4.46 Zagrożenia duchowe : Bóg i duchowość

Zrobiliśmy odważny i gruntowny obrachunek moralny. 

g imagesCARYH4YR imagesCAVYV6UH

Gdy słyszę słowa: dewocja ,fanatyzm czy „kościółkowość” z miejsca wiem o co chodzi i wzdrygam się z niesmakiem. Religijność, wiara, mistyka  nie dostarcza  już mi zlych inklinacji ani problemów z rozumieniem tych zjawisk. Najtrudniej zdefiniować inny termin, który ostatnio robi zawrotną karierę : DUCHOWOŚĆ. To słowo brzmi poważnie i nie wzbudza złych skojarzeń. Czy mogą jednak czaić się tu w przebraniach pojęcia z pierwszego zdania :nałogu Boga albo jak kto woli nałogu Siły Wyższej i duchowości?

imagesCA3A594FCzy Bóg może stać się narkotykiem a duchowość prowadzić na manowce?

Jak to rozpoznać? Najprościej wtedy gdy mówię jak święty a zachowuję jak „kopnięty”. Duchowe bogactwo współistnieje zawsze z dojrzałością psychiczną, z pozytywną postawą wobec ludzi i świata. Jeśli jestem „pieniaczem”, zarozumialcem i więcej biorę  niż daję tzn, że mam duchowość cmentarnej hieny albo pustynnego skunksa.

Przez jakiś czas regularnie utrzymywałem telefoniczny kontakt z kolegą, który pewnego dnia zapił i rozważał samobójstwo. Zadzwoniłem do jego sponsora. Ten poinformował mnie, że  podopieczny jest pod najlepszą opieką jaka istnieje : OPIEKĄ BOGA. Próbowałem jeszcze  jakoś przemycić, że „dobry pasterz troszczy się o swoje owce” ale gdy usłyszałem, że to czy On jest dobrym czy złym sponsorem zależy jedynie od Siły Wyższej, odpuściłem sobie.

Jak to możliwe by gadać takie brednie? Wiem, że jesteśmy bezsilni wobec woli drugiego człowieka ale NIE BEZRADNI!!!!! Równolegle do modlitwy w czyjejś intencji możemy zrobić wiele prozaicznych ale praktycznych rzeczy własnymi rękami. A jeśli już o modlitwie mowa, to sprawę nie załatwi krótki paciorek :tralalala  niech Janek, przestanie pić wódkę! Jeżeli faktycznie JEDYNA NADZIEJA jest już wyłącznie  w Sile Wyższej, to jazda na kolana i trzy sesje dziennie po 20 minut! Do tego jakiś post. Wtedy mogę uczciwie powiedzieć, że ofiarowuję kogoś opiece Boga. Moja żona modliła się o moją trzeźwość latami przez  ok. godzinę dziennie i prosiła o to przyjaciół. Oczywiście, to nie jest pieczenie ciasta gdzie budzik wyznacza czas zakończenia . Chcę tylko powiedzieć, że jeśli deklarujemy dla kogoś duchowe wsparcie, to niech to będzie wsparcie a nie szybkie „podtarcie”.

Będąc uzależnionym działają we mnie mechanizmy nałogowe i dużo pychy. Stąd łatwo mylić własną wolę z wolą Opatrzności i zamiast powierzać  Bogu  zaślepiać się pięknymi frazesami i własnym ego. Ograniczanie odpowiedzialności za rozwiązywanie każdych problemów na rzecz Siły Wyższej poparte jest często cytowaniem tekstów Wielkiej Księgi AA.  Nie mam nic do aowskiej literatury. Jednak w rękach amatora nawet najlepsze skrzypce Stradivariusa brzmią fałszywie.

Zasłanienie się Stwórcą może mieć wiele innych twarzy. Zapytałem kiedyś prowadzącego mitingi kolegę dlaczego spóźnia się na spotkania a dwukrotnie nie dotarł wcale .Ten odpowiedział poważnie „taka była wola Boża”. Zgodnie z powiedzeniem, że każdy ma takich znajomych na jakich zasługuje sam w przeszłości niejednokrotnie „wycierałem sobie gębę” Panem Bogiem. Dziś jestem ostrożny wobec tych osób, które na każdą sytuację mają jedną receptę : Siła Wyższa. Przypominają mi oni  wojaka Szwejka, który na każdą chorobę polecał jedno lekarstwo : LEWATYWĘ.  Czy to ból brzucha, gardła, zęba czy złamana noga. Zawsze lewatywa!  W podstawówce czytałem opowiadanie pt  „Antek”, które chciałbym z tego miejsca polecić  „duchowym specom” jako lekturę formacyjną.  Chorą Rozalkę  leczono  tam z gorączki wsadzając  na „trzy zdrowaśki” do chlebowego pieca . Choć ta nowela napisana została  w 1880 roku, ciemnota pyszałkowatych znachorów trwa każdego dnia. Odsyłanie wszystkiego do Boga tak samo może świadczyć o duchowości jak i o nieodpowiedzialności i niedojrzałości, a wszystko zależnie od listonosza.

Tak się składa, że jestem osobą wierzącą, dlatego z Bolesława Prusa przeskoczę teraz do Anthonego de Mello, który przestrzegał w „Przebudzeniu” : „Z pewną obawą wyznaję, że rozmawiając z Bogiem, powiedziałem Mu, że go nie potrzebuję. Pierwszą moją reakcja było: Jak bardzo jest to sprzeczne z moim wychowaniem.  Jeśli myślisz, że nie mając Boga, nie będziesz szczęśliwy, to ten bóg, którego masz na myśli nie ma nic wspólnego z prawdziwym Bogiem. Myślisz o czymś, co jest mrzonką, myślisz o swej własnej koncepcji. Czasem trzeba pozbyć się boga, by znaleźć Boga. Mówi o tym wielu mistyków.”

To nie jest tylko kwestia odrzucenia koncepcji starca z brodą, czy karzącego sędziego. To sygnał do  NOWEGO  spojrzenia na MOC większą niż my sami, oznaczaną umownym skrótem B Ó G . Anna Kamieńska pisze o tym: „Jeżeli modlisz się do Boga i wciąż się nie zmieniasz, to znaczy, że to nie jest TEN BÓG

Mam nadzieję, że de Mello wraz z panią Anną  wybaczą ale tekst chciałbym zamknąć inną sentencją, którą przysłał mi mój przyjaciel Artur . Jego tekst zainspirował  mnie to tego wpisu jak i doskonale podsumowuje wszystko to co chciałem tu przekazać. Czytamy w nim : Ostatnio obserwuję zjawisko  „epidemii uciekania w duchowość”. Ludzie, którzy sobie nie radzą w życiu osobistym i zawodowym, nagle brzydzą się karierą i sprawami  materialnymi.  Nie mogąc sobie poradzić z codziennymi trudami i własnymi ograniczeniami, z których owe kłopoty  wynikają, decydują się TRANSCENDOWAĆ problemy, zamiast je rozwiązać na praktycznym poziomie. Im głębsze bagno w którym tkwią, tym wznioślejsze powtarzają   nauki, bo nawet nie praktykują, gdyż są zbyt zestresowani i zmęczeni problemami przed którymi uciekają . Pokusa zamknięcia oczu i ucieczki w duchowy odjazd (forma przyćpania ) są bardzo pociągające ale przebudzenie  bolesne bardziej niż ostry  „kac”  ….

 grzegorz trzeźwiejący alkoholik

P. S Tekst dedykuję mojemu przyjacielowi Arturowi, którego DUCHOWOŚĆ jest dla mnie cząstką samego Boga.

 

4.44 Obsesja na własnym punkcie i Obsesyjne myślenie o sobie

 Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny

rubens 3Patrząc na obrazy aktów P.Rubensa widać,  że w baroku synonimem piękna była ”kobieta przy kości z cellulitem i fałdkamii”. Współczesne modelki pozując malarzom  nie zarobiłyby w tamtym czasie ani złotówki. XXVIIw nie sławił chudości a szczupłe  dziewczyny czuły się pozbawione sexapilu. Czy zatem w ogóle możemy mówić o uniwersalnej figurze? Kto ustala kryteria piękna?

Gdy patrząc na swoje odstające uszy i garbaty nos czuję smutek,  to mówimy o kompleksach.  Dlaczego? Raczej nie chodzi tu o brak zleceń do pozowania malarzom. Poprostu uważam, że piegi i trądzik dyskwalifikują mnie a jesli nie podobam się sobie to automatycznie nikomu! W taki sposób  zaczynam traktować swój wygląd jak TOWAR handlowy i bilet do szczęścia.

images43KT1AKWSłuchajcie : kto i kiedy  nam wbił do głowy. że mamy być jak dolar i musimy się wszystkim podobać? Czy to przekonanie nie jest z natury idiotyczne?

 

 

bully_2383193Gdy myśli o brzydocie są paraliżujące i częstsze „niż ustawa przewiduje”   możemy mieć nerwicę o nazwie DYSMORFOBIA . Ciągłe uczucie bycia wybrakowanym jest tak wykańczające, że czyni z  życia piekło ! Problemem nie jest wada ale jej  WYOLBRZYMIANIE .   Gdy  trądzik, blizny, łysienie lub cellulit stają się ZMORĄ odbierającą wiarę w siebie i spokój stajemy się  napięci, wystraszeni i przygnębieni. To już problem wymagający TERAPII.

