7.4 Nasze największe BRAKI

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

puzzleJestem ładną osiemnastoletnią dziewczyną. Mam rodzinę, przyjaciół, dobrze się uczę. Wielu mnie podziwia. Ja jednak patrzę na to obojętnie.Sama nie wiem, dlaczego nie mam radości i chęci życia? Czuję, że czegoś mi brak do bycia spełnionym ale sama nie wiem czego. Moje życie wewnętrzne jest smutne i szare. Patrzę na innych i wydaje mi się, że niektórzy ludzie są tacy super, mają  znajomych, każdy ich lubi. Jestem niezadowolona z siebie i z tego, jak żyję. Chciałabym to zmienić, ale nie wiem sama, za co się zabrać. 

To przedruk  internetowej wypowiedzi. Nastolatka wchodzi w dorosłość z poczuciem braku sensu. Gdy byłem w tym wieku myślałem tak samo. Niestety nie było wtedy  facebooka i forów tematycznych. Chodzenie do psychologa graniczyło z nienormalnością. Brak radości życia zaspokajałem więc domową metodą: przy pomocy alkoholu.

Życie mówi do nas językiem natury i nie zawsze wprost.

Gdy puchną ręce i nogi wiadomo, że brakuje nam potasu. Będąc chronicznie zmęczonym warto sprawdzić poziom żelaza. Drgające mięśnie czy powieki, są sygnałem braku magnezu. Idę wtedy do apteki. Kupuję Mg z witaminą B6. Ograniczam kawę, mocną herbatę.

Brak wytchnienia i spokoju tak charakterystyczny w całym okresie mojego picia nigdy nie uważałem za jakiś sygnał głębszego problemu lecz zachętę do zrelaksowania się alkoholem. To tak jakby drgające powieki leczyć podwójnym porannym espresso. Piłem by być spokojnym i wyluzowanym, ale w rezultacie tylko wzrastało we mnie napięcie. Po czasie dowiedziałem się, że alkohol jest w rzeczywistości LĘKOTWÓRCZY.

Życiowe sygnały są jak orzechy, sedno jest dopiero w środku łupiny.

Brak biletu PKP może świadczyć o braku pieniędzy lub pośpiechu. Brak wykształcenia o niskim IQ lub trudnym dzieciństwie. Brak tchu mówi o zmęczeniu ale czasem o chorobie. Brak miesiączki nie zawsze oznacza ciążę a brak wzwodu nie koniecznie określa impotenta. O czym mówi BRAK RADOŚCI  ŻYCIA? Brak SENSU? Brak poczucia spełnienia? Brak poczucia własnej wartości? Brak Siły? Brak celu?  Brak opanowania? Brak nadziei? Brak pieniędzy, wykształcenia, odwagi, ogłady, kultury, cierpliwości? Brak czasu? Brak pokory?

Badania prowadzone na wybranych grupach pokazują, że najbardziej doskierwa nam brak: miłości i zrozumienia, brak czasu i spokoju,  brak radości,  dobrej pracy i godziwych zarobków,  brak przyjaciół.

Co jest moim największym BRAKIEM?

Pamiętacie film Ice Ventura z Jimem Carreyem? A Bruce Wszechmogący? Nakręcił je znany amerykanski reżyser Tom Shadyac. Facet piął sie jak burza na wyżyny sławy, pieniędzy i zaszczytów. Nagle, podczas przeprowadzki do  kupionego luksusowego domu, poczuł się PIEKIELNIE SAMOTNY. Pośród przepychu, blichtru i milionów dolarów zauważył bezsens swojej drogi. W wyniku tych przeżyć nakręcił film dokumentalny „I am”, w którym stawia pytanie: „co jest najważniejsze w życiu”?

Dlaczego zarówno stojąca na progu życia nastolatka z początku tekstu jak i dojrzały reżyser bedącu juz w jego wirze mają ten sam wspólny problem? Dlaczego także JA, często patrzę zasępiony przed siebie pełen smutku , niepewności i wewnętrznej pustki?

