O udzielaniu cennych rad

Gdy nie miałam dzieci, miałam z sześć teorii na temat ich wychowywania i radziłam wszystkim jak je stosować. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii”(anonimowa wypowiedź internetowa).

Jakoś już tak jest, że znamy gotowe recepty na szczęście ale dla innych. Cudze trudności aktywizują nas do teoretyzowania i dawania tzw mądrych rad. Świetnie wiemy co dla każdego dobre. Skoro potrafimy ułożyć drugiemu życie dlaczego nie sobie? Jest to kluczowe pytanie do którego wrócę w końcówce tekstu.

Co ja mam zrobić? czyli o nawyku bezradności 

„Jesteśmy tym co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość i miernota nie jest kwestią szczęścia ale nawykiem”. Dwa i pół tysiąca lat temu Arystoteles zauważył, że człowiek jest panem własnego losu poprzez dublowanie swojego myślenia, odczuwania i postępowania. Powtarzalność formuje w nas to co powielamy. Tą metodą utrwalają się w nas wady lub zalety. Częstotliwość dziękowania owocuje radością  tu i teraz. Częste przepraszam utrwala w nas pokorę. Ale systematyczne kłamstwo buduje w nas nieuczciwość a regularne odkładanie drobnych rzeczy na później zamienia nas w wiecznych leni. Jeśli od dziecka dla pewności regularnie pytałem innych: co robić? wykształcił się we mnie nawyk niepewności. Przestałem być sam dla siebie oparciem. I w taki sposób niechcący uczyniłem się KALEKĄ.

Sama RADA to jedno. Umiejętność przekazania to drugie. Sztuka jej odbioru to trzecie. Stosowanie to czwarte.

Myślę, że powinieneś…”, Lepiej byłoby, gdybyś…”, „Ja na Twoim miejscu…” W taki sposób najczęściej mówimy do własnych dzieci stawiając się w wyższej pozycji. Jakie to denerwujące słuchać kogoś kto jest lepiej ode mnie zorientowany i to w mojej życiowej sytuacji!!! Jakie to nie wychowawcze kształtować w podopiecznych wrażenie, że muszą polegać na INNYCH a nie na sobie!!!

Mama woła syna: JAAASIU do domuuuu! A co? Chce mi się jeść?- pyta z podwórka syn. Nie, nie. Chce ci się spać!-odpowiada mama.

Po pierwsze NIKT nigdy nie WIE lepiej niż JA SAM. Trzeba zmienić przekonanie, że nie znajdę sam w sobie dobrej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i trudne wybory. Często ciężko decydować tylko dlatego, że jestem zbyt blisko problemu i brak mi do niego dystansu. Wtedy rozmowa z drugim człowiekiem daje nam tę niezbędną przestrzeń ale pod jednym warunkiem: że on jedynie słucha. Najczęściej jednak my alkoholicy wolimy by ktoś decydował za nas. Tak zwalniamy się zarówno z trudów wyboru jak i z odpowiedzialności. Oto przyczyna. Gdyby nie moja żona i jej chore pomysły nie miałbym takich problemów. Gdybym tak nie słuchał matki byłbym dzisiaj innym człowiekiem. Wspomnę w tym miejscu o potrzebie asertywności. Czy umiesz bronić swoich psychologicznych granic? Chodzi o sytuacje gdzie natrętni współuzależnieni rodzice, partnerzy lub przyjaciele próbują „układać tobie życie”.  Czy umiesz posługiwać się słowem NIE w relacjach z bliskimi? Czy umiesz podziękować innym za ich cenne wspaniałe rady?

Trzy wesela i pogrzeb czyli dlaczego wkurzają nas cudze rady.

Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż mentorsko kaznodziejski ton wypowiedzi. Któż z nas lubi nadęte i napuszone przemowy i to jeszcze na temat naszego życia? Czy z ust księdza, wychowawcy klasowego lub rodzica zawsze napawają one niechęcią. Także irytują natrętne rady naszych znajomych: Nie martw się, Głowa do góry, Będzie dobrze. Od takich słów robi mi się zawsze słabo. Dlaczego? Ponieważ bagatelizują mój problem i zaburzają równorzędność relacji. Nagle ktoś jest tu mędrcem a ja przeciwnie. Poza tym nieco za szybko ucinają sprawę bo czasem potrzeba komuś się po prostu WYGADAĆ i nie musi to być wcale użalanie się nad sobą.

Dlaczego dajemy rady innym ludziom, chociaż sami czujemy do nich wstręt? 

Gdy ktoś zwierza się ze swojego kłopotu automatycznie włącza się we mnie przymus dawania porad. Uważam, że druga osoba tego ode mnie oczekuje.(oczekiwania) Po drugie „radzenie” daje mi samozadowolenie. (poczucie wyższości) jestem mądry, oczytany, doświadczony i wzbudzam zaufanie! Mózg ludzki w sytuacjach „świadczenia” dla kogoś pomocy wytwarza substancje szczęścia. Stąd altruizm często bywa zwyczajną kompulsją. Kolejna sprawa to aspekt wychowawczy. (utrwalanie) Otóż: nauczając innych sami się uczymy. Więc takie działanie umacnia przede wszystkim NAS we właściwej postawie wobec różnych problemów. Ostatnia kwestia dla której wręcz palimy się do udzielania rad to zasada pracy głowy człowieka. Nasz umysł preferuje SZYBKIE rozwiązania cudzego problemu jako profilaktykę dla własnego bezpieczeństwa. Ponieważ kłopoty bliskich i dalszych mogę kiedyś stać się naszymi aby do tego nie doszło z automatu stajemy się „wujkiem dobra rada”. Z takich to przyczyn trudno jest zachować swoje mądrości wyłącznie dla siebie. Jednocześnie z tych samych powodów powinniśmy nauczyć się gryźć w język za każdym razem gdy chcemy dać komuś jakąś dobrą wskazówkę.

„Weź się w garść” czyli prostowanie garbatego i śpiewanie z niemową

To znane wszystkim obiegowe i popularne powiedzenie. Jednak gdy tłumaczysz to wdowie czy osieroconemu dziecku to jakby mówić do niemowlaka w łóżeczku, żeby przestał płakać!

Czy można komuś pomóc nie dając żadnej rady? 

„Przyjdź z pustymi rękami, a ja napełnię je swoimi opowieściami i łzami”. Inge Diepman

Na każdym mitingu AA słyszymy od Prowadzącego, że Anonimowi Alkoholicy nie udzielają sobie rad. Skoro tak to w jaki sposób trzeźwieją??? Zawsze trudniej jest słuchać niż mówić. W kontaktach z „obolałymi” osobami zwykliśmy przyjmować postawę LUSTRA lub GĄBKI. Albo prowadzimy konfrontacyjny dialog albo chłoniemy cudze emocje do tego stopnia, że sami zaczynami źle się czuć. Myślę, że w takich relacjach powinniśmy być raczej JAK KRYSZTAŁ. Chodzi o to by przepłynęły przez nas cudze wątpliwości, lęki i niepewność. Rzecz w tym by użyczyć na chwilę komuś SIEBIE do przepuszczenia przez nas DALEJ swoich mroków. Rozmowa z przybitym przyjacielem nie powinna być ani jak wymiana w ping ponga ani jak wyrzucanie śmieci do kosza. Nie podejmuje za nikogo decyzji, nie biorę odpowiedzialności za czyjeś wybory. Nie zarażam się cudzymi uczuciami. Słucham. Słucham i próbuję  ZROZUMIEĆ. W ten sposób to przeze mnie przepływa a nie spływa lub zostaje.

