , ale i wrodzone ograniczenia. Rzecz w tym, żeby zaprzyjaźnić się ze sobą nie ze względu na swoją WIELKOŚĆ, ale k r u ch o ś ć  i słabość. Docenić siebie POMIMO wad i braków, ze względu na starania i wysiłek. Zobaczyć w sobie to co bezbronne, słabe, samotne, smutne i okazać TEMU KOMUŚ współczucie. Otrzeć własne łzy, osuszyć swoją twarz i ulitować się nad własną osobą. Uśmiechnąć się do lustra i zyskać „świadomość siebie” jako czegoś więcej niż kupy mięsa, wody, wad charakteru i braków.

 

Grzegorz alkoholik

 

 

7.0 Fundament duchowości– POKORA.

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

Co jakiś czas życie daje nam tzw. lekcje pokory. Ktoś nas wyśmiewa, obraża, manipuluje, okłamuje. Po pierwsze  nie jesteśmy na tych zajęciach uważnymi  uczniami. Po drugie albo  przechodzimy do roli ofiary albo odpowiadamy agresywnie. Raz myśle, że ludzie są podli. Innym razem , że jeśli ja będę bardziej podlły to poczuję się mniej podle. :-?

Gdy byłem dzieckiem tata nie uczył mnie  „odpuszczania”. Pytał: „nie umiesz oddać?”, „brak ci języka w gębie?”  Sam także  wpajałem to swoim dzieciom.

pokora to nie służalczość

Obrzydzono mi pokorę. Skojarzyłem ją z życiem przeżywanym na pokłonach wobec pseudo autorytetów, uniżeniu przed władzą lub na klęczkach przed religią a nawet ideologią. Dobrym przykładem potocznej dewaluacji tego słowa jest przysłowie : pokorne ciele dwie matki ssie. Do cholery co ma wspólnego grzebień z dźwigiem portowym????

Pokora jako styl życia

2000 lat temu w czasie Ostatniej Wieczerzy, pewien Mistrz umył nogi swoim uczniom zachęcając ich do usługiwania sobie nawzajem. Potem przeszedł poniżenie a w końcu śmierć, mówiąc z krzyża o oprawcach „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”. Pokorne życie wiódł Budda, Mahomet, Komfucjusz, Lao Tse. A z nam współczesnych Mahatma Ghadni. Dalajlama, Martin  King, czy ostatni papieze. Czy to są ludzie tchórzliwi, ulegli, wstydliwi i zakompleksieni? W wypadku tych postaci możemy mówić o pokorze jako o stylu ich życia. Na czym to polega?

Na zasadzie nie stawiania siebie na pierwszym miejscu.

Istnieją zasady dynamiki, złotego podziału, pędu, zasady ortograficzne i inne. Każda z nich ma swoją charakterystykę. Czy potrafię być zwyczajny, nie wyróżniający się, cichy, nie narzucający? Bo to ważne dla zachowania trzeźwości. Zanim przestanę wynosić się w moim otoczeniu, powinienem zaprzestać wywyższać się we własnej głowie. Tak doszedłem do ważnego fragmentu tego tekstu.

Do PRZEKONAŃ.

s

To  czy ktoś mnie poniży czy nie, nie wynika z tego co powie, ale z tego czy ja w to UWIERZĘ.  A  to już zależy od  moich nawykowych przekonań. Bo wiele z nich jest głównym źródłem codziennego cierpienia. Choćby takie : pokorni ludzie to osoby słabe! Nie odpowiedzieć na zaczepki to znaczy być tchórzem! Gdy ktoś mnie  obraża, mogę  zapytać siebie w duchu : co się stanie Katedrze  Notre Dame, gdy ją osika mały piesek? Albo: co się stanie ze słoniem, gdy użądli go w grzbiet osa? Kolejne przekonanie do zmiany : trzeba się szanować i nie pozwalać sobie. Nie prawda. Nie wolno być przywiązanym do jednego swojego obrazu!