Lubisz puzzle? Ponoć każdy z nas ma w sobie dziurę w duszy wielkości i kształtu Boga. Do tego pustego miejsca nie pasuje nic innego. Nie ma tu ani substytutu ani zamiennika. A ta „część oryginalna” wcale sie nie narzuca, nie poleca i nie reklamuje lecz POKORNIE czeka  od wieków w kolejce, gotowa bezinteresownie dopełnić UKŁADANKĘ ludzkiego spełnienia.

grzegorz trzeżwiejący alkoholik

7.3 „Żądza” zmiany czyli kompulsywne próby bycia lepszym człowiekiem

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

Czy  wystarczy „chcieć by móc”?

Zawsze byłym wyznawcą powiedzenia, żeczłowiek jest kowalem własnego losu”. Lubiłem czytać tzw „kolorowe książki” o nieskończonym potencjale jednostki ludzkiej. Z tej przyczyny nie mogłem zrozumieć dlaczego zamiast samemu wziąć „byka za rogi”, krok siódmy proponuje bieganie „po prośbie” i to jeszcze zamiast psychoterapeuty to do niewidzialnego Pana Boga?!?! Czy nie jest to niepoważne i nieodpowiedzialne?

Zgodnie z sugestią sponsora zacząłem  odmawiać modlitwę tego kroku wymieniając na głos 20 wad mojego charakteru. Z miejsca  zaczęły przytrafiać mi się zdarzenia, gdzie stawałem przed jakąś moralną próbą . Choć wypadałem kiepsko każdorazowo obiecywałem  poprawę i starałem się ustrzec od  zadawania sobie i ludziom bólu. To była dla mnie duża zmiana. Do tej pory moralna porażka zawracała mnie z drogi, teraz odwrotnie.

Maskowanie „wad”.

Nie wszystko oczywiście szło tak jak powinno. Wiedziałem, że nie powinienem być wulgarny, apodyktyczny i nietolerancyjny. Zamiast więc „walić prosto z mostu” stałem się wobec ludzi  bardziej sarkastyczny, uszczypliwy i szyderczy niczym zgryźliwi dziadkowie z Muppet Show. Moja agresja z czynnej przeszła na bierną co świetnie kamuflowało przemoc. To tylko jeden z przykładów. Pomimo stanowczego postanowienia bycia wobec żony wyrozumiałym, serdecznym i pomocnym ciągle byłem naburmuszony, bez serca i mało przydatny. Przysiągłem sobie zachowywać szacunek i spokój wobec  synów a pomimo to odnosiłem się do nich  nerwowo i chamsko! Poza tym zaplanowałem totalną walkę z lenistwem. Z jednej strony sprzątałem po sobie bieliznę, wkładałem talerze do zmywarki przy czym jednocześnie spędzałem godziny przed komputerem „ślizgając” się w internecie. W końcu znów rzucałem majtki na podłogę a talerze zostawiałem tam gdzie skończyłem jeść.

Człowiek sam z siebie może się zmienić….. ale JEDYNIE NA GORSZE! Pogodne Myśli Grzesia

Łatwiej jest zmienić płeć niż osobowość. Prościej przebudować własnymi rękami całe miasto  niż zrobić remont swojej psychiki. Trudniej porzucić złośliwość niż palenie.

Błyskawicznie usuwa się dziś wady serca, narządów ruchu a nawet a nawet mózgu! Za każdym jednak razem gdy postanawiałem nie być egoistą następował odwrotny efekt znany mi z górskich wędrówek ostrą granią. Podobnie jak komenda „ nie patrz w dół” skłania do tego czego zabrania, identycznie miała się rzecz z moimi wadami charakteru.

Walcząc z własną słabością jedynie dajesz jej MOC Anthony de Mello

W pierwszym roku trzeźwienia miotały mną złość i smutek. Byłem nieznośny! Nastawiałem się wobec wszystkich roszczeniowo. Pewnego dnia, żona dała mi jasno do zrozumienia, że tak złośliwy nie byłem nawet gdy piłem! Postanowiłem z miejsca wziąć się za siebie i trzymać „gębę na kłódkę”. Efekt ? Było jeszcze gorzej. Im bardziej zaciskałem zęby, tym większa ogarniała mnie złość!!!! Tak jakbym stawiając opór wzmacniał to z czym walczę. Gdy opowiedziałem o tym na mitingu koledzy zaczęli dzielić się identycznym doświadczeniem…. a ja zacząłem coś rozumieć….. NIE MOŻNA WALCZYĆ gołymi rękami z samym sobą! W takiej bitwie zawsze wcześniej czy później odniesiemy bolesną porażkę. ŻADEN „DUPOŚCISK” NIGDY NIE ZATRZYMA OBSTRUKCJI. W tym przedsięwzięciu trzeba zachować inną metodę.