Skoro potrafimy ułożyć drugiemu całe życie dlaczego z tej  mądrości nie korzystamy sami? 

Bo nie da się zastosować jej w praktyce metodą prostego przeniesienia. Życiowa podróż to coś więcej aniżeli skrót drogowy, którym poradził mi jechać kolega. To też coś innego aniżeli zasłyszany przepis na pieczonego kurczaka czy golonkę po bawarsku. Gdyby sama wiedza potrafiła zmieniać ludzi, alkoholicy trzeźwieli by od książek, narkomani od rad psychologów a współuzależnieni od wskazówek rodziców i przyjaciół. Powtarzam raz jeszcze-OSOBOM Z PROBLEMAMI zwykle NIE BRAKUJE WIEDZY! BRAKUJE IM SIŁY BY ZROBIĆ TO CO DOBRZE WIEDZĄ!

Skąd czerpać życiową SIŁĘ?

Ja znalazłem ją w dwunastu krokach zdrowienia, które opisałem na tym blogu. Jeśli ciekawi cię co konkretnie mam na myśli zapraszam. I to wszystko. www.alkonblogujacy.pl 

Grzegorz

 

 

12.1 Niesienie Nadziei czy Zwątpienia?

Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich poczynaniach.

Podczas pewnego mitingu, jego uczestnik podzielił się bolesnym „smutkiem”. Najpierw z początkiem miesiąca zwolniono go z pracy a dziś dowiedział się, że komornik rozpoczął windykację jego mieszkania. Na domiar złego waliło się mu małżeństwo. Był w fatalnym stanie. Gdy tylko skończył głos zabrał kolega, który wyrecytował śpiewająco, że wszystko jest po coś, że powinniśmy być wdzięczni Bogu za dobro i niedostatek. Że nie mamy wpływu na własne życie a naszym zadaniem jest przyjąć swój los bez użalania się nad sobą w pokorze a w tym pomaga jedynie program 12 kroków ze sponsorem!!! Znam człowieka i choć wiem, że nie miał złych intencji to jak myślicie. Co wtedy  o pracy na programie pomyślał bohater zdarzenia?

Rozbity człowiek nie potrzebuje by go wspierać intelektualnie ale psychicznie i duchowo.

Jest niewiele sytuacji w których nie wiemy ile jest 2+2. Z reguły znamy większość odpowiedzi a potrzebujemy jedynie uwagi i zrozumienia. Czasem jest nam tak ciężko, że chcemy choć na chwilę podzielić się jakąś częścią naszego ciężaru. Jakże przykro wtedy słuchać filozoficznych wywodów, zakamuflowanych rad i ukrytych pouczeń. Jak mogą wtedy denerwować uśmiechnięte twarze innych ludzi oraz ich pogodny nastrój.

„Spróbuj poczuć to co ja” czyli o EMPATII

Lubię powiedzenie „wejść w czyjeś buty”. Jest dla mnie sednem relacji międzyludzkich. Pozwala w błyskawicznym czasie dojść do wniosków, na które intelekt potrzebuje czasem lat. Kiedy mniej więcej wiem co czuje mój rozmówca jestem mu winien towarzystwo a nie radę. O ile głębszą pociechą jest ofiarować komuś uwagę aniżeli mu ją odbierać, skupiając ją na sobie poprzez dawanie psychologicznych wskazówek. Dlaczego na pogrzebach nie opowiada się kawałów? Bo to jest ceremonia żałobna a nie komediowa! Jest czas płaczu i czas śmiechu. Jest czas zdrowia i choroby, siły oraz zagubienia. A każdy z nich ma swoje prawa i odrębny klimat, który wymaga szacunku a nie gwałtu!

„Mówimy zbyt wiele i fałszywie wierzymy w siłę słowa. Tymczasem nawet nasze najmądrzejsze wywody nie mają absolutnie żadnej wartości a jedynie oddalają nas od samych siebie”.  Hermann Hesse

Ten zaskakujący cytat nie wypowiedział samotny Robinson Crusoe czy zakonnik ze ślubami milczenia ale laureat literackiej nagrody Nobla, poeta, prozaik i pisarz czyli „mistrz słowa”. Otóż podstawą dobrej komunikacji wcale nie jest sztuka mówienia ale słuchania innych! I tylko tak możemy się ochronić przed „faux pas” wchodzenia z butami w delikatną materię cudzych spraw.

Podobnie jak patrzenie nie zależy od oczu tak słuchanie nie zależy od uszu.

Najczęściej łudzimy się że słyszymy drugiego człowieka. Z reguły słyszymy SIEBIE. Odbieramy świat i ludzi w sposób UWARUNKOWANY. Głosy i treści wpadające do naszych uszu najpierw przechodzą przez filtry NAS SAMYCH, naszych przekonań, doświadczeń, poglądów, racji. Oznacza to że każda zewnętrzna informacja nie pojawia się w naszej głowie SAMA W SOBIE ale jako nasza INTERPRETACJA. Przetwarzamy komunikaty słowne według własnych potrzeb. W skrócie można powiedzieć, że słyszymy i rozumiemy to co CHCEMY SŁYSZEĆ I ROZUMIEĆ. Ilustruje to zdarzenie z początku wpisu. Tam nie było złej woli ale zła interpretacja.

Przez pierwszy rok chodzenia na mitingi denerwowały mnie cudze wypowiedzi. Nie umiałem słuchać W OGÓLE, więc wyłączałem się niczym znudzone dziecko w szkole. Potem zmieniłem front. Postanowiłem słuchać. I zaczęło się. W głowie huczało od oceniania, wartościowania. Ten ma psychozę, tamten się wymądrza, inny mówi bez ładu i składu. Jako prowadzący mitingi zamiast słuchać czujnie obserwowałem zegarek i przerywałem wypowiedzi bez względu na treść tylko dlatego że trwały powyżej 5 minut.

Niesienie posłania…………

Nie chodzi tu o inteligentne zabieranie głosu ani interesujące opowiadanie o sobie. Nie rzecz w poprawnej polszczyźnie, akcencie, dynamice i formie wypowiedzi. Idzie o  dzielenie się z drugim człowiekiem siłą i nadzieją. SIŁĄ , MIŁOŚCIĄ I NADZIEJĄ! A to emanuje z każdego ruchu, ze sposobu siedzenia, patrzenia w oczy, z uścisku dłoni . Przede wszystkim z PROSTOTY. Niezależnie od tego czy jeździmy do więzień, czy jesteśmy spikerami, sponsorami, prowadzącymi, czy wozimy zimą herbatę bezdomnym lub rozmawiamy z drugim alkoholikiem o trzeźwości mamy podzielić się SIŁĄ, MIŁOŚCIĄ i NADZIEJĄ a nie mądrością! Nie da się tego zrobić nie słuchając i przegadując kontakt. Nie da się tego zrobić nie będąc ciekawym drugiego człowieka.

Mowa jest źródłem nieporozumień.

Ludzie kłócą się w 80 % przypadków tylko dlatego, że nie rozumieją o co im chodzi. W 10% bo nie znają zasad komunikacji (przerywają sobie, generalizują, uogólniają) Tylko jeden na dziesięć sporów ma jakieś uzasadnienie. Reszta jest bez powodu! Pomyśl teraz o wszystkich swoich życiowych utarczkach, sprzeczkach, awanturach, nieporozumieniach. 90 procent z nich było bezzasadnych!  90%!!!

