Poczucie wdzięczności część druga

„Nie ma obowiązku większego nad obowiązek wdzięczności”. Ambroży z Mediolanu 333-397 r

Jedna z sugestii programu 12 kroków, mówi o prowadzeniu: „zeszytu wdzięczności”. Na zakończenie każdego dnia, piszesz odręcznie listę tego, za co czujesz się aktualnie wdzięczny. Pytanie tylko „komu”? Wierzący dziękują Bogu, agnostycy Sile Wyższej a ateiści chwalą Dobry Los. Rzecz bardziej w przedmiocie aniżeli podmiocie. Z jednej strony, chodzi o wyrabianie postawy zwracania uwagi na DOBRO, którego już TERAZ jesteśmy realnymi właścicielami. Z drugiej, idzie o nabranie dystansu do swego EGO, poprzez uznanie jakiegoś zewnętrznego „dobrodzieja”. 

Poczucie wdzięczności nie pojawia się jak woda w kranie. Rozpędza się stopniowo, niczym towarowy pociąg.

Odkrywanie powodów do zadowolenia to bardziej cykl aniżeli jednorazowe odkrycie i wymaga systematycznego wysiłku. Moje pierwsze wdzięczności miały biznesowy charakter. Dotyczyły korzyści. Dziękuję za zarobione pieniądze. Za to, że ktoś był dla mnie pomocny. Za bezpieczną podróż, za dobry humor, za zdrowie, za okazyjnie kupioną rzecz i oczywiście za kolejny dzień w abstynencji. Mniej więcej coś takiego.

Im częściej dziękujesz tym lepiej dziękujesz.

Potem był progres. Zacząłem cieszyć się czymś, czego dotąd nie zauważałem. Dziś jestem wdzięczny za obiad, za pyszną zupę pomidorową. Za to, że mam smak, wzrok i węch. Za wodę, której mam pod dostatkiem. Za ciepłe grzejniki w mieszkaniu. Za światło w żarówkach, za kolory przyrody, wiatr, za życie…… Ale uwaga! Ponad dwa lata dojrzewałem do docenienia mojej rodziny. Choć mam najcudowniejszą na świecie żonę i wspaniałych synów, to wdzięczny byłem za wodę w kranie i prąd w gniazdku.   :oops:

Posiadamy NAWYK ślepoty i użalania. Wolimy pretensje od wdzięczności.

Termin „zwyczaje” kojarzymy z malowaniem jajek wielkanocnych czy góralską muzyką.  Ale poza etnograficznym podejściem do tego pojęcia, istnieje jeszcze psychologiczne. Chodzi o ZWYCZAJE MYŚLOWE. Są to nasze osobiste sposoby mentalnego reagowania na otaczające bodźce. Tworzą one w głowie swoisty „obyczaj” na miarę bożonarodzieniowej szopki i śmingusa dyngusa. Zrób takie ćwiczenie. Napełnij dokładnie do połowy szklankę wodą. Co widzisz? Czy naczynie jest w połowie puste czy w połowie pełne? Twoja odpowiedź wynika właśnie z twojej mentalnej obyczajowości, z twoich wewnętrznych standardów. To one odgrywają decydującą rolę w jakości naszego życia. To one są stałą „X” we wzorze szczęśliwości (o czym pisałem w części  pierwszej). Jakże ciężko przekroczyć próg wdzięczności kultywując tradycje pesymizmu, użalania, roszczeń, egocentryzmu i egoizmu, zazdrości, zawiści, pychy i nietolerancji. Jakże trudno docenić wartość drugiego człowieka (szczególnie tego najbliższego), sądząc, że wszystko mi się należy i „nikt” nie robi mi tzw „łaski”….

Nie można docenić teraźniejszości z nogami  w przeszłości a głową w przyszłości.

Miałem wiele wygórowanych oczekiwań od życia i ludzi. Nigdy nie satysfakcjonowało mnie to, co aktualnie MAM. Nawet jeżeli widziałem jakąś szklankę do połowy pełną, to obok zauważałem milion pustych. Po prostu żyłem tym czego nie było. Najczęściej strachem o finansową przyszłość lub żalem z powodu minionych błędów. Najzabawniejsze jest to, że niczego mi nie brakowało i żaden z moich strachów nie zrobił mi nigdy krzywdy. Nie ważne jednak jaka była prawda, ważne co o tym wtedy myślałem. Moje tendencje do niedoceniania rzeczywistości obejmowały nie tylko rodzinę ale i pracę zawodową czy posiadane talenty. Chciałem tego, czego nie miałem i sądziłem, że gdy to zyskam będę spełniony, spokojny i szczęśliwy.

Nie możesz być szczęśliwy jeśli nie jesteś wdzięczny. To nie szczęście czyni nas wdzięcznymi ale wdzięczność czyni szczęśliwymi David Steindl Rast

W pędzie za nowym mieszkaniem, samochodem, drogim zegarkiem ale także jakimiś cechami charakteru czy określonym wyglądem fizycznym można zmarnować czasem i całe życie. Tak już jest urządzony ten świat, że spełnienia nie daje NIKOMU realizacja marzeń ale życie tu i teraz. Dlaczego? Bo spełnione marzenie w chwili realizacji przestaje być marzeniem i staje się rzeczywistością, której najzwyczajniej nadal nie potrafimy docenić. Co więc robimy? Zastępujemy świętowanie NOWYM pragnieniem opartym na egoizmie, pysze, zazdrości lub zawiści. Ta spirala powoduje, że stoimy zestresowani choć obwieszeni złotymi medalami na podium własnego życia, myśląc ciągle o kolejnym konkursie.

Czym byk nawykł, tym ryczy. 

Nasze dominujące myśli kształtują nasze samopoczucie. Nie są czymś spontanicznym, adekwatnym do sytuacji. Opierają się na utartych nawykach. Otóż przyzwyczailiśmy się myśleć w określony sposób i robimy to mechanicznie, bezwiednie. Jeśli ktoś przywykł uważać, iż ma pecha i świat się na niego uwziął, zawsze będzie reagował na życiowe trudności jako karę losu i gwoźdź do trumny. Ktoś drugi z poczuciem, że jest „kowalem własnego losu”, zamiast dobijać się problemami, będzie traktował je jako wyzwanie i krok do zwycięstwa. W tym sensie, odczuwanie wdzięczności wymaga pewnych predyspozycji albo jak kto woli podstaw.

Życie toczy się w naszej psychice. Tu się zwycięża lub przegrywa. To tu się żyje lub umiera, odczuwa wdzięczność lub toksyczną pustkę.

W  początkowej fazie trzeźwienia, wypełniałem zeszyt wdzięczności pod presją sponsora. Nie chciałem być przyłapany na nie wykonywaniu sugestii. Zwyczajnie dyscyplinowałem się do odkrywania tego, co w moim życiu dobre. I nic w tym złego. Większość treningów sportowych odbywa się bardziej „na rozum” aniżeli dla przyjemności. Dlatego nie widzę nic dziwnego w kształtowaniu u siebie postawy dziękczynienia. Taki wysiłek buduje w naszych mózgach nowe połączenia nerwowe, które stają się polem dla przepływania uczuć dziękczynienia. Gdzieś po trzech miesiącach regularnego powtarzania nieużywanej czynności, wyrabia się w nas nowy nawyk. To dlatego tak ważna jest regularność i systematyczność działań. 