Świadomość i Zrozumienie zamiast nakazów , dyscypliny i pokuty!

Po kilku miesiącach abstynencji poszedłem na miting do grupy Chojny w Łodzi. Opowiedziałem o moich nerwach  i napięciu. Wyraziłem też wątpliwości co do sensu życia na trzeźwo. Miało być pięknie a jest niespokojnie, nudno, depresyjnie i boleśnie. Jeden z kolegów powiedział: zawsze gdy chce mi się pić, na drugiej szali wagi kładę skutki tego co się stanie . Kilkunastodniowy  ciąg, łzy partnerki, poczucie winy i całe zło, które jest znacznie poważniejszym problemem niż chęć wypicia kielicha. Gdy to dobrze zważę, odechciewa mi się picia”. Z MIEJSCA  ZROZUMIAŁEM, że picie nie jest taką wartością za jaką je ciągle uważam! Że męka abstynencji jest tylko w głowie i opiera się na braku WGLĄDU w prawdziwą wartość zapić. Oszukuję siebie brakiem alkoholu gdy faktycznie pali mnie DZIURA W DUSZY, samotność, frustracja, niezadowolenie z siebie, brak radości życia i żądza doznania szybkiej przyjemności.

Nie ma sensu  przepłacać za pieczywo, kaszankę, salceson a przede wszystkim za dobre samopoczucie! Wiele razy wracam myślami do tamtego spotkania i często o nim opowiadam. Od tamtej pory nie walczę z głodem alkoholowym. Nie włączam na siłę muzyki, telewizora by odwrócić swoją uwagę. Nie idę biegać dwie godziny. Nie myślę o lekach uspokajających. Zauważyłem, że uciekając w kompulsywny sport, zawsze potem mam suchego kaca. Gdy wprowadzam morderczy wysiłek czuję się jak po zapiciu. To nic nie da. Jedynie odroczy autoegzekucję. Co więc robię? Wchodzę w prawdziwą wartość tej pokusy. Widzę znane mi problemy. Dostrzegam siebie jako chorego człowieka, uzależnionego od fantastycznego nastroju, przyzwyczajonego szybko mieć to co chce, uciekającego w alkohol od problemów i smutków. Potem wyobrażam sobie siebie skacowanego z opuchniętą twarzą. Następnie biorę telefon i dzwonię by porozmawiać o tym z innym alkoholikiem . W końcu opowiadam to na mitingu. I mija! To nie tylko chodzi o zrozumienie bzdury przerwania abstynencji, ale także zrozumienie nieopłacalności pychy, arogancji, wyniosłości, nietolerancji, egoizmu, wszelkiego łakomstwa i innych wad które tak naprawdę pod maską zadowolenia niosą faktycznie kłopoty.

Gdy narzucam rzeczywistości swoje wyobrażenia nie rozumiejąc jak ona funkcjonuje  niechcący robię sobie krzywdę. Pogodne Myśli Grzesia

Ludzie próbują ratować się w czasie pękania lodu na stawie szybką ucieczką, co tylko zwiększa drgania i prowadzi do załamania kry. Instynktowne reagowanie nie wychodzi nikomu na dobre. Dziś przede wszystkim, kładę na wagę codzienne życiowe sytuacje. Żona ma pretensje o porządek w domu. Mogę na drugiej szali położyć mój atak i kłótnię lub przeprosiny z szybkim posprzątaniem łazienki jako zadośćuczynieniem. Taki wybór. Co się bardziej opłaca? Jazda na łyżwach czy zarwany lód? Z miejsca odechciewa mi się pyskowania!

Inny przykład. Muszę zwalczyć w sobie zerkanie na kobiety! Nie wolno mi pić kawy, jeść słodyczy i oglądać pornosów! Nie mogę leniuchować! Nie powinienem być złośliwy! Z taką motywacją nigdy daleko nie zajechałem. Nic mi nigdy nie dało karanie się lub nagradzanie. Nic nie znaczyły ani ofiary ani wyrzeczenia. Koncentrowałem  się na „muszę czegoś nie robić”  zamiast na „co ja robię”! Stałem w miejscu popełniając ciągle  ten sam  błąd….. 