Powyższy  podtytuł napisał Antoin de Saint Exupery, autor znanego bestselleru „Mały Książe”. Kończąc ten wpis o roli słuchania w „niesieniu posłania” posłużę się cytatem z tej właśnie książki, który w  prosty sposób opisuje to co próbowałem tu przedstawić przy pomocy aż tak wielu słów.   :-)

A oto mój sekret.-powiedział lis. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

grzegorz

12.0 Przebudzenie

Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Gdy byłem dzieckiem rodzice dowcipkowali sugerując, że wybiorą mi żonę. Numerem jeden była rówieśniczka z sąsiedztwa a to doprowadzało mnie do szału. Od czasu do czasu ciągle miewam koszmary senne, że biorę z nią ślub. Jaką ulgą jest wtedy wybudzenie gdy uświadamiam sobie, że leżę we własnym łóżku a nie stoję w kościele przed ołtarzem… Na szczęście to traumatyczne przeżycie nie zniechęciło mnie do małżeństwa. W ubiegłym roku wraz z żoną byliśmy w klubie abstynenckim. Po godzinie stwierdziłem, że czas do domu. Spojrzałem na zegarek, wstałem  i wyszliśmy. Za tydzień moja koleżanka powiedziała : Dlaczego nie zapytałeś partnerki czy ma ochotę już iść? Dlaczego zachowałeś się jak cham? Przemyśl to! I nagle złość z powodu krytyki rozpuściła we mnie jakieś pokłady zaślepienia. Wcześniej zachowywałem się tak miliony razy nigdy nie widząc w tym problemu. Teraz jak gdybym obudził się ze złego snu! \

Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy niż kłamstwa. Fryderyk Nietzsche 

Muszę być kochany i lubiany przez moje otoczenie. Jeśli ktoś mnie nie ceni, będę nieszczęśliwy. Żeby uznać, że jestem w czymś dobry muszę robić to idealnie na tysiąc procent. Jeśli będę miał mniej pieniędzy będę się gorzej czuł. Mężczyzna i kobieta są z innej gliny, nigdy nie będą mogli się porozumieć.

Jakie przekonania ukształtowały i sterują twoim życiem?

W niektórych plemionach istnieje przekonanie o śmiertelnej mocy czarownika. Jeżeli ten wskaże czaszką delikwenta  tamten z czasem zapada na zdrowiu i umiera. Zdarza się, że schodzi z miejsca na zawał serca. To jednak nie czarodziej jest tu kilerem ale przekonanie o jego mocy. Często swoje niepowodzenia tłumaczymy fatalnym zbiegiem okoliczności, brakiem szczęścia lub wpływem osób typu: toksyczni rodzice, przemocowy partner, zły pracodawca itp. Tymczasem to nie ludzie i sytuacje kształtują nasze życie ale znaczenie jakie im przypisujemy.

Dlaczego myślimy, czujemy i postępujemy tak a nie inaczej?

Wszystko jest kwestią naszych poglądów. Pomyśl teraz nad ograniczającymi cię przekonaniami na własny temat. Być może wmawiasz sobie nieporadność, słabość, nieatrakcyjność. Być może uważasz siebie za kogoś gorszego? Być może sądzisz, że nie zasługujesz na miłość i nie spotka cię w tym zakresie nic dobrego. Może uważasz, że nie poradzisz sobie w życiu bez przemocowego męża czy toksycznej partnerki? Twierdzisz, że zmarnowałeś swoje życie i nie ma dla ciebie wyjścia?

Życie nieświadome nie jest warte tego, by je przeżyć. Sokrates

Które przekonania dodają ci siły i motywują do działania a które wysysają z ciebie moc? Pomyśl proszę nad tym. Za kogo się uważasz, jak oceniasz siebie, co z twoją wartością we własnych oczach? Przeanalizujmy na szybko jedno popularne założenie, że powinniśmy być lubiani. Zabiegamy o to przez całe życie. Czy potrzebnie? Statystyka uczy, że nawet w sytuacji gdy jesteśmy bezbłędni nie zadowolimy całości otoczenia. Wskaźnik 50% jest uważany za bardzo dobry wynik! Co faktycznie nam grozi gdy druga osoba nie odwzajemnia naszej sympatii? Nic! Wmówiliśmy sobie, że taka sytuacja jest zła i to wszystko.

Przebudzenie nie gwarantuje lepszego samopoczucia, jest jak okulary dla krótkowidza czy aparat słuchowy dla głuchoniemego. To co potem zobaczymy i usłyszymy wcale nie musi być przyjemne ani zabawne ale jest PRAWDĄ I RZECZYWISTOŚCIĄ.

Gdy spopularyzowano dowody Arystotelesa na kulistość ziemi część żeglarzy poczuła ulgę. Przestali się bać, że dopłyną do krańca świata i runą w czeluść. Inni natomiast poczuli strach, że pospadają wraz z okrętami  w kosmos gdy popłyną na południe czyli będą do góry nogami. Jak czujesz się ze świadomością, że akceptacja innych nie ma dla ciebie takiego znaczenia jak dotąd myślałeś? Czujesz ulgę czy strach bo nie wierzysz w oparcie w sobie samym? W której jesteś grupie żeglarzy? To pytanie tylko z pozoru jest banalne. Okazuje się bowiem, że wielu z nas nie chce nowej nieznanej świadomości. Boimy się zmian. I o tym również decydują stereotypy takie jak: lepsza stara bieda niż nowa.

Śniłem kiedyś, że jes­tem mo­tylem, i te­raz nie wiem już, czy jes­tem tym, który śnił, że jest mo­tylem, czy też jes­tem mo­tylem, który śni, że jest mną. Czuang-tsy,

To słowa taoistycznego filozofa z III wieku p.n.e Jak myślisz. Czy ty teraz czytasz ten tekst na jawie czy też o tym śnisz? Jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni? Czy nóż może ciąć sam siebie? Co się z stanie z zaciśniętą pięścią gdy ją nagle otworzysz? Czy można dosiąść dwóch koni i napiąć dwa łuki?  Te pytania to tzw KOANY popularne w filozofii ZEN. Duchowi przewodnicy próbują poprzez nie „otworzyć” ucznia i doprowadzić go do „przebudzenia”. Jedna uwaga Wioletki wystarczyła bym zaczął liczyć się  ze zdaniem żony. Czy brakowało mi wiedzy? Myślę, że chodzi o coś innego. Pamiętam ze studiów zakompleksioną koleżankę. Długie swetry. Ruda bezładna fryzura. Piegi. Okulary z denkami. Miła dla wszystkich ale nie dla siebie. Przepraszała że żyje. Pewnego dnia zobaczyłem ją na korytarzu odmienioną.Wyprostowane włosy, szkła kontaktowe, mini, szeroki uśmiech i prosta sylwetka.  Zmieniła się z dnia na dzień, z chwili na chwilę…..a jej koanem był mężczyzna, który jednym zdaniem odmienił jej życie.