Nie ma pokory wobec drugiego jeśli nie jestem pokorny wobec SIEBIEI

Polega to na wyrażeniu zgody na podważanie właśnie własnych dotychczasowych przekonań. Jeśli uważam, że święta absolutnie spędzam z rodzicami, którzy de facto są toskyczni aż syczy i nagle mam myśl, że może w końcu warto to zmienić? To pokora polega tu na drążeniu tego tematu a nie szybkim wybijaniu sobie go z głowy stwierdzeniem : no jak tak mogę myśleć, będzie im tak przykro! Pokora to także zdolność kwestionowania przekonań na własny temat : nigdy nie wyleczę się z mojej pychy, zawsze będę nieodpowiedzialny, nie umiem być pracowity, do niczego się nie nadaję itd.

images0NH3NAX0

Pokora to także umiejętność przyjęcia od kogoś podziękowań bez  zasłaniania sie ogólnikami: ”nic wielkiego”, „to nie ja, to Siła Wyższa” . Jednocześnie jest to zdolność to DZIĘKOWANIA innym.

 

Fajnym na początek wewnętrznym jak i zewnętrznym wyrażaniem pokory jest słowo : NIE WIEM.  Gdy mówimy w duchu za Sokratesem : „Wiem, że nic nie wiem”,  to w tym momencie otwieramy się  żeby coś poznać. W takim znaczeniu pokora będzie naszą uświadomioną niewiedzą. Dzięki niej uczymy się trzeźwości i w niej rozwijamy a przeszkadza nam zawsze pycha.

imagesCA9BE323

Kiedy poruszamy temat POKORY, na pierwszy rzut oka  większość w tym i my uważa, że  nie ma z nią kłopotu.  Dopiero gdy ktoś  w ostatniej chwili odwoła z nami spotkanie, lub odmówi nam czegoś, czy krytycznie nas oceni, wtedy coś się burzy i kipi.

Raz jeszcze o przekonaniach

e

Ponieważ  Chuck Norris, Rambo czy kapitan Klos nigdy nie płaczą i mówią zawsze ostatnie słowo pokora nie uchodzi za życiową WARTOŚĆ. W rzeczywistości  jest  stanem ducha, który wyraża nasze przekonania nt otaczającego świata i ludzi. Tak więc potoczne jej rozumienie nie ma wiele z nią wspólnego. POKORA  to  CNOTA MORALNA, która  polega na uznawaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jest pięknym DĄŻENIEM i  kluczem do wielu drzwi osobistego rozwoju. W naszym wypadku, kluczem podstawowym.

Lubimy siebie, ale najchętniej  od tzw „lepszej” strony . Niestety dopóki nie zobaczymy się całościowo, dopóty stoimy na peronie własnego życia.

Pokora to pewna ulga.

Pokora  nie jest zaciskaniem pięści i  liczeniem do dziesięciu żeby nie wybuchnąć. To  przyjmowanie losu bez buntu z powodu świadomości a nie wymogów czy zasad. Przyznanie się , że jest się tylko człowiekiem, a nie bogiem to wielkie wytchnienie. Bo człowiek najbardziej męczy się sam sobą.

I jedna przestroga. 

Uwaga na skrajność, jaką jest fałszywa „pokora”, czyli dostrzeganie wyłącznie własnych słabości. Gdy ktoś mówi o swoich mankamentach (zwykle  nie o tych największych!) po to tylko, by inni temu zaprzeczali i by wychwalali  jego cnoty to prezentuje ukrytą pychę. Jeśli usłyszysz to na mitingu, jak mawiał nasz branżowy prezydent  : Nie idź tą drogą!

