11.4 Modlitwa egocentryka

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia. 

«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony» Łk 18,9-14

Wśród kilku zachowań budzących niesmak w czołówce plasuje się WYNIOSŁOŚĆ. Gdy spotykamy pyszałka przechwalającego się sobą, który  wszędzie był i wszystko widział zawsze budzi to niechęć. Dlaczego czujemy się źle w towarzystwie osób wyniosłych?

Bo budują swoją pozycję cudzym kosztem. Każdy lanser skupiony na sobie potrzebuje innych jedynie jako tła dla samego siebie. Swoim poczuciem wielkości MIAŻDŹY otoczenie. Oto przyczyna. Wiem co mówię. Znam to z autopsji.

Dwie strony pychy

Pyszałkowatość podobnie jak moneta ma awers i rewers. To wcale nie musi być jedynie skupianie się na zaletach i potędze ale także wadach oraz kruchości. Jeśli nadmiernie zadręczam innych opowieściami o swoich kłopotach, trudach i niedoskonałościach to jest to ewidentne działanie pychy. Bardzo łatwo z własnego nieszczęścia uczynić egocentryczną karuzelę. Jaki jestem nieszczęśliwy, samotny…jaki biedny, zagubiony i wykorzystywany……

Przesadne skupianie się na sobie

Och.. ile to razy szumiałem w towarzystwie a wszystko po to by być punktem odniesienia. Bywałem hałaśliwy, kontrowersyjny często chamski. Znam jednak osoby, które postępowały odwrotnie z identyczną intencją zwracania na siebie uwagi. Ci pokrzywdzeni i rozżaleni ludzie narzucali się otoczeniu w zakamuflowany sposób. Opowiadali o swoich chorobach, problemach i kłopotach byle tylko wzbudzić cudze zainteresowanie i być w centrium uwagi. Sam nie wiem co gorsze.

Mam rację i wiem najlepiej

Pamiętam okres gdy krytykowałem wszystkich dookoła. Strofowałem, poprawiałem, pouczałem, zawstydzałem.Trudno było ze mną żyć, byłem agresywny. Gdy posunąłem się za daleko zaczynałem dla odmiany doradzać, dawać cenne wskazówki! I tak w kółko.Traciłem znajomych, towarzystwo bało się mnie ale ja uważałem, że JESTEM SAMOWYSTARCZALNY i mogę mieć wszystkich w d….. Mój znajomy przeciwnie, „przepraszał że żyje”, próbował zwrócić na siebie uwagę szczodrobliwością, oddaniem, empatią a wszystko po to by czerpać z tego to samo poczucie wyższości.

Lekceważenie innych, siebie i Boga

Od trzydziestego roku życia rozpierała mnie mania wielkości. Nie wierzyłem w Boga. O jednego Boga było za dużo. Walczyłem z nim! Przyjmowałem komunię świętą bez spowiedzi, śmiejąc się w duchu i podziwiając swój dystans. Nie umiałem nikomu zufać więc wszystkimi gardziłem. Nie byłem zdolny do żadnej refleksji nad swoim zachowaniem. Niecierpliwy i nietolerancyjny drwiłem z ludzi. Brakowało mi uprzejmości i taktu. Interesował mnie pełny portfel i świetne samopoczucie. Oskarżałem  zawsze czując się niewinnym. W rzeczywistości jednak nienawidziłem siebie a całe to pyszne zachowanie było jedną wielką projekcją tego uczucia!

trochę wspomnień

W szkole średniej trafiłem do katolickich ruchów odnowy religijnej gdzie przeszedłem kilka formacji duchowych. Zostałem animatorem. Prowadziłem spotkania modlitewne. Z tego okresu pamiętam jak łatwo pod maską świętości ukrywać pychę i próżność. Mówiliśmy językami, prorokowaliśmy a nawet próbowaliśmy uzdrawiać niepełnosprawnych. Wszystko w ferworze silnych uczuć i poczucia bycia WYBRAŃCEM. Było cudownie i kolorowo ale na pewno nie duchowo! Czułem się lepszy od moherowych babć w kościele i tzw katolików z nazwy, księży, biskupów oraz znajomych ze wspólnoty. Ja stawałem się bogiem, oceniałem, rozstrzygałem, usprawiedliwiałem tym razem ze świętych pobudek. Z różancem w kieszeni i medalikiem na szyji funkcjonowałem w matrixie pseudo mesjanizmu. Ciekawe czy żyjąc w średniowieczu skazywałbym z miłości innych na stos?

Gdzie jest najwięcej pychy?

U urzędników? Polityków? Muzyków? Aktorów? Lekarzy? Prawników? Zarozumiałość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla show biznesu i administracji. Manię wielkości można także tworzyć w oparciu o duchowość i religię. Powiem nawet, że ten obszar uważam za szczególnie na to podatny. Większość kapłanów jakich spotkałem ma z tym mniejszy lub większy problem. Wrócę jednak do siebie. Jeszcze do niedawna moja codzienna modlitwa była długą listą życzeń związaną z własnym powodzeniem! Poproszę o to, poproszę o tamto, daj i daj, spraw bym…wyzwól MNIE od…pozwól MI….

, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

W jedenastym kroku nie zabiegamy o dobrą pracę, samopoczucie czy zdrowie. Prosimy o rozeznanie jak możemy służyć innym oraz o siłę by to wykonać. Pośród codziennych kłopotów i rozterek nie modlimy się o cudowną pomoc a jedynie o odczytanie swojej drogi i paliwo do jazdy.

Jeśli modlisz się do Boga a to cie nie zmienia to znaczy że to nie jest TEN BÓG. Anna Kamieńska

To cytat, który znalazłem w cukierku, Serio! W leśniowskiej krówce. Pewna siostra zakonna gdy jej to przeczytałem zapytała: Przecież Bóg jest zawsze jeden!? Myślę, że łatwo jednak pomylić adres i modlić się do samego siebie, wzmacniając własne ego. Niektórzy sponsorzy w czasie programu 12 kroków praktykują z podopiecznymi modlitwę na kolanach w miejscach publicznych. Uchodzi to w ich oczach za wyraz odwagi i silnej wiary. Jeśli już, to osobiście proponowałbym klęczeć na torach kolejowych przed pędzącym pociągiem pośpiesznym. Myślę, że duchowość wymaga INTYMNOŚCI, że modlitwa nie jest  ulicznym występem ani reklamą wiary. Jakiekolwiek „chwalenie sie” znajomościa z Panem Bogiem zawsze budzi niesmak bo jest zwyczajnie przejawem ukrytej pychy. Czy ja teraz oceniam? Absolutnie! Przestrzegam. Na koniec jeszcze jeden cytat biblijny, który świetnie podsumowuje tej rzeczy moje wiedzenie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6:16-18)

grzegorz

 

