Poczucie wdzięczności część trzecia

Skoczek nie może otworzyć spadochronu. Nie działa także zapasowy. Modli się prosząc Boga o cudowne ocalenie. W zamian obiecuje stanowczo : nie będzie pił, palił marihuany, grywał w karty, i flirtował z nastolatkami. Spada na gęste drzewa, pod którymi leżą wysokie snopy siana. Z niedowierzaniem wstając i otrzepując ubranie mówi: „czego to człowiek w stresie nie wygaduje………..”. 

Mówiąc w przenośni, każdy z nas ma za sobą jakiś skok z wadliwym spadochronem. I mówiąc wprost, mamy też niedotrzymane obietnice związane z „jakimś ocaleniem”. Co sprawia, że tak szybko obojętniejemy na otrzymane dobro i nie doceniamy dobrodzieja? Cywilizacja, tempo życia czy neoliberalizm? Absolutnie. Niewdzięczność jest „stara jak świat” i nie jest dzieckiem dwóch ostatnich wieków.

Jezus zmierzał do Jerozolimy. Wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zawołali: ulituj się nad nami. Rzekł: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Jeden widząc, że jest uzdrowiony, wrócił upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. Jezus rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? (Łk 17,11-19)

Zawsze woziłem w samochodzie CB radio. Ze względu na oczko punktów karnych pytanie o policyjne patrole, było z wiadomych powodów dla mnie ważne. Rzadko jednak, dziękowałem innym za przekazane informacje. Gdy żona pytała mnie, dlaczego tego nie robię, odpowiedziałem: nie dziękuję, bo to niepotrzebnie blokuje innym kanał informacyjny.

Skoro o żonie mowa, to jej koleżanka jest sprzedawcą w sklepie odzieżowym. Ofiarowała raz znajomej alkoholiczce kupony rabatowe przeznaczone dla pracowników salonu. Tak wysokie zniżki dostępne są sezonowo jedynie dla wybranych managerów. Nasza obdarowana nie tylko nie poczuwała się do żadnej wdzięczności. Przy kolejnych zakupach ŻĄDAŁA poprzednich upustów i była zniesmaczona ich brakiem!

Kto przyjmuje dobrodziejstwo z wdzięcznością, spłaca już pierwszą ratęSeneka Starszy

Wymiana dóbr ma nie tylko materialny charakter. Najważniejszym jej przykładem jest postać emocjonalna, którą rozpoczyna słowo: dziękuję. Gdy ktoś wyświadcza ci jakąś radość, czy nie wypada najpierw odwzajemnić ją emocjonalnie? Okazać, jak bardzo się cieszysz?  Tymczasem nie tylko zapominamy zrewanżować się kilogramem kiełbasy za kilogram salcesonu, ale co gorsza ukrywamy swoje emocje lub o nich zapominamy. Zawsze, gdy czytam fragment z początku tekstu zastanawiam się, czy ta dziewiątka trędowatych to nie byli czasem alkoholicy?  :-P Przypisali swe ocalenie (tak jak spadochroniarz) przypadkowi, albo uznali, że im się to należało lub szybko zapomnieli o swych niedawnych kłopotach. Czyż właśnie niewdzięczność nie jest wspólnym mianownikiem nas -uzależnionych?

Za dziękuję kowal konia nie podkuje.

Seneka mówi, że wdzięczność to spłata raty…..jedynie pierwszej raty. Może warto zrobić remanent pod tym względem? Komu i ile i jak powinienem się odwdzięczyć? To może być taki „extra krok” w ramach stopnia ósmego i dziewiątego. Nie tylko przeprosić i spróbować zadośćuczynić, ale podziękować tym, którzy na to zasługują i wyrazić tę wdzięczność.

Okazywanie wdzięczności jest miarą naszego człowieczeństwa. Jan Stępień

Mówiąc o konieczności własnej zmiany używamy czasem w pewnym zakresie pojęcia resocjalizacji. Myślę, że jeśli chodzi o WDZIĘCZNOŚĆ to część z nas wymaga czegoś pierwotnego czyli SOCJALIZACJI. Zrozumieć, że słowo DZIĘKUJĘ to coś więcej aniżeli grzecznościowa forma to wcale nie jest ani łatwe ani oczywiste. Mówiąc dosadnie, z różnych przyczyn bywamy „chamami do kwadratu”, bez wiedzy o elementarnych podstawach etyki społecznej. Wdzięczność będzie nam wtedy tak samo obca, jak savoir vivre. I może być to bardziej problem wychowania aniżeli „ego”.

Życie składa się z drobiazgów i tylko tak powstaje każda całość. Szczęście trzeba kolekcjonować.

Z podobnych powodów jak w wypadku CB radia, nie zawsze dziękuję innym awaryjnymi światłami za uprzejmość na drodze. To przecież nic aż tak ważnego…….Mam kolegę w Bełchatowie, do którego dzwoniąc zawsze słyszę podziękowanie za telefon. Czasem dodatkowo wysyła mi smsa o treści dziękuję za rozmowę. I nie jest to ktoś, do kogo nikt nie dzwoni. Przeciwnie! Może ta uprzejma serdeczność sprawia, że przyciąga ludzi niczym magnes?

Wieczór to dobry moment na remanent wdzięczności. Czy byłem dziś wdzięczny? Komu i w jaki sposób?

Myślę, że pierwszym pytaniem do samego siebie rozliczającym kończący się dzień jest: ilu osobom dziś podziękowałem? Za co? No właśnie…..

Miłego wieczoru!

grzegorz

 

 

Poczucie wdzięczności część druga

„Nie ma obowiązku większego nad obowiązek wdzięczności”. Ambroży z Mediolanu 333-397 r

Jedna z sugestii programu 12 kroków, mówi o prowadzeniu: „zeszytu wdzięczności”. Na zakończenie każdego dnia, piszesz odręcznie listę tego, za co czujesz się aktualnie wdzięczny. Pytanie tylko „komu”? Wierzący dziękują Bogu, agnostycy Sile Wyższej a ateiści chwalą Dobry Los. Rzecz bardziej w przedmiocie aniżeli podmiocie. Z jednej strony, chodzi o wyrabianie postawy zwracania uwagi na DOBRO, którego już TERAZ jesteśmy realnymi właścicielami. Z drugiej, idzie o nabranie dystansu do swego EGO, poprzez uznanie jakiegoś zewnętrznego „dobrodzieja”. 

Poczucie wdzięczności nie pojawia się jak woda w kranie. Rozpędza się stopniowo, niczym towarowy pociąg.

Odkrywanie powodów do zadowolenia to bardziej cykl aniżeli jednorazowe odkrycie i wymaga systematycznego wysiłku. Moje pierwsze wdzięczności miały biznesowy charakter. Dotyczyły korzyści. Dziękuję za zarobione pieniądze. Za to, że ktoś był dla mnie pomocny. Za bezpieczną podróż, za dobry humor, za zdrowie, za okazyjnie kupioną rzecz i oczywiście za kolejny dzień w abstynencji. Mniej więcej coś takiego.

Im częściej dziękujesz tym lepiej dziękujesz.

Potem był progres. Zacząłem cieszyć się czymś, czego dotąd nie zauważałem. Dziś jestem wdzięczny za obiad, za pyszną zupę pomidorową. Za to, że mam smak, wzrok i węch. Za wodę, której mam pod dostatkiem. Za ciepłe grzejniki w mieszkaniu. Za światło w żarówkach, za kolory przyrody, wiatr, za życie…… Ale uwaga! Ponad dwa lata dojrzewałem do docenienia mojej rodziny. Choć mam najcudowniejszą na świecie żonę i wspaniałych synów, to wdzięczny byłem za wodę w kranie i prąd w gniazdku.   :oops:

Posiadamy NAWYK ślepoty i użalania. Wolimy pretensje od wdzięczności.

Termin „zwyczaje” kojarzymy z malowaniem jajek wielkanocnych czy góralską muzyką.  Ale poza etnograficznym podejściem do tego pojęcia, istnieje jeszcze psychologiczne. Chodzi o ZWYCZAJE MYŚLOWE. Są to nasze osobiste sposoby mentalnego reagowania na otaczające bodźce. Tworzą one w głowie swoisty „obyczaj” na miarę bożonarodzieniowej szopki i śmingusa dyngusa. Zrób takie ćwiczenie. Napełnij dokładnie do połowy szklankę wodą. Co widzisz? Czy naczynie jest w połowie puste czy w połowie pełne? Twoja odpowiedź wynika właśnie z twojej mentalnej obyczajowości, z twoich wewnętrznych standardów. To one odgrywają decydującą rolę w jakości naszego życia. To one są stałą „X” we wzorze szczęśliwości (o czym pisałem w części  pierwszej). Jakże ciężko przekroczyć próg wdzięczności kultywując tradycje pesymizmu, użalania, roszczeń, egocentryzmu i egoizmu, zazdrości, zawiści, pychy i nietolerancji. Jakże trudno docenić wartość drugiego człowieka (szczególnie tego najbliższego), sądząc, że wszystko mi się należy i „nikt” nie robi mi tzw „łaski”….

Nie można docenić teraźniejszości z nogami  w przeszłości a głową w przyszłości.