Grzegorz alkoholik

 

5.4 Duchowe D N A

Wyznaliśmy sobie ,Bogu i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

dnaPowszechnie wiadomo, że jesteśmy podatni genetycznie na zapadalność takich czy innych schorzeń. D N A  „rodu” jest przekazywane w całości z pokolenia na pokolenia. Wzorzec zdrowia nie jest jedynym rodzinnym spadkiem. Mamy jeszcze całą gamę fizycznych podobieństw, które wymownie podsumowuje erotyczne stwierdzenie „wykapany tatuś”   ;-)  Poza zbieżnością fizyczną przejmujemy także fragmenty cudzych osobowości.

Robiąc obrachunek moralny zauważyłem w sobie nieprzyjemne uczucia, myśli i zachowania moich rodziców.  POWIELAM sposób bycia, którego nie cierpiałem w dzieciństwie ! Irytowało mnie, gdy mama przerywała innym wypowiedź. Niestety, przejąłem ten wzorzec. Jaka jest istota tego błędu? Oczywiście jestem niecierpliwy i nie zainteresowany drugim człowiekiem, bo brak mi dla niego SZACUNKU. Nie mniej na biologicznym poziomie, ta wada może być uwarunkowana dziedzicznie.

W kwestii uczuć mama przeniosła  na mnie jej własny lęk i złość oraz wstyd. Niczym w cewkach indukcyjnych zaraziłem się cudzymi emocjami. W domu kupiłem też przekonanie, że nie zasługuje na duże NAGRODY, ZASZCZYTY i DOBRE BOGATE ŻYCIE. Dlatego często czułem skrępowanie załatwiając coś z tzw „ludźmi na poziomie”. Czułem się gorszy „z rozdania”. Jedynym sposobem w jaki mogłem to przełamać była pycha, duma i zarozumialstwo co też podpatrzyłem kiedyś u mojego chrzestnego. Jeszcze coś. Czułem nienawiść do ojca gdy kłócił się przy mnie z mamą . Obiecywałem sobie, że Ja nigdy taki nie będę! Przejąłem to. Myślę nawet, że jestem lepszy.

dna 2Do czego zmierzam. Skoro przenosimy z pokolenia na pokolenie dane fizyczne, psychiczne, społeczne to czy podobnie jest z naszą sferą duchową? Czy duchowe dziedzictwo to coś więcej niż poezja, literatura, dzieła sztuki i filozofia? Czy duchowo przenosimy w przyszłość także odium naszych win? Czy DNA ma swoją duchową stronę?

 

21-76007873Każda tradycja religijna kultywuje jakąś formę modlitwy o uwolnienie od  ”klątwy” i „uroków”. Brzmi tajemniczo  jak w Harrym Poterze albo śmiesznie jak w tanich horrorach.

 

 

umW 2002 roku amerykański jezuita Robert deGrandis opublikował książkę, która w środowisku religijnym wywołała kontrowersję i poruszenie pt „Uzdrowienie międzypokoleniowe”. Autor postawił tezę o silnym duchowym wpływie na nasze życie wzorców zachowań, złych wyborów, nałogów i słabości naszych przodków. Ta teoria tłumaczy, że zło popełnione w naszych liniach genealogicznych promieniuje wciąż duchowo na żyjących tak długo, dopóki nie zostanie przerwane poprzez modlitwę. Czy błędy moich minionych pokoleń mogą być dla mnie jakimś obciążeniem duchowym? Czy zabójstwo z przed 1000 lat, może deformować mnie życiowo?

Kościoły chrześcijańskie kultywują rodzaj modlitwy o uwolnienie o nazwie EGZORCYZMY. Czy to doświadczenie wskazuje na ciemnotę średniowiecza czy raczej mądrość tego okresu? Sam nie wiem. Nie mniej pod wpływem lektury Grandisa, tak „na wszelki wypadek”, zacząłem modlić się w tej intencji, prosząc o ochronę przed szkodliwym promieniowaniem kapitału zła mojego rodu.