Przez ponad dwadzieścia lat destrukcyjnie piłem alkohol. Każdego roku poprzez różne sytuacje i ludzi dostawałem setki ostrzeżeń. Nie odnosiłem tego do siebie. Nie widziałem problemu. Na terapię zgłosiłem się z powodu ultimatum żony. Jednym ze sposobów leczenia było tam pisanie prac na zadane tematy. Któryś z  tekstów zakończyłem nieznanym mi wcześniej fragmentem Modlitwy o Pogodę Ducha. Moja rozprawka była buńczuczna, samolubna i nie uczciwa. Grałem tam twardziela. Czytałem ją pewnym siebie głosem i nagle gdy doszedłem do skopiowanego tekstu modlitwy nie wiedząc czemu rozpłakałem się jak bóbr! W jednej sekundzie dotarło do mnie, że ciągle kogoś udaję, gram, manipuluję. I nie chciałem już takiego życia!

Myślę, że to co nazywamy PRZEBUDZENIEM podobnie jak potrzeby fizjologiczne nie jest aktem na zawołanie. Tak jak nie można się zmusić do czkawki, ziewania czy sikania w lesie tak nie da się wywołać w sobie stanu oświecenia. Z tego powodu mówimy o akcie DUCHOWYM a nie fizycznym czy psychicznym. Nie wiem dlaczego u jednych lata medytacji nie dają tego co u innych minuta rozmowy. Nasz program jest prosty. Modlimy się rano i wieczorem. Telefonujemy do siebie. Chodzimy na mitingi. Czytamy aowską literaturę. Służymy sobie w grupach. I pośród tych sugestii zauważamy jak budzi się w nas w niewyjaśniony sposób nowe życie, nowe szczęście i nowa wolność. Niesamowite…………

Kiedy uzyskasz poczucie prawdy – zmienisz się. Jeśli o niej tylko wiesz i jeśli jest ona wyłącznie w twojej głowie – zmiana się nie dokona. Anthony de Mello

grzegorz

10.1 Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia czyli nierzeczywistość rzeczywistości

Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

koń czy żaba siedząca na ścianie głową w dół

Co przedstawia ten obraz? Czujesz się urażony pytaniem? Mówisz, że głowę konia? Bo ja widzę zupełnie coś innego. Widzę żabę siedzącą na wodzie. Na dole oczy, zamknięta usta, ściśnięte udka pod nimi kępka trawy i błękit wody. Nie widzisz tego? Przekręć proszę w prawo ekran swojego komputera. Co ty na to?

 

 

 

po2

Co mamy tutaj?

Babcię z dużym nosem w chuście na głowie czy młodą kobietę z piórkiem w kapeluszu ?

 

 

 

 

 

Czy ktoś słyszy  jedynie słusznie?

Gdy odtwarzamy swój głos na video nagraniu  coś nam nie pasuje…. Dlaczego brzmi inaczej? Słuchamy siebie w pudle rezonansowym  głowy a mikrofon zbiera  barwę wprost z powietrza. Dźwięk inaczej przenosi się tam a inaczej w kościach czaszki. W takim razie  kto słyszy prawdziwy tembr?

 Czy ktoś widzjedynie słusznie?

cGdy 10 artystów maluje tę samą cegłę powstaje dziesięć różnych obrazów  a wszystko z powodu innej PERSPEKTYWY patrzenia. Kto z nich widzi rzeczywistość?

 

 

Wada wzroku i słuchu

Przejdźmy do nas. Z ilu stron można patrzeć na towarzyską sprzeczkę? Często nawet patrzenie z cudzego punktu nie gwarantuje uchwycenia prawdy. Przecież jednynie wyobrażamy sobie czyjś tok myślowy patrząc na „cegłę” zawsze z własnej pozycji. Zawsze postrzegamy  „zależnie” od uprzedzeń, nawyków, przekonań, przyzwyczajeń. Tak naprawdę nigdy nie gniewamy się na kogoś, ale na „wrażenie” na cudzy temat. Podobnie z akceptacją. Lubimy to co dobrze nam się kojarzy. Obraz ze starszą kobietą czy młodą dziewczyną? Koń czy żaba?

akweduktAkwedukt czy karawela żaglowców? Rzecz w tym, żeby zachować dystans i pozwolić sobie na WĄTPIENIE we własną pewność oceny. Chodzi o to, żeby być gotowym usłyszeć coś innego niż znane nam stanowisko. Wszyscy boimy się zmian i nowości. Lękamy się wyjść poza własne konwencje. Ale bez tego nigdy nie odkryjemy czym jest ŻYCIE i pozostaniemy na zawsze robotami! Mówisz, że kogoś nie lubisz lub  kochasz? Śmieszne! Wystarczy jeden pstryk i relacje się odwrócą  niczym obraz z głową konia. Nie dziwi cię to? Mówisz, że takie jest życie…pytasz co w tym dziwnego? A ja mówię : życie jest czymś absolutnie innym! Przez ostatnich dwadzieścia lat byłem pewien, że życie to frajda skrajnych uczuć, w której liczę się TYLKO JA! Byłem bogiem. Osądzałem, wartościowałem a wszysko w oparciu o „widzi mi się”. W rezultacie napełniałem się wciąż lękiem i napięciem, ktorych nie umiałem się pozbyć bez pomocy alkoholu.   :cry:

Choć juz nie piję często jeszcze  myślę jak pijany.

Jak trudno w obrazach życia dostrzegać coś więcej niż to co narzuca  „uwarunkowana głowa”. Jednak gdy się to uda, wtedy widzę w aroganckim  urzędniku niepewnego siebie człowieka. W złośliwym sąsiedzie zakompleksionego znajomego. W niedostępnej koleżance osobę z niską samooceną a w kapryśnej żonie zmęczoną dniem kobietę. I raczej jestem skłonny do współczucia niż złości.

Człowiek nie jest obiektywny z natury

Nasze oczy zwrócone są na zewnątrz nas! Ewolucja nie pozwala nam obserwować siebie ale innych. Trochę podobnie jak ze zdziwieniem w kontakcie ze swoim głosem gdy słyszymy go z magnetofonu. Często dziwimy się gdy okazuje się że ludzie nas nie zrozumieli. Mówimy wtedy : Przecież ja tak nie powiedziałem!!! Nie ważne co powiedziałeś, ważne co ktoś usłyszał. Stąd siła informacji zwrotnej czyli opinii innych ludzi na nasz temat  pod warunkiem, że mamy gotowość by ją  wziąć pod uwagę.  Mówisz, że to obraz staruchy? Dlaczego ? Pomóż mi to zrozumieć?

Absolutna większość kłótni, sprzeczek i konfliktów bierze się z nieporozumień co do interpretacji tej samej „cegły”. Wdrukowano w nas pożądanie by inni byli z nami jednomyślni. Czy to jednak możliwe by ktoś patrzył moimi oczami i analizował moją głową?!

Ile głów tyle zdań

Nie ma jednej RZECZYWISTOŚCI, nigdy nie było i nie będzie! Dlaczego? Bo ona zależy od obserwatora. W tym sensie różnice między nami są czymś naturalnym! Z tą wiedzą  znacznie łatwiej nie wchodzić w konflikt a przede wszystkim uczyć się tak ważnej tolerancji i cierpliwości z „miejsca przyznając się do popełnianch będów”.

Grzegorz

 

9.1 Słoń w składzie porcelany czyli egoizm przeprosin i zadośćuczynień.

…z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

Gdy we wściekłości złamię komuś szpadel nie ma kłopotu z naprawieniem szkody. Odkupuję nowy  i po sprawie. Jeśli jednak złamię w bójce komuś rękę? A jeżeli złamię czyjeś serce?