Nic nie wpływa lepiej na nasze zdrowie cielesne i duchowe jak WDZIĘCZNOŚĆ. E.M. Chalmers

Czy pomyślałeś kiedyś, że „wdzięczność” może mieć znaczenie terapeutyczne? Że może działać lepiej aniżeli leki uspokajające? Że może pomóc zachować spokój w stresującej sytuacji czy zimną krew w burzliwej atmosferze? Jest to rodzaj przekierowania myśli. Nagle zaczynamy koncentrować się na czymś pozytywnym. Rzecz idzie właśnie o wykształcenie nowego nawyku zachowania, którego celem jest lepsze samopoczucie.

„Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest i nie docenia tego, kim jest.”  Malcolm S. Forbes

Pisałem już, że mamy tendencję do szukania „dziury w całym”. Dotyczy to również samego siebie. Stojąc przed lustrem z reguły skupiamy się na zmarszczkach, siwych włosach czy trądziku młodzieńczym bardziej aniżeli na kolorze oczu czy kształcie ust. Biczujemy się za braki nie ciesząc z posiadanej pełni. Wyolbrzymiany wady nie szanując zalet. A jeśli przeżywamy jakąś wdzięczność to zawsze dotyczy ona świata i kosmosu ale nigdy nas samych. Tymczasem radość życia jest najsilniejsza wtedy, gdy powstaje z powodu własnego serca, a nie przymiotów jego otoczenia. Jeśli wiem Kim Jestem i umiem to docenić, zaczynam odczuwać fundamentalną WDZIĘCZNOŚĆ- radość BYCIA SOBĄ. Czy wiesz, że z tego zadowolenia powstaje poczucie własnej wartości? Wymaga to zawsze pracy, która nomen omen jest w zdrowieniu kluczowa i podstawowa.

„Lecz jeśli ślepego prowadzi ślepy, obaj w dół wpadną.” (MT 15,14)

Niestety zdarza się, że my alkoholicy nie poświęcamy czasu na odczytywanie własnej tożsamości. Mamy bowiem na głowie ważniejsze sprawy aniżeli rozważanie „kim jestem”. Idziemy więc na wojnę z własnym EGO ( zamiast pokojowo pracować nad wzbudzeniem autosympatii). Używamy pojęć duchowych w powierzchowny sposób. I przede wszystkim, ruszamy „uzdrawiać potrzebujących” zapominając o własnej chorobie. W taki oto sposób dostarczamy sobie namiastki poczucia wdzięczności UCIEKAJĄC WIECZNIE OD SIEBIE , kiedyś w alkohol a dziś w tzw „służbę”. I spirala głupoty nakręca się dalej. Bo co mądrego możemy powiedzieć nieszczęśliwym ludziom? Że najlepszym sposobem na własne zdrowie jest pomaganie innym?

Odkryliśmy Kim Jesteśmy. Zaakceptowaliśmy i pokochaliśmy prawdziwego siebie-swoje wady i zalety, talenty i ograniczenia, predyspozycje i niemożności.

Każdy człowiek, posiada tyle wad co zalet, i winien jest innym tyle przeprosin co podziękowań. Każdy człowiek, zasługuje zarówno na krytykę, jak i wdzięczność otoczenia. Czy jesteś wdzięczny za SIEBIE? Za siebie ze względu na twoje wnętrze, charakter, potencjał, wygląd fizyczny? Za siebie jako siebie? I czy wiesz, że właśnie od tego zależy twoje trwałe szczęście?

grzegorz

 

 

Poczucie wdzięczności część pierwsza

Mam WSZYSTKO, ale to mnie nie cieszy…..

To są słowa wypowiadane przez ludzi różnych „maści i ról”. Od lekarza przez kolejarza, sportowca, artystę, przedsiębiorcę, księdza czy celebrytę. Jakoś szczególnie pasują do alkoholików, którzy min. z tego powodu piją lub też trzeźwiejąc zapijają. Pochopnie można powiedzieć, że widać „wszystkiego” nie mają. Tymczasem osoby z bezpieczną pozycją zawodowo/rodzinną, uwolnione już od nałogowego picia przeżywają często rodzaj dokuczliwego marazmu, który potrafi skończyć się nawet próbą samobójczą. Dlaczego?

Alkohol jest jak rower elektryczny. Dostarcza energię bez wysiłku.

Czy można cieszyć się życiem na trzeźwo? A czy można jeździć rowerem bez akumulatora?

Byłem kiedyś na testach firmy Scot. Pierwszy raz z ciekawości skorzystałem z roweru MTB ze wspomaganiem elektrycznym. Każda ostra górka czy długi podjazd, który w normalnych warunkach wymagał dużego wysiłku to był teraz „pikuś”. Gdzieś po 1.5 h skońćzył się prąd i nagle trzeba było pedałować realnie, bez wspomagania. Z miejsca przyjemna przejażdżka zamieniła się w męczącą orkę. Wracałem do Arturówka rowerem za 20 000 zł będąc niezadowolonym. Zwykła jazda nie była już taką frajdą.

Człowiek przyzwyczaja się nie tylko do dobrego ale i złego.

Nie wiem czy wokalista zespołu INXS Michael Hutchence miał elektryczny rower ale wiadomo, że uprawiał tzw asfiksję erotyczną. Chodzi o sztuczne zwiększanie doznań seksualnych poprzez stan niedoboru tlenowego. Ta technika ma dostarczyć większych przeżyć przy standardowych praktykach miłosnych. Muzyk stosował auto podduszanie z pętlą na szyi. I tak rozkręcił się w pogoni za tą specyficzną przyjemnością, że pewnego dnia….., po prostu udusił się na amen.

Zwyczajność przegrywa z „Nadzwyczajnością”. Aby w zwyczajności poczuć się nadzwyczajnie- trzeba się napracować.

Po ilości siłowni w każdym mieście widać, że muskulatura to temat „trandy”. Jest jeden problem: ciężkie regularne i żmudne ćwiczenia. Dzisiejsza chemia sportowa wychodzi temu na przeciw. Dostarcza całej gamy medykamentów, które POMAGAJĄ osiągnąć zadziwiające efekty treningowe w uproszczony sposób. ( i wcale nie chodzi o sterydy). Skutek? Większość nie ćwiczy ‚na sucho” z przekonaniem, iż nie ma to żadnych skutków ubocznych.

Tajemnica Coca Coli.

Dlaczego cały świat kocha pepsi czy colę? Bo daje kopa! Ze względu na kofeinę? Przede wszystkim chodzi o CUKIER. Ponad pięćdziesiąt lat temu producenci tych napojów zaczęli stopniowo modyfikować recepturę zwiększając ilość cukru na 100ml. Chcieli osiągnąć silnie energetyzujący napój, który wywoływałby chwilowe poczucie szczęścia . Problemem było to, jak spowodować, żeby bardzo słodki płyn nie sprawiał wrażenie aż tak słodkiego? Z pomocą przyszła chemią spożywcza. Skoro cytryna w herbacie niweluje odczuwanie cukru i wymaga nad słodzenia o łyżeczkę więcej, producenci zastosowali kwas fosforowy. Dzięki niemu szklanka coli zawierająca ok 7 łyżeczek cukru smakuje jak z dwiema.

Woda czyli -”nic specjalnego”.

Gdy postawimy przed dzieckiem butelkę wody i coli, co wybierze? Mówi się, że woda nie ma smaku. Tymczasem w niektórych restauracjach spotkać możemy poza kartą win, kartę wód. Jedne lepiej podkreślają smak polędwicy, inne ryb a kolejne jagnięciny. Istnieje już zawód wodnego specjalisty :sommeliera. Corocznie w USA odbywa się festiwal degustacji wody International Water Casting Awards a najdroższą butelkę H2O sprzedano za 60 000 dolarów!  Thousand BC to woda wydobywana z lodowca (kosztuje ok 40 zł za 750ml). Tasmanian Rain to butelkowana woda deszczowa z Australii. Czy to snobizm i ekscentryzm czy też coś jest na rzeczy? Nie potrzeba butelki za pięćdziesiąt złotych żeby docenić smak wody. Wystarczy pobliskie źródło lub studnia głębinowa.