 

 

11. 3 Modlitwa wdzięczności

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zawołali: «Jezusie, ulituj się nad nami». Rzekł : «Idźcie, pokażcie się kapłanom». A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił , upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? .  Łk 17, 11-19

Babcia pilnuje wnuka bawiącego się na plaży. Nagle dzieciaka porywa wielka  fala. Ona pada na kolana, podnosi ręce do nieba i modli się:- Boże miłosierny, wyratuj go! Po chwili morze wyrzuca chłopca na brzeg. Dziecko jest całe i zdrowe. Babcia patrzy na chłopca, opiera ręce o biodra, spogląda z oburzeniem w górę i mówi: – A czapeczka?! Miał na głowie czapeczkę!

Wdzięczność jest początkiem szczęścia

To nie możliwe by czuć się szczęsliwym bez bycia wdzięcznym. Ta postawa jest bramą do życia pełnego radości i pokoju. I nie wyczerpuje go  powinność wynikająca z uprzejmości gdy ktoś świadczy nam przysługę. Dziękowanie to coś więcej niż forma grzecznościowa. To rodzaj akceptacji swego losu oparty na zaufaniu w Wyższy Sens.

Co to takiego?

To  pogłębione patrzenie na własną historię od dzieciństwa po dzień dzisiejszy, szczególnie na to co dotąd uważałem za nie dobre. To badzo ważne by znaleźć prawdziwą przyczynę użalania się nad sobą i nie skupiać się na pseudo powodach. Zgorzknienie, pretensje, złośliwość, zawiść, nienawiść i zazdrość wyrastają na braku akceptacji życia takim jakim ono jest. Biorą się z nieustannej walki z sobą, ludźmi i losem.

Niech będzie błogosławione to miejsce i ten czas i wszyscy ludzie którzy są wokół!

Pozytywna akceptacja wszystkiego wokół nas dotyczy zarówno tego co dobre jak i złe. Dziękujesz za pełny jak i pusty żołądek. Czy to możliwe? Jak najbardziej. Chodzi o to by za każdą Pełnię dziękować z radością a za każdy Problem ze smutkiem. Zmienia się stan w liczniku ale w mianowniku jest ciągle „dziękuję”.

Wdzięczność to siła zagęszczonych witalnych energii.

Ta postawa przynosi wzmocnienie. Napełnia pogodą i animuszem. Dziękowanie zawsze poprawia samopoczucie. To wspaniale uświadomić sobie własne bogactwo. Zachwycać się kolorami nieba i trawy, radować porannym oddechem czy wieczorną kolacją. Cudownie jest mieć do kogo się uśmiechać i odwzajemniać uczucia. Zawsze ale to zawsze mamy jakiś powód do radości. Niestety pomimo to z reguły bywamy niewdzięczni. Gdzie jest pogrzebany pies? Czy nie w  BRAKU POCZUCIA TERAŹNIEJSZOŚCI? Zwykle myślami jesteśmy gdzieś tam a nie tu. Czy nie dlatego  umyka nam wdzięczność?

Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?

Pamiętam kilka sytuacji, w których  miałem tzw.  „szczęście”. Raz mało nie wpadłem pod pociąg nocą , innym  niemal rozjechałem rowerzystę, w górach też byłoby co wspominać. Ale jakoś nie myślałem o dziękowaniu. Kwitowałem to myślą –„ale miałem  farta” i absolutnie nie łączyłem tych zdarzeń z jakąś Wyższą Opieką.  Od pewnego momentu zacząłem uczyć się tej ważnej postawy do której zachęcają wszyscy „nauczyciele duchowi”. Co wieczór zapisuję w specjalnym zeszycie moja osobistą listę codziennych wdzięczności. Dziś jestem wdzięczny Bogu za pyszny obiad i za to że mam zmysł smaku, ktory daje mi tyle przyjemności. Dziękuję za mój nos, którym mogę wąchać zupkę ogóreczkową! Dziękuję, że mogę jeść własnymi rękoma, w gronie rodziny w moim pięknym mieszkaniu. Dziękuję za moje koty, za ludzi ktorych dziś spotkałem.Dziękuję też za doświadczenie mojej pychy i świadomość. że mogę być jeszcze lepszy dla innych. Dziękuję za trzeźwy dzień i za to wszystko czego nie zauważam a co pozwala mi żyć.

Nie można szczerze dziękować niewidzialnemu Bogu gdy jest się niewdzięcznym wobec widzialnego człowieka.

Wdzięczność powstaje w sercu, dojrzewa w myślach a owocuje w gestach i ustach.  Jest wiele osób, które uzdrawiały  nas z jakiegoś „trądu”. Czy wszyscy usłyszeli podziękowanie? Więc do dzieła! Jak pisała w piosence Agnieszka Osieca : Póki życie trwa!

grzegorz

11.2 Ojcze nasz na głos czyli „na śpiew”.

„DĄŻYLIŚMY PRZEZ MODLITWĘ I MEDYTACJĘ DO CORAZ DOSKONALSZEJ WIĘZI Z BOGIEM, JAKKOLWIEK GO POJMUJEMY, PROSZĄC JEDYNIE O POZNANIE JEGO WOLI WOBEC NAS ORAZ O SIŁĘ DO JEJ SPEŁNIENIA”

Gdy Jezus  skończył modlitwę ,  jeden z uczniów zapytał: «Panie, naucz nas się modlić». A On rzekł  : «Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo. Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień, i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie». I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. ». Łk 11, 1-13

Krótka ta lekcja modlitwy. Kiedy się modlicie, mówcie. Kiedy chcemy rozgrzać dłonie pocieramy jedna o drugą. Kiedy się modlicie- MÓWCIE.