Jeszcze coś. Każdego dnia proszę też Boga o pokój dla zmarłych z moich minionych pokoleń a szczególnie dla rodziców i dziadków. Od czasu do czasu odmawiam piękną bizantyjską modlitwę o nazwie Panichida, której fragmentem zakończę ten wpis.

Boże duchów i ciała wszelkiego, Sam Panie, daj odpoczynek dla duszy zmarłego Twego sługi, w miejscu światłości, w miejscu szczęśliwości, w miejscu pokoju, skąd ucieka boleść, smutek i westchnienie. Przebacz mu, jako Dobry i Przyjaciel człowieka Bóg, wszelki grzech popełniony przez niego słowem, uczynkiem i myślą, gdyż nie ma człowieka, który by żył i nie zgrzeszył. Albowiem Ty jesteś zmartwychwstaniem i życiem, i pokojem zmarłego Twego sługi ., Boże nasz,  Tobie chwałę oddajemy , teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

grzegorz trzeźwiejący alkoholik

5.3 Najważniejsze pytanie duchowe

Wyznaliśmy sobie Bogu i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

samochodW samochodzie najważniejszym elementem wydaje się silnik. Jednak nawet najlepszy motor świata, nic nie wskóra gdy w aucie braknie kół. Z tego powodu w samolocie liczą się najbardziej skrzydła, a na łódce szczelna burta.

Co jest istotne w życiu człowieka ? Pieniądze? Pozycja społeczna? Rodzina? Zdrowie? Religia? Bóg? Wszystko razem?

Skrzydła i koła umożliwiają maszynom pełnienie ich podstawowej roli: latania i jazdy. Jaka jest zatem najważniejsza funkcja człowieka? Współczesna fizyka dochodzi do zadziwiających wniosków. Sednem materii jest według niej…….duch materii. Skoro człowiek reprezentuje nią samą ……….Jakie w takim razie jest najważniejsze pytanie duchowe człowieka?

pytajnikNie jest nim kwestia czy istnieje Siła Wyższa i Kim ona Jest. Najważniejszym pytaniem duchowym jest : KIM JA JESTEM. Bez odpowiedzi na nie nie da się sensownie odpowiedzieć na ŻADNE INNE.

Piąty krok jest dla mnie czasem na POZNAWANIE SIEBIE, a mówiąc precyzyjnie: momentem docieraniem nie tylko do istoty moich błędów, ale także do „własnej istoty” Sporządzając życiowy remanent  łatwo udzielić sobie na to pytanie odpowiedzi nie na temat. Gdy zobaczyłem moje wady i skatalogowałem listę wyrządzonych innym krzywd, zacząłem określać się w negatywnych kategoriach . Ale przecież, czy JA JESTEM MOIM ZACHOWANIEM??!! Jeśli  nagle stanę się miły i dobry, czy to znaczy, że będę już KIMŚ INNYM?  Grzeczny czy nie, podły albo uprzejmy, kochający lub oziębły to ciągle jestem ten sam JA! Tożsamość i zachowanie to dwie różne pary kaloszy. To jak kolor i forma. Czekolada jest tak samo brązowa jak…no właśnie! Różnica jest jednak ZDECYDOWANA!  To, że zachowuje się egoistycznie nie oznacza, że JESTEM EGOISTĄ. To, że kłamię nie oznacza, że JESTEM NIEUCZCIWY! Wady charakteru jak i zalety nie są MNĄ. Są zaburzeniami lub cnotami, które funkcjonują w mojej psychice, czyli w myśleniu, uczuciach i zachowaniu. Kim więc jestem?

bPamiętam jak chwila odkrycia, że jestem alkoholikiem  zaczęła mnie zmieniać. Alkoholizm był jednak jedynie symptomem i skutkiem czegoś poważniejszego. Piłem w istocie, z powodu deficytów emocjonalnych i zaburzeń charakterologicznych . A dlaczego byłem psychicznie wadliwy? Istotą tego było w dużym stopniu moje dzieciństwo. Czy w takim razie powinienem złorzeczyć przeciw moim rodzicom? Nie, bo istotą problemów mojego taty było to, że w ogóle wychowywał się bez ojca. Moja mama zaś, zawsze dorastała w cieniu swojego brata. To poszukiwanie „sedna” przedziwnie UZDRAWIA.