Rzeczy stają się długie w porównaniu z krótkimi czyli porozmawiajmy o powietrzu.

Zostawmy płyny. Czy smak może mieć ODDECH? Wczoraj w TV usłyszałem o programie do walki ze SMOGIEM. Mój kolega lekkoatleta nie może zimowymi wieczorami biegać bo w jego miejscówce NIE MA CZYM ODDYCHAĆ. Większość domów jest opalana węglem. Czyste powietrze jest towarem deficytowym. Czy przyszło ci kiedyś do głowy być wdzięcznym za ODDECH? W czasie ataku astmy głębokie tchnienie jest marzeniem chorego.  Gdy po raz pierwszy po cztero miesięcznej abstynencji wyjechałem w góry powietrze smakowało mi jak faworki babci.

Rower, siłownia, coca cola, podduszanie, woda i powietrze czyli co ma piernik do wiatraka?

Choć rozmieniłem temat wdzięczności na tzw drobne w rzeczywistości ciągle poruszam się dookoła czegoś istotnego.

Dlaczego jest mi źle?

Mój terapeuta mawia, że człowiek żeby docenić to co ma powinien się ZATRZYMAĆ. Tylko wtedy jest zdolny do głębszej refleksji nad swoim losem. Ale czy ja mam czas na przestój podczas gdy „tylu ludzi potrzebuje mojej pomocy” lub „muszę osiągnąć to czy tamto” albo”zarobić tyle a tyle” lub „grać taką czy inną życiową rolę”? Czy nie ucierpi na tym świat? Nie zawali się dzieło, które opiera się na moim działaniu? Czy nie zginą potrzebujący? Jest w końcu tyle ludzi i tematów, którym poświęcam własne życie……

Zacznijmy od tego, czy ja w ogóle potrafię zdjąć „nogę z gazu”? Czy nie czuję się nieswojo, gdy ” nic się nie dzieje”? Czy nie jest mi ŹLE Z SAMYM TYLKO SOBĄ? Może to właśnie zabija w mej głowie smak wody i zapach powietrza i nie pozwala zauważyć we własnym życiu jego wartościowych części? Przecież w pędzie można jedynie podziwiać monstrualnie formy.  Czy nie z  tego powodu wybieram szklankę coli zamiast wody, HMB pro, elektryczny rower czy duszenie zamiast piękna pocałunku? I choć każdy z nas „pędzi” przez życie na swój sposób łączy nas jedno: UCIEKAMY W TEN SPOSÓB OD SAMEGO SIEBIE.

Wzór na szczęście

Słyszałem gdzieś o wzorze na szczęśliwe życie. W 50 % zależeć ma od osobowości. W 40% od aktywności a tylko w 10% od warunków zewnętrznych danej osoby. Aż połowa to stała „x” i dwie zmienne „y” oraz „z”.  Ale o tym już w następnym wpisie.

grzegorz

Pogoda Ducha

Gdy wracam z urlopu znajomi z reguły zadają mi standardowe pytanie: Jaką miałeś pogodę? Wydaje się, że słoneczne i bezdeszczowe dni są gwarancją udanego wypoczynku. Żywimy przekonanie, że warunkiem sensownego urlopu jest dobra atmosferyczna aura.

Gdy spotykam dawno nie widzianego znajomego, zdarza mi się pytać: jak zdrówko? Zdrowie podobnie jak pogoda nad Bałtykiem uchodzi za synonim szczęśliwości.

Czy mimika twarzy może bezbłędnie opisywać stan psychiczny? Uśmiechniętych i energicznych ludzi uważa się za osoby szczęśliwe a smutnych i flegmatycznych za mniej lub wcale. Czy to jest zasada?

Pogoda DUCHA….co za elektryzujące, pełne siły i nadziei pojęcie, będące przedmiotem życzeń, westchnień, tęsknot i modlitw. Czym jest? Co to jest?             Dziś słów i refleksji parę na ten niby oczywisty a moim zdaniem wciąż niezbadany i źle rozumiany temat.

Szczęście nie jest stacją do której przyjeżdżasz, lecz sposobem podróżowania. Margaret Lee Runbeck

Na program 12 kroków wszedłem po sześciu miesiącach abstynencji. Telepało mną nerwowo. Byłem słaby emocjonalnie, pełen niepokoju i lęku. Średnio raz na dwa miesiące łapałem „duuużego doła”. Mój sponsor mawiał: jeśli Ty działasz to TEN PROGRAM też działa. Szybko odzyskasz pogodę duchaWszedłem w to. Pomyślałem, że w ten sposób ugaszę mój wewnętrzny pożar, który do tej pory próbowałem koić alkoholem. Potraktowałem PROGRAM instrumentalnie, niczym UŻYWKĘ do poprawy samopoczucia.

Egoizm to nie tylko zjadanie ostatniej kanapki u cioci na imieninach. To także zachłanność duchowych dóbr a przede wszystkim przedmiotowy do nich stosunek: mają ZROBIĆ MI DOBRZE!

Dwa miesiące solidnej pracy. Sugestie wykonywałem wzorowo. Czułem się znakomicie. Przyszedł grudzień i nagle bęc, powróciło dołowanie, co gorsza z jakąś większą siłą. Gdzie ta Pogoda Ducha? Sponsor radził zawsze to samo. Poczekajmy do czwartego kroku a póki co spotęgujmy sugestie! Spotęgować sugestie?! Ale wtedy musiałbym już otworzyć ośrodek terapeutyczny we własnym mieszkaniu albo zamieszkać w jakiejś komunie alkoholowej, bo na mitingi chadzałem już 6 razy w tygodniu. Do kolegów wydzwaniałem dziesięć razy dziennie a na kolankach nie miałem już siły klęczeć!

Największym szczęściem jest zaprzestanie dążenia do jego osiągnięcia. Orhan Pamuk „Śnieg”

Wyjechałem w Karkonosze. Starym sposobem „wybiegałem napięcie” na nartach. Jak tylko wróciłem do Łodzi…powtórka z rozrywki. Był to pierwszy sygnał do refleksji nad pojęciem POGODY DUCHA, a raczej do zrewidowania obiegowych opinii na ten temat. Po raz pierwszy zadałem sobie pytanie: czy można czuć się fatalnie psychicznie, ale mieć jednocześnie Pogodę Ducha? Mój sponsor zbaraniał! A ja przeczuwałem, że to jest jakiś kierunek do dalszych przemyśleń.

Czuć się szczęśliwym i bez szczęścia – jest szczęściem. Marie Eschenbach

Czy Pogoda Ducha to pogodne samopoczucie? Gdy czuję się dobrze, mam dużo wigoru, rozpiera mnie energia i wtedy jest cudownie! Super, ale to nie jest stan duchowy lecz psychiczny. Stan zmienny, przeplatany dniami gorszymi a nawet dramatycznymi. Dobry czy tak zwany zły czas istnieje zawsze w moich myślach, uczuciach i zachowaniu. Ale PSYCHIKA TO NIE DUCHOWOŚĆ. To inna para kaloszy.

Szczęście to nie jest brak nieszczęścia. Pogoda Ducha to nie jest brak niepogody. 

Rok kalendarzowy cyklicznie migruje pomiędzy zróżnicowanymi porami roku. Mamy tu nie tylko skoki temperatury, są różnice ciśnienia, wilgotności, wiatru, nasłonecznienia. Zimny październikowy dzień, to rodzaj tej samej pogody co słoneczny lipcowy poranek czy dżdżysty marzec. Nie można zmienić warunków atmosferycznych. Nikt nie powstrzyma śnieżycy ani spiekoty. Można uciekać przed słońcem w cień, przed deszczem pod dach ale nie da się zatrzymać tych zjawisk.