Mowa to Dźwięki, dźwięki to  fala akustyczna. Jej częstotliwość zmienia  otoczenie. (przesadnie  tłumaczy to tzw Efekt motyla) a dynamika decyduje o skali zjawiska. Śpiewaczka  szepcząc obok lampki wina, wywoła  delikatną wibrację szkła. Jeśli natomiast zaśpiewa w jej kierunku  Fortissimo Possibile  rozbije to szkło. Nie bez znaczenia w kościele bizantyjskim mówi się, że „kto śpiewa ten dwa razy się modli”.   Nie wiem czy trzaścnięcie drzwi samochodowych na Piotrkowskiej w Łodzi wywołuje huragan na Florydzie ale przeczytałem kiedyś w książce Romana  Brandstaettera piekne sformułowanie: ”są takie miejsca w niebie , które otwierają się tylko przy pomocy śpiewu”. I zakochałem się w tym ujęciu rzeczy bo gdy słucham chorału gregoriańskiego czy średniowiecznej muzyki bizantyjskiej rozumiem co poeta miał na myśli. Buddyści wypowiadając śpiewnie sylabę OM trwają skupieni na medytacji wraz z tym dźwiękiem, który uważają za pierwszy głos kosmosu.  Miałem 18 lat gdy usłyszałem Nieszpory benedyktynów  w Tyńcu i tak pochłonęła mnie ta forma modlitwy, że zdobyłem brewiarz kapłański i  zacząłem modlić się wyśpiewując te przepiękne starożytne teksty.

Niektórzy dowodzą, że głos wywołuje „subtelne energie” takie jak siły uzdrowieńcze  i sprawcze, że jest magnesem przyciągającym cząsteczkowo cel nawoływania. Oczywiście nie wyklucza to kontemplacji i medytacji a jedynie je uzupelnia.

Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 

Ale czyżby każdy?  A może raczej mało który? Do sanktuariów pielgrzymkowych na całym świecie przybywają miliony ludzi. Jaki mamy współczynnik  uzdrowień?  0,03%! W granicach błędu statystycznego. Jeśli o mnie chodzi nie mam o to pretensji do Pana Boga ale raczej do siebie. Przede wszystkim nie jestem wytrwały. Za szybko rezygnuję. Poza tym niecierpliwy. Jeśli problem nie rozwiązuje się stosunkowo szybko przestaję liczyć na pomoc Siły Wyższej. W końcu jestem małej wiary. Racjonalizuję sobie powody dla których dobry Bóg nie chce mnie wysłuchać. Dlatego aktualna  jest prośba: Panie, naucz nas się modlić. 

Coś jeszcze

Mamy ponad 7000 języków obcych , czy jakiś Super Odbiorca zna je wszystkie biegle?  :)  Może decyduje tu nie lingwistyka a nasze nastawienie a może jeszcze coś? Wrócę do tego w kolejnych tekstach tego kroku a teraz czas na modlitwę. Zróbmy to póki co przy pomocy słów  zgodnie z przesłaniem:Kiedy się modlicie-mówcie. Proponuję tekst  z II wieku znaleziony  w 1946 roku Nag Hammadi, przetłumaczony z koptyjskiego. Jeśli to możliwe odczytaj go na głos.

 

Dzięki Ci składamy. Wszelka dusza i każde serce zwraca się ku Tobie,
O Niezniszczalne Imię, uczczone nazwaniem Boga, I wzywane imieniem Ojca, Ku któremu skłania się nasz umysł , słowo  i poznanie:
Umysł, abyśmy mogli Ciebie zrozumieć,
Mowa, abyśmy mogli objaśniać Ciebie;
Poznanie  zaś,  abyśmy Ciebie poznali.
O wiekuiste trwanie rodzącego Ojca, oto wysławiamy Twoją dobroć.  
Jedno tylko mamy pragnienie, abyśmy byli zachowani w poznaniu  , nasze  rodziny   w szczęściu i  zdrowiu  , abyśmy  nie upadli w tym rodzaju życia. Amen 

grzegorz

11.0 Wdech i kurde wydech!!!

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Jako dziecko prowadziłem aktywne życie duchowe. Rano i wieczorem przez okrągłą minutę modliłem się do Anioła Stróża i nie miałem przy tym żadnych metafizycznych rozterek. Problem pojawił się gdy zacząłem chodzić na religię. Usłyszałem wtedy, że modlitwa to „rozmowa z Bogiem”. Zacząłem się zastanawiać: co to za dziwaczna pogawędka w której ja nadaje a Bozia nigdy nie odpowiada? Odrzucając ewentualność, że Opatrzność jest niemową już pod koniec podstawówki zwątpiłem w Ojca stworzenia.

Pies szczeka, kotek mrauczy, krówka muczy.

Żyjące stworzenie komunikuje się ze sobą zgodnie z własną NATURĄ. Świnka morska sapie, polna mysz piszczy a człowiek mówi. Dlaczego Bóg jest fizycznie niesłyszalny? Z tego samego powodu dla którego jest NIEWIDZIALNY. Jest  DUCHEM. Jego język nie brzmi fonicznie bo nie wydobywa się z krtani ze strunami głosowymi. Mistycy mówią od wieków, że słychać GO jedynie w ciszy duszy. I tak doszedłem do pojęcia codzeinnej MEDYTACJI. Dlaczego w programie odzyskiwania równowagi życiowej pojawia się to poważne i tajemnicze pojęcie?

Wyścig, pośpiech i notoryczny brak czasu.

Żyjemy w ciągłym pędzie i w nieustannym napięciu. Gonimy za sukcesem, za wygraną, a nawet za spokojem. Mamy coraz mniej czasu dla bliskich nie mówiąc już o samym sobie. Zadręczamy się błędami przeszłości martwiąc o przyszłość. W taki to sposób tracimy teraźniejszość. Medytacja to sposób by się ZATRZYMAĆ i złapać duchowy oddech. To moment wsłuchiwania się w SIEBIE by nasłuchiwać NIE SIEBIE.

Przerost formy nad treścią

Gdy paliłem papierosy żona pytała mnie: o czym tak rozmyślasz ? A ja przysięgam, niczego nie analizowałem. Po prostu zaciągałem się i nic więcej. Odprężało mnie wdychanie i wydychanie dymu. Po prostu byłem obok, ponad myśleniem i czuciem i jakoś odpoczywałem.

Pamiętam epizod gdy uczyłem się medytacji zen. Siadałem w kwiecie lotosu, wypychałem biodra, klatkę piersiową, dwa wdechy cztery wydechy i do tego często szklaneczka whisky tuż przed. Czasem pijany jak szpadel kiwałem się na boki rozpierany przez dumę, że znów czymś się wyróżniam. Już chyba lepsze było palenie.   :-?