Pewien człowiek przeprosił swego kolegę za to że 10 lat wcześniej przespał się  raz z jego żoną. Czy postąpił uczciwie? Kierowca autobusu regularnie okradał pracodawcę na paliwie. Po latach postanowił przyznać się do tego i oddać pieniądze. Ponieważ była to spółka skarbu państwa, zaewidencjonowanie takiego zwrotu groziło  zwolnieniem kilku jego przełożonych jak i wszczęciem kontroli wobec innych kierowców. Czy na tym polega zadośćuczynienie? Mówi się, że PRAWDA jest niczym oręż i balsam w jednym. Że „odcina” i leczy ranę. Przeproszona za pijackie ekscesy kobieta w ramach zadośćuczynienia poprosiła męża o szczere wyznanie co do jego uczciwości małżeńskiej. Gdy przyznał się do niewierności dopytała o szczegóły: z kim, gdzie i kiedy.  Dziewczyna popadła w ciężką depresję, bo na liście była jej szefowa oraz rodzona siostra a najczęściej działo się to w ich domowej sypialni….. Od czasu do czasu słyszę o kontrowersyjnych pomysłach przeprosin. Skąd biorą się takie szalone wizje?  Poruszając zagadnienia „prawdy” przychodzą mi na myśl słowa filozofa i księdza Józefa Tischnera. Mawiał on, że nie istnieje jedna a  trzy prawdy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda! Nic dodać nic ująć.

Opatrzność Boska

Nie mam wątpliwość co do tego, że nie jestem fenomenem kosmosu i istnieje wyższa ode mnie siła. Nie sądzę jednak, że Bóg jest osobą Współuzależnioną! Czyli taką, która będzie poprawiać moje błędy. To nie jest żona przejmująca na siebie moją odpowiedzialność. To nie jest nadopiekuńcza matka chroniąca mnie od konsekwencji moich czynów! Stwórca jakkolwiek go rozumiem nie ma obsesji na moim punkcie!

Zabijajcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich!

Duchowny Achmad wyznał, że będzie walczył  przeciw nie wiernym Szwedom dopóty nie uznają Allaha za  Boga. Nie ma przy tym skrupułów bo jest pod bożym kierownictwem. Dlaczego siłą narzuca innym islam? Dla ich dobra! W XIII wieku we Francji wojska papieskie dopuściły się bestialskich prześladowań kościoła „katarów”. W 1209 r. po zdobyciu miasta albigensów Béziers, gdy zapytano legata papieskiego, jak odróżnić heretyków od katolików miał odpowiedzieć: „zabijajcie wszystkich! Bóg rozpozna i cudownie ocali swoich”.

Znam wiele sytuacji gdzie alkoholicy próbują uwolnić się od wyrzutów sumienia zadając swoją „prawdą” wiele niepotrzebnego bólu a wszystko pod hasłem”dobra” i „oczyszczenia” oraz  opieki Siły Wyższej. Takie  działanie jest dla mnie  przejawem powołania do bycia ekstremistą albo sygnałem braku równowagi psychicznej. Ryszard Kapuściński pisze w „Imperium” : Światu grożą trzy plagi: plaga nacjonalizmu, rasizmu i religijnego fundamentalizmu. Mają one wspólny mianownik- irracjonalność. Do zarażonego nimi umysłu nie sposób w ogóle dotrzeć.

Fanatyzm powstaje na intelektualnych uproszczeniach, egoizmie i uczuciach! Z pojęcia „Siła Wyższa” tak samo łatwo zrobić sztandar Krucjaty  jak  napis na dropsach! My alkoholicy mamy tendencję do „uciekania” w ręce zewnętrznej opieki by w rzeczywistości zrzucić z siebie odpowiedzialność. Wszystko w ręku Boga….jeśli Bóg pozwoli…..Te słowa wcale nie muszą być wyrazem pokory a wręcz przeciwnie. To oczywiste, że życie jest bardziej dynamiczne niż nasze plany ale byłbym ostrożny z kultywowaniem wyobrażenia o nim jako teatrze lalkowym w którym Opatrzność pociąga za wszystkie sznurki i poprawia nasze błędy. Człowiek posiada wystarczający ekwipunek by był za siebie odpowiedzialny i podejmował rozsądne decyzje. Nie po to Stwórca dał nam szare komorki, psychikę i ducha byśmy teraz mieli ze strachu, głupoty lub wygodnictwa nie posługiwać się tymi możliwościami.

Czasem zamiast przepraszać lepiej jest nie zrzucać z siebie tego ciężaru ale nosić go w sercu właśnie w ramach zadosćuczynienia. Bo jak pisze Elizabeth Silver w powieści „Przed egzekucją”: ”Niektóre przeprosiny to tak naprawdę tylko małe zielsko, które wyrasta na pomnikach i nagrobkach. Ciągle wraca, ale nigdy nie przestaje rujnować tego, na czym rośnie”. 

grzegorz

7.3 „Żądza” zmiany czyli kompulsywne próby bycia lepszym człowiekiem

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

Czy  wystarczy „chcieć by móc”?

Zawsze byłym wyznawcą powiedzenia, żeczłowiek jest kowalem własnego losu”. Lubiłem czytać tzw „kolorowe książki” o nieskończonym potencjale jednostki ludzkiej. Z tej przyczyny nie mogłem zrozumieć dlaczego zamiast samemu wziąć „byka za rogi”, krok siódmy proponuje bieganie „po prośbie” i to jeszcze zamiast psychoterapeuty to do niewidzialnego Pana Boga?!?! Czy nie jest to niepoważne i nieodpowiedzialne?

Zgodnie z sugestią sponsora zacząłem  odmawiać modlitwę tego kroku wymieniając na głos 20 wad mojego charakteru. Z miejsca  zaczęły przytrafiać mi się zdarzenia, gdzie stawałem przed jakąś moralną próbą . Choć wypadałem kiepsko każdorazowo obiecywałem  poprawę i starałem się ustrzec od  zadawania sobie i ludziom bólu. To była dla mnie duża zmiana. Do tej pory moralna porażka zawracała mnie z drogi, teraz odwrotnie.

Maskowanie „wad”.

Nie wszystko oczywiście szło tak jak powinno. Wiedziałem, że nie powinienem być wulgarny, apodyktyczny i nietolerancyjny. Zamiast więc „walić prosto z mostu” stałem się wobec ludzi  bardziej sarkastyczny, uszczypliwy i szyderczy niczym zgryźliwi dziadkowie z Muppet Show. Moja agresja z czynnej przeszła na bierną co świetnie kamuflowało przemoc. To tylko jeden z przykładów. Pomimo stanowczego postanowienia bycia wobec żony wyrozumiałym, serdecznym i pomocnym ciągle byłem naburmuszony, bez serca i mało przydatny. Przysiągłem sobie zachowywać szacunek i spokój wobec  synów a pomimo to odnosiłem się do nich  nerwowo i chamsko! Poza tym zaplanowałem totalną walkę z lenistwem. Z jednej strony sprzątałem po sobie bieliznę, wkładałem talerze do zmywarki przy czym jednocześnie spędzałem godziny przed komputerem „ślizgając” się w internecie. W końcu znów rzucałem majtki na podłogę a talerze zostawiałem tam gdzie skończyłem jeść.

Człowiek sam z siebie może się zmienić….. ale JEDYNIE NA GORSZE! Pogodne Myśli Grzesia

Łatwiej jest zmienić płeć niż osobowość. Prościej przebudować własnymi rękami całe miasto  niż zrobić remont swojej psychiki. Trudniej porzucić złośliwość niż palenie.