WSZYSTKIE nasze pragnienia i oczekiwania to energia.

Jeżeli niechciany gość nachalnie wisi na naszym domowym dzwonku, nie jest dobrym pomysłem wyłączenie korków. Stracę tak dostęp do prądu, czyli światła, suszarki i blendera do cebuli. Tłumiąc własne popędy i złe skłonności stracę siłę do życia! Nie chodzi o to by zaspokajać zachcianki w taki sposób jak pragnie tego głowa, ale wykorzystać ENERGIĘ KTÓRA JE ZASILA. Co innego czysta moc a co innego jej obiekty. To dlatego dzisiaj za wszelką cenę staram się zrozumieć to czego chcę. Nie złoszczę się na to czego pożądam . Jeśli mam ochotę na przygodny sex nie wypieram tego, by jeszcze mocniej tego nie pragnąć! Pytam siebie: ile to jest warte naprawdę? Co mi to da zaraz po i później? I wczuwam się w to tak długo, aż pojmę, że pakuję się w kłopoty a nie w przyjemność!

Podsumowując: SAMA ABSTYNENCJA NIE DOKONA WE MNIE ŻADNEJ ZMIANY OSOBOWOŚCI. Nie pomoże mi w tym także zmiana środowiska a nawet częste mitingi. Moim problemem nie jest brak alkoholu, wiedzy i towarzystwa lecz brak SIŁY DUCHOWEJ. Pisałem na początku, iż zawsze wierzyłem, że człowiek jest kowalem własnego losu i lubiłem lektury z cyklu „chcieć to móc”. Z całą pewnością mogę teraz wyznać, że pełnia mojego potencjału działa jedynie w łączności z SIŁĄ WYŻSZĄ. Jak pisał św Paweł w listach nowego testamentu : „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”.*

Dlatego każdego dnia rano i wieczorem modlę się na kolanach do Boga prosząc go by „usunął moje wady” bo wierzę, że jest ON najlepszym chirurgiem, który operując „jedno”, nie zepsuje „drugiego”.

Boże, Stwórco mój, oddaję Ci w posiadanie to wszystko, co jest we mnie dobre i złe. Modlę się i błagam, abyś raczył usunąć ze mnie wszystkie braki mego charakteru, które przeszkadzają mi być użytecznym dla Ciebie i mych współbraci. Udziel mi siły, abym od tej chwili czynił Twoją wolę. Amen.

Grzegorz,  trzeźwiejący alkoholik

*Biblia List do Filipian 4.13

7.1 Pokora jako szacunek dla samego siebie

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki. 

images

Wiadomo, że szanować należy ubrania, samochód, książki. Dotyczy to także osób w starszym wieku jak i rodziców.

Co oznacza „szanować samego siebie”?

Nie pozwolić żonie wchodzić sobie na głowę ? Nie przechodzić na „ty” ? Nie czekać na spóźnialskich? Dbać o dietę, sport i wypoczynek?

imagesVU0OKI48

„Będziesz miłował  bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego większego przykazania” czytamy w biblii. Miłość do siebie jest tak oczywista, że ……aż zapominamy ją sobie okazywać.   

Co to znaczy kochać siebie?

Nasze oczy skierowane są na zewnątrz. Nie widzimy własnej lecz cudze twarze. Dlatego z łatwością projektujemy na innych  uczucia, które powinny w pierwszej kolejności objąć nas samych. Z pogardy dla egoizmu rzucamy się w altruizm, idąc na skróty uczuć.

Co to znaczy dbać o kogoś ?

Interesować się, rozumieć, pomagać, tolerować. Teraz, w miejsce „kogoś” trzeba wstawić własną osobę. Człowiek ma nie tylko  prawo ale powinność dbania o samego siebie i DAWANIA SOBIE PIERWSZEŃSTWA! Dlaczego? Bo nasze obowiązki wobec innych opierają się  na fundamencie obowiązków wobec nas samych. Ich spełnianie nie jest megalomanią. Co ciekawe znane mi osoby zakochane w sobie nie są samolubami, ale żaden ze znanych mi samolubów  nie kocha samego siebie.