Nie jest konieczne być przebudzonym buddą

Mój kolega często spaceruje i tu znajduje wytchnienie. Inny biega po lesie czy jeździ rowerem. Można słuchać w skupieniu muzyki czy patrzeć na malarskie obrazy. Kontemplować góry czy morze. Można zamykać oczy i marzyć. Ważne,  żeby robić coś systematycznie. Coś dla siebie. Coś w ciszy. Spojrzeć wieczorem na miniony dzień, podsumować go, zaplanować następny.

Wdech i kur*a wydech! 

W czasach studenckich chodziłem na zajęcia z emisji głosu gdzie nauczyłem się oddechu przeponowego. Takie oddychanie bardziej dotlenia ciało jak i odpręża. Nigdy jednak nie wykorzystywałem tej umiejętności w chwilach zdenerwowania. Dziwne. Wybierałem agresję zamiast spokoju. Wolałem wyładowywać złość niż ją rozpuszczać w oddechu.

Więc jeszcze raz na koniec: Wdech i k……wydech!   ;-)

grzegorz

 

10.1 Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia czyli nierzeczywistość rzeczywistości

Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

koń czy żaba siedząca na ścianie głową w dół

Co przedstawia ten obraz? Czujesz się urażony pytaniem? Mówisz, że głowę konia? Bo ja widzę zupełnie coś innego. Widzę żabę siedzącą na wodzie. Na dole oczy, zamknięta usta, ściśnięte udka pod nimi kępka trawy i błękit wody. Nie widzisz tego? Przekręć proszę w prawo ekran swojego komputera. Co ty na to?

 

 

 

po2

Co mamy tutaj?

Babcię z dużym nosem w chuście na głowie czy młodą kobietę z piórkiem w kapeluszu ?

 

 

 

 

 

Czy ktoś słyszy  jedynie słusznie?

Gdy odtwarzamy swój głos na video nagraniu  coś nam nie pasuje…. Dlaczego brzmi inaczej? Słuchamy siebie w pudle rezonansowym  głowy a mikrofon zbiera  barwę wprost z powietrza. Dźwięk inaczej przenosi się tam a inaczej w kościach czaszki. W takim razie  kto słyszy prawdziwy tembr?

 Czy ktoś widzjedynie słusznie?

cGdy 10 artystów maluje tę samą cegłę powstaje dziesięć różnych obrazów  a wszystko z powodu innej PERSPEKTYWY patrzenia. Kto z nich widzi rzeczywistość?

 

 

Wada wzroku i słuchu

Przejdźmy do nas. Z ilu stron można patrzeć na towarzyską sprzeczkę? Często nawet patrzenie z cudzego punktu nie gwarantuje uchwycenia prawdy. Przecież jednynie wyobrażamy sobie czyjś tok myślowy patrząc na „cegłę” zawsze z własnej pozycji. Zawsze postrzegamy  „zależnie” od uprzedzeń, nawyków, przekonań, przyzwyczajeń. Tak naprawdę nigdy nie gniewamy się na kogoś, ale na „wrażenie” na cudzy temat. Podobnie z akceptacją. Lubimy to co dobrze nam się kojarzy. Obraz ze starszą kobietą czy młodą dziewczyną? Koń czy żaba?

akweduktAkwedukt czy karawela żaglowców? Rzecz w tym, żeby zachować dystans i pozwolić sobie na WĄTPIENIE we własną pewność oceny. Chodzi o to, żeby być gotowym usłyszeć coś innego niż znane nam stanowisko. Wszyscy boimy się zmian i nowości. Lękamy się wyjść poza własne konwencje. Ale bez tego nigdy nie odkryjemy czym jest ŻYCIE i pozostaniemy na zawsze robotami! Mówisz, że kogoś nie lubisz lub  kochasz? Śmieszne! Wystarczy jeden pstryk i relacje się odwrócą  niczym obraz z głową konia. Nie dziwi cię to? Mówisz, że takie jest życie…pytasz co w tym dziwnego? A ja mówię : życie jest czymś absolutnie innym! Przez ostatnich dwadzieścia lat byłem pewien, że życie to frajda skrajnych uczuć, w której liczę się TYLKO JA! Byłem bogiem. Osądzałem, wartościowałem a wszysko w oparciu o „widzi mi się”. W rezultacie napełniałem się wciąż lękiem i napięciem, ktorych nie umiałem się pozbyć bez pomocy alkoholu.   :cry:

Choć juz nie piję często jeszcze  myślę jak pijany.

Jak trudno w obrazach życia dostrzegać coś więcej niż to co narzuca  „uwarunkowana głowa”. Jednak gdy się to uda, wtedy widzę w aroganckim  urzędniku niepewnego siebie człowieka. W złośliwym sąsiedzie zakompleksionego znajomego. W niedostępnej koleżance osobę z niską samooceną a w kapryśnej żonie zmęczoną dniem kobietę. I raczej jestem skłonny do współczucia niż złości.

Człowiek nie jest obiektywny z natury

Nasze oczy zwrócone są na zewnątrz nas! Ewolucja nie pozwala nam obserwować siebie ale innych. Trochę podobnie jak ze zdziwieniem w kontakcie ze swoim głosem gdy słyszymy go z magnetofonu. Często dziwimy się gdy okazuje się że ludzie nas nie zrozumieli. Mówimy wtedy : Przecież ja tak nie powiedziałem!!! Nie ważne co powiedziałeś, ważne co ktoś usłyszał. Stąd siła informacji zwrotnej czyli opinii innych ludzi na nasz temat  pod warunkiem, że mamy gotowość by ją  wziąć pod uwagę.  Mówisz, że to obraz staruchy? Dlaczego ? Pomóż mi to zrozumieć?

Absolutna większość kłótni, sprzeczek i konfliktów bierze się z nieporozumień co do interpretacji tej samej „cegły”. Wdrukowano w nas pożądanie by inni byli z nami jednomyślni. Czy to jednak możliwe by ktoś patrzył moimi oczami i analizował moją głową?!

Ile głów tyle zdań

Nie ma jednej RZECZYWISTOŚCI, nigdy nie było i nie będzie! Dlaczego? Bo ona zależy od obserwatora. W tym sensie różnice między nami są czymś naturalnym! Z tą wiedzą  znacznie łatwiej nie wchodzić w konflikt a przede wszystkim uczyć się tak ważnej tolerancji i cierpliwości z „miejsca przyznając się do popełnianch będów”.