Błyskawicznie usuwa się dziś wady serca, narządów ruchu a nawet a nawet mózgu! Za każdym jednak razem gdy postanawiałem nie być egoistą następował odwrotny efekt znany mi z górskich wędrówek ostrą granią. Podobnie jak komenda „ nie patrz w dół” skłania do tego czego zabrania, identycznie miała się rzecz z moimi wadami charakteru.

Walcząc z własną słabością jedynie dajesz jej MOC Anthony de Mello

W pierwszym roku trzeźwienia miotały mną złość i smutek. Byłem nieznośny! Nastawiałem się wobec wszystkich roszczeniowo. Pewnego dnia, żona dała mi jasno do zrozumienia, że tak złośliwy nie byłem nawet gdy piłem! Postanowiłem z miejsca wziąć się za siebie i trzymać „gębę na kłódkę”. Efekt ? Było jeszcze gorzej. Im bardziej zaciskałem zęby, tym większa ogarniała mnie złość!!!! Tak jakbym stawiając opór wzmacniał to z czym walczę. Gdy opowiedziałem o tym na mitingu koledzy zaczęli dzielić się identycznym doświadczeniem…. a ja zacząłem coś rozumieć….. NIE MOŻNA WALCZYĆ gołymi rękami z samym sobą! W takiej bitwie zawsze wcześniej czy później odniesiemy bolesną porażkę. ŻADEN „DUPOŚCISK” NIGDY NIE ZATRZYMA OBSTRUKCJI. W tym przedsięwzięciu trzeba zachować inną metodę.

Świadomość i Zrozumienie zamiast nakazów , dyscypliny i pokuty!

Po kilku miesiącach abstynencji poszedłem na miting do grupy Chojny w Łodzi. Opowiedziałem o moich nerwach  i napięciu. Wyraziłem też wątpliwości co do sensu życia na trzeźwo. Miało być pięknie a jest niespokojnie, nudno, depresyjnie i boleśnie. Jeden z kolegów powiedział: zawsze gdy chce mi się pić, na drugiej szali wagi kładę skutki tego co się stanie . Kilkunastodniowy  ciąg, łzy partnerki, poczucie winy i całe zło, które jest znacznie poważniejszym problemem niż chęć wypicia kielicha. Gdy to dobrze zważę, odechciewa mi się picia”. Z MIEJSCA  ZROZUMIAŁEM, że picie nie jest taką wartością za jaką je ciągle uważam! Że męka abstynencji jest tylko w głowie i opiera się na braku WGLĄDU w prawdziwą wartość zapić. Oszukuję siebie brakiem alkoholu gdy faktycznie pali mnie DZIURA W DUSZY, samotność, frustracja, niezadowolenie z siebie, brak radości życia i żądza doznania szybkiej przyjemności.

Nie ma sensu  przepłacać za pieczywo, kaszankę, salceson a przede wszystkim za dobre samopoczucie! Wiele razy wracam myślami do tamtego spotkania i często o nim opowiadam. Od tamtej pory nie walczę z głodem alkoholowym. Nie włączam na siłę muzyki, telewizora by odwrócić swoją uwagę. Nie idę biegać dwie godziny. Nie myślę o lekach uspokajających. Zauważyłem, że uciekając w kompulsywny sport, zawsze potem mam suchego kaca. Gdy wprowadzam morderczy wysiłek czuję się jak po zapiciu. To nic nie da. Jedynie odroczy autoegzekucję. Co więc robię? Wchodzę w prawdziwą wartość tej pokusy. Widzę znane mi problemy. Dostrzegam siebie jako chorego człowieka, uzależnionego od fantastycznego nastroju, przyzwyczajonego szybko mieć to co chce, uciekającego w alkohol od problemów i smutków. Potem wyobrażam sobie siebie skacowanego z opuchniętą twarzą. Następnie biorę telefon i dzwonię by porozmawiać o tym z innym alkoholikiem . W końcu opowiadam to na mitingu. I mija! To nie tylko chodzi o zrozumienie bzdury przerwania abstynencji, ale także zrozumienie nieopłacalności pychy, arogancji, wyniosłości, nietolerancji, egoizmu, wszelkiego łakomstwa i innych wad które tak naprawdę pod maską zadowolenia niosą faktycznie kłopoty.

Gdy narzucam rzeczywistości swoje wyobrażenia nie rozumiejąc jak ona funkcjonuje  niechcący robię sobie krzywdę. Pogodne Myśli Grzesia

Ludzie próbują ratować się w czasie pękania lodu na stawie szybką ucieczką, co tylko zwiększa drgania i prowadzi do załamania kry. Instynktowne reagowanie nie wychodzi nikomu na dobre. Dziś przede wszystkim, kładę na wagę codzienne życiowe sytuacje. Żona ma pretensje o porządek w domu. Mogę na drugiej szali położyć mój atak i kłótnię lub przeprosiny z szybkim posprzątaniem łazienki jako zadośćuczynieniem. Taki wybór. Co się bardziej opłaca? Jazda na łyżwach czy zarwany lód? Z miejsca odechciewa mi się pyskowania!

Inny przykład. Muszę zwalczyć w sobie zerkanie na kobiety! Nie wolno mi pić kawy, jeść słodyczy i oglądać pornosów! Nie mogę leniuchować! Nie powinienem być złośliwy! Z taką motywacją nigdy daleko nie zajechałem. Nic mi nigdy nie dało karanie się lub nagradzanie. Nic nie znaczyły ani ofiary ani wyrzeczenia. Koncentrowałem  się na „muszę czegoś nie robić”  zamiast na „co ja robię”! Stałem w miejscu popełniając ciągle  ten sam  błąd….. 

WSZYSTKIE nasze pragnienia i oczekiwania to energia.

Jeżeli niechciany gość nachalnie wisi na naszym domowym dzwonku, nie jest dobrym pomysłem wyłączenie korków. Stracę tak dostęp do prądu, czyli światła, suszarki i blendera do cebuli. Tłumiąc własne popędy i złe skłonności stracę siłę do życia! Nie chodzi o to by zaspokajać zachcianki w taki sposób jak pragnie tego głowa, ale wykorzystać ENERGIĘ KTÓRA JE ZASILA. Co innego czysta moc a co innego jej obiekty. To dlatego dzisiaj za wszelką cenę staram się zrozumieć to czego chcę. Nie złoszczę się na to czego pożądam . Jeśli mam ochotę na przygodny sex nie wypieram tego, by jeszcze mocniej tego nie pragnąć! Pytam siebie: ile to jest warte naprawdę? Co mi to da zaraz po i później? I wczuwam się w to tak długo, aż pojmę, że pakuję się w kłopoty a nie w przyjemność!

Podsumowując: SAMA ABSTYNENCJA NIE DOKONA WE MNIE ŻADNEJ ZMIANY OSOBOWOŚCI. Nie pomoże mi w tym także zmiana środowiska a nawet częste mitingi. Moim problemem nie jest brak alkoholu, wiedzy i towarzystwa lecz brak SIŁY DUCHOWEJ. Pisałem na początku, iż zawsze wierzyłem, że człowiek jest kowalem własnego losu i lubiłem lektury z cyklu „chcieć to móc”. Z całą pewnością mogę teraz wyznać, że pełnia mojego potencjału działa jedynie w łączności z SIŁĄ WYŻSZĄ. Jak pisał św Paweł w listach nowego testamentu : „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”.*

Dlatego każdego dnia rano i wieczorem modlę się na kolanach do Boga prosząc go by „usunął moje wady” bo wierzę, że jest ON najlepszym chirurgiem, który operując „jedno”, nie zepsuje „drugiego”.