Jest takie powiedzenie „pocałuj mnie w du***” Wiadomo, że nie chodzi w nim o pieszczoty. Jaki szacunek dla siebie taka sympatia wobec innych. Tyle mamy miłości dla otoczenia …..ile dla siebie. Oczywiście umiemy pokazać sztuczny uśmiech, „zagrać” uprzejmość, ale na krótką metę i dużym kosztem. Temu aktorstwu zawsze towarzyszy bardzo szkodliwe napięcie. Tak więc nieakceptacja  to  bunt przeciwko  naszym NATURALNYM GRANICOM, który niestety rozwija w nas lęk .

Żeby szanować siebie  potrzebna jest POKORA.

Każdy ma  talenty , ale i wrodzone ograniczenia. Rzecz w tym, żeby zaprzyjaźnić się ze sobą nie ze względu na swoją WIELKOŚĆ, ale k r u ch o ś ć  i słabość. Docenić siebie POMIMO wad i braków, ze względu na starania i wysiłek. Zobaczyć w sobie to co bezbronne, słabe, samotne, smutne i okazać TEMU KOMUŚ współczucie. Otrzeć własne łzy, osuszyć swoją twarz i ulitować się nad własną osobą. Uśmiechnąć się do lustra i zyskać „świadomość siebie” jako czegoś więcej niż kupy mięsa, wody, wad charakteru i braków.

 

Grzegorz alkoholik

 

 

7.0 Fundament duchowości– POKORA.

Zwróciliśmy się do niego w pokorze aby usunął nasze braki.

Co jakiś czas życie daje nam tzw. lekcje pokory. Ktoś nas wyśmiewa, obraża, manipuluje, okłamuje. Po pierwsze  nie jesteśmy na tych zajęciach uważnymi  uczniami. Po drugie albo  przechodzimy do roli ofiary albo odpowiadamy agresywnie. Raz myśle, że ludzie są podli. Innym razem , że jeśli ja będę bardziej podlły to poczuję się mniej podle. :-?

Gdy byłem dzieckiem tata nie uczył mnie  „odpuszczania”. Pytał: „nie umiesz oddać?”, „brak ci języka w gębie?”  Sam także  wpajałem to swoim dzieciom.

pokora to nie służalczość

Obrzydzono mi pokorę. Skojarzyłem ją z życiem przeżywanym na pokłonach wobec pseudo autorytetów, uniżeniu przed władzą lub na klęczkach przed religią a nawet ideologią. Dobrym przykładem potocznej dewaluacji tego słowa jest przysłowie : pokorne ciele dwie matki ssie. Do cholery co ma wspólnego grzebień z dźwigiem portowym????

Pokora jako styl życia

2000 lat temu w czasie Ostatniej Wieczerzy, pewien Mistrz umył nogi swoim uczniom zachęcając ich do usługiwania sobie nawzajem. Potem przeszedł poniżenie a w końcu śmierć, mówiąc z krzyża o oprawcach „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”. Pokorne życie wiódł Budda, Mahomet, Komfucjusz, Lao Tse. A z nam współczesnych Mahatma Ghadni. Dalajlama, Martin  King, czy ostatni papieze. Czy to są ludzie tchórzliwi, ulegli, wstydliwi i zakompleksieni? W wypadku tych postaci możemy mówić o pokorze jako o stylu ich życia. Na czym to polega?

Na zasadzie nie stawiania siebie na pierwszym miejscu.

Istnieją zasady dynamiki, złotego podziału, pędu, zasady ortograficzne i inne. Każda z nich ma swoją charakterystykę. Czy potrafię być zwyczajny, nie wyróżniający się, cichy, nie narzucający? Bo to ważne dla zachowania trzeźwości. Zanim przestanę wynosić się w moim otoczeniu, powinienem zaprzestać wywyższać się we własnej głowie. Tak doszedłem do ważnego fragmentu tego tekstu.