„Życie bez trudności byłoby niczym strumień bez kamieni i zakrętów. Bez problemów niemożliwy jest własny rozwój, grupowe osiągnięcia i postęp ludzkości”. Benjamin Hoff

Spróbuj zatopić korek pływający po wodzie. Im silniej w niego uderzasz, tym bardziej tonie, ale im bardziej tonie, tym silniej wyskakuje z powrotem. Taką metodą zwykły korek może łatwo cię zmęczyć. To nie jest dobry sposób. Znamy powiedzenie o próbie topienia smutków w alkoholu, które jak to się okazuje potrafią niestety pływać!!! Ponoć chińscy rzeźnicy nie ostrzą przy rozbiorze mięsa tak często noży jak ich odpowiednicy na zachodzie. Dlaczego? Pracują elastyczną dłonią, która napotykając chrząstki i kości uślizguje się po nich, podczas gdy europejscy masaże pracują twardym i tępym ruchem noża.

„Mądrość  to sztuka w której trzeba zacząć od pogodzenia się z tym, że rzeczy są takie, jakie są. Potem możemy: albo zaakceptować, że położenia nie da się zmienić, choć można zmienić nastawienie, albo ustalić, co trzeba zmienić, i dokonać tej zmiany”. Julian Baggini „Filozof na kozetce”.

Moja walka z cyklicznym złym samopoczuciem miała wiele bitew. Dwa lata temu jednego dnia chodziłem po Tatrach Słowackich 18 godzin ciurkiem, by dostarczyć sobie endorfin. Podobnie jak w wypadku wielogodzinnych nart biegowych zawsze następnego dnia miałem fatalne samopoczucie niczym KAC. Dziwne ale czułem się jakby po pijaństwie. Organizm osłabiony, odwodniony i obolały. Jak z opisanym wyżej korkiem. Im większe zatopienie tym silniejsze jego wybicie na powierzchnię!

„Dał Pan i zabrał Pan” czyli czy Hiob miał pogodę ducha?

Hiob jest bohaterem jednej z biblijnych ksiąg Starego Testamentu. Był człowiekiem sprawiedliwym, wierzącym i dobrym. Miał szczęśliwą rodzinę i duży majątek. Kochał Boga i czcił go z oddaniem. Szatan wątpił w szczerość jego intencji sugerując, że już niewielki kryzys odmieni Hioba. Bóg pozwolił poddać go próbie. Od tego momentu spadają na niego różnorakie nieszczęścia. Traci majątek. Potem umierają jego dzieci. Pomimo to nie złorzeczy Bogu i przyjmuje swój los z pokorą. Nie dość tych nieszczęść, zaczyna chorować na trąd. Porzuca go żona i przyjaciele. I w tych dramatach  jest pogodzony z sytuacją. Za każdym razem wypowiada sakramentalne zdanie: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech Imię Pańskie będzie błogosławione”. 

Zgłębiając tę biblijną opowieść można metaforycznie powiedzieć, iż pogodne życie to nie są jedynie „słoneczne, bezwietrzne dni”. To także wiele mroźnych zim i ponurych jesieni. To słońce pustyni, susza a czasem huragan. To nadciśnienie, wilgotność i kondensacja. Jaki ma sens WALKA z NATURĄ ZDARZEŃ? Można nienawidzić matkę ziemię za tsunami i tajfuny. Ale na najgłębszym poziomie życie jest ŚWIADOMOŚCIĄ, że WSZYTKO JEST TAKIE JAKIE MA BYĆ. Ta AKCEPTACJA różnych odsłon losu, serwowanych nam każdego dnia, jest już stanem wyższym niż psychika. JEST STANEM DUCHOWYM. A to już jest inny „level”. Pogoda Ducha to radość z życia takiego jakim jest a nie być by mogło. I ten stan wymaka się zarówno „głowie” jak i „sercu”, będąc czymś innym aniżeli uczucie, myśl czy zachowanie.

Obsypany trądem, w żałobie po dzieciach, bez grosza przy duszy, opuszczony przez żonę…..Czy Hiob w takim stanie był szczęśliwy, radosny i w dobrym nastroju? Z pewnością nie. Ale, czy miał Pogodę Ducha?

Każdy z nas ma własne niepowodzenia, klęski i katastrofy. Osobiste przeciwności losu i swoje pasmo krzywd. Prywatne smutki i troski. Zostało jeszcze sześć ostatnich i kluczowych wersów tego tekstu. Życzmy sobie, by na nas czytających je, spłynęło to o czym mówią i nieustannie nam towarzyszyło.

BOŻE, UŻYCZ MI POGODY DUCHA,                                                                             ABYM GODZIŁ SIĘ Z TYM CZEGO NIE MOGĘ ZMIENIĆ.                                     ODWAGI, ABYM ZMIENIAŁ TO CO MOGĘ ZMIENIĆ.                                                      I MĄDROŚCI, ABYM ODRÓŻNIAŁ JEDNO OD DRUGIEGO.                                     NIECH SIĘ DZIEJE WOLA TWOJA A NIE MOJA……..PANIE!

 

grzegorz

 

 

O udzielaniu cennych rad

Gdy nie miałam dzieci, miałam z sześć teorii na temat ich wychowywania i radziłam wszystkim jak je stosować. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii”(anonimowa wypowiedź internetowa).

Jakoś już tak jest, że znamy gotowe recepty na szczęście ale dla innych. Cudze trudności aktywizują nas do teoretyzowania i dawania tzw mądrych rad. Świetnie wiemy co dla każdego dobre. Skoro potrafimy ułożyć drugiemu życie dlaczego nie sobie? Jest to kluczowe pytanie do którego wrócę w końcówce tekstu.

Co ja mam zrobić? czyli o nawyku bezradności 

„Jesteśmy tym co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość i miernota nie jest kwestią szczęścia ale nawykiem”. Dwa i pół tysiąca lat temu Arystoteles zauważył, że człowiek jest panem własnego losu poprzez dublowanie swojego myślenia, odczuwania i postępowania. Powtarzalność formuje w nas to co powielamy. Tą metodą utrwalają się w nas wady lub zalety. Częstotliwość dziękowania owocuje radością  tu i teraz. Częste przepraszam utrwala w nas pokorę. Ale systematyczne kłamstwo buduje w nas nieuczciwość a regularne odkładanie drobnych rzeczy na później zamienia nas w wiecznych leni. Jeśli od dziecka dla pewności regularnie pytałem innych: co robić? wykształcił się we mnie nawyk niepewności. Przestałem być sam dla siebie oparciem. I w taki sposób niechcący uczyniłem się KALEKĄ.

Sama RADA to jedno. Umiejętność przekazania to drugie. Sztuka jej odbioru to trzecie. Stosowanie to czwarte.

Myślę, że powinieneś…”, Lepiej byłoby, gdybyś…”, „Ja na Twoim miejscu…” W taki sposób najczęściej mówimy do własnych dzieci stawiając się w wyższej pozycji. Jakie to denerwujące słuchać kogoś kto jest lepiej ode mnie zorientowany i to w mojej życiowej sytuacji!!! Jakie to nie wychowawcze kształtować w podopiecznych wrażenie, że muszą polegać na INNYCH a nie na sobie!!!

Mama woła syna: JAAASIU do domuuuu! A co? Chce mi się jeść?- pyta z podwórka syn. Nie, nie. Chce ci się spać!-odpowiada mama.