Miałem wiele wygórowanych oczekiwań od życia i ludzi. Nigdy nie satysfakcjonowało mnie to, co aktualnie MAM. Nawet jeżeli widziałem jakąś szklankę do połowy pełną, to obok zauważałem milion pustych. Po prostu żyłem tym czego nie było. Najczęściej strachem o finansową przyszłość lub żalem z powodu minionych błędów. Najzabawniejsze jest to, że niczego mi nie brakowało i żaden z moich strachów nie zrobił mi nigdy krzywdy. Nie ważne jednak jaka była prawda, ważne co o tym wtedy myślałem. Moje tendencje do niedoceniania rzeczywistości obejmowały nie tylko rodzinę ale i pracę zawodową czy posiadane talenty. Chciałem tego, czego nie miałem i sądziłem, że gdy to zyskam będę spełniony, spokojny i szczęśliwy.

Nie możesz być szczęśliwy jeśli nie jesteś wdzięczny. To nie szczęście czyni nas wdzięcznymi ale wdzięczność czyni szczęśliwymi David Steindl Rast

W pędzie za nowym mieszkaniem, samochodem, drogim zegarkiem ale także jakimiś cechami charakteru czy określonym wyglądem fizycznym można zmarnować czasem i całe życie. Tak już jest urządzony ten świat, że spełnienia nie daje NIKOMU realizacja marzeń ale życie tu i teraz. Dlaczego? Bo spełnione marzenie w chwili realizacji przestaje być marzeniem i staje się rzeczywistością, której najzwyczajniej nadal nie potrafimy docenić. Co więc robimy? Zastępujemy świętowanie NOWYM pragnieniem opartym na egoizmie, pysze, zazdrości lub zawiści. Ta spirala powoduje, że stoimy zestresowani choć obwieszeni złotymi medalami na podium własnego życia, myśląc ciągle o kolejnym konkursie.

Czym byk nawykł, tym ryczy. 

Nasze dominujące myśli kształtują nasze samopoczucie. Nie są czymś spontanicznym, adekwatnym do sytuacji. Opierają się na utartych nawykach. Otóż przyzwyczailiśmy się myśleć w określony sposób i robimy to mechanicznie, bezwiednie. Jeśli ktoś przywykł uważać, iż ma pecha i świat się na niego uwziął, zawsze będzie reagował na życiowe trudności jako karę losu i gwoźdź do trumny. Ktoś drugi z poczuciem, że jest „kowalem własnego losu”, zamiast dobijać się problemami, będzie traktował je jako wyzwanie i krok do zwycięstwa. W tym sensie, odczuwanie wdzięczności wymaga pewnych predyspozycji albo jak kto woli podstaw.

Życie toczy się w naszej psychice. Tu się zwycięża lub przegrywa. To tu się żyje lub umiera, odczuwa wdzięczność lub toksyczną pustkę.

W  początkowej fazie trzeźwienia, wypełniałem zeszyt wdzięczności pod presją sponsora. Nie chciałem być przyłapany na nie wykonywaniu sugestii. Zwyczajnie dyscyplinowałem się do odkrywania tego, co w moim życiu dobre. I nic w tym złego. Większość treningów sportowych odbywa się bardziej „na rozum” aniżeli dla przyjemności. Dlatego nie widzę nic dziwnego w kształtowaniu u siebie postawy dziękczynienia. Taki wysiłek buduje w naszych mózgach nowe połączenia nerwowe, które stają się polem dla przepływania uczuć dziękczynienia. Gdzieś po trzech miesiącach regularnego powtarzania nieużywanej czynności, wyrabia się w nas nowy nawyk. To dlatego tak ważna jest regularność i systematyczność działań. 

Nic nie wpływa lepiej na nasze zdrowie cielesne i duchowe jak WDZIĘCZNOŚĆ. E.M. Chalmers

Czy pomyślałeś kiedyś, że „wdzięczność” może mieć znaczenie terapeutyczne? Że może działać lepiej aniżeli leki uspokajające? Że może pomóc zachować spokój w stresującej sytuacji czy zimną krew w burzliwej atmosferze? Jest to rodzaj przekierowania myśli. Nagle zaczynamy koncentrować się na czymś pozytywnym. Rzecz idzie właśnie o wykształcenie nowego nawyku zachowania, którego celem jest lepsze samopoczucie.

„Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest i nie docenia tego, kim jest.”  Malcolm S. Forbes

Pisałem już, że mamy tendencję do szukania „dziury w całym”. Dotyczy to również samego siebie. Stojąc przed lustrem z reguły skupiamy się na zmarszczkach, siwych włosach czy trądziku młodzieńczym bardziej aniżeli na kolorze oczu czy kształcie ust. Biczujemy się za braki nie ciesząc z posiadanej pełni. Wyolbrzymiany wady nie szanując zalet. A jeśli przeżywamy jakąś wdzięczność to zawsze dotyczy ona świata i kosmosu ale nigdy nas samych. Tymczasem radość życia jest najsilniejsza wtedy, gdy powstaje z powodu własnego serca, a nie przymiotów jego otoczenia. Jeśli wiem Kim Jestem i umiem to docenić, zaczynam odczuwać fundamentalną WDZIĘCZNOŚĆ- radość BYCIA SOBĄ. Czy wiesz, że z tego zadowolenia powstaje poczucie własnej wartości? Wymaga to zawsze pracy, która nomen omen jest w zdrowieniu kluczowa i podstawowa.

„Lecz jeśli ślepego prowadzi ślepy, obaj w dół wpadną.” (MT 15,14)

Niestety zdarza się, że my alkoholicy nie poświęcamy czasu na odczytywanie własnej tożsamości. Mamy bowiem na głowie ważniejsze sprawy aniżeli rozważanie „kim jestem”. Idziemy więc na wojnę z własnym EGO ( zamiast pokojowo pracować nad wzbudzeniem autosympatii). Używamy pojęć duchowych w powierzchowny sposób. I przede wszystkim, ruszamy „uzdrawiać potrzebujących” zapominając o własnej chorobie. W taki oto sposób dostarczamy sobie namiastki poczucia wdzięczności UCIEKAJĄC WIECZNIE OD SIEBIE , kiedyś w alkohol a dziś w tzw „służbę”. I spirala głupoty nakręca się dalej. Bo co mądrego możemy powiedzieć nieszczęśliwym ludziom? Że najlepszym sposobem na własne zdrowie jest pomaganie innym?

Odkryliśmy Kim Jesteśmy. Zaakceptowaliśmy i pokochaliśmy prawdziwego siebie-swoje wady i zalety, talenty i ograniczenia, predyspozycje i niemożności.

Każdy człowiek, posiada tyle wad co zalet, i winien jest innym tyle przeprosin co podziękowań. Każdy człowiek, zasługuje zarówno na krytykę, jak i wdzięczność otoczenia. Czy jesteś wdzięczny za SIEBIE? Za siebie ze względu na twoje wnętrze, charakter, potencjał, wygląd fizyczny? Za siebie jako siebie? I czy wiesz, że właśnie od tego zależy twoje trwałe szczęście?

grzegorz

 

 

Poczucie wdzięczności część pierwsza

Mam WSZYSTKO, ale to mnie nie cieszy…..

To są słowa wypowiadane przez ludzi różnych „maści i ról”. Od lekarza przez kolejarza, sportowca, artystę, przedsiębiorcę, księdza czy celebrytę. Jakoś szczególnie pasują do alkoholików, którzy min. z tego powodu piją lub też trzeźwiejąc zapijają. Pochopnie można powiedzieć, że widać „wszystkiego” nie mają. Tymczasem osoby z bezpieczną pozycją zawodowo/rodzinną, uwolnione już od nałogowego picia przeżywają często rodzaj dokuczliwego marazmu, który potrafi skończyć się nawet próbą samobójczą. Dlaczego?

Alkohol jest jak rower elektryczny. Dostarcza energię bez wysiłku.

Czy można cieszyć się życiem na trzeźwo? A czy można jeździć rowerem bez akumulatora?

Byłem kiedyś na testach firmy Scot. Pierwszy raz z ciekawości skorzystałem z roweru MTB ze wspomaganiem elektrycznym. Każda ostra górka czy długi podjazd, który w normalnych warunkach wymagał dużego wysiłku to był teraz „pikuś”. Gdzieś po 1.5 h skońćzył się prąd i nagle trzeba było pedałować realnie, bez wspomagania. Z miejsca przyjemna przejażdżka zamieniła się w męczącą orkę. Wracałem do Arturówka rowerem za 20 000 zł będąc niezadowolonym. Zwykła jazda nie była już taką frajdą.

Człowiek przyzwyczaja się nie tylko do dobrego ale i złego.

Nie wiem czy wokalista zespołu INXS Michael Hutchence miał elektryczny rower ale wiadomo, że uprawiał tzw asfiksję erotyczną. Chodzi o sztuczne zwiększanie doznań seksualnych poprzez stan niedoboru tlenowego. Ta technika ma dostarczyć większych przeżyć przy standardowych praktykach miłosnych. Muzyk stosował auto podduszanie z pętlą na szyi. I tak rozkręcił się w pogoni za tą specyficzną przyjemnością, że pewnego dnia….., po prostu udusił się na amen.

Zwyczajność przegrywa z „Nadzwyczajnością”. Aby w zwyczajności poczuć się nadzwyczajnie- trzeba się napracować.