Grzegorz

 

10.0 Przyznawanie się do popełnianych błędów

Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

Jest wiele synonimów słowa „błąd” : pomyłka, grzech, niegodziwość, nieprawość, gafa, przestępstwo, przewinienie, nierzetelność, przekłamanie, wada…. W badaniach OBOPu  na pierwszym miejscu rankingu słabości Polaków nie występuje  żaden tzw ”gruby kaliber” ale….OBJADANIE SIĘ! A to ci! :lol:  Pamiętam, że gdy podjąłem abstynencję stałem się chorobliwie łakomy. Na początku właśnie w taki prosty sposób rekompensowałem sobie brak przyjemności w głowie, którą zwykle zapewniał mi alkohol. I za każdym razem po takim obżarstwie miałem ….moralnego kaca! Niezły zbieg okoliczności.  :-?

Człowiek wyrzeka się swoich błędów najpóźniej jak może” . Monteskiusz

Pal sześć rankingi bo moim problemem poza kotletem schabowym z buraczkami jest kumulacja wielu błędów oraz ich nawarstwianie.

Grzyb leśny na którego się raz spojrzy- już nie urośnie. 

Wiele razy przysięgałem sobie, że  nigdy więcej się nie upiję, że poprzestanę na kilku kieliszkach….Obiecywałem sobie nagrody i kary…Niestety, nic to nie dało! Było coraz gorzej! Ba, nawet paradoksalnie im silniejsze było postanowienie poprawy tym obsesja picia wracała z coraz większą siłą.To tak jakby wysiłek który wkładałem w kontrolowanie picia obracał się przeciw mnie. Zostałem abstynentem nie dzięki ciężkiej pracy nad sobą ale ZAUWAŻENIU czegoś dotąd dla mnie ukrytego …, że jestem alkoholikiem, osobą BEZSILNĄ WOBEC ALKOHOLU. 

Gdy zacząłem trzeźwieć natychmiast postanowiłem stać się człowiekiem doskonałym. Poszedłem na wojnę z moimi wadami charakteru! Zachciało mi się być świętszym od papieża!  I co? Zrobiłem się agresywny, niespokojny i roztrzęsiony. Pamiętam słowa żony „już wolałam ciebie jak piłeś”.

 ”Błędy stanowią nieodłączny element  biznesu, nauki, prawa, miłości i życia w ogóle. Ocena czyjegoś charakteru  nie zależy od tego, czy ktoś działa bezbłędnie, lecz co robi po popełnieniu błędu.”  Elliot Aronson

Obserwacja a nie operacja

Gdy rozpisałem  moją pierwszą „dziesiątkę” zrozumiałem siłę świadomości w przemianie. Wyjaśnię nie zorientowanym, że my alkoholicy wypełniamy w zeszycie specjalne tabele, które pozwalają nam w każdej trudnej sytuacji zobaczyć jej RZECZYWISTOŚĆ. To zadziwiające, że samo przyglądanie się sobie jest działaniem naprawczym. Zamiast zaciskać zęby i gryźć się w język lepiej odkryć dlaczego jestem taki nerwowy? W chwili gdy będę miał w to wgląd agresja zniknie sama!

Lepiej kontrolować swoje błędy niż cudze. Demokryt

Taka sytuacja. Wstałem o pierwszej w nocy. Opróżniłem do sucha lodówkę, zagryzłem dwoma snickersami, wypiłem pepsi i z wyrzutami sumienia wróciłem do łóżka. Rozpiszę to teraz we wspomnianej magicznej „dziesiątce”.

Kogo dotyczy? Rozżalonego mnie z podłym samopoczuciem z powodu obżarstwa. Opis sytuacji Pomimo wcześniejszych obietnic jadłem późną nocą  co wywołało wyrzuty sumienia. Czego dotyczy? Relacji osobistych, emocjonalnych, poczucia bezpieczeństwa i poczucia własnej wartości. Wady charakteru które działają w tej sytuacji.(opiszę je poglądowo). EGOIZM I EGOCENTRYZM. Tak tak. Czyż moje łakomstwo nie bierze się właśnie z tego? Ja jest głodne! Ja jest niespokojne! Dalej mamy: SAMOSPRAWIEDLIWOŚĆ. „Czyż nie należy mi się coś od  życia?”. NIECIERPLIWOŚĆ, bo nie umiem odłożyć gratyfikacji na później. UŻALANIE SIĘ NAD SOBĄ.  „Po co jadłem, ale jestem głupi” W związku z użalaniem pojawia się też NIETOLERANCJA. „Nienawidzę siebie za to!”. ZEMSTA „Koniec dobrego!  jutro nic nie jem!”. ZAZDROŚĆ „Szkoda, że nie mam tak silnej woli jak Witek Prytek ” lub ZAWIŚĆ „Jeszcze się okaże kto na tym jak wyjdzie” Działa też  PYCHA „a w dupie z tymi idiotycznymi powinnościami!”. Na koniec mogę wpisać ŁAKOMSTWO czyli toksyczną potrzebę ponad miarę, która jak widać jest tu zaledwie jednym z wielu elementów mających wpływ na moje działanie . Jaka jest rzeczywistość Jestem chorym człowiekiem, alkoholikiem. Obżerając się „zajadam emocje” czyli sztucznie kompensuję sobie stres lub nudę. Co mogę z tym zrobić? Uświadomić sobie kompulsywny charakter tego zachowania i jego szkodliwość oraz mieć nadzieję w Sile Większej niż moje ego na zmianę tej sytuacji.

Kłótnia z żoną, pretensje do znajomego, żal do własnego dziecka. Także podłe samopoczucie, lęki i strach, depresja….Każda sytuacja czy człowiek nadaje się do tej pogłębionej analizy. Zwróćcie uwagę o ile więcej mówi „dziesiątka” niż wrażenie odniesione w związku z sytuacją czy człowiekiem? Po co to wszystko? Żeby się nie nakręcać!

Errare humanum est 

To są słowa filozofa Seneki, który mawiał, że błądzenie jest rzeczą ludzką . Aureliusz z Hippony rozszerzył  tę myśl pisząc:  „Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską”. Fiodor Dostojewski nazywał błędy „drogą do prawdy” a zdaniem Goethego  ”błędy człowieka czynią go sympatycznym”. Johna Phelps uważa, że: „Człowiek, który nie robi błędów, zwykle nie robi nic”.

Chodzi o to by być dobrym dla samego siebie i dać sobie prawo do błędu.

Walka z samym sobą  to najgorszy z pomysłów trzeźwiejącego człowieka. Nie wiem czy ludzkie oko emituje promieniowanie które hamuje rozwój runa leśnego,wiem natomiast że światło ŚWIADOMOŚCI  hamuje poczucie winy, napięcie, złość i  wszelkie ograniczenia rozwojowe. 