Więc wracam do siebie. Jaka jest moja podstawowa natura? Co jest moim prawdziwym wewnętrznym punktem odniesienia? Czy jestem pyszałkowaty, czy też w istocie wywyższam się  by ukryć prawdę o sobie zalęknionym, nieśmiałym i nieporadnym? A jeśli tak, to czy znaczy, że określa mnie wstydliwość i słabość? Na tym to polega? To ma być JESTESTWO? To już jest ostatnia „babuszka”? Nie jestem swoją osobowością, czyli charakterem, zachowaniem, myśleniem i uczuciami! To wszystko jest we mnie, ale nie jest mną!

kim unKim Jestem? Brzmi po koreańsku jak Kim dzong un. Napiszę coś zaskakującego. Z punktu widzenia RZECZYWISTOŚCI już bliższe prawdy jest, że jestem północnokoreańskim przywódcą  niż to za kogo sam się uważam! Od lat mam wyrobione na swój temat zdanie, że jestem  ”do bani”. No ale co mi daje ta odpowiedź? Frustrację i przygnębienie. A jest tak samo kłamliwa jak myślenie, że jestem komunistycznym prezydentem. Podczas  pisania czwartego kroku czułem się niekomfortowo. Wróciłem myślami do spraw,  które chciałem wyprzeć, które projektowałem na innych lub tłumiłem latami. W ostateczności jednak zaakceptowałem i pogodziłem się ze sobą. Stwierdzam dziś, że 200 euro jest warte tyle samo zarówno w skórzanym portfelu jak i pomięte w kieszeni brudnych spodni! Istotą wszystkich moich błędów jest ŚLEPOTA i ZNIEKSZTAŁCONE WIDZENIE ! Zwidy biorę za prawdę a swoje fałszywe mniemanie za rzeczywistość. Istna fatamorgana! Latami pozwalałem wbijać sobie do głowy banialuki na własny temat. Żyłem w napięciu, poczuciu niższości i strachu, źle czując się w  swojej skórze.

P.S

278699Przed Częstochową stoi przy trasie samolot pasażerski, w którym jest bar dla kierowców. Równie dobrze można by tam zrobić bibliotekę, kurnik lub agencję towarzyską. Gdyby ten samolot potrafił mówić to jak odpowiedziałby na pytanie: Kim Jest? Że jest przydrożną knajpą!!!! Ale czy to jest prawda o nim?

Na koniec zacytuję Anthonego de Mello, którego przypowieścią o ORLE chciałbym podsumować ten tekst. Jeśli czytelniku uważasz, że jesteś zły, skończony i niewiele wart,  to ZAPEWNIAM CIĘ, że TYM NIE JESTEŚ na milion procent! A teraz już de Mello.

Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie. Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt i wyrósł wraz z nimi. Przez całe życie zachowywał się jak kury z podwórka, myśląc, że jest kogutem. Drapał w ziemi szukając  robaków. Piał i gdakał. Potrafił nawet fruwać kilka metrów w powietrzu. Minęły lata i orzeł zestarzał się. orzełPewnego dnia zauważył , na niebie wspaniałego ptaka, który leciał  majestatycznie wśród prądów powietrza. Stary orzeł zapytał kurę stojącą obok.. – Co to jest?  – To jest orzeł, król ptaków – odrzekła kura. – Jakie on ma cudowne życie – pomyślał….  I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie.