Po pierwsze NIKT nigdy nie WIE lepiej niż JA SAM. Trzeba zmienić przekonanie, że nie znajdę sam w sobie dobrej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i trudne wybory. Często ciężko decydować tylko dlatego, że jestem zbyt blisko problemu i brak mi do niego dystansu. Wtedy rozmowa z drugim człowiekiem daje nam tę niezbędną przestrzeń ale pod jednym warunkiem: że on jedynie słucha. Najczęściej jednak my alkoholicy wolimy by ktoś decydował za nas. Tak zwalniamy się zarówno z trudów wyboru jak i z odpowiedzialności. Oto przyczyna. Gdyby nie moja żona i jej chore pomysły nie miałbym takich problemów. Gdybym tak nie słuchał matki byłbym dzisiaj innym człowiekiem. Wspomnę w tym miejscu o potrzebie asertywności. Czy umiesz bronić swoich psychologicznych granic? Chodzi o sytuacje gdzie natrętni współuzależnieni rodzice, partnerzy lub przyjaciele próbują „układać tobie życie”.  Czy umiesz posługiwać się słowem NIE w relacjach z bliskimi? Czy umiesz podziękować innym za ich cenne wspaniałe rady?

Trzy wesela i pogrzeb czyli dlaczego wkurzają nas cudze rady.

Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż mentorsko kaznodziejski ton wypowiedzi. Któż z nas lubi nadęte i napuszone przemowy i to jeszcze na temat naszego życia? Czy z ust księdza, wychowawcy klasowego lub rodzica zawsze napawają one niechęcią. Także irytują natrętne rady naszych znajomych: Nie martw się, Głowa do góry, Będzie dobrze. Od takich słów robi mi się zawsze słabo. Dlaczego? Ponieważ bagatelizują mój problem i zaburzają równorzędność relacji. Nagle ktoś jest tu mędrcem a ja przeciwnie. Poza tym nieco za szybko ucinają sprawę bo czasem potrzeba komuś się po prostu WYGADAĆ i nie musi to być wcale użalanie się nad sobą.

Dlaczego dajemy rady innym ludziom, chociaż sami czujemy do nich wstręt? 

Gdy ktoś zwierza się ze swojego kłopotu automatycznie włącza się we mnie przymus dawania porad. Uważam, że druga osoba tego ode mnie oczekuje.(oczekiwania) Po drugie „radzenie” daje mi samozadowolenie. (poczucie wyższości) jestem mądry, oczytany, doświadczony i wzbudzam zaufanie! Mózg ludzki w sytuacjach „świadczenia” dla kogoś pomocy wytwarza substancje szczęścia. Stąd altruizm często bywa zwyczajną kompulsją. Kolejna sprawa to aspekt wychowawczy. (utrwalanie) Otóż: nauczając innych sami się uczymy. Więc takie działanie umacnia przede wszystkim NAS we właściwej postawie wobec różnych problemów. Ostatnia kwestia dla której wręcz palimy się do udzielania rad to zasada pracy głowy człowieka. Nasz umysł preferuje SZYBKIE rozwiązania cudzego problemu jako profilaktykę dla własnego bezpieczeństwa. Ponieważ kłopoty bliskich i dalszych mogę kiedyś stać się naszymi aby do tego nie doszło z automatu stajemy się „wujkiem dobra rada”. Z takich to przyczyn trudno jest zachować swoje mądrości wyłącznie dla siebie. Jednocześnie z tych samych powodów powinniśmy nauczyć się gryźć w język za każdym razem gdy chcemy dać komuś jakąś dobrą wskazówkę.

„Weź się w garść” czyli prostowanie garbatego i śpiewanie z niemową

To znane wszystkim obiegowe i popularne powiedzenie. Jednak gdy tłumaczysz to wdowie czy osieroconemu dziecku to jakby mówić do niemowlaka w łóżeczku, żeby przestał płakać!

Czy można komuś pomóc nie dając żadnej rady? 

„Przyjdź z pustymi rękami, a ja napełnię je swoimi opowieściami i łzami”. Inge Diepman

Na każdym mitingu AA słyszymy od Prowadzącego, że Anonimowi Alkoholicy nie udzielają sobie rad. Skoro tak to w jaki sposób trzeźwieją??? Zawsze trudniej jest słuchać niż mówić. W kontaktach z „obolałymi” osobami zwykliśmy przyjmować postawę LUSTRA lub GĄBKI. Albo prowadzimy konfrontacyjny dialog albo chłoniemy cudze emocje do tego stopnia, że sami zaczynami źle się czuć. Myślę, że w takich relacjach powinniśmy być raczej JAK KRYSZTAŁ. Chodzi o to by przepłynęły przez nas cudze wątpliwości, lęki i niepewność. Rzecz w tym by użyczyć na chwilę komuś SIEBIE do przepuszczenia przez nas DALEJ swoich mroków. Rozmowa z przybitym przyjacielem nie powinna być ani jak wymiana w ping ponga ani jak wyrzucanie śmieci do kosza. Nie podejmuje za nikogo decyzji, nie biorę odpowiedzialności za czyjeś wybory. Nie zarażam się cudzymi uczuciami. Słucham. Słucham i próbuję  ZROZUMIEĆ. W ten sposób to przeze mnie przepływa a nie spływa lub zostaje.

Skoro potrafimy ułożyć drugiemu całe życie dlaczego z tej  mądrości nie korzystamy sami? 

Bo nie da się zastosować jej w praktyce metodą prostego przeniesienia. Życiowa podróż to coś więcej aniżeli skrót drogowy, którym poradził mi jechać kolega. To też coś innego aniżeli zasłyszany przepis na pieczonego kurczaka czy golonkę po bawarsku. Gdyby sama wiedza potrafiła zmieniać ludzi, alkoholicy trzeźwieli by od książek, narkomani od rad psychologów a współuzależnieni od wskazówek rodziców i przyjaciół. Powtarzam raz jeszcze-OSOBOM Z PROBLEMAMI zwykle NIE BRAKUJE WIEDZY! BRAKUJE IM SIŁY BY ZROBIĆ TO CO DOBRZE WIEDZĄ!

Skąd czerpać życiową SIŁĘ?

Ja znalazłem ją w dwunastu krokach zdrowienia, które opisałem na tym blogu. Jeśli ciekawi cię co konkretnie mam na myśli zapraszam. I to wszystko. www.alkonblogujacy.pl 

Grzegorz

 

 

6.2 Świat i ludzie są OK. Jedyną osobą, która musi się zmienić jestem JA SAM!

Największymi wrogami prawdy nie są wcale kłamstwa, ale nasze utarte przekonania. Fryderyk Nietzsche

Dlaczego przedsiębiorcy, politycy czy ludzie schow biznesu częściej leczą się na depresję niż paryscy kloszardzi lub łódzcy bezdomni?

Znam takich, którzy  zbankrutowali, stracili rodziny, zdrowie a pomimo to nie użalają się nad sobą i odnajdują w nowej rzeczywistości. Mam też kolegów opływających w materialny luksus i miłość rodziny a pomimo to posępnych, marudnych i męczących dla otoczenia. Skąd takie różnice? Dlaczego często ta sama sytuacja dla kogoś jest przeszkodą, a dla innych życiowym wyzwaniem?

m6Jeśli o mnie chodzi, doświadczyłem obu stanów. Myślę, że to nie zdarzenia czy ludzie czynią mnie szczęśliwym lub rozbitym lecz moja własna GŁOWA. LICZY SIĘ NIE TO CO SIĘ DZIEJE, ALE  CO JA O TYM  WSZYSTKIM MYŚLĘ! Decydująca jest moja mentalna reakcja. OD TEGO CO MYŚLĘ ZALEŻY CO POCZUJĘ. OD TEGO CO POCZUJĘ ZALEŻY JAK SIĘ ZACHOWAM. Oto mój łańcuszek szczęścia lub problemów.