Po ilości siłowni w każdym mieście widać, że muskulatura to temat „trandy”. Jest jeden problem: ciężkie regularne i żmudne ćwiczenia. Dzisiejsza chemia sportowa wychodzi temu na przeciw. Dostarcza całej gamy medykamentów, które POMAGAJĄ osiągnąć zadziwiające efekty treningowe w uproszczony sposób. ( i wcale nie chodzi o sterydy). Skutek? Większość nie ćwiczy ‚na sucho” z przekonaniem, iż nie ma to żadnych skutków ubocznych.

Tajemnica Coca Coli.

Dlaczego cały świat kocha pepsi czy colę? Bo daje kopa! Ze względu na kofeinę? Przede wszystkim chodzi o CUKIER. Ponad pięćdziesiąt lat temu producenci tych napojów zaczęli stopniowo modyfikować recepturę zwiększając ilość cukru na 100ml. Chcieli osiągnąć silnie energetyzujący napój, który wywoływałby chwilowe poczucie szczęścia . Problemem było to, jak spowodować, żeby bardzo słodki płyn nie sprawiał wrażenie aż tak słodkiego? Z pomocą przyszła chemią spożywcza. Skoro cytryna w herbacie niweluje odczuwanie cukru i wymaga nad słodzenia o łyżeczkę więcej, producenci zastosowali kwas fosforowy. Dzięki niemu szklanka coli zawierająca ok 7 łyżeczek cukru smakuje jak z dwiema.

Woda czyli -”nic specjalnego”.

Gdy postawimy przed dzieckiem butelkę wody i coli, co wybierze? Mówi się, że woda nie ma smaku. Tymczasem w niektórych restauracjach spotkać możemy poza kartą win, kartę wód. Jedne lepiej podkreślają smak polędwicy, inne ryb a kolejne jagnięciny. Istnieje już zawód wodnego specjalisty :sommeliera. Corocznie w USA odbywa się festiwal degustacji wody International Water Casting Awards a najdroższą butelkę H2O sprzedano za 60 000 dolarów!  Thousand BC to woda wydobywana z lodowca (kosztuje ok 40 zł za 750ml). Tasmanian Rain to butelkowana woda deszczowa z Australii. Czy to snobizm i ekscentryzm czy też coś jest na rzeczy? Nie potrzeba butelki za pięćdziesiąt złotych żeby docenić smak wody. Wystarczy pobliskie źródło lub studnia głębinowa.

Rzeczy stają się długie w porównaniu z krótkimi czyli porozmawiajmy o powietrzu.

Zostawmy płyny. Czy smak może mieć ODDECH? Wczoraj w TV usłyszałem o programie do walki ze SMOGIEM. Mój kolega lekkoatleta nie może zimowymi wieczorami biegać bo w jego miejscówce NIE MA CZYM ODDYCHAĆ. Większość domów jest opalana węglem. Czyste powietrze jest towarem deficytowym. Czy przyszło ci kiedyś do głowy być wdzięcznym za ODDECH? W czasie ataku astmy głębokie tchnienie jest marzeniem chorego.  Gdy po raz pierwszy po cztero miesięcznej abstynencji wyjechałem w góry powietrze smakowało mi jak faworki babci.

Rower, siłownia, coca cola, podduszanie, woda i powietrze czyli co ma piernik do wiatraka?

Choć rozmieniłem temat wdzięczności na tzw drobne w rzeczywistości ciągle poruszam się dookoła czegoś istotnego.

Dlaczego jest mi źle?

Mój terapeuta mawia, że człowiek żeby docenić to co ma powinien się ZATRZYMAĆ. Tylko wtedy jest zdolny do głębszej refleksji nad swoim losem. Ale czy ja mam czas na przestój podczas gdy „tylu ludzi potrzebuje mojej pomocy” lub „muszę osiągnąć to czy tamto” albo”zarobić tyle a tyle” lub „grać taką czy inną życiową rolę”? Czy nie ucierpi na tym świat? Nie zawali się dzieło, które opiera się na moim działaniu? Czy nie zginą potrzebujący? Jest w końcu tyle ludzi i tematów, którym poświęcam własne życie……

Zacznijmy od tego, czy ja w ogóle potrafię zdjąć „nogę z gazu”? Czy nie czuję się nieswojo, gdy ” nic się nie dzieje”? Czy nie jest mi ŹLE Z SAMYM TYLKO SOBĄ? Może to właśnie zabija w mej głowie smak wody i zapach powietrza i nie pozwala zauważyć we własnym życiu jego wartościowych części? Przecież w pędzie można jedynie podziwiać monstrualnie formy.  Czy nie z  tego powodu wybieram szklankę coli zamiast wody, HMB pro, elektryczny rower czy duszenie zamiast piękna pocałunku? I choć każdy z nas „pędzi” przez życie na swój sposób łączy nas jedno: UCIEKAMY W TEN SPOSÓB OD SAMEGO SIEBIE.

Wzór na szczęście

Słyszałem gdzieś o wzorze na szczęśliwe życie. W 50 % zależeć ma od osobowości. W 40% od aktywności a tylko w 10% od warunków zewnętrznych danej osoby. Aż połowa to stała „x” i dwie zmienne „y” oraz „z”.  Ale o tym już w następnym wpisie.

grzegorz

Pogoda Ducha

Gdy wracam z urlopu znajomi z reguły zadają mi standardowe pytanie: Jaką miałeś pogodę? Wydaje się, że słoneczne i bezdeszczowe dni są gwarancją udanego wypoczynku. Żywimy przekonanie, że warunkiem sensownego urlopu jest dobra atmosferyczna aura.

Gdy spotykam dawno nie widzianego znajomego, zdarza mi się pytać: jak zdrówko? Zdrowie podobnie jak pogoda nad Bałtykiem uchodzi za synonim szczęśliwości.

Czy mimika twarzy może bezbłędnie opisywać stan psychiczny? Uśmiechniętych i energicznych ludzi uważa się za osoby szczęśliwe a smutnych i flegmatycznych za mniej lub wcale. Czy to jest zasada?

Pogoda DUCHA….co za elektryzujące, pełne siły i nadziei pojęcie, będące przedmiotem życzeń, westchnień, tęsknot i modlitw. Czym jest? Co to jest?             Dziś słów i refleksji parę na ten niby oczywisty a moim zdaniem wciąż niezbadany i źle rozumiany temat.

Szczęście nie jest stacją do której przyjeżdżasz, lecz sposobem podróżowania. Margaret Lee Runbeck

Na program 12 kroków wszedłem po sześciu miesiącach abstynencji. Telepało mną nerwowo. Byłem słaby emocjonalnie, pełen niepokoju i lęku. Średnio raz na dwa miesiące łapałem „duuużego doła”. Mój sponsor mawiał: jeśli Ty działasz to TEN PROGRAM też działa. Szybko odzyskasz pogodę duchaWszedłem w to. Pomyślałem, że w ten sposób ugaszę mój wewnętrzny pożar, który do tej pory próbowałem koić alkoholem. Potraktowałem PROGRAM instrumentalnie, niczym UŻYWKĘ do poprawy samopoczucia.

Egoizm to nie tylko zjadanie ostatniej kanapki u cioci na imieninach. To także zachłanność duchowych dóbr a przede wszystkim przedmiotowy do nich stosunek: mają ZROBIĆ MI DOBRZE!

Dwa miesiące solidnej pracy. Sugestie wykonywałem wzorowo. Czułem się znakomicie. Przyszedł grudzień i nagle bęc, powróciło dołowanie, co gorsza z jakąś większą siłą. Gdzie ta Pogoda Ducha? Sponsor radził zawsze to samo. Poczekajmy do czwartego kroku a póki co spotęgujmy sugestie! Spotęgować sugestie?! Ale wtedy musiałbym już otworzyć ośrodek terapeutyczny we własnym mieszkaniu albo zamieszkać w jakiejś komunie alkoholowej, bo na mitingi chadzałem już 6 razy w tygodniu. Do kolegów wydzwaniałem dziesięć razy dziennie a na kolankach nie miałem już siły klęczeć!

Największym szczęściem jest zaprzestanie dążenia do jego osiągnięcia. Orhan Pamuk „Śnieg”

Wyjechałem w Karkonosze. Starym sposobem „wybiegałem napięcie” na nartach. Jak tylko wróciłem do Łodzi…powtórka z rozrywki. Był to pierwszy sygnał do refleksji nad pojęciem POGODY DUCHA, a raczej do zrewidowania obiegowych opinii na ten temat. Po raz pierwszy zadałem sobie pytanie: czy można czuć się fatalnie psychicznie, ale mieć jednocześnie Pogodę Ducha? Mój sponsor zbaraniał! A ja przeczuwałem, że to jest jakiś kierunek do dalszych przemyśleń.

Czuć się szczęśliwym i bez szczęścia – jest szczęściem. Marie Eschenbach

Czy Pogoda Ducha to pogodne samopoczucie? Gdy czuję się dobrze, mam dużo wigoru, rozpiera mnie energia i wtedy jest cudownie! Super, ale to nie jest stan duchowy lecz psychiczny. Stan zmienny, przeplatany dniami gorszymi a nawet dramatycznymi. Dobry czy tak zwany zły czas istnieje zawsze w moich myślach, uczuciach i zachowaniu. Ale PSYCHIKA TO NIE DUCHOWOŚĆ. To inna para kaloszy.