Przykład czyni drogę krótszą

Jeszcze jedno. Ktoś powiedział mi kiedyś, że to nie wynik rozwiązanego testu Wechslera świadczy o inteligencji lecz umiejętność korzystania z doświadczeń innych ludzi. Pięknie opisują to słowa Joanny Chmielewskiej, którymi zakończę ten wpis: „Uczmy się także i na cudzych błędach, bo sami wszystkich popełnić nie zdążymy… ”

I tyle.

grzegorz

9.1 Słoń w składzie porcelany czyli egoizm przeprosin i zadośćuczynień.

…z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

Gdy we wściekłości złamię komuś szpadel nie ma kłopotu z naprawieniem szkody. Odkupuję nowy  i po sprawie. Jeśli jednak złamię w bójce komuś rękę? A jeżeli złamię czyjeś serce?

Pewien człowiek przeprosił swego kolegę za to że 10 lat wcześniej przespał się  raz z jego żoną. Czy postąpił uczciwie? Kierowca autobusu regularnie okradał pracodawcę na paliwie. Po latach postanowił przyznać się do tego i oddać pieniądze. Ponieważ była to spółka skarbu państwa, zaewidencjonowanie takiego zwrotu groziło  zwolnieniem kilku jego przełożonych jak i wszczęciem kontroli wobec innych kierowców. Czy na tym polega zadośćuczynienie? Mówi się, że PRAWDA jest niczym oręż i balsam w jednym. Że „odcina” i leczy ranę. Przeproszona za pijackie ekscesy kobieta w ramach zadośćuczynienia poprosiła męża o szczere wyznanie co do jego uczciwości małżeńskiej. Gdy przyznał się do niewierności dopytała o szczegóły: z kim, gdzie i kiedy.  Dziewczyna popadła w ciężką depresję, bo na liście była jej szefowa oraz rodzona siostra a najczęściej działo się to w ich domowej sypialni….. Od czasu do czasu słyszę o kontrowersyjnych pomysłach przeprosin. Skąd biorą się takie szalone wizje?  Poruszając zagadnienia „prawdy” przychodzą mi na myśl słowa filozofa i księdza Józefa Tischnera. Mawiał on, że nie istnieje jedna a  trzy prawdy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda! Nic dodać nic ująć.

Opatrzność Boska

Nie mam wątpliwość co do tego, że nie jestem fenomenem kosmosu i istnieje wyższa ode mnie siła. Nie sądzę jednak, że Bóg jest osobą Współuzależnioną! Czyli taką, która będzie poprawiać moje błędy. To nie jest żona przejmująca na siebie moją odpowiedzialność. To nie jest nadopiekuńcza matka chroniąca mnie od konsekwencji moich czynów! Stwórca jakkolwiek go rozumiem nie ma obsesji na moim punkcie!

Zabijajcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich!

Duchowny Achmad wyznał, że będzie walczył  przeciw nie wiernym Szwedom dopóty nie uznają Allaha za  Boga. Nie ma przy tym skrupułów bo jest pod bożym kierownictwem. Dlaczego siłą narzuca innym islam? Dla ich dobra! W XIII wieku we Francji wojska papieskie dopuściły się bestialskich prześladowań kościoła „katarów”. W 1209 r. po zdobyciu miasta albigensów Béziers, gdy zapytano legata papieskiego, jak odróżnić heretyków od katolików miał odpowiedzieć: „zabijajcie wszystkich! Bóg rozpozna i cudownie ocali swoich”.

Znam wiele sytuacji gdzie alkoholicy próbują uwolnić się od wyrzutów sumienia zadając swoją „prawdą” wiele niepotrzebnego bólu a wszystko pod hasłem”dobra” i „oczyszczenia” oraz  opieki Siły Wyższej. Takie  działanie jest dla mnie  przejawem powołania do bycia ekstremistą albo sygnałem braku równowagi psychicznej. Ryszard Kapuściński pisze w „Imperium” : Światu grożą trzy plagi: plaga nacjonalizmu, rasizmu i religijnego fundamentalizmu. Mają one wspólny mianownik- irracjonalność. Do zarażonego nimi umysłu nie sposób w ogóle dotrzeć.

Fanatyzm powstaje na intelektualnych uproszczeniach, egoizmie i uczuciach! Z pojęcia „Siła Wyższa” tak samo łatwo zrobić sztandar Krucjaty  jak  napis na dropsach! My alkoholicy mamy tendencję do „uciekania” w ręce zewnętrznej opieki by w rzeczywistości zrzucić z siebie odpowiedzialność. Wszystko w ręku Boga….jeśli Bóg pozwoli…..Te słowa wcale nie muszą być wyrazem pokory a wręcz przeciwnie. To oczywiste, że życie jest bardziej dynamiczne niż nasze plany ale byłbym ostrożny z kultywowaniem wyobrażenia o nim jako teatrze lalkowym w którym Opatrzność pociąga za wszystkie sznurki i poprawia nasze błędy. Człowiek posiada wystarczający ekwipunek by był za siebie odpowiedzialny i podejmował rozsądne decyzje. Nie po to Stwórca dał nam szare komorki, psychikę i ducha byśmy teraz mieli ze strachu, głupoty lub wygodnictwa nie posługiwać się tymi możliwościami.

Czasem zamiast przepraszać lepiej jest nie zrzucać z siebie tego ciężaru ale nosić go w sercu właśnie w ramach zadosćuczynienia. Bo jak pisze Elizabeth Silver w powieści „Przed egzekucją”: ”Niektóre przeprosiny to tak naprawdę tylko małe zielsko, które wyrasta na pomnikach i nagrobkach. Ciągle wraca, ale nigdy nie przestaje rujnować tego, na czym rośnie”. 

grzegorz

9.0 Sztuka zadośćuczynienia

Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś. W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał. Alan Alexander Milne Kubuś Puchatek

Są sytuacje, w których słowo przepraszam to zdecydowanie za mało. Bywa też, że  za dużo gdy np  przelewa czarę goryczy. Wtedy zamiast leczyć można nim zadać jeszcze większy ból. Znajomy zabił po pijanemu samochodem człowieka. Wyobrażacie sobie jak żenujące z jego strony byłyby „gołe” PRZEPROSINY wdowy i trójki osieroconych dzieci?