Gdy taki ktoś dowie się od lekarza, że  wygląda w normie  a problem nie ma natury fizycznej lecz psychiczną niczego to nie zmienia a nawet pogarsza. Popada on wtedy w jeszcze większy ból niezrozumienia . Jak inni nie mogą widzieć tej deformacji brody?  Tak rusza  kolejny problem. Obsesja na punkcie wyglądu przechodzi w obsesję na punkcie odrzucenia, niezrozumienia, lekceważenia. Znam osobę, która wybrała się do dermatologa prosząc o lek na przebarwienie skóry tj. plamkę o średnicy 2mm na skroni. Ten  wysłał pacjenta do psychiatry, bo  nie była to nawet wada wyolbrzymiona ale UROJONA.

Umysł może zniekształcać nie tylko  bodźce wzrokowe ale i słuchowe czy smakowe. Ktoś może czuć niechęć do barwy swojego głosu, dykcji, własnego zapachu. Co najważniejsze może to być nie tylko przesadna reakcja na bodźce ale także „fatamorgana”.

pomTo nie koniec. Osobna para kaloszy dotyczy społecznych aspektów obsesji gdzie stale wyczuwamy wrogość otoczenia,  pogardę, patrzenie na nas z góry i brak sympatii. I znów zapytam : kto nas przekonał, że mamy być jak zupa pomidorowa i wszyscy mają nas lubić?

Znamy powiedzenie „kręcić w głowie filmy„. Jest taki kawał o zającu, który idzie do lisicy pożyczyć patelnię. W drodze rozmyśla : pożyczy czy nie pożyczy? W końcu robi wyliczankę. Wyszło mu że : nie pożyczy! Puka do jej domu . W drzwiach staje lisica a on  nie czekając na nic KRZYCZY:  a wsadź sobie w dupę tę patelnie!

Czyż nie jest tak z nami? Pozostaje jeszcze jedno. Ciągłe niezadowolenie  z samego siebie, z tego co mówię a nawet myślę. Uważanie się za gorszego, mało przebojowego, wycofanego  szaraczka. Jestem za cichy, za wstydliwy, za nudny. Kto sprzedał ci teorię, że masz być jak woda w klozecie: bystry i szybki?

Świat wartości i przekonań to centrum sterowania każdą psychiką.

Wszystkie POSTAWY,  które przesadnie skupiają uwagę na sobie samym nie są godne współczucia ale politowaniaTeraz Bнимание! Każde użalanie się nad wadami wyglądu  czy  charakteru to jest EGOIZM. Brak akceptacji siebie takiego jakim jestem, fizycznie i psychicznie jest  wzmacnianiem    egocentryzmu. (szczególnie w chwilach gdy zawracam tam głowę innym).

Zdziwiony????!!!!

Jedynym skutecznym lekarstwem jest tu AKCEPTACJA. Akceptowanie to wychodzenie z egocentrycznego koła. To odpuszczanie sobie  użalających  wewnętrznych dialogów. Akceptacja „odstających uszu” nie polega na walce z sobą  kłamliwymi afirmacjami, że MOJE USZY są piękne! Jest zgodą na coś co mi się nie podoba ale jestem wobec tego bezsilny. Jest też reformą dotychczasowych przekonań, że mój wygląd nie jest aż tak ważny jak mi podpowiada głowa . Jeśli przegrałeś  w scrabble czy tenisa, to twoja gorączka nie minie ani od wypierania tego co się stało ale od AKCEPTACJI. Dziś przegrałem! Gratuluję lepszemu! Następnym razem się odegram …..to już jest negacja. Nigdy z nim nie wygram…..kolejne pieprzenie. „Jest tak jak ma być i  jest dobrze”.  Tylko w takiej postawie jest ulga i spokój.

imagesG1D300W3Biegam na nartach biegowych. W tym roku na początku sezonu miałem fatalną formę . Byłem ostatni. Wlokłem się niczym żółw a denerwowałem tym niczym lew. W pewnym momencie kumple pytają : Co jest?! A ja co nie było dla mnie łatwe, przyznałem się , że NIE MAM SIŁY! Od tej chwili ulżyło. Koniec stresu. I zacząłem biec dalej ostatni ale już SPOKOJNY. Całkowicie zrelaksowałem się w momencie gdy wmusiłem w głowie myśl,  że nie muszę wiecznie mieć SIŁY.

Za każdym razem gdy nachodzą mnie autokrytyczne refleksje obserwuję ich WEJŚCIE do mojego wnętrza. Potem  bronię swoje terytorium przed wrogiem będąc dla samego siebie DOBRYM Jestem do niczego….Nie! Jestem do WSZYSTKIEGO! Jestem nieudacznikiem…. Abolutnie NIE! Jestem UDACZNIKIEM! W taki sposób przenoszę uwagę z kontemplowania wysypiska śmieci na czystą łąkę ,las ,niebo i słońce. Więc  ZAUWAŻAM moje negatywne myśli po to by nie przechodziły w negatywne uczucia i zachowania . To u mnie duża  zmiana. Tak jak nigdy nie brałem serio tego co mówią politycy w TV tak przestałem łykać w ciemno podszepty mojej chorej głowy.Trzeźwieje   :lol:

ping-pong-3_2904824

Ten wewnętrzny ping pong rozpoczął moje rozgrywki budowania nowego NAWYKU: serdeczności wobec siebie.

Grzegorz alkoholik

4.42 Mężczyzna wieczne dziecko czyli Piotruś Pan

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny. PSZCZOŁY

Gdy piłem nałogowo, często słyszałem od żony, że zachowuję się jak duże dziecko. Najpierw traktowałem to jako obrazę. Później  uszczypliwość. W końcu uznałem, że małżonka zazdrości mi mojego wyluzowanego sposobu bycia.

Przestałem pić, a żona oswojona z abstynencją znów zaczęła zarzucać mi niedojrzałość. Ponieważ uważałem się już wtedy, za wielkiego speca od alkoholizmu i wszystkiego co możliwe stwierdziłem, że jest to „śpiewka” osoby współuzależnionej, która wymaga szybkiej terapii. Inaczej  nasze małżeństwo może nie przetrwać takich toksycznych zachowań! Przestraszona żona zgłosiła się do terapeuty. Okazało się jednak, że jej uwagi to nie jest złośliwość ale bolesna dla mnie PRAWDA! Dlaczego? imagesTCMSJ816Bo unikam odpowiedzialności i zobowiązań . Wzbraniam się przed tym jak mogę! Obrażam, gniewam, dąsam, nie odzywam, nie przyznaję do błędu. Ciągle szukam by ktoś mnie w czymś wyręczył. Uciekam od dorosłości tym razem już nie na wagary czy w alkohol ale przed komputer a czasem nawet na miting chodząc tam sześć razy w tygodniu.

Faktycznie. Zauważyłem, że znów migam się przed codziennością. Zasłaniałem się: złym samopoczuciem, depresją, głodem alkoholowym.  Mam piekło, a tu ktoś czegoś ode mnie chce! Przecież nie piję ! Dajcie mi wszyscy spokój! Żądam od rodziny szacunku czyli…..opieki i matkowania. Żądam pomocy czyli ….pobłażliwości i braku wymagań! imagesYRHT6GMWCo  się dzieje ? Redaktor specjalizujący się w problematyce uzależnień napisał mi kiedyś: trzeźwiejący alkoholicy wiedzą WSZYSTKO  o alkoholizmie, ale niewiele o życiu. Oto problem.   piotrus

Przypadkiem przeczytałem ostatnio tekst o psychologicznym syndromie Piotrusia Pana, nigdy nie dojrzewającego chłopca, który jak w powieści J.M Bierie wiele zaczyna ale mało kończy. Obiecuje ale nie dotrzymuje. Znaki rozpoznawcze? Ciągłe zmęczenie i potrzeba odprężania, szybkie zakochiwanie się, fascynacja tym co ekstremalne: sportem, ryzykiem, upodobaniem do drogich produktów, skrajny egoizm i egocentryzm, strach przed przyszłością, niechęć do decydowania, fantazjowanie, wieczne szukanie przyjemności i przedkładanie ich ponad obowiązki.

Mój terapeuta powiedział ostatnio do mnie:czy widzi Pan możliwość czerpania przyjemności z własnych OBOWIĄZKÓW? Ze sprzątania, gotowania, prasowania, pracy zawodowej? Z bycia odpowiedzialnym? Ciężkie pytanie ale  kiedyś w końcu trzeba DOROSNĄĆ! Przestać zwlekać, odkładać na później, szukać wiecznie „okna pogodowego” do codziennych  działań.