Szczęście to nie jest brak nieszczęścia. Pogoda Ducha to nie jest brak niepogody. 

Rok kalendarzowy cyklicznie migruje pomiędzy zróżnicowanymi porami roku. Mamy tu nie tylko skoki temperatury, są różnice ciśnienia, wilgotności, wiatru, nasłonecznienia. Zimny październikowy dzień, to rodzaj tej samej pogody co słoneczny lipcowy poranek czy dżdżysty marzec. Nie można zmienić warunków atmosferycznych. Nikt nie powstrzyma śnieżycy ani spiekoty. Można uciekać przed słońcem w cień, przed deszczem pod dach ale nie da się zatrzymać tych zjawisk.

„Życie bez trudności byłoby niczym strumień bez kamieni i zakrętów. Bez problemów niemożliwy jest własny rozwój, grupowe osiągnięcia i postęp ludzkości”. Benjamin Hoff

Spróbuj zatopić korek pływający po wodzie. Im silniej w niego uderzasz, tym bardziej tonie, ale im bardziej tonie, tym silniej wyskakuje z powrotem. Taką metodą zwykły korek może łatwo cię zmęczyć. To nie jest dobry sposób. Znamy powiedzenie o próbie topienia smutków w alkoholu, które jak to się okazuje potrafią niestety pływać!!! Ponoć chińscy rzeźnicy nie ostrzą przy rozbiorze mięsa tak często noży jak ich odpowiednicy na zachodzie. Dlaczego? Pracują elastyczną dłonią, która napotykając chrząstki i kości uślizguje się po nich, podczas gdy europejscy masaże pracują twardym i tępym ruchem noża.

„Mądrość  to sztuka w której trzeba zacząć od pogodzenia się z tym, że rzeczy są takie, jakie są. Potem możemy: albo zaakceptować, że położenia nie da się zmienić, choć można zmienić nastawienie, albo ustalić, co trzeba zmienić, i dokonać tej zmiany”. Julian Baggini „Filozof na kozetce”.

Moja walka z cyklicznym złym samopoczuciem miała wiele bitew. Dwa lata temu jednego dnia chodziłem po Tatrach Słowackich 18 godzin ciurkiem, by dostarczyć sobie endorfin. Podobnie jak w wypadku wielogodzinnych nart biegowych zawsze następnego dnia miałem fatalne samopoczucie niczym KAC. Dziwne ale czułem się jakby po pijaństwie. Organizm osłabiony, odwodniony i obolały. Jak z opisanym wyżej korkiem. Im większe zatopienie tym silniejsze jego wybicie na powierzchnię!

„Dał Pan i zabrał Pan” czyli czy Hiob miał pogodę ducha?

Hiob jest bohaterem jednej z biblijnych ksiąg Starego Testamentu. Był człowiekiem sprawiedliwym, wierzącym i dobrym. Miał szczęśliwą rodzinę i duży majątek. Kochał Boga i czcił go z oddaniem. Szatan wątpił w szczerość jego intencji sugerując, że już niewielki kryzys odmieni Hioba. Bóg pozwolił poddać go próbie. Od tego momentu spadają na niego różnorakie nieszczęścia. Traci majątek. Potem umierają jego dzieci. Pomimo to nie złorzeczy Bogu i przyjmuje swój los z pokorą. Nie dość tych nieszczęść, zaczyna chorować na trąd. Porzuca go żona i przyjaciele. I w tych dramatach  jest pogodzony z sytuacją. Za każdym razem wypowiada sakramentalne zdanie: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech Imię Pańskie będzie błogosławione”. 

Zgłębiając tę biblijną opowieść można metaforycznie powiedzieć, iż pogodne życie to nie są jedynie „słoneczne, bezwietrzne dni”. To także wiele mroźnych zim i ponurych jesieni. To słońce pustyni, susza a czasem huragan. To nadciśnienie, wilgotność i kondensacja. Jaki ma sens WALKA z NATURĄ ZDARZEŃ? Można nienawidzić matkę ziemię za tsunami i tajfuny. Ale na najgłębszym poziomie życie jest ŚWIADOMOŚCIĄ, że WSZYTKO JEST TAKIE JAKIE MA BYĆ. Ta AKCEPTACJA różnych odsłon losu, serwowanych nam każdego dnia, jest już stanem wyższym niż psychika. JEST STANEM DUCHOWYM. A to już jest inny „level”. Pogoda Ducha to radość z życia takiego jakim jest a nie być by mogło. I ten stan wymaka się zarówno „głowie” jak i „sercu”, będąc czymś innym aniżeli uczucie, myśl czy zachowanie.

Obsypany trądem, w żałobie po dzieciach, bez grosza przy duszy, opuszczony przez żonę…..Czy Hiob w takim stanie był szczęśliwy, radosny i w dobrym nastroju? Z pewnością nie. Ale, czy miał Pogodę Ducha?

Każdy z nas ma własne niepowodzenia, klęski i katastrofy. Osobiste przeciwności losu i swoje pasmo krzywd. Prywatne smutki i troski. Zostało jeszcze sześć ostatnich i kluczowych wersów tego tekstu. Życzmy sobie, by na nas czytających je, spłynęło to o czym mówią i nieustannie nam towarzyszyło.

BOŻE, UŻYCZ MI POGODY DUCHA,                                                                             ABYM GODZIŁ SIĘ Z TYM CZEGO NIE MOGĘ ZMIENIĆ.                                     ODWAGI, ABYM ZMIENIAŁ TO CO MOGĘ ZMIENIĆ.                                                      I MĄDROŚCI, ABYM ODRÓŻNIAŁ JEDNO OD DRUGIEGO.                                     NIECH SIĘ DZIEJE WOLA TWOJA A NIE MOJA……..PANIE!

 

grzegorz

 

 

O udzielaniu cennych rad

Gdy nie miałam dzieci, miałam z sześć teorii na temat ich wychowywania i radziłam wszystkim jak je stosować. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii”(anonimowa wypowiedź internetowa).

Jakoś już tak jest, że znamy gotowe recepty na szczęście ale dla innych. Cudze trudności aktywizują nas do teoretyzowania i dawania tzw mądrych rad. Świetnie wiemy co dla każdego dobre. Skoro potrafimy ułożyć drugiemu życie dlaczego nie sobie? Jest to kluczowe pytanie do którego wrócę w końcówce tekstu.

Co ja mam zrobić? czyli o nawyku bezradności 

„Jesteśmy tym co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość i miernota nie jest kwestią szczęścia ale nawykiem”. Dwa i pół tysiąca lat temu Arystoteles zauważył, że człowiek jest panem własnego losu poprzez dublowanie swojego myślenia, odczuwania i postępowania. Powtarzalność formuje w nas to co powielamy. Tą metodą utrwalają się w nas wady lub zalety. Częstotliwość dziękowania owocuje radością  tu i teraz. Częste przepraszam utrwala w nas pokorę. Ale systematyczne kłamstwo buduje w nas nieuczciwość a regularne odkładanie drobnych rzeczy na później zamienia nas w wiecznych leni. Jeśli od dziecka dla pewności regularnie pytałem innych: co robić? wykształcił się we mnie nawyk niepewności. Przestałem być sam dla siebie oparciem. I w taki sposób niechcący uczyniłem się KALEKĄ.

Sama RADA to jedno. Umiejętność przekazania to drugie. Sztuka jej odbioru to trzecie. Stosowanie to czwarte.

Myślę, że powinieneś…”, Lepiej byłoby, gdybyś…”, „Ja na Twoim miejscu…” W taki sposób najczęściej mówimy do własnych dzieci stawiając się w wyższej pozycji. Jakie to denerwujące słuchać kogoś kto jest lepiej ode mnie zorientowany i to w mojej życiowej sytuacji!!! Jakie to nie wychowawcze kształtować w podopiecznych wrażenie, że muszą polegać na INNYCH a nie na sobie!!!

Mama woła syna: JAAASIU do domuuuu! A co? Chce mi się jeść?- pyta z podwórka syn. Nie, nie. Chce ci się spać!-odpowiada mama.

Po pierwsze NIKT nigdy nie WIE lepiej niż JA SAM. Trzeba zmienić przekonanie, że nie znajdę sam w sobie dobrej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i trudne wybory. Często ciężko decydować tylko dlatego, że jestem zbyt blisko problemu i brak mi do niego dystansu. Wtedy rozmowa z drugim człowiekiem daje nam tę niezbędną przestrzeń ale pod jednym warunkiem: że on jedynie słucha. Najczęściej jednak my alkoholicy wolimy by ktoś decydował za nas. Tak zwalniamy się zarówno z trudów wyboru jak i z odpowiedzialności. Oto przyczyna. Gdyby nie moja żona i jej chore pomysły nie miałbym takich problemów. Gdybym tak nie słuchał matki byłbym dzisiaj innym człowiekiem. Wspomnę w tym miejscu o potrzebie asertywności. Czy umiesz bronić swoich psychologicznych granic? Chodzi o sytuacje gdzie natrętni współuzależnieni rodzice, partnerzy lub przyjaciele próbują „układać tobie życie”.  Czy umiesz posługiwać się słowem NIE w relacjach z bliskimi? Czy umiesz podziękować innym za ich cenne wspaniałe rady?