Obyśmy byli wolni od nie wiary w siebie i przyczyn nie wiary w siebie! Oby obok, był zawsze ktoś, kto zobaczy w nas WIĘCEJ niż to co prezentujemy swoim zachowaniem i historią. Obyśmy niczym ORZEŁ, fruwali majestatycznie na nieboskłonie własnego życia!

 

Grzegorz trzeźwiejący alkoholik

 * Anthony de Mello Przebudzenie

4.31 Depresja

„Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny”.

dasf

Smutek i przygnębienie są uczuciami, których doświadczamy regularnie i w zasadzie systematycznie. Dopiero gdy naszemu obniżonemu nastrojowi towarzyszy dodatkowo brak energii do działania, niska samoocena, lęk o przyszłość oraz samobójcze myśli i trwa to ponad 2 tygodnie mówimy o stanie poniżej pewnego poziomu normalności: o depresji.  Około 20 procent populacji ogólnej ludzkości zalicza tę chorobę.

depresja

Alkohol jest w czołówce  środków do poprawienia nastroju, dlatego w depresji  pijemy głównie dla szybkiej poprawy samopoczucia, wprowadzenia się w stan euforii i  podtrzymywania ekscytujących wrażeń wielkości, kultywowania beztroskiego stylu życia. Jednak związki picia i zaburzeń  nastroju są znacznie bardziej pogmatwane.

Co było pierwsze jajko czy kura?

Część z nas  cierpiała na depresję jeszcze przed chorobą alkoholową. Alkohol był wtedy jakimś mechanizmem obronnym przed „dołem” psychicznym. Inni nabawili się depresji w trakcie picia a niektórzy paradoksalnie w okresie trzeźwienia.  Depresja  pojawia się  często w czasie  zespołu abstynencyjnego. Do wielu z nas przychodzi w trzeźwości  jako objaw nawrotu choroby.

dleki

Pijąc chorowałem na depresję i zaburzenia lękowe GDA. Regularnie zażywałem Mozarin lub Elicea. W rozmowach z psychiatrą unikałem tematu alkoholu dokąd się dało. W końcu ostrzegł mnie o niebezpieczeństwie krzyżowania leków z alkoholem nawet w małych dawkach. Po pierwsze leki miały nie działać, po drugie alkohol miał być DEPRESANTEM. Po trzecie sparowanie antydeprestanów z depresantami miało być fatalne dla zdrowia. Pamiętam, że nie piłem wtedy ze strachu od lipca do września.  Czułem się lepiej. Wczesną jesienią wracałem z trekkingu po Tatrach. Schodziłem przez Murowaniec. Pomyślałem przy schronisku o jednym małym piwie. Wziąłem duże. Zszedłem do samochodu. Wróciłem do domu i zacząłem kolejny ciąg do grudnia. Potem przerwa na regenerację i kolejne trzy miesiące. 18 marca tego roku piłem ostatni raz.

Powiedziano mi że w abstynencji być może elicea nie będzie potrzebna. Zacząłem odstawiać ją już od czerwca zmniejszając dawki. W listopadzie wróciło napięcie lękowe, pogorszenie nastroju, spadek energii. Zwykle ratowałem się nartorolkami, biegami a tu bach zapalenie obu stawów kolanowych!

Terapeuta mówi, że to normalne pogorszenie nastroju związane z ogólnym napięciem. Odradza powrót od leków. Mawia, że prochy sprawiają że jesteśmy na HAJU. Zaleca tez ostrożne nazewnictwo, bo łatwo użalanie się nad sobą schować za depresją. Faktycznie, trudno być ze sobą samym na „trzeźwo”. Wydaje się, że bez „turbo doładowania” wszystko jest jakieś szare i nieostre. I ważny dla mnie jest akcent na słowo WYDAJE się, bo to się faktycznie tylko wydaje. Gdybym pił dolewałbym dalej benzyny do ognia, mając fałszywe wrażenie, że gaszę wewnętrzny pożar.

Grzegorz alkoholik

 

.

.