Życie nie składa się tylko z chodzenia na mitingi, spikerek i niesienia posłania . Chodzi o to by zacząć samodzielnie, bez mamy, taty, bez sponsora, bez terapeuty stawiać w końcu odpowiedzialnie krok za krokiem. Decydować i pracować na własny a nie cudzy rachunek. Nie szukać  przeszkód i winnych dookoła ani rozglądać się za wyręczającą nas pomocą. Niewielu z nas podejmuje taką próbę. Nie lubimy konfrontacji z rzeczywistością. Nie lubimy dowiadywać się, że nasze relacje ze światem są CHORE i wymagają zmiany. Łatwo jest mówić teatralnie o swoim egoizmie  w rzeczywistości wzmacniając swój egocentryzm. Gdy słucham podczas mitingów  melancholijnych opowieści o tzw „trudnym czasie” mam ochotę  je brutalnie przerwać! Bo czym innym jest użalanie się nad sobą jeśli nie  skupianiem uwagi na  swoim ego? Przemilczanie takich zachowań nie jest dla mnie ćwiczeniem tolerancji ale  wady o nazwie OBOJĘTNOŚĆ. Własne samopoczucie nie jest najważniejsze na świecie!  Nie wypada, żeby dorosły facet publicznie rozczulał się jak dziecko nad samym sobą! Mężczyzna  nie może na spotkaniach gniewać się, dąsać  i pieprzyć głupoty niczym mały dzidziuś! Jeśli coś jest żałosne to to, że rodzina wciąż nie może na mnie liczyć. Kiedyś  ze względu na promile. Teraz z powodu chronicznego fatalnego samopoczucia i nieróbstwa!  :lol: Problemy są dla DOROSŁYCH, są wizytówka DOROSŁOŚCI. Trzeba nauczyć się o nich dojrzale  myśleć, mówić i rozwiązywać je. Dziecko sobie z tym nie poradzi. dJeśli doczytałeś do tego miejsca pomyśl, może sam jesteś Piotrusiem Panem? Jeśli dorastałeś w rodzinie z fizycznie lub psychicznie nie obecnym ojcem oraz nadopiekuńczą matką…………… Jeśli o mnie chodzi, wychowałem się bez taty w gronie nadskakujących mi kobiet. Chłopca w dorosły świat najlepiej wprowadza  mężczyzna. Jeżeli w dzieciństwie zewsząd otaczały cię tak jak mnie  mama, babcia, ciocia  to byłeś pozbawiony męskich wzorców. Dziewczyny w dobrej wierze próbowały  nadrobić nam braki przez co były nadopiekuńcze a my staliśmy się pępkiem świata. Panowie i Panie ! Alkoholicy i alkoholiczki! :-) Jakże uzdrawiające jest POZNAWANIE SAMEGO SIEBIE. Kim Jestem? Dlaczego taki jestem? Nie ma co nienawidzić siebie za lenistwo, strach, nieporadność czy obżarstwo.  Trzeba je zrozumieć .  Większość naszych zachowań jest tak silnie zautomatyzowana, że nie mamy absolutnie żadnych szans na zmianę  bez pomocy SIŁY WIĘKSZEJ. Ta siła to jednak nie jest BOZIA do której składamy jak dzieci rączki prosząc by wszystko za nas zrobiła. Bóg na szczęście nie jest osobą współuzależnioną! Sytuacja jest taka : samo się nic nie zmieni! Nie możemy całe życie trzymać się najpierw „mamy spódnicy” a teraz wykorzystywać egoistycznie partnera, wspólnotę czy Anioła Stróża! Nasza nieporadność i beztroska nie jest nieuleczalna. Trzeba nam zastępować dziecinne myślenie, odczuwanie i zachowanie czymś bardziej odpowiednim i adekwatnym do naszego wieku. To co robić konkretnie? A wyciągnij „maminsynku”  samodzielnie jakiś wniosek dla siebie! Choćby  z tego tekstu. :-D

Grzegorz alkoholik

4.41 Rzeczywistość czyli Nierzeczywistość?

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

koń czy żaba siedząca na ścianie głową w dółCo przedstawia ten obraz? Czujesz się urażony pytaniem? Mówisz, że głowę konia? Bo ja widzę zupełnie coś innego. Widzę  obraz  żaby siedzącej na wodzie. Na dole oczy, zamknięta usta, ściśnięte udka pod nimi kępka trawy i błękit wody. Nie widzisz tego? Przekręć  proszę w prawo ekran swojego komputera. Co ty na to?

 

 

 

po2

Co mamy tutaj? Babcię w chuście na głowie z dużym nosem czy młodą kobietę z piórkiem w kapeluszu ?  Gdy słyszymy swój głos na video nagraniu  coś nam nie pasuje…. Dlaczego brzmi inaczej?  Słuchamy siebie w pudle rezonansowym  głowy a mikrofon zbiera  barwę wprost z powietrza. Dźwięk inaczej przenosi się tam a inaczej w  kościach czaszki. W takim razie kto słyszy prawdziwy tembr?

 

 

cPunkt widzenia zależy od punktu siedzenia…Gdy 10 artystów  dostanie zadanie dokładnego  namalowania tej samej cegły, będziemy mieli dziesięć różnych cegieł  a wszystko z powodu innej PERSPEKTYWY patrzenia. Każdy  zobaczy tę samą martwą naturę pod innym kątem, z innym światło cieniem. Czy ktoś z nich widzi jedynie słusznie?

Mamy w Polsce  jedno prawo zapisane w kodeksie cywilnym, karnym. Skąd w takim razie spory pomiędzy  prawnikami skoro  każdy z nich czyta te same przepisy?

Przejdźmy do nas. Z ilu stron można patrzeć na towarzyską sprzeczkę? Często nawet patrzenie z cudzego punktu widzenia  nie gwarantuje uchwycenia jego istoty. Bo jednynie wyobrażamy sobie ten punkt patrząc na „cegłę” zawsze z własnej pozycji. A wszystko za sprawą OCZU które fałszują widzenie i  uszu, które zniekształcają słyszenie oraz głowy, która tym zarządza.

Zawsze słuchamy siebie nawzajem „zależnie”. Nigdy nie mamy własnego zdania. Czyim jesteśmy niewolnikiem?  Uprzedzeń, nawyków, przekonań, przyzwyczajeń. W naszym alkoholowym slangu mawiamy: „Chorej Głowy”. Tak naprawdę nigdy nie gniewamy się na kogoś ale na „wrażenie” na cudzy temat. Podobnie z akceptacją . Często „łykamy” jakieś banialuki tylko dlatego, że dobrze nam się kojarzą. Obraz ze starszą kobietą czy młodą dziewczyną? Koń czy żaba?

akweduktAkwedukt czy karawela żaglowców? Rzecz w tym żeby zachować dystans do własnych schematów i pozwolić sobie na brak uprzedzeń. Chodzi o to, żeby być gotowym usłyszeć coś nowego, innego niż znane nam stanowisko. Wszyscy boimy się zmian i nowości. Lękamy się wyjść poza własne konwencje. Ale bez tego nigdy nie odkryjemy czym jest ŻYCIE. Przychodzą mi teraz na myśl III prawdy złości opisane przez Carla Younga.  Jeżeli coś nas w innych ludziach drażni to może znaczyć że : sami możemy mieć w sobie tę wadę, przypomina nam ten ktoś coś co chcielibyśmy zapomnieć lub przyzwyczailiśmy się nie lubić jakiś postaw czy zachowań.

I co to ma wspólnego ze spontanicznością? Wolnością osądu? :)  Jesteśmy robotami! Maszynami bez krzty życia! Mówisz, że kogoś nie lubisz lub  kochasz? Śmieszne! Wystarczy jeden pstryk i relacje się odwrócą  niczym obraz z głową konia. Nie dziwi cię to?

Mówisz, że takie jest życie…pytasz co w tym dziwnego? A ja mówię : życie jest czymś absolutnie innym! Przez ostatnich piętnaście lat byłem pijany i na milion procent pewien, że życie to  frajda skrajnych uczuć, w której liczę się TYLKO JA !  Wszyscy zarzucający mi nadużywanie alkoholu byli śmiertelnymi wrogami! Miałem alergię na rozmowy o ograniczaniu picia. Brzydziłem się  alkoholikami samemu będąc jednym z nich. Oto „życie”. Oto żaba, koń, staruszka, most na morzu i żaglowce.

Od roku nie piję ale wciąż myślę jak pijany. Powoli jednak przestaję widzieć wszystko tunelowo. Zaczyna mnie być stać na „nowe myślenie”. Na zauważanie w obrazach życia czegoś więcej niż to do czego skłania mnie „chora uwarunkowana głowa”.

Nie kupuję pierwszych skojarzeń ale szukam  rzeczywistości. Dzięki temu widzę  w aroganckim  urzędniku wystraszonego i niepewnego siebie człowieka.  W złośliwym sąsiedzie ukrywającego kompleksy jegomościa. W niedostępnej i oschłej koleżance osobę z niską samooceną. Dlatego raczej jestem skłonny do współczucia niż złości.

Poza tym czyż człowiek nie jest naturalnie pozbawiony obiektywizmu patrzenia? Przecież nasze oczy zwrócone są na zewnątrz nas . Ewolucja nie pozwala nam obserwować  siebie ale innych. Trochę podobnie jak ze zdziwieniem w kontakcie ze swoim głosem gdy słyszymy go z magnetofonu o czym wspomniałem wyżej. Często dziwimy się gdy okazuje się że ludzie nas nie zrozumieli. Mówimy wtedy : Przecież ja tak nie powiedziałem!!! Nie ważne co powiedziałeś, ważne co ktoś usłyszał.