Trzy wesela i pogrzeb czyli dlaczego wkurzają nas cudze rady.

Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż mentorsko kaznodziejski ton wypowiedzi. Któż z nas lubi nadęte i napuszone przemowy i to jeszcze na temat naszego życia? Czy z ust księdza, wychowawcy klasowego lub rodzica zawsze napawają one niechęcią. Także irytują natrętne rady naszych znajomych: Nie martw się, Głowa do góry, Będzie dobrze. Od takich słów robi mi się zawsze słabo. Dlaczego? Ponieważ bagatelizują mój problem i zaburzają równorzędność relacji. Nagle ktoś jest tu mędrcem a ja przeciwnie. Poza tym nieco za szybko ucinają sprawę bo czasem potrzeba komuś się po prostu WYGADAĆ i nie musi to być wcale użalanie się nad sobą.

Dlaczego dajemy rady innym ludziom, chociaż sami czujemy do nich wstręt? 

Gdy ktoś zwierza się ze swojego kłopotu automatycznie włącza się we mnie przymus dawania porad. Uważam, że druga osoba tego ode mnie oczekuje.(oczekiwania) Po drugie „radzenie” daje mi samozadowolenie. (poczucie wyższości) jestem mądry, oczytany, doświadczony i wzbudzam zaufanie! Mózg ludzki w sytuacjach „świadczenia” dla kogoś pomocy wytwarza substancje szczęścia. Stąd altruizm często bywa zwyczajną kompulsją. Kolejna sprawa to aspekt wychowawczy. (utrwalanie) Otóż: nauczając innych sami się uczymy. Więc takie działanie umacnia przede wszystkim NAS we właściwej postawie wobec różnych problemów. Ostatnia kwestia dla której wręcz palimy się do udzielania rad to zasada pracy głowy człowieka. Nasz umysł preferuje SZYBKIE rozwiązania cudzego problemu jako profilaktykę dla własnego bezpieczeństwa. Ponieważ kłopoty bliskich i dalszych mogę kiedyś stać się naszymi aby do tego nie doszło z automatu stajemy się „wujkiem dobra rada”. Z takich to przyczyn trudno jest zachować swoje mądrości wyłącznie dla siebie. Jednocześnie z tych samych powodów powinniśmy nauczyć się gryźć w język za każdym razem gdy chcemy dać komuś jakąś dobrą wskazówkę.

„Weź się w garść” czyli prostowanie garbatego i śpiewanie z niemową

To znane wszystkim obiegowe i popularne powiedzenie. Jednak gdy tłumaczysz to wdowie czy osieroconemu dziecku to jakby mówić do niemowlaka w łóżeczku, żeby przestał płakać!

Czy można komuś pomóc nie dając żadnej rady? 

„Przyjdź z pustymi rękami, a ja napełnię je swoimi opowieściami i łzami”. Inge Diepman

Na każdym mitingu AA słyszymy od Prowadzącego, że Anonimowi Alkoholicy nie udzielają sobie rad. Skoro tak to w jaki sposób trzeźwieją??? Zawsze trudniej jest słuchać niż mówić. W kontaktach z „obolałymi” osobami zwykliśmy przyjmować postawę LUSTRA lub GĄBKI. Albo prowadzimy konfrontacyjny dialog albo chłoniemy cudze emocje do tego stopnia, że sami zaczynami źle się czuć. Myślę, że w takich relacjach powinniśmy być raczej JAK KRYSZTAŁ. Chodzi o to by przepłynęły przez nas cudze wątpliwości, lęki i niepewność. Rzecz w tym by użyczyć na chwilę komuś SIEBIE do przepuszczenia przez nas DALEJ swoich mroków. Rozmowa z przybitym przyjacielem nie powinna być ani jak wymiana w ping ponga ani jak wyrzucanie śmieci do kosza. Nie podejmuje za nikogo decyzji, nie biorę odpowiedzialności za czyjeś wybory. Nie zarażam się cudzymi uczuciami. Słucham. Słucham i próbuję  ZROZUMIEĆ. W ten sposób to przeze mnie przepływa a nie spływa lub zostaje.

Skoro potrafimy ułożyć drugiemu całe życie dlaczego z tej  mądrości nie korzystamy sami? 

Bo nie da się zastosować jej w praktyce metodą prostego przeniesienia. Życiowa podróż to coś więcej aniżeli skrót drogowy, którym poradził mi jechać kolega. To też coś innego aniżeli zasłyszany przepis na pieczonego kurczaka czy golonkę po bawarsku. Gdyby sama wiedza potrafiła zmieniać ludzi, alkoholicy trzeźwieli by od książek, narkomani od rad psychologów a współuzależnieni od wskazówek rodziców i przyjaciół. Powtarzam raz jeszcze-OSOBOM Z PROBLEMAMI zwykle NIE BRAKUJE WIEDZY! BRAKUJE IM SIŁY BY ZROBIĆ TO CO DOBRZE WIEDZĄ!

Skąd czerpać życiową SIŁĘ?

Ja znalazłem ją w dwunastu krokach zdrowienia, które opisałem na tym blogu. Jeśli ciekawi cię co konkretnie mam na myśli zapraszam. I to wszystko. www.alkonblogujacy.pl 

Grzegorz

 

 

12.3 Wdrażanie teorii w życie

Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Pewnego dnia moja macierzysta grupa AA zmieniła scenariusz mitingu. Podjąłem się naniesienia  poprawek na papier. Gdy w domu drukowałem nowe materiały, żona spoglądając na kartkę z zasadami spotkań zapytała: Czy faktycznie przestrzegacie tych zaleceń? Odpowiedziałem twierdząco. Dopytała: Czy ty nie przerywasz, nie pouczasz, nie dajesz rad, nie krytykujesz i mówisz TAM wyłącznie o sobie? Po raz drugi potwierdziłem. I w tym momencie padło sakramentalne pytanie: Czy w takim razie mógłbyś tak zachowywać się w domu? Ups………………

Byłem na spotkaniu, gdzie przez pół godziny spiker żarliwie opowiadał o swojej przemianie. Gdy pytany o urazy, odpowiedział że z miejsca przeprasza bo nie chce tworzyć w sobie napięcia nagle ktoś powiedział płaczliwym głosem: Czy ty jesteś pewien, że opowiadasz o sobie? A była to jego żona…….Ups….. Innym razem ktoś przeciwnie. Opowiadał o swoim braku pokory, o staniu w miejscu, o błędach gdy nagle usłyszał z sali, że jest dla siebie zbyt surowy, że znany jest jego altruizm, pomoc i ofiarność na rzecz wielu ludzi. Ten człowiek pomagał potrzebującym w każdy możliwy sposób. Z powodu perfekcjonizmu i nienawiści do siebie stawiał sobie jednak poprzeczkę nazbyt wysoko….Ups. Byłem świadkiem jak kobieta chciała podziękować komuś za pomoc. Próbowała przekazać ręcznie zrobioną serwetę stołową. Dobroczyńca  wzbraniał się tłumacząc że to nie on ale łaska Boża i takie tam.  Często perfekcjonizm lub fałszywa pokora jest zwyczajnie przejawem  pychy i zakłamania.

Służby specjalne 

Czytając tekst dwunastego kroku można dojść do błędnych wniosków i spodziewać się po sobie i innych ŚWIĘTOŚCI. Oczekiwać ideału i żądać mistrzostwa świata. Tymczasem sensem jest tu systematyczny POSTĘP a nie nagła przecudowna przemiana. Na filmie Służby Specjalne Andrzej Grabowski tłumaczy pewnemu bandycie, że do odpuszczenia grzechów najważniejszy jest ŻAL za nie. Gdy bandzior wyznaje szczerze, że absolutnie nie ma sobie nic do zarzucenia ksiądz proponuje mu by w takiej sytuacji  chociaż żałował tego, że nie żałuje…. i to wystarczy.

Kilkakrotnie na łamach tych tekstów cytowałem współczesnego szwajcarskiego teologa Urlicha von Balthasara, który pisał: „JA” każdego z nas powstaje w miłującym mnie „TY”. Za każdym razem gdy czytam to zdanie przeżywam głębokie poruszenie. Zawiera PRAWDĘ ABSOLUTNĄ o zasadzie odradzania się człowieka. Opiera się ona na miłości i ofiarności wobec drugiego jako warunku korzyści dla siebie. Najpierw TY a wtedy automatycznie i JA. Potrzebujemy siebie nawzajem dla procesu wymiany duchowych dóbr, by pomagając sobie generować aurę uczuć i pogody ducha, która swoim promieniowaniem przenika potem nas wszystkich. To nie my się zmieniamy. Zmienia nas wdzięczność otoczenia. Zmienia nas życzliwe nastawienie naszych podopiecznych, kolegów oraz rodziny. Ten feedback sprawia, że odzyskujemy duchową i psychiczną równowagę. Podsumowując: by kochać siebie najpierw muszę nauczyć się kochać innych. Dokładnie w takiej kolejności.

Mój kolega reżyserował w jednej z pod łódzkich miejscowości przedstawienie teatralne gdzie wątkiem głównym był program 12 kroków. W czasie prób jeden z aktorów zapytał: dwunasty krok i co dalej? Który jest potem?