Siła zadośćuczynienia

Naprawianie szkód jest zjawiskiem mało popularnym. Ani sprawcy krzywd nie poczuwają się do niego ani nie liczą na nie ofiary. Nie mniej jeżeli pożyczę od sąsiada szpadel i niechcący go złamię , czy wolno mi zwrócić go w uszkodzonym stanie? Czy słowo przepraszam coś tu zmieni czy może tylko wzmoże oburzenie? Tak samo wygląda kwestia szkód moralnych, psychicznych, ekonomicznych, seksualnych i fizycznych. Opisany na początku kierowca  z własnej woli płacił mimo więzienia alimenty na dzieci wdowy. Po trzecim roku regularnej ekspijacji uznał, że teraz może ją przerposić, wyraził skruchę i płacił dalej.

Nie ma że boli!

W jednym z odłamów judaizmu jest taka tradycja przerosin, która opiera się na wielokrotnej prośbie o możliwość zadośćuczynienia. Polega to na natrętnym  zabiegamiu w odstępach czasu o możliwość naprawienia komuś szkody. Zwykle za trzecim razem większość ofiar godzi się przyjąć rekompensatę.

Zadośćuczynienie bez fajerwerków i publiczności

Pewnemu dłużnikowi nie spłacającemu w terminie raty zdenerwowany pożyczkodawca postanowił  odrąbać siekierą palec. Po latach zrobił z nim krok dziewiąty. Opowiedając mu o swoim nowym życiu tak rozpłynął się w samouwielbieniu, że  zapomniał po co się spotkali. Zapytano go kiedyś: jak naprawiłeś tę krzywdę? Przeprosiłem Go a on nieczego ode mnie nie chciał.  I wtedy ktoś zadał sakramentalne pytanie: ile gotów byłbyś zapłacić by lekarz uratował ci przed amputacją palec? Od tamtego momentu doręczył swojej ofierze wymierne pieniądze.

Zadośćuczycnienie to sztuka

Lubię scenę z filmu Vabank, gdy  ”Kwinto”, przekazuje „incognito” duże pieniadze żonie swego przyjaciela. Inscenizuje rzekome odszkodowanie firmy ubezpieczeniowej. Dlaczego? Dumna wdowa mogłaby odmowić i nie przyjąć pieniędzy. Piękne i szlachetne.

Mój dzięwiąty krok

On trwa. Wykonałem go już  z żoną i synami. Czytałem listy na grobach rodziców i znajomych. Poza oczekiwanymi konkretami najlepszą rekompensatą dla mojej rodziny jest modyfikacja mojego zachowania. I to jest stałe „ciche” zadośćuczynienie. Mam nadzieję, że starczy mi  czasu by najbliższym ofiarować tyle miłości, ciepła, szacunku i dobra by przeważyć szalę minionych przykrości.

grzegorz alkoholik

8.1 Stałem się gotowy naprawiać to co zepsułem

Zrobiliśmy listę osob które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim. 

Gotowość…..ten bezokolicznik jest  rozumiany  jako  ”chęć” do działania. Można jednak  nie mieć ochoty na poród, ale być do niego gotowym biologicznie.

Gotowość to nie uczucie.

Czy jeśli czuje się skrępowany i wystraszony w związku z przeproszeniem swojej ofiary to znaczy, że mogę to odłożyć i poczekać? Takie uczucia są czymś  normalnym w momentach prośby o darowanie win. Gdybym nie był tym stremowany oznaczałoby to, że jestem nienormalny!

Gotowość jako świadomość 

Nieuporządkowana przeszłość burzy teraźniejszość i przyszłość. Jest niczym zgnizlizna, próchniejący ząb. Nienawiść ofiar jest gorsza aniżeli armatni ostrzał  a nasze wyrzuty sumienia są jak codzienne „hara kiri”. Uświadomienie sobie tego stanu automatycznie wprowadza nas w GOTOWOŚĆ do  naprawiania przeszłości. Trzeba zakończyć ten chory stan!

Zadośćuczynianenie

Może lepiej nie rozdrapywać zabliźnionych ran i nie wracać do bolesnych zdarzeń? Jeśli mamy zadać tym komuś ból to tak. Bzdurą jest stanowisko, że zawsze należy mówić prawdę nawet tę najgorszą a sterowanie sytuacja zostawić Opatrzności. To nie Siła Wyższa ma tu dzialać ale JA!!!. Ja samodzielnie od początku do końca jestem odpowiedzialny za DOJRZAŁE wykonanie tego trudnego kroku. Uważam że Pan Bóg w tym kroku odkręca nam kółka boczne od rowerku i wycofuje się  daleko do nieba pozwalając nam działać na włanse konto.

Gotowość jako Odpowiedzialność

Nie rzecz w tym czy wstydzę lub obawiam się z kimś rozliczyć za przeszłość ale w tym, że wiem iż jestem za to osobiście odpowiedziany. To jest  mój obowiązek moralny i moje duchowe zadanie.Podoba mi się powiedzenie, że trema  jest miarą odpowiedzialności za to co zamierza się zrobić.

Epilog: Pokaż mi  ”czerwień”. 

Czy możesz pokazać mi palcem  ”czerwień”? Nie pytam o czerwoną sukienkę, czerwony samochód, czerwone kozaki ale „czerwień”. To może spróbuj pokazać mi „czerwień” gdzieś w przyrodzie? No tak ale to jest czerwona róża, biedronka, czerwone maki, czerwony tulipan  a ja pytam o „czerwień”. ????? Wymyśliłeś i pokazujesz mi czerwony proszek? To nie jest czerwień lecz pył w czerwonym kolorze! To samo dotyczy farby w tubce i sprayu. Jesteśmy zaprogramowani  do rozpatrywania koloru zawsze kategoriach przedmiotów i zjawisk. Czy nie podobnie jest z „gotowością”, którą rozpoznajemy wraz z chęcią, motywacją, potrzebą lub smutną koniecznością do zrobienia czegoś? Więc pokaż mi „gotowość”?

pozdrawiam

grzegorz alkoholik

8.0 Gotowość do przeprosin i naprawy wyrzadzonych krzywd dzięki pogodzeniu z samym sobą.

Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

pobrane

Lista zobowiązań moralnych

Wyrzuty sumienia i pretensje za to co zrobiłem i co zaniedbałem prowadzić mogą do zapicia, choroby psychicznej lub na stryczek. Zauważylem, że niezależnie od  tego czy wspominałem konkretne sytuacje, niechlubna przeszlość zawsze ciążyla mi moralnie i duchowo. Czy może być jakiś sposób na pozbycie się tego balastu? Dla mnie alkoholika jest to : Program dwunastu kroków ze sponsorem. Ważnym jego etapem jest rozliczenie się z własną przeszłością czyli gotowość przeposin i naprawienia wyrządzonych szkód. Rozpoczyna je zrobienie listy osób, które skrzywdziłem.