Stąd siła informacji zwrotnej czyli opinii innych ludzi na nasz temat  pod warunkiem, że mamy gotowość by ją słuchać, analizować i wziąć pod uwagę.  Mówisz, że to obraz staruchy? Dlaczego ? Pomóż mi to zrozumieć?

Absolutna większość kłótni, sprzeczek i konfliktów bierze się z nieporozumień co do interpretacji tej samej „cegły”. Wdrukowano w nas pożądanie by inni byli z nami jednomyślni. Jednak to niemożliwe by ktoś patrzył moimi oczami i analizował moją głową.

Nie ma jednej RZECZYWISTOŚCI, nigdy nie było i nie będzie! Bo ona zależy od obserwatora. Z tą wiedzą  znacznie łatwiej nie wchodzić w konflikt a przede wszystkim PRZEBACZYĆ doznane urazy a nawet  krzywdy. Ludzie włącznie z nami  „nie wiedzą  i nie widzą co czynią”.

Grzegorz alkoholik

 

 

 

 

 

 

 

4.40 Wady charakteru

Dokonaliśmy gruntownego i odważnego obrachunku moralnego.

Gdy mówimy o wadach wzroku, zgryzu lub wymowy wiemy co to jest i rozumiemy jak się z tym uporać. Okulary, ortodonta czy logopeda rozwiązują problem. Jednak gdy słyszymy, że ktoś ma „trudny lub podły charakter” sytuacja wydaje się bez wyjścia. Sami mawiamy o sobie : taki już jestem i inny nie będę!  Czy tak jest rzeczywiście, że alkoholicy podobnie jak stare drzewa nie nadają się do przesadzania?

images

Złe samopoczucie,napięcie, pogorszony nastrój, nieustanny lęk….. Przyznam, że choć nie piję  to wciąż czuję się podle. To jest główny powód dla którego „wszedłem na program”. Bywam wybuchowy, zagubiony, nieszczęśliwy. Moje nie przyjemne uczucia i agresywne zachowania nie biorą się jednak z koziej  d**y. Mają wyraźną przyczynę. Są jakimś skutkiem moich  przeżyć, wartości, nawyków, zasad i oczekiwań. To  dlatego nie zniknęły wraz z odstawieniem ostatniej butelki . Nie mam  alkoholu we krwi ale mam PIJANE MYŚLENIE.

imagesYW6ZFNKFInne promieniowanie wytwarza kuchenka mikrofalowa  a jeszcze inne złoże uranu czy wybuch jądrowy. Moje  przekonania  sprawiają, że myślę tak a nie inaczej i  zachowuję  w określony sposób. To prosty mechanizm. A co ma wpływ na moje przekonania i doświadczenia? No właśnie?

Gdy miałem 8 lat złamałem rękę. W szpitalu źle ją złożono więc złamano mi ją ponownie i powtórzono zabieg. Dzięki temu jest dziś sprawna. Miałem  straszny żal do chirurga, bo jego błąd naraził mnie na dodatkowy ból. Wpisując dziś to zdarzenie do tabelki kroku czwartego zorientowałem się, że TA ZŁOŚĆ MIAŁA  INNĄ PRZYCZYNĘ NIŻ MI SIĘ  WYDAWAŁO. Powstała nie ze względu na dyżurnego lekarza ale moje przewrażliwienie, egocentryzm, niecierpliwość, nietolerancję i obsesję na własnym punkcie. Celowo cofnąłem się do dziecinnego urazu, bo czyż nasze dzisiejsze złości nie działają na tym samym prostym mechanizmie ????

Oto jeden z kierunków inwentury moralnej. Poznać  prawdę o sobie, czyli  rzeczywistość.

Wady charakteru są jedną z przyczyn naszej choroby ale i podstawowym ciężarem w trzeźwieniu. Jedna z koleżanek opowiada mi o swoim niepijącym mężu „on jest teraz jeszcze gorszym skur****nem niż kiedyś”!!!! Abstynencja nie naprawia „paskudnego charakteru”. Rozstrojone pianino samo się nie nastroi.

Co to jest charakter?

images00GVEUQ9

To kawałek  osobowości odpowiedzialny za moje zachowanie moralne  i rozwój. ZDROWY człowiek potrafi dojrzewać w grupie. Ja w towarzystwie  interesowałem się  dominacją, byciem najmądrzejszym  i najzabawniejszym. Dlaczego? Ze względu na mój wadliwy charakter. Pycha  i egocentryzm nie pozwalała mi na tolerancję lecz zwalczanie konkurencji.  Z czasem konflikty zewnętrzne  zaczęły przenosić się do mojego wnętrza. No bo czym innym jest choćby użalanie się nad sobą, niezadowolenie z siebie, poczucie winy…. jeśli nie wewnętrznym sporem? Mieszanką z której nie może zrobić się nic innego jak fatalny nastrój.

Czwarty krok.  Kim Jestem? Dlaczego Taki Jestem? Dlaczego tak postępuję ? Dlaczego się Tak Czuję?

Zanim trafiłem do AA non stop żyłem w strachu. Wstydziłem się do tego przyznać komukolwiek. Udawałem odważnego i zaradnego. Ostatnio Damian, w  czasie swojej spikerki  u Dominikanów w Łodzi  wyznał : „przez większość życia balem się non stop, od razu gdy tylko wstałem. Poczułem ulgę bo myślałem, że tylko ja tak mam. Ale i podziw, że tak świetnie prezentujący się facet jak Damian ma odwagę do takiej szczerości!

Czwarty krok. Co mi daje odkrywanie WAD?

g

Dopiero tu dotarło do mnie co to znaczy   CHORA GŁOWA.  To  zaburzona osobowość i charakter czyli wadliwy mój prywatny sposób przeżywania własnego życia, myślenia i zachowywania. Błędne wnioski, zła ocena sytuacji, fałszywe wrażenia, niewiadome . Jeżeli mam uszkodzony charakter  z automatu muszę mieć problemy w relacjach ze sobą i ludźmi. Muszę mieć urazy. To pocieszające  :-|

Nieprawidłowości w strukturze charakteru np. zbytni egoizm, upartość czy nietolerancja powodują powstawanie regularnych wewnętrznych napięć, które prowadzą często do  zaburzeń lękowych. To już nie jest  popierdółka. To nie kwestia gorszego samopoczucia. To chroniczne „dołowanie”.

Wracając do urazu ręki. Złamana kość jest po zrośnięciu mocniejsza. W obrachunku moralnym czwartego kroku uporządkowujemy własną przeszłość. Rozliczamy się z tym co minione w nowy sposób, zauważając, że nasze urazy były  sztucznie wyolbrzymiane przez nasz wadliwy charakter.

images2S6V83KWCO TO DAJE? FUNDAMENTALNĄ INFORMACJĘ, ŻE ŚWIAT ZEWNĘTRZNY JEST OK !!! Moje szczęście nie zależy od tego czy zmieni się sytuacja wokół mnie ,czy znikną moje  finansowe problemy ,czy pokonam  wrogów, czy wróci żona lub czy syn skończy studia.  Jedyną osobą która ma się zmienić jestem JA SAM. Gdy ja się zmienię, zmieni się wszystko wokół. Na czym ma polegać moja transformacja? Na obiektywnym  zauważaniu rzeczywistości. Taka sytuacja!

Gdy przeglądam  urazy z dzieciństwa  dziwię sie jaki  to byłem „głupi i niedojrzały” ….. Potem idę no choćby na miting  i co się okazuje? Że nadal jestem zazdrosny,   nietolerancyjny. Po mitingu wracam do domu gdzie kłócę się z żoną i denerwuję na dzieci….. bo działa we mnie obsesja na własnym punkcie. Następnego dnia idę do pracy gdzie złoszczę się na kolegów bo ktoś uraził moją dumę. Wracając samochodem dostaję kurwicy stojąc w korku bo działa we mnie niecierpliwość.

Życie jest fantastycznym zdarzeniem, gdzie co chwila dzieje się coś wyjątkowego. Tak jak na wadach charakteru rozwijają się w nas zaburzenia, fobie, natręctwa, kompulsje, uzależnienia tak na ZALETACH powstaje szczęście. „jeśli u danej osoby nie dokona się CAŁKOWITA ZMIANA PSYCHIKI – nadzieja na powrót do zdrowia jest znikoma” czytamy w  Opinii Lekarza z Wielkiej Księgi. „Dupo ścisk” to nie jest cierpliwość a zagryzanie warg nie ma nic wspólnego z tolerancją. Dopiero inny stosunek do czasu i życie teraźniejszością sprawia, że mogę spokojnie stać w korku na Piotrkowskiej a nowe wartości etyczne powodują, że  zaczynam odczuwać szacunek dla odmiennych poglądów i zachowań .

Grzegorz alkoholik

 

4.39 Uczucia

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

aszrJesteś bez uczuć, niczym człowiek za szybą…. gdy piłem tak często mawiała do mnie żona. Faktycznie najczęściej czułem w kółko strach, lęk, niepokój, złość. Bałem się trudności i wyolbrzymiałem je do nierealnych rozmiarów.  Nie umiałem sobie z tym radzić. Gdy  odkryłem alkohol wreszcie  byłem bezpieczny. Pijąc czułem odprężenie , jasność i odwagę . Wypoczywałem. Każdy największy stres wyglądał już inaczej, bo w perspektywie była szklaneczka trunku i ukojenie. Ponieważ praca  ograniczała mnie w zażywaniu „mojego lekarstwa” , zgłosiłem się do psychiatry  a  on zaserwował mi leki antydepresyjne poprawiające nastrój. I tak byłem na haju od rana do nocy. Nie umiałem  radzić sobie z cierpieniem psychicznym  więc zwalczałem je  alkoholem i  lekami.