W filmie Konopielka, główny bohater Kaziuk mając dokuczliwy katar zadaje pytanie: skąd się te smarki biorą i biorą?! Ja zapytam: Skąd się biorą myśli?

m2Są skutkiem moich przekonań i życiowych doświadczeń. Ich działanie jest stricte mechaniczne. Coś widzę i automatycznie COŚ o tym MYŚLĘ. Moja głowa puszcza z taśmy to co wgrało się latami na dysk twardy mojego umysłu. Niestety, dlatego przez całe życie jestem jak robot lub niewolnik własnego umysłu! Najczęstszą przyczyną codziennego bólu są fałszywe wrażenia, że moje samopoczucie zależy od  tego jak traktują mnie inni i jak ułożą się ważne dla mnie sprawy.

Największe moje dotychczasowe odkrycie  mówi, że ŚWIAT JEST OK  I LUDZIE SĄ OK. Moja żona, synowie, znajomi, teściowie i rodzice, klienci oni wszyscy są w porządku i nic nie muszą ze sobą robić. JEDYNĄ OSOBĄ KTÓRA POWINNA  SIĘ ZMIENIĆ JESTEM JA SAM. Na czym polega zmiana? Na zmianie myślenia .

m8Jak to zrobić? Z pewnością nie będzie to  zakręcenie kranika z wodą. Człowiek ma dziennie do 40 000 myśli a wszystkie są automatycznym skutkiem przekonań. Nie da się przestać myśleć, ale można myśleć INACZEJ. To nie smutne historie wpędzają mnie w przygnębienie, ale to jak je interpretuję. Dobry humor nie zależy od dnia, zdarzeń i ludzi ale od mojej reakcji na to wszystko.

Żeby kontrolować swoje zachowanie trzeba kontrolować uczucia, żeby kontrolować uczucia trzeba kontrolować myśli , żeby kontrolować myśli trzeba zmienić WIELE przekonań. Żeby zmienić przekonania trzeba sobie UŚWIADOMIĆ ich szkodliwość.
To czego sobie nie uświadamiasz kontroluje ciebie.

m3Posiadałem sporo moim zdaniem oryginalnych i praktycznych opinii, które w rzeczywistości utrudniały i niszczyły mi życie. Moje destrukcyjne przekonania dotyczyło tego, że jestem pępkiem świata, że najważniejsze jest moje znakomite samopoczucie, że muszę sobie na każdym kroku „dogadzać”. W związku z tym piłem na umór przy każdej okazji, nie bacząc na prośby i groźby żony. Drwiłem z przyjaciół i znajomych. Nie szanowałem ludzi. Co mi to dało? Zostałem szybko alkoholikiem. Przekonanie o osiąganiu szybkiej satysfakcji i ulgi  wpędziło mnie w chorobę alkoholową. Zawsze kiedy narozrabiałem,  przychodziłem sobie  z pomocą  innym chorym przekonaniem, że jestem EKSCENTRYKIEM. I z tą myślą o własnej oryginalności dalej trwałem w bagnie. Nie było mi łatwo zmienić to stereotypowe myślenie. Dopiero po ponad roku abstynencji zacząłem zauważać różnicę pomiędzy RADOSCIĄ a szaleństwem. Warto było czekać! Naprawdę warto! Jak łatwo się samemu skutecznie oszukać……. Dziś rozglądam się za zdrowymi  sposobami podejścia do starych problemów. Okazuje się, ze jest tyle bezpiecznych rozwiązań. Jednak alkohol był najszybszym i najłatwiejszym a ja chciałem wszystko mieć natychmiast, niczym małe dziecko, nie cierpiałem na coś czekać. Długo żywiłem kolejne chore przekonanie, że jeśli będę wykonywał polecenia żony lub bezkrytycznie zgadzał się z jej zdaniem to będę „ pantoflarzem”. Miałem też zdanie, że moje szczęście zależy od grubości mojego portfela, że wszystkie problemy znikają w kontekście sześciu zer na koncie bankowym. Inne wyniesione z domu rodzinnego mówiło, że mężczyzna jest Alfą i Omegą, głową w sensie hierarchicznym, że kobiety, dzieci i ryby głosu nie mają. Groźnym dla mnie poglądem było myślenie, że cały świat mnie nie kocha, że wszyscy robią mi „pod górkę”, że zewsząd czyha niebezpieczeństwo, że „na pewno się nie uda”. Hołdowałem także wrażeniu, że muszę być nr1, że porażka to hańba, że bezsilność to słabość i tchórzostwo!

Widzimy ludzi i rzeczy nie takimijakimi są, ale takimijakimi my jesteśmy. Anthony de Mello

Jeśli zmienisz przekonania, zmienisz myślenie.

Wiecznie zadręczałem się myślami o moje finansowe bezpieczeństwo. Miałem też długoletni  epizod szukania aprobaty i zamartwiania się tym,  że inni mnie nie szanują i nie lubią. Dlaczego? Bo sam siebie nie ceniłem! Odbierałem świat jako wrogi bo sam do siebie miałem taki stosunek!

Czuję to co myślę

Jeśli sądzisz, że twoje urazy mają uzasadnienie bo ludzie sprawili ci wiele przykrości to jesteś w błędzie. Inni oczywiście wielokrotnie zachowywali się  wobec mnie niestosownie, ale BÓL zawsze zadawałem sobie sam. To moje myśli wzbudzały we mnie poczucie skrzywdzenia, winy, odrzucenia i poniżenia, zazdrości lub zawiści. Myśląc tak,  zrzucałem z siebie odpowiedzialność za to co czuję na innych, a to nie jest mądre. Wychowałem się w domu gdzie rodzice często przerzucali odpowiedzialność za ich samopoczucie na ludzi i sytuacje. Ktoś był draniem, bydlakiem, oszustem a oni zawsze bez winy. Tymczasem prawda jest taka, że nikt nie może mnie zdenerwować poza mną samym. Jednak środowisko w którym dorastałem, wytworzyło w mojej głowie kolejne chore przekonanie, że to inni ludzie mają decydujący wpływ na mój nastrój. Dobitnie wyraził to Anthony de Mello w słowach: „Przypuśćmy, że deszcz przerwał ci miłą wycieczkę. Kto fakt ten przeżywa negatywnie? Deszcz czy ty? Co jest przyczyną tego negatywnego uczucia? Deszcz czy twoje nastawienia? Kiedy uderzasz się kolanem w stół, stół ma się dobrze. Zajęty jest realizowaniem tego, do czego został powołany – do bycia stołem. Ból jest w twoim kolanie, nie w stole. Mistycy wciąż próbują nam przekazywać, że rzeczywistość, która nas otacza, jest najzupełniej w porządku. Problemy tkwią nie w tej rzeczywistości, znajdują się one wyłącznie w ludzkich umysłach.”*