Myślę, że cały ten duchowy system zakorzeniony jest w idei służby dla drugiego człowieka. W tym sensie po dwunastym kroku każdy następny to również krok dwunasty. To jakby przejście z linii prostej w koło, koło dwunastego kroku, gdzie w stosowaniu prawd programu nie chodzi o idealizm ale gotowość bycia choć trochę lepszym.

Wielokrotnie cytowałem tu filozofów, pismo święte, sutry buddyjskie, poetów i pisarzy. Teraz przychodzi mi na myśl zdanie naszego polskiego prozaika Marka Hłaski, które  jest dla mnie jakimś dopowiedzeniem dla myśli von Balthasara.

ludzi zmienia życie marek hłasko Pętla

z pozdrowieniami

grzegorz

11.7 Wola Boża

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Czy Japończyk, czy Rosjanin pisząc swój testament umieszcza tam ważne zdanie: Moją Wolą jest aby…… Żaden Sąd nie ma problemów z interpretacją tego sformułowania. Każdy tłumacz przysięgły dokona jednoznacznej transkrypcji takiego zapisu na dowolny język obcy. Jest takie popularne w Polsce powiedzenie:„wziął nogi za pas i uciekł”. Jeśli przełożymy je dosłownie na angielski……jak zrozumie to cudzoziemiec?

„Przepływamy przez życie łodzią. Kapitanem jest Bóg. My jesteśmy tylko od wiosłowania.” „Dlaczego często kłopoty dopadają dobrych ludzi? Czyż na wojnie najtrudniejsze zadania nie dostają najwybitniejsi żołnierze?”  ”Mam starać się z całych sił ale rezultat zależy nie ode mnie. Porzućmy oczekiwania”. To są  smsy, które otrzymuję od znajomych alkoholików. Boża Wola jawi się w nich jako plan wobec człowieka, pomysł lub lepsze rozwiązanie. Niektóre grupy AA na koniec Modlitwy o Pogodę Ducha dodają wers: Niech się dzieje wola Twoja a nie moja Panie”. Co to właściwie znaczy?

….nie należy nikogo uszczęśliwiać na siłę.  Boża wola to nie jest  ”mieszanie człowiekowi szyków” Gustaw Herling Grudziński

Kiedyś rodzice wybierali dzieciom mężów i żony. Do dziś zdarza się, że sugerują szkołę, zawód czy nawet pasje. Czy to dobrze, gdy ktoś steruje twoim zachowaniem? Mówi jak masz postąpić i do tego cię wyraźnie skłania? Czy to dobrze gdy ktoś narzuca ci kogo kochać, przerywa twoje związki i wymusza na tobie „jedyne słuszne myślenie”? Nawet dla twojego dobra i gdy z całą pewnością wiadomo że ma rację. To dobrze?

Nadopiekuńczość w każdej formie przynosi tylko szkody. 

Człowiek uczy się najwięcej nie wtedy gdy osiąga sukces ale gdy popełnia błąd. Nie gdy jest mu lżej ale ciężko. Dzieci, którym rodzice piszą w domu prace z polskiego słabo radzą sobie na klasówkach. Co się dzieje gdy matka mówi córce w jakim stroju ładnie wygląda? W dziewczynie nie rozwija się poczucie własnej wartości. Nie umie polegać na sobie, nie ufa własnym gustom. Może być ofiarą w szkole oraz każdym związku. Całe życie będzie żebrać o aprobatę. A wszystko dlatego ze mamusia dobierała jej sukienki w podstawówce. Z drugiej strony zbyt surowe wychowanie także zaburza osobowość. 

Trudności i cierpienie nie są nigdy karą czy złym fatum ale naturalną częścią dydaktyki życia. 

W XIX wieku Henry Ford skonstruował samochód. Volt prąd elektryczny a J.King pralkę do prania. Czy znasz choćby jednego konstruktora, który świadomie stwarza trudności dla swoich własnych dzieł? W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku powstała nowa rasa kota: Ragdoll. Czy myślicie, że kalifornijska hodowczyni An Baker celowo szkodziła swej hodowli by wzmocnić genotyp? Tak się nie postępuje. Wręcz przeciwnie. Oczywiście pokonywanie kłopotów wzmacnia każde nowe rozwiązanie ale nikt ich sztucznie nie wymyśla. Życie samo zatroszczy się o to. „Dość ma dzień swojej biedy”. Mt 6,34

Bóg nie jest treserem a życie to nie cyrk.

Jesteśmy na takim etapie ewolucji, w którym do większości zagadnień podchodzimy zmysłowo. Stąd popularność definiowania Woli Boga w kategoriach fizycznych jako scenariusza mojego ziemskiego życia. 

Nadużywanie i zakłamywanie wzniosłych pojęć.

W Moskwie działa bojówka prawosławnych chrześcijan o nazwie: Boża Wola. Czym się zajmuje? Prześladuje homoseksualistów tłumacząc, że przemoc wobec gejów: jest miła Panu! Żołnierze Wermachtu paradowali z napisem Gott mit uns! A Hitler przekonywał wszystkich, że wolą Boga jest nazistowski świat! W XVII wieku hordy tatarskie pustoszyły Europę w imię Allacha. W średniowieczu natomiast organizowano z podobnych pobudek krucjaty z tym, że przeciwko arabom. To ewidentne przykłady zakłamania, które nie wymagają komentarza. Jestem jednak równie ostrożny z szastaniem Wolą Bożą na mniejszą skalę w życiu osobistym, zarówno wobec nagłych zmian czy życiowych tragedii.

Lepiej być pokornym niedowiarkiem aniżeli pysznym wierzącym.

W czasie ostatnich obchodów Powstania Warszawskiego,  proboszcz mojej parafii opisując tragedię tych dni zapytał: jak Bóg mógł na to pozwolić? I zaraz dodał, że to KARA za grzechy tego miasta……Po prostu mnie zatkało!!! Gdy miałem osiem lat przeczytałem napis na nagrobku zmarłego trzylatka: „Bóg tak chciał”. Pomyślałem wtedy, że to niemożliwe. Dziś mam 48 lat i myślę identycznie.

Nie jesteśmy istotami cielesnymi posiadającymi duszę. Jesteśmy istotami duchowymi posiadającymi ciało. Teilhard de Chardin

O ile łatwiej jest mówić bzdury niż powiedzieć: „Nie mam pojęcia!” „Nie rozumiem tego”  To źle gdy tracimy szacunek do TAJEMNICY za wszelką cenę próbując dawać banalne i żenujące wyjaśnienia. I nie mam teraz na myśli księdza ani kamieniarza od nagrobnego napisu ale ciebie i siebie. Mamy taką tendencję by opisywać rzeczywistość w techniczny zero jedynkowy sposób. O ile prawdziwszy byłby napis na grobie dziecka: Dlaczego Panie? Żywię przekonanie, że Boża Wola to nie są nuty. To nie rola rozpisana dla mnie na każdy dzień. Dlaczego? Bo człowiek jako najwyższe stworzenie ziemi nie może być niczym telewizor na pilota czy mysz w labiryncie.

Nie jestem tym kim jestem lecz jestem tym kim nie jestem.

Osobiście od tej myśli Kanta wolę cytowanego już Chardina. Oba teksty  jednak otwierają  DUCHOWE spojrzenie na temat tego wpisu. W tym znaczeniu Boża Wola jest czymś głębszym aniżeli obiadowe menu.

Poznaj Siebie

To zdanie było wyryte na łuku antycznej wyroczni Delfickiej. Kim Jestem? Oto zadanie dla człowieka. Rozwikłać łamigłówkę własnego jestestwa. Jakie mam zalety i wady? Jaką mam strukturę osobowości? Jak funkcjonują moje uczucia? A może właśnie Kim Jestem na podstawowym poziomie w znaczeniu duchowym? W czasie górskich wędrówek zawsze mam wodę i ciepłe okrycie. Co jest najlepszym ekwipunkiem duchowym? Jest to: ŚWIADOMOŚĆ !

Czym jest Moja Wola?

Z pewnością nie jest MOJA! Nie należy do mnie! Wszystko to co spontanicznie przychodzi mi do głowy wcale nie jest wolnym wyborem. Jest perswazją mojego wychowania, nabytych przekonań, doświadczeń i wdrukowanych we mnie poglądów. Moje reakcje podyktowane są moją przeszłością. Jestem niczym maszyna sterowana przez chaotyczny program komputerowy. To smutne ale prawdziwe. Reaguję nie tak jak bym sobie życzył ale tak jak zmusza mnie do tego moja uwarunkowana natura. Po za tym, my alkoholicy mamy dodatkowo chorobę w głowach! Nie dość, że mechaniczni to do tego jesteśmy jeszcze psychicznie wypaczeni przez pijaństwo. Myślę i planuję wyłącznie to co podpowiada mi egoistyczny Umysł. Oto odkrycie! Gdy dumnie uważam, że bronię MOJEGO ZDANIA, to warto wiedzieć że to nie jest MOJE ZDANIE. Tu nie ma „mnie”. Ja o niczym nie decyduję. Na każdy bodziec reaguję automatycznym myśleniem a to wywołuje określone uczucia, które skutkują zawsze takim samym zachowaniem. Czy takie ma być życie? Nie! To dlatego: Niech się dzieje Twoja wola a nie moja Panie! 