Dlatego w czasie terapii  zamurowało mnie  gdy usłyszałem, że wszystkie uczucia są dobre  i dzielą się na przyjemne i nieprzyjemne!  Negatywne  może być jedynie to,  co robimy ze swoimi uczuciami  wypierając je i  maskując. Nigdy one same!

Szok! Eureka! Wniosek? Zamiast nauczyć się zauważać, rozumieć i kontrolować moje stany psychiczne  tak długo TŁUMIEŁEM je chemią, aż w końcu zwróciły się przeciwko mnie !  Z uczuć, które są naturalnym sprzymierzeńcem i przyjacielem zrobiłem wroga. Fuck!

Mawia się, że ludzie po wódce są szczerzy. Jeśli o mnie chodzi to  jedynie w takim sensie, że mówiłem to co akurat wtedy przychodziło mi do głowy. Ciekawe jest coś innego. W moim przypadku alkohol otwierał drzwi tłumionym latami uczuciom  złości, niezadowolenia, zazdrości, strachu, zawiści, wstydu, winy, pychy, niepewności  . Dlatego  nagle wychodziło ze mnie  agresywne Z W I E R Z Ę !  Dla porównania mój kolega, który nie potrafił na trzeźwo okazywać radości, euforii, zadowolenia, miłości, satysfakcji, po pijanemu zamieniał  się w A N I O Ł A  i był słodkim  misiaczkiem. Tak oto C2HOH uwalnia na chwilę poskramiane latami emocje na zasadzie „sezamie otwórz się”.

W pewnym klubie abstynenckim, widuję często starego ”weterana” , który po pracy wpada tam poczytać prasę. Ogromna wiedza o chorobie, terapii i aa. Gdy witam się z nim nigdy nie patrzy w oczy, a twarz ma do wyboru :chłodną, złą lub obojętną.

uczuciaUczucia są głęboko związane z fizjologią a ta z nimi. O nastroju wiele mówi sylwetka, barwa głosu, oczy,  wyraz twarzy i ruchy ciała.  Jeżeli boję się  pokazać co czuję, nakładam jakąś MASKĘ. Chowanie się przed samym sobą jest bardzo stresujące ,wymaga sporo energii. Ile to razy byłem jakby „bez sił”, „bez chęci” , zmęczony czy zniechęcony bez szczególnego powodu i to tuż po weekendzie. Ale jak mogłem czuć się inaczej skoro  udawałem maczo i luzaka? W końcu z powodu tłumienia strachu nabawiłem się skumulowanej złości i wybuchów agresji. Zacząłem zachowywać się przemocowo w domu i pracy.

„Uważamy, że wyeliminowanie picia jest tylko początkiem pracy nad sobą” czytamy w Wielkiej Księdze AA. Po dziewięciu miesiącach abstynencji złapałem „dola”. Bezsenność, nerwowość, niepokój, smutek, brak chęci ,siły i straszny strach. Kolega ze wspólnoty natychmiast rozpoznał NAWRÓT, który mi nie pasował bo nie miałem  myśli o piciu. Dowiedziałem się, że te przychodzą już „na deser”. Poszedłem do terapeuty po radę, czy skoro czuje się fatalnie nie powinienem wrócić do leków ? Pan Józef  złapał się za głowę i powiedział: Panie Grzegorzu , tak żyją normalni ludzie!!!! Raz czują się lepiej a raz gorzej! To jest zdrowe! Dlaczego nie chce Pan pozwolić sobie na gorsze dni, słabsze samopoczucie? Dlaczego? Bo piętnaście lat wypierał Pan nieprzyjemne uczucia! Co to za różnica czy poprawi sobie Pan sztucznie nastrój alkoholem czy antydepresantami?

asewFaktycznie każde (nawet nieprzyjemne uczucie) jest ENERGIĄ, dzięki której  żyję jako homo sapiens. To jest moje ZASILANIE.  Gaz ziemny nie należy do słodkich  zapachów, a zapewnia naszym domom  ciepło i napędza silniki samochodowe.

imagesI8VOR32EO alkoholizmie  mawia się, że to choroba uczuć. W czwartym kroku przez średnio
trzy tygodnie wypełniamy  tabelkę , w której
aż kipi od złościwiny, żalustrachu, zawiści.
Nie mniej nie robimy tego dla odwetu . Odkrywamy stare rany i  bolesne wspomnienia nie po to by wykorzystać ich energię do nienawiści, ale PRZEBACZENIA i zrozumienia rzeczywistości samego siebie!

W ostatnim numerze Warty z 2014 umieszczono ciekawy archiwalny  aowski arkusz  analizy  życia wewnętrznego. Dobrym narzędziem jest też Dzienniczek Uczuć, w którym zapisujemy poruszenia serca wg schematu:  Poczułem szczęście, gdy rozmawiałem z synem.   Poczułem radość, gdy niosłem posłanie. Poczułem miłość, gdy przytuliłem żonę. A wszystko po to by zacząć zauważać coś więcej niż jedynie skrajne doznania i powoli dzięki Sile Wyższej, zgodnie z obietnicą drugiego kroku, wracać do psychicznego zdrowia.

P.S Tekst dedykuję Panu Józefowi Śliwińskiemu, w podziękowaniu za jego zaangażowanie w pomoc cierpiącym alkoholikom.

Grzegorz alkoholik

 

 

 

 

 

4.38 Wychowywanie dzieci

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny. 

„Jednakowe ważne jest wychowanie dzieci jak i rodziców. ” C.G.Young

Mam znajomego do którego ojciec od dziecka mówił: ty śmierdzący GRUBASIE. Efekt? Nigdy nie miał kolegi. Nigdy! Dopiero w dorosłym życiu , gdy trafił do AA.

Co najczęściej robimy źle i co jest najbardziej szkodliwe?

Brak czasu

imagesD5XMJL5Q

Wszyscy  pracujemy . Gdy wrócimy do domu jesteśmy wykończeni i w zasadzie dalej nieobecni. Wtedy mamy za mało czasu by zrozumieć  potrzeby a nawet zauważyć problemy swoich dzieci.  Jesteśmy więc schematyczni, przesadnie wymagający lub  pobłażliwi dla swoich pociech. Gdy my zarabiamy  pieniądze  dzieci mogą stawać się notorycznymi samotnikami.  Nic nie usprawiedliwia braku czasu dla dziecka.

Prezenty jako zadośćuczynienie

„Brak ciepła w ok­re­sie dzieciństwa jest często po­wodem, że ko­loryt świata sta­je się ciem­ny”.  A. Kempiński

prezRzeczy (prezenty, kieszonkowe, markowe ubranka, komórka, wyjazdy zagraniczne itp.) to protezy miłości . Chcemy nimi zrekompensować to , czego nie daliśmy jako nieobecni lub zadośćuczynić za krzywdy agresji czy przemocy. Ponieważ rzeczy nie umieją kochać , szybko się nudzą, . Prezenty  są martwe,  nie słuchają, nie potrafią zrozumieć.  Rzeczy są zamiast.

Spoufalenie się z dzieckiem

To dobrze gdy matka  jest „koleżanką” a ojciec „kumplem” dziecka?  Chce się powiedzieć , że nie ,ale czy nie wychodzimy sami z tą inicjatywą np. namawiając do intymnych  zwierzeń?  Nic głupszego nie można zafundować sobie nawzajem. Kto kogo wychowuje, kto  ma być autorytetem i kto za kogo odpowiada?  Źle się spisuje demokracja we wspólnocie , która od zawsze była hierarchiczna. Gdy  rozprasza się ośrodek władzy nasze dzieci  nie słuchają  wtedy ani  przedszkolanki, ani nauczyciela, katechety, dozorcy, wychowawcy, policjanta itd. Nie uznają żadnego autorytetu nad sobą, nie znoszą posłuszeństwa.  Musimy sobie odpowiedzieć gdzie jest granica pomiędzy szczerością wobec dziecka, a obarczaniem go swoimi problemami?