Boże, Stwórco mój, oddaję Ci w posiadanie to wszystko, co jest we mnie dobre i złe. Modlę się i błagam, abyś raczył usunąć ze mnie wszystkie braki mego charakteru, które przeszkadzają mi być użytecznym dla Ciebie i mych współbraci. Udziel mi siły, abym od tej chwili czynił Twoją wolę. Amen.

Grzegorz,  trzeźwiejący alkoholik

*Biblia List do Filipian 4.13

7.0 Fundament duchowości– POKORA.

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

Co jakiś czas życie daje nam tzw. lekcje pokory. Ktoś nas wyśmiewa, obraża, manipuluje, okłamuje. Po pierwsze  nie jesteśmy na tych zajęciach uważnymi  uczniami. Po drugie albo  przechodzimy do roli ofiary albo odpowiadamy agresywnie. Raz myśle, że ludzie są podli. Innym razem , że jeśli ja będę bardziej podlły to poczuję się mniej podle. :-?

Gdy byłem dzieckiem tata nie uczył mnie  „odpuszczania”. Pytał: „nie umiesz oddać?”, „brak ci języka w gębie?”  Sam także  wpajałem to swoim dzieciom.

pokora to nie służalczość

Obrzydzono mi pokorę. Skojarzyłem ją z życiem przeżywanym na pokłonach wobec pseudo autorytetów, uniżeniu przed władzą lub na klęczkach przed religią a nawet ideologią. Dobrym przykładem potocznej dewaluacji tego słowa jest przysłowie : pokorne ciele dwie matki ssie. Do cholery co ma wspólnego grzebień z dźwigiem portowym????

Pokora jako styl życia

2000 lat temu w czasie Ostatniej Wieczerzy, pewien Mistrz umył nogi swoim uczniom zachęcając ich do usługiwania sobie nawzajem. Potem przeszedł poniżenie a w końcu śmierć, mówiąc z krzyża o oprawcach „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”. Pokorne życie wiódł Budda, Mahomet, Komfucjusz, Lao Tse. A z nam współczesnych Mahatma Ghadni. Dalajlama, Martin  King, czy ostatni papieze. Czy to są ludzie tchórzliwi, ulegli, wstydliwi i zakompleksieni? W wypadku tych postaci możemy mówić o pokorze jako o stylu ich życia. Na czym to polega?

Na zasadzie nie stawiania siebie na pierwszym miejscu.

Istnieją zasady dynamiki, złotego podziału, pędu, zasady ortograficzne i inne. Każda z nich ma swoją charakterystykę. Czy potrafię być zwyczajny, nie wyróżniający się, cichy, nie narzucający? Bo to ważne dla zachowania trzeźwości. Zanim przestanę wynosić się w moim otoczeniu, powinienem zaprzestać wywyższać się we własnej głowie. Tak doszedłem do ważnego fragmentu tego tekstu.

Do PRZEKONAŃ.

s

To  czy ktoś mnie poniży czy nie, nie wynika z tego co powie, ale z tego czy ja w to UWIERZĘ.  A  to już zależy od  moich nawykowych przekonań. Bo wiele z nich jest głównym źródłem codziennego cierpienia. Choćby takie : pokorni ludzie to osoby słabe! Nie odpowiedzieć na zaczepki to znaczy być tchórzem! Gdy ktoś mnie  obraża, mogę  zapytać siebie w duchu : co się stanie Katedrze  Notre Dame, gdy ją osika mały piesek? Albo: co się stanie ze słoniem, gdy użądli go w grzbiet osa? Kolejne przekonanie do zmiany : trzeba się szanować i nie pozwalać sobie. Nie prawda. Nie wolno być przywiązanym do jednego swojego obrazu!

Nie ma pokory wobec drugiego jeśli nie jestem pokorny wobec SIEBIEI

Polega to na wyrażeniu zgody na podważanie właśnie własnych dotychczasowych przekonań. Jeśli uważam, że święta absolutnie spędzam z rodzicami, którzy de facto są toskyczni aż syczy i nagle mam myśl, że może w końcu warto to zmienić? To pokora polega tu na drążeniu tego tematu a nie szybkim wybijaniu sobie go z głowy stwierdzeniem : no jak tak mogę myśleć, będzie im tak przykro! Pokora to także zdolność kwestionowania przekonań na własny temat : nigdy nie wyleczę się z mojej pychy, zawsze będę nieodpowiedzialny, nie umiem być pracowity, do niczego się nie nadaję itd.

images0NH3NAX0

Pokora to także umiejętność przyjęcia od kogoś podziękowań bez  zasłaniania sie ogólnikami: ”nic wielkiego”, „to nie ja, to Siła Wyższa” . Jednocześnie jest to zdolność to DZIĘKOWANIA innym.

 

Fajnym na początek wewnętrznym jak i zewnętrznym wyrażaniem pokory jest słowo : NIE WIEM.  Gdy mówimy w duchu za Sokratesem : „Wiem, że nic nie wiem”,  to w tym momencie otwieramy się  żeby coś poznać. W takim znaczeniu pokora będzie naszą uświadomioną niewiedzą. Dzięki niej uczymy się trzeźwości i w niej rozwijamy a przeszkadza nam zawsze pycha.

imagesCA9BE323

Kiedy poruszamy temat POKORY, na pierwszy rzut oka  większość w tym i my uważa, że  nie ma z nią kłopotu.  Dopiero gdy ktoś  w ostatniej chwili odwoła z nami spotkanie, lub odmówi nam czegoś, czy krytycznie nas oceni, wtedy coś się burzy i kipi.

Raz jeszcze o przekonaniach

e

Ponieważ  Chuck Norris, Rambo czy kapitan Klos nigdy nie płaczą i mówią zawsze ostatnie słowo pokora nie uchodzi za życiową WARTOŚĆ. W rzeczywistości  jest  stanem ducha, który wyraża nasze przekonania nt otaczającego świata i ludzi. Tak więc potoczne jej rozumienie nie ma wiele z nią wspólnego. POKORA  to  CNOTA MORALNA, która  polega na uznawaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jest pięknym DĄŻENIEM i  kluczem do wielu drzwi osobistego rozwoju. W naszym wypadku, kluczem podstawowym.

Lubimy siebie, ale najchętniej  od tzw „lepszej” strony . Niestety dopóki nie zobaczymy się całościowo, dopóty stoimy na peronie własnego życia.

Pokora to pewna ulga.

Pokora  nie jest zaciskaniem pięści i  liczeniem do dziesięciu żeby nie wybuchnąć. To  przyjmowanie losu bez buntu z powodu świadomości a nie wymogów czy zasad. Przyznanie się , że jest się tylko człowiekiem, a nie bogiem to wielkie wytchnienie. Bo człowiek najbardziej męczy się sam sobą.

I jedna przestroga. 

Uwaga na skrajność, jaką jest fałszywa „pokora”, czyli dostrzeganie wyłącznie własnych słabości. Gdy ktoś mówi o swoich mankamentach (zwykle  nie o tych największych!) po to tylko, by inni temu zaprzeczali i by wychwalali  jego cnoty to prezentuje ukrytą pychę. Jeśli usłyszysz to na mitingu, jak mawiał nasz branżowy prezydent  : Nie idź tą drogą!