Czym jest zatem Wola Boża?

Jest odwrotnością. Jest WOLNOŚCIĄ. Jest nieuwarunkowana. Jest czystą MOŻLIWOŚCIĄ. Jest intencją szczęścia dla człowieka. Energią powodzenia. A jeśli czymś w szczegółach to bezinteresownym ŻYCZENIEM by każdy odkrył swoje talenty i rozwinął je. By UWIERZYŁ w  S I E B I E! Odkrył własną godność i wartość a nie to co ma jeść na śniadanie, gdzie pracować i z kim się przyjaźnić.

Bardzo łatwo w ferworze poczucia misji i natłoku uczuć mówiąc o Bożej Woli faktycznie spełniać ukryte zachcianki własnego EGO. Bardzo łatwo pomylić Boże Przewodnictwo z lenistwem, niecierpliwością, nietolerancją i brakiem wytrwałości. Bardzo łatwo brak wiary w siebie kompensować sobie metafizyką. Bardzo łatwo z Boga uczynić nowy narkotyk a z wiary kompulsywny odruch.

Niech się dzieje wola twoja a nie moja Panie.

Obyśmy posiadali świadomość siebie i przyczyny świadomości siebie. Obyśmy posiadali wiarę w siebie i przyczyny wiary w siebie. Obyśmy żyli TU I TERAZ wolni od żalu przeszłości i strachu o przyszłość.

„Przepływamy przez życie łodzią. My jesteśmy STEREM i OKRĘTEM. A Bóg? A Bóg to WODA i WIATR!”

grzegorz

11.6 Modlitwa o rower i deszcz

Kiedy byłem dzieckiem co wieczór modliłem się o rower. Potem uświadomiłem sobie, że Bóg nie działa w ten sposób, więc ukradłem rower i modliłem się o przebaczenie. 

Promieniowanie elektryczne

Co ma wspólnego  kuchenka mikrofalowa, telefon komórkowy, dwa moje koty, ja i ty? Wszyscy jak leci wytwarzamy promieniowanie magnetyczne. Zaskoczony? Każdy człowiek niczym antena generuje fizyczną częstotliwość. Zatem, która część naszego ciała daje najsilniejsze elektro pole? Wydaje się, że głowa z racji mózgu. Tymczasem….no mam nadzieję, że nie myślisz iż chodzi o krocze! Jest to SERCE. To tu na wysokości klatki piersiowej nauka odnotowuję najsilniej działającą w człowieku energię.

Eksperymetnt https://www.youtube.com/watch?v=gpDOhRiwR1M 

Weź cytrynę, dwa słoiczki i flamaster. Przekrój owoc na dwie połówki. Wrzuć do słoików. Na jednym napisz słowa: miłość, dobro i radość. Na drugim: nienawiść, pycha, zawiść. Dobry słoik postaw obok biblioteczki z książkami. Codziennie patrz na niego trzy razy przez chwilę, czytając wypisane słowa. Zły słoik postaw obok telewizora i nie poświęcaj mu żadnej uwagi. Po dwóch miesiącach…….zły spleśnieje a dobry bedzie krystaliczny.

Zrelaksowane DNA

Specyficzne rodzaje uczuć i emocji mają moc zmiany nie tylko owoców cytrusowych ale i kształtu DNA w naszych ciałach. To taka wewnętrzna technologia szczęścia lub nieszczęścia. W obecności miłości, współczucia, wybaczenia i pokoju DNA człowieka jest najbardziej efektywne. Ten stan wzmacnia nasze reakcje immunologiczne. W obecności nienawiści, gniewu, zazdrości DNA traci reakcje odpornościową.

Radioaktywność DNA

Czasem czujesz się nieswojo w towarzystwie kogoś kto cię wcale nie atakuje lub przeżywasz radość siedząc obok osoby , która nawet nie zwraca na ciebie uwagi. Wokół każdego ludzkiego serca kształtuje się pole elektromagnetyczne na odległość do 2,5 metra. Ma to bezpośredni wpływ nie tylko na nas samych ale i na zewnętrzny świat.

Mowa serca

Podekscytowany człowiek wytwarza najsilniejszą możliwą sobie energię. Dlatego, wszelkie uczucia są najdonośniejszym głosem osobowości,  jakim możemy świadomie lub nie oddziaływać na świat wokół. Są jakby automatycznym i nieustannym WOŁANIEM, które modeluje rzeczywistość zgodnie z sygnałem.

Uczucia i emocje to nie to samo

Uczucie to odczuwany ale nie wyrażany stan psychiczny. Emocja zaś jest przeżywaniem danego uczucia w gestach, postawie, mimice lub myślach. Gdy w jakąś myśl wpompujemy konkretne emocje to mamy do czynienia z silnym uczuciem.

Sportowcy w ramach treningu wizualizują rywalizację. Wyobrażają sobie każdy ruch a potem sukces i odbiór nagrody. Starają się wzbudzić w sobie uczucie sportowej wygranej. Czy w ten sposób należy stawać przed Stwórcą, z uczuciem  tego czego pragniesz doświadczyć? Czy chodzi o to by także przez Serce a nie tylko Usta zbliżać się do Sił Wyższych? Czy Język wiary może być niemy i nie lingwistyczny?

…prosząc jedynie o poznanie jego woli wobec nas i o siłę do jej spełnienia

Przeczytałem kiedyś u amerykańskiego badacza duchowiści Grega Bradena następujący tekst: „Kiedy byłem mały, starszyzna przekazała mi tajemnicę modlitwy. Najpierw musimy wywołać w sobie uczucie tego, czego pragniemy doświadczyć. Modlitwę zaczyna  uczucie wdzięczności za wszystko, co jest i  co przeminęło. Kiedy modlimy się słowami o deszcz. To deszcz nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że to nie istnieje w tym momencie I w ten sposób bezwiednie wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Kiedy modlisz się słowami o zdrowie. To zdrowie nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że ono nie istnieje w tym momencie. I w ten sposób bezwiednie  wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Dlatego kiedy się o coś modlę zamiast mówić zaczynam czuć uczucie tego jak to cudownie mieć to o co proszę. W ten sposób otwieram drzwi dla możliwości sprowadzenia mojej prośby do mojego świata a Bóg mi w tym obficie błogosławi. ”. Greg Braden Modlitwa o deszcz

Co ja o tym wszystkim myślę? Po pierwsze EWOLUCJA

Człowiek choć istnieje  od prawie miliona lat to nie jest stworzeniem SKOŃCZONYM. Jest w ciągłej ewolucji. Cały czas zmieniamy się fizycznie, psychicznie, społecznie jak i duchowo. Od ilu lat posługujemy się językiem mówionym ? Od ilu lat modlimy się do Sił Wyższych? To wszystko kropla na osi istnienia homo sapiens. Nie wykluczam, że już za 100 lat forma modlitwy przybrac może jakąś nową postać.

Po drugie: KOMUNIKACJA NIEWERBALNA

W komunikacji międzyludzkiej siedemdziesiąt procent przekazu to sygnały niewerbalne takie jak: wygląd rozmówcy, ubranie, wzrost. Kolejne 23 to forma przekazu a jedynie siedem procent to treść wypowiedzi. Mówiąc prościej słowa to mały pikuś. Liczy się zachowanie, gesty, barwa głosu, mimika twarzy i…..to „coś”..Jak to teraz przeniesc na komunikację ludzko- boską? Może właśnie wprost?

Ten wpis rozpocząłem prowokacyjnie. Na zakończenie powiem równie przewrotnie, że bardziej skłania mnie do głębszej refleksji nad modlitwą historia z rowerem czy ” deszcz Bradena” niż większość znanych mi teorii. Bardzo łatwo jest, szczególnie alkoholikowi traktować Boga jak osobę WSPÓŁUZALEŻNIONĄ, która zna mnie „na wylot”, nie może beze mnie żyć, wie czego pragnę, wszystko za mnie zrobi łącznie z tym, że nawet pomodli się do Samego Siebie w mojej intencji.   :-)

Jesteśmy od­po­wie­dzial­ni nie tyl­ko za uczu­cia, które mamy dla in­nych, ale i za te, które w in­nych budzimy. Stefan Wyszyński

Człowiek jest istotą o wiele bardziej skomplikowaną niż dźwig portowy czy kostka Rubika. Dlatego tak ważną rzeczą jest OTWARTOŚĆ UMYSŁU i zdolność krytycznego myślenia. I dotyczy to tak samo teorii strun Einsteina jak i zagadnień natury duchowej. A wszystko po to,  by serce mogło promieniować tym co najlepsze jak najbardziej donośnie!

 

grzegorz

11.5 Modlitwa wytrwała

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Jezus odpowiedział uczniom: « żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. Przychodziła do niego wdowa, z prośbą: „Obroń mnie przed  przeciwnikiem”. Nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”». : «Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Łk 18, 1-8

Wstawiennictwo

Pewien człowiek  z zapałem świadczył, że tylko dzięki codziennej trzymiesięcznej modlitwie do św. Antoniego odnalazł swoją świnkę morską. Dla mnie jest to wzruszające duchowe świadectwo, bo tą osobą było siedmioletnie dziecko…

Kropla draży skale nie siłą lecz ciągłym padaniem.