Nie jest dobrze wtajemniczać dziecko we własne  sekrety czy zmartwienia. Podpieranie  się  na ramieniu swojego potomka  krzywdzi go!  Moja mama zwierzała mi się ze swoich kłopotów z ojcem  , a ja opowiadałem się potem po jednej stronie konfliktu, rozumiejąc sprawę rodziców zero/jedynkowo.  Czułem się do tego zobowiązany wobec mamy. Rezygnowałem  więc z budowania relacji z tatą . To było jednak za trudne jak na mój wiek ,bo zamiast poznawać siebie skupiałem się na rozpoznawaniu nastrojów matki.  Nie nauczyłem się w dzieciństwie tej ważnej umiejętności BYCIA DLA SIEBIE . Dziś jako duży potrafię czasem  zupełnie „odpłynąć”  w pomaganiu drugiej osobie, przy czym pomijam zauważanie swoich potrzeb. Szczerze mówiąc łatwo mi współczuć innym , gorzej sobie. Łatwiej słuchać i analizować cudze problemy niż własne. To mniej boli. Jeszcze do niedawna uważałem , że interesowanie się sobą polega na chodzeniu do kina i wypoczynku . Nie sądziłem że jest to przyglądanie się własnym wadom charakteru ,przekonaniom ,uczuciom.  Ile to zainwestowałem czasu we wysłuchiwanie cudzych nieszczęść . Ile to udzieliłem tysięcy rad i wskazówek. Tymczasem sam  nie zauważyłem w sobie uzależnienia nawet po wizycie u psychoterapeuty . Byłem oszołomiony gdy po raz pierwszy zrozumiałem ,że interesując się nadmiernie kłopotami moich znajomych wcale nie jestem altruistą ,ale egoistą , który realizuję  scenariusz z własnego dzieciństwa . Egoistą który czuje się odpowiedzialny i zdolny do tego żeby ciągle  rozwiązywać problemy „własnej matki” chociaż już w innych ludziach.  A to już  często nie ma nic wspólnego z niesieniem posłania ,ale byciem  kubłem na śmieci , do którego  inni wyrzucają  własne brudy .

Nie jest dobrze dawać siebie rezygnując z siebie. Nie jest dobrze koncentrować się na  cudzych potrzebach  wypierając się  własnych . Nie można też pozwalać by ktokolwiek nas UŻYWAŁ !!! Używał jak szczotkę do butów! Zdrowy egoizm polega na przeżywaniu każdego przejawu życia we własnej skórze!  Istnieje bowiem niebezpieczeństwo użalanie się nad sobą w drugim człowieku! Jeśli ktoś zwierza mi się z kłopotów wychowawczych to jeśli chcę bawić się w terapeutę  powinienem najpierw zrobić remanent moich relacji z własnymi dziećmi ,a dopiero potem dawać rady. Gdy słyszę o cudzych bolączkach trzeba mi przeskanować samego siebie. Jak dziś przerwać ten toksyczny wzorzec z dzieciństwa? Jak w tym sensie ochronić własne dzieci przed samym sobą ? Robiąc program ze sponsorem ,ale i uczestnicząc w terapii specjalistycznej. To nie żarty.

  1. Tylko szczęśliwy ojciec jest w stanie dawać szczęście potomstwu. Najważniejszym naszym obowiązkiem wobec dzieci jest tak poukładać siebie by nie być im ciężarem. Po to dla mnie ten program 12 kroków!!! Czy to nie jest odpowiednia motywacja? 
  2. Nie szukajmy też nigdy pocieszenia w dziecku.
  3. Jeżeli trzeba dziecku powiedzieć że mamy jakieś kłopoty to jednocześnie zawsze trzeba zaznaczyć , że  damy sobie radę  . I nade wszystko zapytać o jego samopoczucie
  4. Trzeba pytać siebie o to , jak nasz problem może przeżywać  nasze  dzieckoBo nasz to i jego  problem, który go boli na jego sposób, choć często  nie chce pod żadnym pozorem się do tego przyznać i to okazać.

Przemoc

„Pierwszą zasadą dobrego wychowania jest nie obrażanie NIKOGO.” Wolter

wd

„dzisiejsze nieśmiałe dziecko to to ,z którego wczoraj się śmialiśmy”. Ronald Russell

Niezależnie , czy jest to bicie , presja psychiczna , krzyk , wyśmiewanie ,  obwinianie , molestowanie , czy nieodzywanie się do dziecka , nigdy nie jest to metoda wychowawcza .  Zawsze jest to czyn zgorszenia, w dodatku karalny. Od ilu klapsów zaczyna się przemoc? Od pierwszego! Kłania się art 207 kodeksu karnego! Dziecko potrzebuje bezpieczeństwa . Dom powinien być azylem. Zawstydzanie , wzbudzanie  poczucia winy ,strofowanie ,przesłuchiwanie , kontrola korespondencji ,sms to wszystko PRZEMOC. Poświęciłem temu tutaj osobne teksty.

Bezkrytyczność

Mając słabość do drugiej osoby, nie można jej wychowywać.  Czyż nie jesteśmy raczej bezkrytyczni  wobec dzieci i ich wad?  Bezkrytyczne zapatrzenie się w rodzone dziecko to widzenie w nim siebie . Nie pozwala to być obiektywnym i brać pod uwagę opinię innych, sprzeciwić się dziecku lub odmówić mu czegoś.

Rozwód rodziców

„Gdybyśmy radzili się częściej fachowców zamiast znajomych byłoby o wiele mniej rozwodów” Witek Prytek

Najgorszy  wpływ na dziecko w procesie wychowania wydaje się  mieć jednak rozwód. Inny jest wpływ wychowawczy, gdy rodzic umiera, inny zaś – gdy odchodzi. Odchodzący ojciec czy matka zdradza nie tylko współmałżonka, ale także wspólne dzieci.  Gdy rozwiedli się moi rodzice miałem 13 lat. To było straszne przeżycie. Tato nie był awanturnikiem . Nie nadużywał alkoholu. Był dobrym i życzliwym człowiekiem. Gdy dowiedziałem się o wyprowadzce ,uważałem że on porzuca MNIE. Piekielnie wstydziłem się ich rozstania . Myślałem ,że wszyscy mnie obgadują. Poczułem się wtedy GORSZY ,wybrakowany , niepełnowartościowy. Pamiętam jak w 85 roku jechałem z kolegą na koncerty do Jarocina. Na stację odprowadził go ojciec ,pomagając nieść bagaże. Poczułem wtedy taką wielką samotność…….Szczerze zacząłem NIENAWIDZIĆ swojego tatę , w czym pomagała mi mama i dziadkowie.  Od tego zdarzenia widziałem go tylko trzy razy  , i nie były to nasze celowe spotkania. Pierwsze to impreza rodzinna ,drugie rozprawa o alimenty .Trzeci raz tuż przed moimi trzydziestymi urodzinami. Miałem już własną rodzinę , a ojciec umierał na raka w szpitalu……..Zdążył powiedzieć , że ….wyrządził mi sporo krzywdy. A ja nie miałem żalu i przypomniały mi się nasza piękne wspólne chwile . Wyjazdy , spacery  , zabawy , rozmowy . Pokazałem mu moich synów. Było ok. Następnego dnia już dostawał ostre dawki morfiny. I tata znów był nieobecny…….Po kilku dniach po raz drugi „odszedł” ode mnie. Tym razem na zawsze. Babcia z mamą nie potrafiły zrozumieć , że tak go kochałem. Dziwiły się. Jeszcze przed rozpoczęciem 4 kroku miałem urazy do rodziny , za to że w młodości „obrzydzała” mi ojca. Te ostatnie wspólne chwile były terapeutyczne. Zdjąłem maskę obojętności , którą nosiłem od 17 lat  , i pokazałem twarz spragnionego miłości ojcowskiej dziecka , zawsze stęsknionego , samotnego i bezbronnego. Jeżeli sam jesteś tatą żyjącym z dala od swojego dziecka ZAKLINAM CIĘ dbaj o nie! Rób co możesz! Wysyłaj smsy ,maile ,lajki na FB. Cholera wie co , ale BĄDŹ BLISKO! Nie pozwól by twoje dziecko żyło w bólu sieroctwa! Nawet jeżeli mówi , że nie życzy sobie twojej miłości. Nawet , jeżeli cię zlewa „ciepłym moczem”. To jest nasza odpowiedzialność.

Nadopiekuńczość

„Obawiam się iż nasze zbyt troskliwe wychowanie wydaje skarłowaciale owoce”. G. Ch.  Lichtenberg

To jest najskuteczniejszy sposób na pozbawienie dziecka wiary w siebie! Chcemy żeby naszym dzieciom było lżej ,żeby miały lepiej niż my sami. Wozimy do szkoły ,sprzątamy im pokoje,tłumaczymy przed nauczycielami , załatwiamy im wszystko co możemy! Czy wiecie moi mili , że w dziecku nie rozwija się z tego powodu wiara w siebie ale w tego kto otacza go nieustanną opieką!!!???

W efekcie mały łapie niskie poczucie własnej wartości ,bo czuje brak oparcia w sobie samym. Z tego powodu ma też kompleks niższości ,bo wygląda lepiej niż się czuje.

„Za to co kosztuje jeden nałóg można wychować wszystkie dzieci.” B. Franklin

Nałogi     

No DDa. Cholerne DDA. Nasze dzieci z automatu choć maskują się jak mogą mają niskie poczucie własnej wartości. Poza tym boją się utraty kontroli nad swoim życiem. Że nie będą mieć pracy ,rodziny ,pieniędzy. U niektórych lęk może przyjąć postać fobii i natręctw .  Do tego często dochodzi  jeszcze GDA ,czyli zespół lęku ogólnego. No pięknie! Tak pięknie , że aż fujarka mięknie!!!