Od ilu klapsów zaczyna się przemoc wobec dziecka?

Gdy pierwszy raz usłyszałem czytany krok ósmy miałem problem by na jego liście zapisać więcej niż jedną osobę. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w powyższym podtytule. Myślałem, że żeby mówić o agresji wobec dzieci to trzeba je „katować”! Tymczasem przemoc zaczyna się od pierwszego klapnięcia malucha w tyłek! Od pierwszego! Terapeuta zapytał mnie kiedyś czy byłem sprawcą przemocy domowej. Odpowiedziałem, że NIGDY!  Dopytał: czy krzyczał Pan kiedyś na żonę? Groził jej palcem? Czy zdarzyło się Panu zabrać kiedyś żonie kartę kredytową? Wydzielać jej pieniądze, nie pozwalać korzystać z samochodu?  Nie tylko stosowałem przemoc ekonomiczną. Wyśmiewałem  pasje mojej partnerki, drwiłem z jej zainteresowań, krytykowałem jej koleżanki a nawet ulubionych wykonawców muzycznych. Poza tym znęcalem sie nad nią psychicznie milczeniem. Nieodzywałem sie tygodniami robiąc groźne miny. Raniłem żonę swoią oschlością i chłodem.  Za takie numery dzielnicowy założyłby mi całą talię niebieskich kart!

Gdy przeszedłem z poziomu słuchania kroków do realizowania, na czwartym etapie wiedziałem już, że lista osób które skrzywdziłem wykroczy poza ilość palców u rąk i nóg.

Dlaczego zadajemy innym ból?

W dzieciństwie często słyszałem, że jestem niezdarą, nygusem, płaczkiem, mazgajem lub gamoniem!  Terapeuta powiedział mi, że zranienia, których doświadczamy regularnie jako małe dzieci tworzą w nas głębokie urazy wyznaczające nam sposób traktowania innych ludzi. Będąc zranionym spontanicznie krzywdzę innych. I by się zgadzało. Często odreagowywałem upokarzając moją rodzinę.

A jeśli nie przeproszę i nie wybaczę ?

Skoro przemocowość  jest następstwem doznanej krzywdy to wraz z ofiarami jedziemy na tym samym wózku. Ofiary nienawidząc sprawców same stają się nimi. Sprawcy żywiąc urazy do swoich krzywdzicieli odreagowują na innych. Aby przerwać te przeklęte błędne koło ktoś musi wykonać ważny pierwszy ruch. Stając do ósmego kroku wiedziałem, że mam możliwość zatrzymania odbijającego się od dawna pomiędzy mną a innymi ludźmi ZŁA. Postanowiłem zniwelować ten wzorzec obecny w mojej rodzinie, wygasić go by nie pogrążał dalej moich synów, potem wnuków i w koło macieju!

Przebaczenie rozpoczyna się od samego siebie.

Łatwo z tego  aktu akceptacji  zrobić próżny gest. To oczywiste, że krzywdzimy sami siebie ale lista krzywd z własnym nazwiskiem na pierwszym miejscu mówi, że coś poszło nie tak w kroku czwartym. Przebaczyć sobie – to nie znaczy współczuć w użalający sposób. Chodzi o to, by przyjąć siebie samego w pokorze. Żadne moje ograniczenie i żaden mój zły czyn nie może być powodem autonienawiści ale i toksycznego rozczulania się nad sobą. Jeżeli nie mogę patrzeć w lustro lub ciągle biadolę jak to zmarnowałem sobie i innym życie daleko mi do kroku ósmego! Pomijam przypadek gdy wywyższam się niechlubną przeszłoscią na zasadzie: ja to dopiero piłem, biłem, kradłem i krzywdzilem!!! Co świadczy o byciu na ujemnym poziomie rozwoju w tzw. czarnej d**ie!

Gołym okiem widać jaki kto ma stosunek do siebie.

Agresja, złośliwość, uskarżanie, lamentowanie i żałosne jęczenie nad swym losem. Oto zewnętrzne znaki wewnętrznego konfliktu każdego człowieka. Jeśli w stosunku do samego siebie braknie mi pokory pierwszego kroku, nigdy nie stanę na własne nogi i nie uwierzę w swoje możliwości. Będę za to się kajał i nienawidził, obwiniając za wszystko cały świat lub samego siebie a wszystko zależnie od nastroju! Takie samobiczowanie nie daje nic dobrego a niestety wzmacnia tylko moje samolubstwo i często jest zakonspirowanym przejawem pychy.

Trzeba być dla siebie dobrym

Mówi się, że nie można kochać innych jeśli nie kocha się siebie. Długo uważałem, że kocham moją żonę bo byłem o nią zazdrosny, ale czy na tym polega miłość? Zasypywałem dzieci drogimi prezentami i wykłócałem się z ich  nauczycielami.To jednak nie była miłość ale nadopiekuńczość chorego pysznego człowieka, który potajemnie szpiegował swoje dzieci czytając  ich smsy i maile. Czy to wynikało z dobra? Nie! Było odzwierciedleniem nieufności do samego siebie.

Jestem jaki jestem

Moja niechlubna przeszłość, jakakolwiek by nie była, nie musi rujnować mojej przyszłości. Wszystko zależy od tego jak zachowam się dziś! Patrząc trzeźwo na moje wybryki wiem, że wtedy nie byłem zdolny do niczeo innego. Mam szczęście, że nie skończyło się gorzej. Ta sama głowa, która gdy piłem podsuwała mi  fatalne pomysły dziś wolna od etanolu namawia mnie do zadośćuczynienia moim ofiarom. Niezła sytuacja! Moje ego niegdyś nastawione na prózność i samolubstwo  dziś zachęca mnie do myślenia o innych. Dobre!

Codzienne Himalaje

Alpiniści pokonując trudne przejścia wykuwają często czekanami stopnie w lodzie. Ułatwiają sobie w ten sposob nie tylko wejście ale chronią się przed niebezpieczeństwem upadku w czasie zejścia. Ósmy krok to ważny poziom dla dalszej wędrowki. Powinien być mocnym oparciem na wypadek załamania wewnętrznej pogody ducha!

grzegorz