W  cudownym odnalezieniu zwierzątka poza wstawiennictwem zauważam coś jeszcze. Chodzi o regularność próśb. Tak po ludzku: natarczywość, wytrwałość, nieustępliwość i naleganie, wydaje się skutecznym sposobem działania. Zaczepianie, przypominanie się, powracanie, nakłanianie, zachęcanie. Czyż nie tak wiele spraw załatwiały z nami dzieci?

Moja żona poprosiła mnie kiedyś o modlitwę w czyjejś intencji Nowenną Pompejańską. Przez 54 dni odmawiasz codziennie trzy całe różańce. 159 Zdrowaś Mario, 18 Ojcze Nasz, 3 Wierzę w Boga  i  jeszcze teksty specjalne. Ci, którzy znają mnie bliżej wiedzą jakie mam podejście do „formuł” w duchowości. Ale czego nie robi się dla żony…. Więc podjąłem to choć przyznaję bez przekonania. I ? Od tamtego czasu odmówiłem już kilka razy pełną Nowennę a teraz też jestem w jej trakcie. Regularność?! Tak jakby na odczepkę Dobry Bóg powiedział: masz i nie zawracaj mi już tym głowy !    :-D

„Mury istnieją po to, by powstrzymywać ludzi, którzy nie pragną czegoś dostatecznie mocno.” Randy Pausch

Mój syn ma 23 lata i niestety pije. Na nic mój przykład czy przestrogi. To o co mogę robić to powierzać go Bożej opiece. Kiedyś po wspólnej modlitwie wieczornej zapytałem żonę czy nie zachowujemy sie jak osoby „duchowo współuzaleznione” i czy nie zbtyt nachalnie prosimy Boga o jego przemianę. Ta odpowiedziala: będę prosiła o ratunek dla niego non stop, tak jak dla Ciebie. Będę tak długo naprzykrzać sie Stwórcy, aż go uzdrowi! Nie ma innej opcji! Przypomina mi to postawę innej matki, św Moniki, która kilkanaście lat zanosiła do Boga prośby o przemianę swojego syna. Był nim Augustyn, późniejszy święty i doktor kościoła.

Nasze prag­nienia zaw­sze się modlą, choćby war­gi milczały. św Augustyn

Moja babcia gdy czasem opowiadałem jej o moich skomplikowanych problemach zwykła mawiać: BĘDZIE DOBRZE! Długo brałem to za naiwność lub brak zrozumienia powagi sytuacji. Dziś dopiero zaczynam rozumieć, że wnętrze człowieka to coś więcej niż wątroba, płuca, trzustka i mózg. BĘDZIE DOBRZE to napełnianie sie NADZIEJĄ zamiast przygnębieniem. To programowanie umysłu na szukanie rozwiązań a nie trudności. To w końcu pełne wiary duchowe nastawienie  będące nieustannym pogodnym S. O. S wysyłanym w przestrzeń kosmosu.

Błogosławiony, który tak innych zachęca do biegu, że sam biec nie przestaje! św Franciszek z Asyżu

Jest taki ezoteryczny nurt w mistyce judaizmu o nazwie KABAŁA. Kiedyś zgłębiając tajniki tej duchowości natrafiłem na cudną przypowieść, która będzie najlepszym podsumowaniem tego tekstu.

Pewnego razu grupa aniołów ubłagała Boga by pozwolił im żyć na ziemi w ludzkiej postaci. Choć  przestrzegał je, że egzystencja ludzka nie jest sielanką anioły były nieustępliwe. Ojciec Niebios ostrzegał, że nie będzie już możliwiści powrotu na górę ale nikt się tym nie przejmował. Aniołki schodziły po specjalnej drabinie jeden za drugim. Gdy zszedł ostatni Pan podciągnął ją do góry na tyle, by w żaden spodob nie dało się jej dosięgnąć. Już nastepnego dnia część grupy próbowała doskoczyć  szczebla i wrócić do nieba. Po tygodniu wszyscy skakali pod drabiną z nadzieją, że jakoś ją uchwycą. Ponieważ było to nierealne, stopniowo  rezygnowali godząc się z nowym  losem. Kilka aniołów próbowało skakać nawet przez miesiąc. W końcu musieli się poddać. Ale jeden z nich skakał non stop. Przyszła jesień, on skacze. Przyszła sroga zima ON DALEJ SKACZE! W przeciwieństwie do pozostałych nie rezygnował. I ulitował się DOBRY BÓG i pozwolił mu wrócić do nieba……. 

z życzeniami wytrwałości

grzegorz

11.2 Ojcze nasz na głos czyli „na śpiew”.

„DĄŻYLIŚMY PRZEZ MODLITWĘ I MEDYTACJĘ DO CORAZ DOSKONALSZEJ WIĘZI Z BOGIEM, JAKKOLWIEK GO POJMUJEMY, PROSZĄC JEDYNIE O POZNANIE JEGO WOLI WOBEC NAS ORAZ O SIŁĘ DO JEJ SPEŁNIENIA”

Gdy Jezus  skończył modlitwę ,  jeden z uczniów zapytał: «Panie, naucz nas się modlić». A On rzekł  : «Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo. Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień, i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie». I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. ». Łk 11, 1-13

Krótka ta lekcja modlitwy. Kiedy się modlicie, mówcie. Kiedy chcemy rozgrzać dłonie pocieramy jedna o drugą. Kiedy się modlicie- MÓWCIE.

Mowa to Dźwięki, dźwięki to  fala akustyczna. Jej częstotliwość zmienia  otoczenie. (przesadnie  tłumaczy to tzw Efekt motyla) a dynamika decyduje o skali zjawiska. Śpiewaczka  szepcząc obok lampki wina, wywoła  delikatną wibrację szkła. Jeśli natomiast zaśpiewa w jej kierunku  Fortissimo Possibile  rozbije to szkło. Nie bez znaczenia w kościele bizantyjskim mówi się, że „kto śpiewa ten dwa razy się modli”.   Nie wiem czy trzaścnięcie drzwi samochodowych na Piotrkowskiej w Łodzi wywołuje huragan na Florydzie ale przeczytałem kiedyś w książce Romana  Brandstaettera piekne sformułowanie: ”są takie miejsca w niebie , które otwierają się tylko przy pomocy śpiewu”. I zakochałem się w tym ujęciu rzeczy bo gdy słucham chorału gregoriańskiego czy średniowiecznej muzyki bizantyjskiej rozumiem co poeta miał na myśli. Buddyści wypowiadając śpiewnie sylabę OM trwają skupieni na medytacji wraz z tym dźwiękiem, który uważają za pierwszy głos kosmosu.  Miałem 18 lat gdy usłyszałem Nieszpory benedyktynów  w Tyńcu i tak pochłonęła mnie ta forma modlitwy, że zdobyłem brewiarz kapłański i  zacząłem modlić się wyśpiewując te przepiękne starożytne teksty.

Niektórzy dowodzą, że głos wywołuje „subtelne energie” takie jak siły uzdrowieńcze  i sprawcze, że jest magnesem przyciągającym cząsteczkowo cel nawoływania. Oczywiście nie wyklucza to kontemplacji i medytacji a jedynie je uzupelnia.

Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 

Ale czyżby każdy?  A może raczej mało który? Do sanktuariów pielgrzymkowych na całym świecie przybywają miliony ludzi. Jaki mamy współczynnik  uzdrowień?  0,03%! W granicach błędu statystycznego. Jeśli o mnie chodzi nie mam o to pretensji do Pana Boga ale raczej do siebie. Przede wszystkim nie jestem wytrwały. Za szybko rezygnuję. Poza tym niecierpliwy. Jeśli problem nie rozwiązuje się stosunkowo szybko przestaję liczyć na pomoc Siły Wyższej. W końcu jestem małej wiary. Racjonalizuję sobie powody dla których dobry Bóg nie chce mnie wysłuchać. Dlatego aktualna  jest prośba: Panie, naucz nas się modlić. 

Coś jeszcze

Mamy ponad 7000 języków obcych , czy jakiś Super Odbiorca zna je wszystkie biegle?  :)  Może decyduje tu nie lingwistyka a nasze nastawienie a może jeszcze coś? Wrócę do tego w kolejnych tekstach tego kroku a teraz czas na modlitwę. Zróbmy to póki co przy pomocy słów  zgodnie z przesłaniem:Kiedy się modlicie-mówcie. Proponuję tekst  z II wieku znaleziony  w 1946 roku Nag Hammadi, przetłumaczony z koptyjskiego. Jeśli to możliwe odczytaj go na głos.

 

Dzięki Ci składamy. Wszelka dusza i każde serce zwraca się ku Tobie,
O Niezniszczalne Imię, uczczone nazwaniem Boga, I wzywane imieniem Ojca, Ku któremu skłania się nasz umysł , słowo  i poznanie:
Umysł, abyśmy mogli Ciebie zrozumieć,
Mowa, abyśmy mogli objaśniać Ciebie;
Poznanie  zaś,  abyśmy Ciebie poznali.
O wiekuiste trwanie rodzącego Ojca, oto wysławiamy Twoją dobroć.  
Jedno tylko mamy pragnienie, abyśmy byli zachowani w poznaniu  , nasze  rodziny   w szczęściu i  zdrowiu  , abyśmy  nie upadli w tym rodzaju życia. Amen 

grzegorz