Moi rodzice nie nadużywali alkoholu , ale regularnie się kłócili. Nie mniej odwiedział nas często pijany wujek . Mój chrzestny , brat mojej mamy. Raz był śmieszny ,innym razem groźny , jak to alkoholik. Jako berbeć pamiętam z nim w roli głównej dantejskie sceny.  Był agresywny i wulgarny. Bałem się go ,gdy ojciec był w pracy. Borykałem się wtedy na przemian z lękiem i wstydem z powodu wujka. Czy  potem jako dorosły, nie przeniosłem czasem tych stanów w swoje dojrzałe życie – nawet jeśli od tych smutnych chwili  minęły lata?

Po jakimś czasie zauważyłem, że bywam szybciej zmęczony niż moi koledzy. Potem zacząłem unikać matematyki panicznie bojąc się nauczyciela. Odliczałem sekundy lekcji ,drżąc ze strachu przed wezwaniem do tablicy. Bałem się kompromitacji i zawstydzenia. Do tego doszły obawy prze łobuzami.Choć było dla mnie nowe i straszne uczucie ukrywałem to przed wszystkimi. Wydawało mi się to nie męskie. Kto wtedy słyszał o zaburzeniach lękowych? W szkole nie było psychologa  Zacząłem więc dorastać z ukrywanym lękiem i napięciem .Nie widząc związku przyczynowego zarówno z ojcem , wujem jak i rozwodem rodziców sam obwiniałem się za ten strach . Uznałem  się za tchórza i tak zacząłem obniżać swoją samoocenę. Przeżywając ciągłe napięcie ,drażliwość i zamartwianie się o przyszłość  byłem stale zmęczony i często rozkojarzony.  Poza tym nie umiałem być wytrwały , nie miałem siły by mobilizować się do regularnego wysiłku. Pojawiły się też u mnie różne zaburzenia osobowości . Przesadne  zwracanie na siebie uwagi, prowokacyjna seksualność , ale i postawa zależna i unikająca.  Miałem ogromną potrzebę bycia pod czyjąś opieką z jednoczesnym odczuwaniem strachu przed opuszczeniem.  Unikanie dotyczyło problemów z podejmowaniem decyzji ze strachu przed błędami. Byłem przewrażliwiony na punkcie wstydu , odrzucenia , braku  akceptacji i absolutnie nie umiałem sobie z tym radzić. Dlatego w efekcie niepowodzeń lub choćby w ich perspektywie na pierwszy plan zawsze wychodził u mnie silny lęk , strach. Z tej przyczyny wyzwania które realizowałem  kosztowały mnie zawsze bardzo  dużo stresu.  Stąd alkohol był mi wtedy niezbędnym lekarstwem na wszystko ,łącznie z trądzikiem i zatwardzeniem.

Pisząc ten tekst ,mam przed oczami moje „czwórki” poczucia winy i wstydu związane z osobistymi błędami wychowawczymi. Ponieważ łatwo z jednej skrajności wpaść w drugą czyli  użalanie się nad sobą i obsesję na własnym punkcie……. Żeby tak się nie stało pytając sam siebie w kolumnie  rzeczywistości : co mogę z tym zrobić ,nie zamierzam poprzestać na przeprosinach. Postanowiłem od TERAZ i postawiłem sobie to za ŻYCIOWĄ WARTOŚĆ nie ranić nigdy więcej moich dzieci. Po pierwsze NIE BĘDĘ PIŁ po drugie BĘDĘ TRZEŹWIAŁ , także na ŚWIADECTWO dla mojej rodziny  i na zadośćuczynienie.  Po trzecie będę ich traktował poważnie , z szacunkiem i miłością. Nie krytykował ,nie zmieniał ,nie oceniał ,ale akceptował!!!! Będę od tej chwili ,od tej sekundy zamiast podcinać dodawał im skrzydeł! Będę myślał o nich pogodnie! Będę też o tym niósł posłanie innym. Tak mi dopomóż Bóg ,ten sam któremu zaufałem w trzecim kroku. Amen.

Grzegorz alkoholik

 

 

 

4.37 Koleżeństwo i Przyjaźń

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

a Jest takie powiedzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Osobiście myślę, że jest dokładnie odwrotnie. I współczesnym testem przyjaźni jest SUKCES. Jednak  najlepszym sprawdzianem koleżeństwa są nasze codzienne relacje. Chodzi o sposób w jaki ze sobą rozmawiamy, patrzymy na siebie i reagujemy na drobiazgi. Oto lista zasad dobrego koleżeństwa, którą skopiowałem ze strony internetowej jednej ze szkół podstawowych:

10 ZASAD DOBREGO KOLEŻEŃSTWA

  1. Nie wypowiadaj  wszystkiego, co ci przychodzi do głowy. Zwróć uwagę ,jak mówisz, bo to jest  ważniejsze od tego, co mówisz
  2. Jeśli coś obiecujesz – obiecuj ostrożnie i zawsze dotrzymuj swoich obietnic, bo jest to podstawa zaufania i przyjaźni
  3. Bądź uprzejmy. Jeśli masz do powiedzenia coś miłego – zawsze to powiedz. Pochwal , doceń czyjeś starania. Nie przesadzaj – bądź w tym naturalny
  4. Okazuj koleżankom i kolegom swoje  zainteresowanie; niech każdy w twojej obecności czuje się, że jest dla ciebie ważny
  5. Bądź pogodny; jeśli jest okazja – uśmiechaj się do ludzi
  6. Staraj się słuchać, a słuchając patrz na tego kto do ciebie mówi; daj znać, że słuchasz – np. kiwając głową, zadając drobne pytania
  7. Pozwól innym mieć swoje zdanie – przyjaźń nie oznacza, że musicie myśleć tak samo i lubić to samo
  8. Jeśli nie odpowiada ci czyjeś towarzystwo – po prostu go unikaj, zamiast wdawać się w kłótnie, wyśmiewać czy obmawiać
  9. Nie mów komuś tego, czego sam nie chciałbyś usłyszeć o sobie
  10. Jeśli komuś nie odpowiada twoje towarzystwo – nie narzucaj się

PAMIĘTAJ ! TYLKO SWOIM ZACHOWANIEM MOŻESZ ZMIENIĆ SWOJE KONTAKTY Z INNYMI. TO PROSTE! ZACHOWUJ SIĘ TAK , ABY INNYM BYŁO PRZYJEMNIE W TWOIM TOWARZYSTWIE. asdf Jakby ściągnęli to z Ant de Mello który pisał, że  ludzie są w porządku a jedyną osobą, która powinna się zmienić jestem JA SAM. Gdy ja się zmienię, wszystko się zmieni. Jezuita T Kotlewski  mówi, że chodzi po prostu o to by innym  w naszym towarzystwie było DOBRZE. Koleżeństwo czy przyjaźń polega na pragnieniu DOBRA dla drugiego! Ego + ego nie równa się MY. To są dalej dwa odrębne byty. Ale gdy potrafimy zbudować relacje oparte na serdeczności, zatroskaniu i dzieleniu się zaczynamy przeżywać coś wspaniałego i odczuwać większą siłę niż ja sam, siłę NAS.

Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać. Antoine de Saint -Exupéry

Codziennie wykonuję dwa telefony do trzeźwiejących alkoholików. Początkowo miałem problemy z pkt 3 z szkolnej listy. Teraz z siódmym i dziewiątym. Dlaczego? Bo …brak mi intymności.

Intymność zwykle kojarzy nam się z sexem  lub potrzebami fizjologicznymi. Szukamy więc warunków by wyrazić w taki sposób miłość. Ale intymność dotyczy także szczerego wyrażania swoich myśli, uczuć, przekonań. I taka intymność jest ważną częścią każdej relacji w tym przyjacielskiej i koleżeńskiej. Jeżeli coś nas irytuje ale czujemy się niezręcznie i nie potrafimy opowiedzieć o swojej złości, zawstydzeniu, zażenowaniu być może brakuje w nas składnika intymności.

Przyjaźń to rzecz dziwna. Podczas gdy w miłości mówimy o miłości, między prawdziwymi przyjaciółmi nie mówi się o przyjaźni. Przyjaźń czynimy, nie nazywając jej, ani jej nie komentując. E.E. Schmitt

Na dobre relacje wpływają takie cechy charakteru jak : pokora, szacunek,skromność, bezinteresowność, wdzięczność, szczerość uprzejmość, zaufanie, uczciwość, współczucie, gościnność, tolerancyjność, cierpliwość, empatia, sprawiedliwość, prawość ,autentyczność, dobra wola.

Wiecie jak rozpoznać człowieka, który ma POGODĘ DUCHA? Ma wielu znajomych i aż kilku przyjaciół. images2YU16K3J

-Puchatku? -Tak Prosiaczku? -Nic- powiedział Prosiaczek biorąc Puchatka za łapkę – Chciałem się tylko upewnić, że jesteś. A.A Milne Kubuś Puchatek

Grzegorz alkoholik

4.36 Intymność i miłość

Zrobiliśmy gruntowny i odważny rachunek moralny.

Ostatnio na mitingu przykuła moją uwagę wypowiedź przyjaciela nt. miłości. Powiedział, że nie mówi żonie, że ją kocha bo byłoby to nie uczciwe. Jak może kochać innych jeśli nie kocha sam siebie?

Chwileczkę.

ragdollJa też nie kocham siebie i ciągle czuję się źle we własnej skórze. Nie mniej ……w domu mam pięknego kota ragdolla. I kocham Go! Kocham go, pomimo to, że nie kocham siebie. Coś tu nie gra. Da się?