Kropla drąży kamień nie siłą lecz częstym padaniem

Zmiana stereotypów myślowych to długi proces. Podobnie jak nie da się z miejsca nauczyć grać na fortepianie tak samo nie możliwe jest natychmiastowe przezwyciężenie mentalnych nawyków. Ważne, żeby postawić sobie taki cel a początkowe niepowodzenia traktować jako drogowskazy, że idziemy w dobrym kierunku i nigdy nie zawracać z tej drogi. Nie chodzi o to, czy z miejsca potrafię całkowicie przejąć kontrolę nad myśleniem, uczuciami i zachowaniem, ale CZY TEGO CAŁKOWICIE CHCĘ! I to  jest moja GOTOWOŚĆ a reszta z Bożą pomocą, będzie zmieniać się we właściwym czasie i odpowiednim tempie, ale zawsze poprzez pracę moich rąk a nie „pieprzenie o Szopenie”!**

grzegorz trzeźwiejący alkoholik

*Anthony de Mello Przebudzenie

**Fryderyk Chopin :)  

4.43 Przewrażliwienie na własnym punkcie

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny

beznazwy

Oglądałem kiedyś wywiad z  gitarzystą Carlosem Santaną . Od początku lat siedemdziesiątych nagrywał znakomite płyty . Z tamtych czasów pochodzi choćby Samba pa Ti. Wyznał, że żył wtedy w chronicznym napięciu i strachu. Dlaczego? Miał  obsesję na własnym punkcie, która kazała  myśleć, iż cały świat sprzysiągł się przeciwko niemu. Interpretował zachowania ludzi  jako  wrogie. Gdy producent nie odbierał telefonu wyczuwał w tym katastrofę.  Przesuwano termin nagrań z powodów technicznych a on interpretował to jako atak na jego osobę. Udzielał wywiadu a potem miał skrupuły, że seplenił i mówił bez sensu bo ma niskie IQ, słaby dowcip i małą przebojowość. Gdy stawał przed lustrem widział tylko wielki swój nos i ohydne brodawki na policzkach .Wszędzie węszył podteksty i cynizm otoczenia.  W tym nieznośnym piekle napięcia i stresu  otuchą był oczywiście alkohol i dobre zioło. Nagle coś pękło ,przeszedł załamanie nerwowe, poddał się terapii. W efekcie zaczął zmieniać optykę widzenia. Świat zaczął odbierać jako  życzliwy i przyjazny. Nie oddzwaniający telefon nie oznaczał już kłopotów ale to, że ktoś jest zajęty.  Czyjaś groźna mina nie była już złym sygnałem .

suZ nowym nastawieniem  w 99 r po 20 tu latach psychicznych męczarni nagrał płytę SUPERNATURAL, która uczyniła go milionerem i megagwiazdą! Album zdobył 9 nagród Grammy i sprzedał się w ponad 26 mln egzemplarzy. Co ciekawe muzyk nie dostał od tego „małpiego rozumu” i „nie odbiła mu palma”.To jest dopiero renesans!

Choć nie wszyscy  gramy na gitarze tak dobrze jak Santana, to każdy z nas alkoholików  jest jakoś przewrażliwiony na swoim punkcie.  Wszyscy mamy tendencję do kręcenia w głowie filmów, do  absurdalnych  obaw, dołujących wniosków i widzenia dookoła siebie złośliwości i podstępu. Żona, która prosi  o zachowywanie porządku w domu jawi mi się jako czepialski złośliwiec! Nie oszczędzamy siebie nawet na mitingach, plując sobie w brodę, że mogliśmy coś powiedzieć lepiej nie wspominając jak nas telepie gdy ktoś ma inne zdanie.

Przewrażliwienie…. skąd to się bierze?

Santana z własnego dzieciństwa pamiętał głównie sytuacje w których go ośmieszano lub zawstydzano. Towarzyszyła temu ciągła niepewność z powodu której wiecznie szukał aprobaty u dorosłych.

Z nie mniejszym trudem niż przyznanie się do alkoholizmu przychodzi czasem wyznanie, że nasze samopoczucie uzależniliśmy  od  reakcji innych osób. Że rozpaczliwie szukamy  na zewnątrz siebie  potwierdzenia własnej wartości. Ludzie mają nas akceptować, szanować, słuchać, lubić i podziwiać! W przeciwnym razie jesteśmy nerwowi, niepewni, rozgoryczeni, podminowani i „posrani”. Mało tego, gotowi jesteśmy wchodzić im w tyłek lub walczyć z nimi w zależności czy nas akceptują czy nie. Ktoś błyszczy wyglądem i najmniejszy pryszcz na brodzie wywraca go kołami do góry. Inny przedkłada ponad wszystko sylwetkę, ubiór lub fryzurę. Są osoby nadwrażliwe na krytykę. Przewrażliwienie dotyczy także zazdrościzawiści, niecierpliwości, zarozumialstwa, egocentryzmu, użalania się nad sobą. Jest to rodzaj obsesji na własnym punkcie.

Jeśli w dzieciństwie wyrobimy sobie  przekonanie, że to, co myślą o nas  inni jest najważniejsze, wpadniemy w spiralę  szukania  swojej wartości u mamy, taty, kolegów, znajomych, wujków i cioć . Paradoksalnie w taki sposób utrwala się  niskie poczucie  wartości. Trudno potem w życiu dorosłym nie patrzeć na innych z głodem aprobaty i nie dopowiadać sobie samemu  w myślach, co o nas sądzą

Jakże ciężko zmienić ten chorobliwy nawyk  posądzania innych o coś, czego nie zrobili, nie pomyśleli ani kim nie są.  Jak opornie idzie wyzbywanie się codziennych absurdalnych domysłów. O ile łatwiej przestać pić niż  wyplenić  PIJANE MYŚLENIE,  które choć  od dawna nie mamy alkoholu w ustach często zatruwa nasz umysł i duszę.

s

Moja babcia oceniając czyjeś niestosowne zachowania miała zwyczaj mawiać:  chora głowa„. Gdy trafiłem do AA spotkałem się tam z takim samym sformułowaniem. (musieli znać moją babcię   :-)   ) Życzmy sobie byśmy trzeźwieli nie tylko fizycznie ale także psychicznie i duchowo a wszystko po to, by każdy z nas „nagrał w końcu  swój życiowy SUPERNATRAL”  po którym nic nie zawróci mu w głowie bo ONA będzie już trzeźwa!  :-D

grzegorz alkoholik

 

1.20 Przyznałem tak jak inni że jestem bezsilny wobec alkoholu

Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

Ten wpis ,będę rozbudowywał. Celowo zostawiam go nieskończonym. Chcę pamiętać całą prawdę mojego picia ,a nie tylko to co wesołe i to subiektywnie. Gdy nachodzi mnie jakaś myśl o piciu ,przypominam sobie jedną z wielu historii i pytam sam siebie: warto do tego wracać?

Sylwester z urwanym filmem ale już przed życzeniami czyli 12. ( w trakcie pisania)

Zarozumialstwo i chwalipienctwo  i to poczucie wstydu.

Picie przed długimi podróżami np. powrót z Livigno

Regularna jazda po pijanemu samochodem czyli powroty  z nart biegowych.

Wyjazd samochodem do warszawy do teatru po pięciu piwach.

Koncert U2

Metalica spanie na płycie

Kłotnie po imprezach samochodowe

Pobicie żony

Ciągi

Picie po kryjomu

Picie przy KAŻDYM spotkaniu towarzyskiem

Spacer w czasie pracy zatrzymanie w ogórdku i bęc

Picie na czczo od piątej rano

Upijanie się do zgona i odstawianie głupot

Pierdzenie w towarzystwie

Obnażanie się na imprezach

Obrażanie gości

 

 

 

 

 

 

 

 

1.15 Bezsilność wobec alkoholu : Próby kontrolowania picia

Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu,  że przestaliśmy kierować własnym życiem.

Co sprawia że alkoholik nie może przestać pić?

UTRATA KONTROLI . Jest ona zarówno istotą alkoholizmu jak i jednym z objawów. Mówiąc inaczej , choćbyś miał wszystkie znane symptomy tej choroby poza utratą kontroli tzn że masz szczęście i nie jesteś alkoholikiem.

Kto raz utracił kontrolę nigdy jej nie odzyska.