Do PRZEKONAŃ.

s

To  czy ktoś mnie poniży czy nie, nie wynika z tego co powie, ale z tego czy ja w to UWIERZĘ.  A  to już zależy od  moich nawykowych przekonań. Bo wiele z nich jest głównym źródłem codziennego cierpienia. Choćby takie : pokorni ludzie to osoby słabe! Nie odpowiedzieć na zaczepki to znaczy być tchórzem! Gdy ktoś mnie  obraża, mogę  zapytać siebie w duchu : co się stanie Katedrze  Notre Dame, gdy ją osika mały piesek? Albo: co się stanie ze słoniem, gdy użądli go w grzbiet osa? Kolejne przekonanie do zmiany : trzeba się szanować i nie pozwalać sobie. Nie prawda. Nie wolno być przywiązanym do jednego swojego obrazu!

Nie ma pokory wobec drugiego jeśli nie jestem pokorny wobec SIEBIEI

Polega to na wyrażeniu zgody na podważanie właśnie własnych dotychczasowych przekonań. Jeśli uważam, że święta absolutnie spędzam z rodzicami, którzy de facto są toskyczni aż syczy i nagle mam myśl, że może w końcu warto to zmienić? To pokora polega tu na drążeniu tego tematu a nie szybkim wybijaniu sobie go z głowy stwierdzeniem : no jak tak mogę myśleć, będzie im tak przykro! Pokora to także zdolność kwestionowania przekonań na własny temat : nigdy nie wyleczę się z mojej pychy, zawsze będę nieodpowiedzialny, nie umiem być pracowity, do niczego się nie nadaję itd.

images0NH3NAX0

Pokora to także umiejętność przyjęcia od kogoś podziękowań bez  zasłaniania sie ogólnikami: ”nic wielkiego”, „to nie ja, to Siła Wyższa” . Jednocześnie jest to zdolność to DZIĘKOWANIA innym.

 

Fajnym na początek wewnętrznym jak i zewnętrznym wyrażaniem pokory jest słowo : NIE WIEM.  Gdy mówimy w duchu za Sokratesem : „Wiem, że nic nie wiem”,  to w tym momencie otwieramy się  żeby coś poznać. W takim znaczeniu pokora będzie naszą uświadomioną niewiedzą. Dzięki niej uczymy się trzeźwości i w niej rozwijamy a przeszkadza nam zawsze pycha.

imagesCA9BE323

Kiedy poruszamy temat POKORY, na pierwszy rzut oka  większość w tym i my uważa, że  nie ma z nią kłopotu.  Dopiero gdy ktoś  w ostatniej chwili odwoła z nami spotkanie, lub odmówi nam czegoś, czy krytycznie nas oceni, wtedy coś się burzy i kipi.

Raz jeszcze o przekonaniach

e

Ponieważ  Chuck Norris, Rambo czy kapitan Klos nigdy nie płaczą i mówią zawsze ostatnie słowo pokora nie uchodzi za życiową WARTOŚĆ. W rzeczywistości  jest  stanem ducha, który wyraża nasze przekonania nt otaczającego świata i ludzi. Tak więc potoczne jej rozumienie nie ma wiele z nią wspólnego. POKORA  to  CNOTA MORALNA, która  polega na uznawaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jest pięknym DĄŻENIEM i  kluczem do wielu drzwi osobistego rozwoju. W naszym wypadku, kluczem podstawowym.

Lubimy siebie, ale najchętniej  od tzw „lepszej” strony . Niestety dopóki nie zobaczymy się całościowo, dopóty stoimy na peronie własnego życia.

Pokora to pewna ulga.

Pokora  nie jest zaciskaniem pięści i  liczeniem do dziesięciu żeby nie wybuchnąć. To  przyjmowanie losu bez buntu z powodu świadomości a nie wymogów czy zasad. Przyznanie się , że jest się tylko człowiekiem, a nie bogiem to wielkie wytchnienie. Bo człowiek najbardziej męczy się sam sobą.

I jedna przestroga. 

Uwaga na skrajność, jaką jest fałszywa „pokora”, czyli dostrzeganie wyłącznie własnych słabości. Gdy ktoś mówi o swoich mankamentach (zwykle  nie o tych największych!) po to tylko, by inni temu zaprzeczali i by wychwalali  jego cnoty to prezentuje ukrytą pychę. Jeśli usłyszysz to na mitingu, jak mawiał nasz branżowy prezydent  : Nie idź tą drogą!

Grzegorz alkoholik