Gdy moja żona pyta, dlaczego tak mało mówię do niej o moich uczuciach, zapuszczam znany mi mechanizm racjonalizacji i filozoficznie tłumacze się ze swoich zaniechań. Jednak to co wymyślił Krzysiek to mistrzostwo świata. To jakby powiedzieć partnerowi : nie dam  ci  wsparcia bo i mnie nikt nie wspiera!

pluton

 

Czy MIŁOŚĆ jest w nas, aż tak czymś  niedostępnym jak lot na Plutona?

 

Nie kocham siebie…..czyżby?

Jem, dbam o higienę, wygląd .Chodzę do dentysty, na badania. Bronię swojego zdania. Taka ilość miłości własnej jest wystarczającą by odpalić silnik i powiedzieć żonie czy dziecku KOCHAM CIE . Poczucie własnej wartości nabiera mocy  wtedy gdy jesteśmy skierowani nie na siebie, ale na innych. Nasze JA kształtuje się i formuje pod wpływem miłości otoczenia do nas. Niejako kochamy się na około, poprzez rodzinę  i drugiego człowieka.  Ja ofiarowuję miłość żonie , dzieciom, rodzicom, przyjaciołom a oni rewanżują się tym samym. To ważne by kochać siebie. To podstawa. Ale miłość do siebie wzrasta poprzez miłość do innych. Inaczej jest to egoizm, egocentryzm, samolubstwo. Te wnioski szczególnie ożywają w kroku XII tym, gdzie przebudzeni duchowo mamy stosować nasze zasady we WSZYSTKICH poczynaniach.

szkłoCzy zdarzyło ci się usunąć z piaskownicy potłuczoną butelkę, by nieznane ci dzieci nie skaleczyły się w czasie zabawy? Czy ustąpiłeś kiedyś staruszkowi miejsca w tramwaju?

To jest jakiś ŻAR  dobra, wystarczający na koryto rzeki, którym popłynąć mogą  ….SŁOWA  MIŁOŚCI.

W czasie pracy na programie  czytam  w kółko opinię lekarza. Dzwonię codziennie do dwóch alkoholików. Punktualnie kontaktuję się ze sponsorem. Klęczę rano i wieczorem. Da się? Dlaczego nie dołożyć do tego jedno dziennie  KOCHAM CIĘ dla mojej zony? a drugie dla dzieci? Może warto w sugestiach umieścić raz w miesiącu NIESPODIANKĘ, raz w tygodniu kwiaty, raz w roku wiersz dla ukochanej?

Mówienie, że takich rzeczy nie robi się NA SIŁĘ, lecz tylko z potrzeby SERCA zostawmy dla ludzi zdrowych. Szczęście, że nasze CHORE GŁOWY zauważają potrzeby fizjologiczne, ale z WYŻSZYMI mamy gorzej.  Stąd potrzebujemy AUTOSTYMULACJI  i reanimacji uczuć.

Alkoholizm to choroba emocji. Żeby je w sobie zauważyć potrzeba czasu i ćwiczeń.  Pamiętam jak na terapii prowadziłem Dzienniczek Uczuć. Poczułem strach gdy pomyślałem o długach….Poczułem gniew gdy zobaczyłem policjanta…Poczułem  żal gdy przypomniałem sobie o mojej przeszłości.. Poczułem podniecenie gdy zobaczyłem fajny samochód…

miłośćZakończę taką puentą  :

Gdy mówię ŻONIE, że JĄ BARDZO KOCHAM, zaczynam czuć co to jest miłość!

Grzegorz alkoholik

 

 

4.35 Wierność

Zrobiliśmy odważny i gruntowny obrachunek moralny.

ni

Temat ma wiele wspólnego z niepokojem i strachem. Choć dotyczy lubieżności, to ewentualność wypłynięcia  romansów, flirtów  i zdrad napawa lękiem i tworzy w  nas napięcie. Wykasowałem smsy ? Wylogowałem się z FB i czatu? Wyciszyłem telefon? Te pytania  wnoszą w życie duuużo nerwówki.

Terapeuta zapytał mnie kiedyś czy wierność jest dla mnie wartością? Czy może być powodem do dumy? Bez wahania odpowiedziałem, że…….NIE :  :-?    I chyba tu jest klucz do tego tematu.

Związek z partnerem jest najważniejszą relacją międzyludzką.

Większą niż rodzicielstwo.  Z mamą i tatą spędzamy około 20 lat życia. Tymczasem każdego miesiąca Prezydent RP wręcza  medale za 50 letnie pożycie tzw „złote gody”. W myśl kodeksu rodzinnego małżonkowie zobowiązani są do wierności. Inaczej mówimy o rozpadzie. W jednym z orzeczeń Sąd Najwyższy uznał  zdradę choć nie wystąpiło tam cudzołóstwo w sensie fizycznym ale psychicznym.

beznazwy

Niewierności źródeł kilka.

Po pierwsze wpływy środowiskowe i przenoszenie wzorców rodzinnych. Po drugie przekonania. Po trzecie deficyty, bo osoby zamrożone uczuciowo łatwiej wchodzą w zdradę dla czystej adrenaliny. Wielu zwolenników ma  przyczyna genetyczna, gdzie mówi się o istnieniu uwarunkowania, które zmusza do odczuwania silnych erotycznych doznań. Znalazłeś w tym siebie?

Wracając do przekonań, bardzo często zdrada wypływa z rozczarowania dotychczasowym partnerem. Nie mamy wspólnego języka!, Nie ma mięty ! To znudzenie opiera się właśnie na oczekiwaniu CAŁOŻYCIOWEJ EKSCYTACJI, która jest na taką skalę niemożliwa. „Motyle w brzuchu” nie latają non stop, a myślenie że tak być powinno jest niedojrzałe i niepoważne. Następnym powodem bywa zła komunikacja. Wdzięczny jestem starszemu koledze, który gdy byłem przed trzydziestką powiedział mi, że kłótnie i małżeńskie spory nie oznaczają „niedopasowania”. I że to normalne mieć rożne zdanie, upodobania czy pasje. To była dla mnie odkrywcza wskazówka.

Znam małżeństwa z długim stażem u których wszystko się posypało po wyprowadzce dzieci. Mam znajomego, który osiągnął  duży finansowy sukces  po którym  dostał „małpiego rozumu” i zaczął uważać, że teraz wszystko mu wolno. Znalazłeś w tym siebie?

sdf

Zdrada związana jest z ucieczką od wartości, żony, niepowodzeń i samego siebie. Gdy brak nam sukcesów czy poczucia własnej wartości robimy - skok w bok. Ma on zrekompensować  życiowe niepowodzenia. Bo to podnosi ego.

 

Nic tak nie poprawia mojej samooceny  jak uwaga innych kobiet, które dają  do zrozumienia, że jestem dla nich atrakcyjny.

Gdy  żona stale  wytyka błędy, kilka miłych słów wystarczy by gdzieś odpłynąć. Czy to nie jest rodzaj picia „na sucho”? Pakowania się w iluzje i protezy miłości dla szybkiej poprawy nastroju? Dla dowartościowania? Czyż nie towarzyszy temu potem „kac”, czyli poczucie winy :co ja zrobiłem?

Spiker sexoholik na jednym z mitingów nazwał zdrady i pornografię internetową „sięganiem po kieliszek”. Telefonowanie do koleżanek łamaniem zasad abstynenckich. Powiedział : zanim napiszesz  smsa, czy  porozmawiasz z kobietą , zastanów się: po co ci to ? Dla rozmowy, czy może kręcisz już jakiś film? W czasie terapii prowadzący przestrzegał nas: bądźcie czujni, umysł pozbawiony alkoholu szuka podobnych wrażeń w hazardzie, zakupach, objadaniu czy SEXIE!

Tak jak w trzeźwieniu mówimy o tym, żeby z PROGRAMU kroków zrobić życiową wartość, tak oczywiste jest, że w tamach 4 kroku, uczciwość wymaga wyrzeczenia się zdrady. Powinniśmy wszyscy bez wyjątku przyjąć WIENOŚĆ jako życiową wartość  i nauczyć się odczuwać dumę z jej przestrzegania. Po pierwsze każda kobieta nie jest obiektem do zaliczenia czy zabawy ale CZŁOWIEKIEM któremu należy się szacunek. Po drugie szczególnie mój partner także zasługuje na specjalny rodzaj szacunku czyli wierność. To normalne, że podobają się nam fajne kobiety. Ale nie można mieć jednocześnie miłości żony i przyjemności zdrady. Każdy z nas powinien wybrać to na czym bardziej mu zależy. To co istotniejsze.

Zakończę fragmentem z V rozdziału wielkiej księgi aa .

RZADKO się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym programem. Nie wracają do zdrowia ludzie, którzy nie mogą lub nie chcą całkowicie poddać się temu prostemu programowi. Zazwyczaj są to ci, którzy  nie są zdolni do zachowania uczciwości wobec samych siebie.  To nie ich wina. Tacy się po prostu urodzili. Z natury swej nie są zdolni pojąć, a tym bardziej rozwinąć, sposobu postępowania, który wymaga bezwzględnej uczciwości.

Grzegorz alkoholik