Grzegorz alkoholik

 

4.44 Obsesja na własnym punkcie i Obsesyjne myślenie o sobie

 Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny

rubens 3Patrząc na obrazy aktów P.Rubensa widać,  że w baroku synonimem piękna była ”kobieta przy kości z cellulitem i fałdkamii”. Współczesne modelki pozując malarzom  nie zarobiłyby w tamtym czasie ani złotówki. XXVIIw nie sławił chudości a szczupłe  dziewczyny czuły się pozbawione sexapilu. Czy zatem w ogóle możemy mówić o uniwersalnej figurze? Kto ustala kryteria piękna?

Gdy patrząc na swoje odstające uszy i garbaty nos czuję smutek,  to mówimy o kompleksach.  Dlaczego? Raczej nie chodzi tu o brak zleceń do pozowania malarzom. Poprostu uważam, że piegi i trądzik dyskwalifikują mnie a jesli nie podobam się sobie to automatycznie nikomu! W taki sposób  zaczynam traktować swój wygląd jak TOWAR handlowy i bilet do szczęścia.

images43KT1AKWSłuchajcie : kto i kiedy  nam wbił do głowy. że mamy być jak dolar i musimy się wszystkim podobać? Czy to przekonanie nie jest z natury idiotyczne?

 

 

bully_2383193Gdy myśli o brzydocie są paraliżujące i częstsze „niż ustawa przewiduje”   możemy mieć nerwicę o nazwie DYSMORFOBIA . Ciągłe uczucie bycia wybrakowanym jest tak wykańczające, że czyni z  życia piekło ! Problemem nie jest wada ale jej  WYOLBRZYMIANIE .   Gdy  trądzik, blizny, łysienie lub cellulit stają się ZMORĄ odbierającą wiarę w siebie i spokój stajemy się  napięci, wystraszeni i przygnębieni. To już problem wymagający TERAPII.

Gdy taki ktoś dowie się od lekarza, że  wygląda w normie  a problem nie ma natury fizycznej lecz psychiczną niczego to nie zmienia a nawet pogarsza. Popada on wtedy w jeszcze większy ból niezrozumienia . Jak inni nie mogą widzieć tej deformacji brody?  Tak rusza  kolejny problem. Obsesja na punkcie wyglądu przechodzi w obsesję na punkcie odrzucenia, niezrozumienia, lekceważenia. Znam osobę, która wybrała się do dermatologa prosząc o lek na przebarwienie skóry tj. plamkę o średnicy 2mm na skroni. Ten  wysłał pacjenta do psychiatry, bo  nie była to nawet wada wyolbrzymiona ale UROJONA.

Umysł może zniekształcać nie tylko  bodźce wzrokowe ale i słuchowe czy smakowe. Ktoś może czuć niechęć do barwy swojego głosu, dykcji, własnego zapachu. Co najważniejsze może to być nie tylko przesadna reakcja na bodźce ale także „fatamorgana”.

pomTo nie koniec. Osobna para kaloszy dotyczy społecznych aspektów obsesji gdzie stale wyczuwamy wrogość otoczenia,  pogardę, patrzenie na nas z góry i brak sympatii. I znów zapytam : kto nas przekonał, że mamy być jak zupa pomidorowa i wszyscy mają nas lubić?

Znamy powiedzenie „kręcić w głowie filmy„. Jest taki kawał o zającu, który idzie do lisicy pożyczyć patelnię. W drodze rozmyśla : pożyczy czy nie pożyczy? W końcu robi wyliczankę. Wyszło mu że : nie pożyczy! Puka do jej domu . W drzwiach staje lisica a on  nie czekając na nic KRZYCZY:  a wsadź sobie w dupę tę patelnie!

Czyż nie jest tak z nami? Pozostaje jeszcze jedno. Ciągłe niezadowolenie  z samego siebie, z tego co mówię a nawet myślę. Uważanie się za gorszego, mało przebojowego, wycofanego  szaraczka. Jestem za cichy, za wstydliwy, za nudny. Kto sprzedał ci teorię, że masz być jak woda w klozecie: bystry i szybki?

Świat wartości i przekonań to centrum sterowania każdą psychiką.

Wszystkie POSTAWY,  które przesadnie skupiają uwagę na sobie samym nie są godne współczucia ale politowaniaTeraz Bнимание! Każde użalanie się nad wadami wyglądu  czy  charakteru to jest EGOIZM. Brak akceptacji siebie takiego jakim jestem, fizycznie i psychicznie jest  wzmacnianiem    egocentryzmu. (szczególnie w chwilach gdy zawracam tam głowę innym).

Zdziwiony????!!!!

Jedynym skutecznym lekarstwem jest tu AKCEPTACJA. Akceptowanie to wychodzenie z egocentrycznego koła. To odpuszczanie sobie  użalających  wewnętrznych dialogów. Akceptacja „odstających uszu” nie polega na walce z sobą  kłamliwymi afirmacjami, że MOJE USZY są piękne! Jest zgodą na coś co mi się nie podoba ale jestem wobec tego bezsilny. Jest też reformą dotychczasowych przekonań, że mój wygląd nie jest aż tak ważny jak mi podpowiada głowa . Jeśli przegrałeś  w scrabble czy tenisa, to twoja gorączka nie minie ani od wypierania tego co się stało ale od AKCEPTACJI. Dziś przegrałem! Gratuluję lepszemu! Następnym razem się odegram …..to już jest negacja. Nigdy z nim nie wygram…..kolejne pieprzenie. „Jest tak jak ma być i  jest dobrze”.  Tylko w takiej postawie jest ulga i spokój.

imagesG1D300W3Biegam na nartach biegowych. W tym roku na początku sezonu miałem fatalną formę . Byłem ostatni. Wlokłem się niczym żółw a denerwowałem tym niczym lew. W pewnym momencie kumple pytają : Co jest?! A ja co nie było dla mnie łatwe, przyznałem się , że NIE MAM SIŁY! Od tej chwili ulżyło. Koniec stresu. I zacząłem biec dalej ostatni ale już SPOKOJNY. Całkowicie zrelaksowałem się w momencie gdy wmusiłem w głowie myśl,  że nie muszę wiecznie mieć SIŁY.

Za każdym razem gdy nachodzą mnie autokrytyczne refleksje obserwuję ich WEJŚCIE do mojego wnętrza. Potem  bronię swoje terytorium przed wrogiem będąc dla samego siebie DOBRYM Jestem do niczego….Nie! Jestem do WSZYSTKIEGO! Jestem nieudacznikiem…. Abolutnie NIE! Jestem UDACZNIKIEM! W taki sposób przenoszę uwagę z kontemplowania wysypiska śmieci na czystą łąkę ,las ,niebo i słońce. Więc  ZAUWAŻAM moje negatywne myśli po to by nie przechodziły w negatywne uczucia i zachowania . To u mnie duża  zmiana. Tak jak nigdy nie brałem serio tego co mówią politycy w TV tak przestałem łykać w ciemno podszepty mojej chorej głowy.Trzeźwieje   :lol:

ping-pong-3_2904824

Ten wewnętrzny ping pong rozpoczął moje rozgrywki budowania nowego NAWYKU: serdeczności wobec siebie.

Grzegorz alkoholik