My alkoholicy często by zachować twarz próbowaliśmy udowodnić sobie i innym że nie mamy problemu. W przerwach pomiędzy ciągami regularnie ćwiczyliśmy swoją wolę poprzestając na jednym piwie ,lampce wina ,setce wódki. Dawało to wrażenie panowania nad alkoholem. A to wzmacniało nasze słabe poczucie wartości i niską samoocenę. Pamiętam ,jak wydawało mi się że już wiem jak to robić! Miałem to uporządkowane!

dob

I nagle…….Nagle znów CIĄG i wszystko wraca do punktu wyjścia.

Niestety przyczyną ciągu nie był ostatni kieliszek ,ale ten pierwszy po przerwie. Żeby przestać pić musi dotrzeć do nas info że utraciliśmy kontrolę. Powodzenie leczenia zależy od zauważenia tej zależności. Przyznanie się do bezsilności wobec alkoholu jest następstwem utraty wiary w możliwość kontrolowania picia teraz i w przyszłości. To jest kluczowe ograniczenie.

Bezsilność jest psychicznym uczuciem w chorobie alkoholowej. Utrata kontroli jej  objawem . Jest ona brakiem siły do powstrzymania przymusu picia . Uznanie bezsilności to poddanie się. To zejście z pola walki ,z ringu gdzie od lat boksuje się z silniejszym ode mnie przeciwnikiem. Jeśli chodzę na imprezy ale nie piję.  To to dalej jest walka! A trzeba się poddać! Chodzenie abstynenta na imprezy gdzie jest alkohol , to picie na sucho! Jeżeli to robię ,i znajduję dla tego inteligentne i racjonalne wytłumaczenia typu „to mój przyjaciel” , „to imieniny brata” itd. oznacza to że nadal próbuje to kontrolować ,tym razem z pozycji abstynenta. Proces wygląda tak ,że najpierw udowadniam sobie że już nie piję. Za chwilę będę udowadniał że po takim okresie abstynencji z pewnością odzyskałem umiar.

Utrata kontroli nad alkoholem wiążę się z utratą kontroli nad życiem. Bo życiem pijanego alkoholika kieruje alkohol. Trzeźwego natomiast skutki alkoholizmu . O czym piszę w kolejnym wpisie nr 1.

Co to jest ta utrata kontroli? Gdy zacznę pić nie jestem w stanie przewidzieć kiedy wypiję ,ile wypiję ,gdzie , z kim i kiedy skończę. Nie umiem tez dotrzymać składanych obietnic ,zobowiązań czy przyrzeczeń.

Wszystkie proby kontroli najpierw przynoszą zadowolenie z siebie ale potem duży ból.

 

 

 

 

1.12 Bezsilność wobec alkoholu : Jak radzić sobie z głodem alkoholowym? Metoda HALT!

Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu,  że przestaliśmy kierować własnym życiem.

Sposób Pierwszy : HALT!

6

Choc brzmi po niemiecku ,nie ma nic wspólnego z Hansem Klosem i II wojną światową. To skrót od angielskich słów : hungry , angy ,lonely i tried.

 imagesCAPUM1MY2 3

Co ciekawe w zasadzie chodzi o STOP :-D  imagesCA5F13WT

Rzecz w tym ,byśmy nie byli ZBYTNIO :

GŁODNI      imagesCAMVE5ZH imagesCAO0N2W5

ŻLI                imagesCA8S2HNA imagesCAB38CWH

SAMOTNI    imagesCAZHQP63 imagesCANM3H22

ZMĘCZENI imagesCATFXZHZ imagesCA08PAA2

Głód ,gniew ,samotnośc i zmęczenie to cztery stany zagrożenia dla trzeźwości. 

Organizm człowieka po pierwsze bardziej domaga się alkoholu gdy  gdy żołądek jest pusty. Kanapki ,ciasteczka ,batoniki….coś trzeba miec ze sobą ,żeby nie dopuszczac uczucia bycia ZBYT głodnycm.

Gniew jest ok ale u alkoholika ten stan jest częstym powodem sięgania po kieliszek dla szybkiego odprężenia. Oddech przeponowy? Modlitwa? Spacer? Sport? Gorąca kąpiel?

Podobnie z samoptnością , jest dobra dla mistyka ale nie alkoholika na drodze do trzeźwienia. Jednym z symptomów nawrotów choroby jest izolacja. Odczuwanie pretensji do ludzi ,krytykanctwo ,zamykanie się w sobie. Rezygnacja z mitingów ,spotkań z terapeutą. Za wszelką cenę strońmy samotności. 

Na koniec chodzi o unikanie zmęczenia fizycznego jak i psychicznego. Ponieważ alkohol dodaje sztucznie siły i wigoru ,stawia na nogi usuwając na krótko zmęczenie ,stan osłabienia będzie sprzyjał tendencyjnemu myśleniu o wzmocnieniu jakie dało by wypicie paru piwek. Sen , drzemka , relaks ,teatr ,urlop ,wyjazd za miasto. To ważne sposoby radzenia sobie ze zmęczeniem.

grzegorz alkoholik

1.5 Bezsilność Alkoholika

Przyznaliśmy ,że  jesteśmy bezsilni wobec alkoholu ,że utraciliśmy kontrolę nad życiem.

Bezsilność jest stanem naturalnym . Bywamy bezsilni wobec przyrody i zdarzeń losowych typu choroba czy śmierć. Jaki sens ma walka jednego człowieka z powodzią ,pożarem ,huraganem?  Skazuje nas  z góry porażkę.

tajfun powódź pożar

Na czym polega walka alkoholika z alkoholem?

Na próbach kontrolowania picia. Walczy o to by mógł pić jak człowiek! Postanawia  na spotkaniach ograniczyć się np. tylko 4 kieliszków lub  3 drinków. Decyduje ,że nie będzie pił sam lub nie będzie pijał z innymi. Ustanawia sobie okresy abstynencyjne typu adwent ,post lub dni bez alkoholu. I co z tego wynika? Ostatecznie  porażki. Nie zamierza jednak rezygnować z tych prób bo to oznacza „poddanie się”. Składa sam  sobie przysięgi , obietnice…….Włącza do „menu” piwo bezalkoholowe , niskoprocentowe wina . Wszystko po to by odnosząc jakieś małe zwycięstwo poczuć się z sobą dobrze .Potrafię!  Można!  Tak długo jednak jak widzi możliwość własnej zmiany metodą silnej woli niczego nie zyska.

Dlaczego jestem bezsilny wobec fali tsunami? wobec śmierci ? To oczywiste NIE MAM NA TO WPLYWU ,żadnego wpływu. Identycznie jest z alkoholem. Choć nie ma rozmiarów tajfunu i wygląda niewinnie ,jestem wobec niego tak samo bezsilny jak wobec powodzi.

bez 41930_3bad82630002461e4d78e9e8 alcoholism-26928070

W jakim sensie? Nie jestem w stanie pić w sposób kulturalny. Dożywotnio utraciłem kontolę. Na tym polega bezsilność: na utracie kontroli.

beznazwy  images6FPQ9QUD  waga

Przyznanie się do bezsilności wobec alkoholu to na początku poddanie się i wywieszenie białej flagi.

images3X55KBMA

Potem prośba o pomoc z zewnątrz ,od kogoś silniejszego.. Ja sam sobie nie poradzę!

imagesE1I1V1I8

Potem ,przyjęcie tej pomocy.

imagesREKRYJRR

Jeżeli mam problem ze słuchaniem świadectw innych alkoholików ,jeżeli mam urażoną dumę gdy ktoś sugeruje mi pomoc ,zaprasza na mitingi czy zachęca do wejścia na program kroków ,oznacza to że nie wykonałem jeszcze pierwszego kroku. Nie czuję bezsilności wobec alkoholu.

Grzegorz alkoholik