8.0 Gotowość do przeprosin i naprawy wyrzadzonych krzywd dzięki pogodzeniu z samym sobą.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

pobrane

Lista zobowiązań moralnych

Wyrzuty sumienia i pretensje za to co zrobiłem i co zaniedbałem prowadzić mogą do zapicia, choroby psychicznej lub na stryczek. Zauważylem, że niezależnie od  tego czy wspominałem konkretne sytuacje, niechlubna przeszlość zawsze ciążyla mi moralnie i duchowo. Czy może być jakiś sposób na pozbycie się tego balastu? Dla mnie alkoholika jest to : Program dwunastu kroków ze sponsorem. Ważnym jego etapem jest rozliczenie się z własną przeszłością czyli gotowość przeposin i naprawienia wyrządzonych szkód. Rozpoczyna je zrobienie listy osób, które skrzywdziłem.

Od ilu klapsów zaczyna się przemoc wobec dziecka?

Gdy pierwszy raz usłyszałem czytany krok ósmy miałem problem by na jego liście zapisać więcej niż jedną osobę. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w powyższym podtytule. Myślałem, że żeby mówić o agresji wobec dzieci to trzeba je „katować”! Tymczasem przemoc zaczyna się od pierwszego klapnięcia malucha w tyłek! Od pierwszego! Terapeuta zapytał mnie kiedyś czy byłem sprawcą przemocy domowej. Odpowiedziałem, że NIGDY!  Dopytał: czy krzyczał Pan kiedyś na żonę? Groził jej palcem? Czy zdarzyło się Panu zabrać kiedyś żonie kartę kredytową? Wydzielać jej pieniądze, nie pozwalać korzystać z samochodu?  Nie tylko stosowałem przemoc ekonomiczną. Wyśmiewałem  pasje mojej partnerki, drwiłem z jej zainteresowań, krytykowałem jej koleżanki a nawet ulubionych wykonawców muzycznych. Poza tym znęcalem sie nad nią psychicznie milczeniem. Nieodzywałem sie tygodniami robiąc groźne miny. Raniłem żonę swoią oschlością i chłodem.  Za takie numery dzielnicowy założyłby mi całą talię niebieskich kart!

Gdy przeszedłem z poziomu słuchania kroków do realizowania, na czwartym etapie wiedziałem już, że lista osób które skrzywdziłem wykroczy poza ilość palców u rąk i nóg.

Dlaczego zadajemy innym ból?

W dzieciństwie często słyszałem, że jestem niezdarą, nygusem, płaczkiem, mazgajem lub gamoniem!  Terapeuta powiedział mi, że zranienia, których doświadczamy regularnie jako małe dzieci tworzą w nas głębokie urazy wyznaczające nam sposób traktowania innych ludzi. Będąc zranionym spontanicznie krzywdzę innych. I by się zgadzało. Często odreagowywałem upokarzając moją rodzinę.

A jeśli nie przeproszę i nie wybaczę ?

Skoro przemocowość  jest następstwem doznanej krzywdy to wraz z ofiarami jedziemy na tym samym wózku. Ofiary nienawidząc sprawców same stają się nimi. Sprawcy żywiąc urazy do swoich krzywdzicieli odreagowują na innych. Aby przerwać te przeklęte błędne koło ktoś musi wykonać ważny pierwszy ruch. Stając do ósmego kroku wiedziałem, że mam możliwość zatrzymania odbijającego się od dawna pomiędzy mną a innymi ludźmi ZŁA. Postanowiłem zniwelować ten wzorzec obecny w mojej rodzinie, wygasić go by nie pogrążał dalej moich synów, potem wnuków i w koło macieju!

Przebaczenie rozpoczyna się od samego siebie.

Łatwo z tego  aktu akceptacji  zrobić próżny gest. To oczywiste, że krzywdzimy sami siebie ale lista krzywd z własnym nazwiskiem na pierwszym miejscu mówi, że coś poszło nie tak w kroku czwartym. Przebaczyć sobie – to nie znaczy współczuć w użalający sposób. Chodzi o to, by przyjąć siebie samego w pokorze. Żadne moje ograniczenie i żaden mój zły czyn nie może być powodem autonienawiści ale i toksycznego rozczulania się nad sobą. Jeżeli nie mogę patrzeć w lustro lub ciągle biadolę jak to zmarnowałem sobie i innym życie daleko mi do kroku ósmego! Pomijam przypadek gdy wywyższam się niechlubną przeszłoscią na zasadzie: ja to dopiero piłem, biłem, kradłem i krzywdzilem!!! Co świadczy o byciu na ujemnym poziomie rozwoju w tzw. czarnej d**ie!

Gołym okiem widać jaki kto ma stosunek do siebie.

Agresja, złośliwość, uskarżanie, lamentowanie i żałosne jęczenie nad swym losem. Oto zewnętrzne znaki wewnętrznego konfliktu każdego człowieka. Jeśli w stosunku do samego siebie braknie mi pokory pierwszego kroku, nigdy nie stanę na własne nogi i nie uwierzę w swoje możliwości. Będę za to się kajał i nienawidził, obwiniając za wszystko cały świat lub samego siebie a wszystko zależnie od nastroju! Takie samobiczowanie nie daje nic dobrego a niestety wzmacnia tylko moje samolubstwo i często jest zakonspirowanym przejawem pychy.

Trzeba być dla siebie dobrym

Mówi się, że nie można kochać innych jeśli nie kocha się siebie. Długo uważałem, że kocham moją żonę bo byłem o nią zazdrosny, ale czy na tym polega miłość? Zasypywałem dzieci drogimi prezentami i wykłócałem się z ich  nauczycielami.To jednak nie była miłość ale nadopiekuńczość chorego pysznego człowieka, który potajemnie szpiegował swoje dzieci czytając  ich smsy i maile. Czy to wynikało z dobra? Nie! Było odzwierciedleniem nieufności do samego siebie.

Jestem jaki jestem

Moja niechlubna przeszłość, jakakolwiek by nie była, nie musi rujnować mojej przyszłości. Wszystko zależy od tego jak zachowam się dziś! Patrząc trzeźwo na moje wybryki wiem, że wtedy nie byłem zdolny do niczeo innego. Mam szczęście, że nie skończyło się gorzej. Ta sama głowa, która gdy piłem podsuwała mi  fatalne pomysły dziś wolna od etanolu namawia mnie do zadośćuczynienia moim ofiarom. Niezła sytuacja! Moje ego niegdyś nastawione na prózność i samolubstwo  dziś zachęca mnie do myślenia o innych. Dobre!

Codzienne Himalaje

Alpiniści pokonując trudne przejścia wykuwają często czekanami stopnie w lodzie. Ułatwiają sobie w ten sposob nie tylko wejście ale chronią się przed niebezpieczeństwem upadku w czasie zejścia. Ósmy krok to ważny poziom dla dalszej wędrowki. Powinien być mocnym oparciem na wypadek załamania wewnętrznej pogody ducha!

grzegorz

Print Friendly

18 Komentarze

  1. tak, trzeba kochać siebie, wtedy umie się kochać innych.
    Nie trzeba bić żeby zranić.
    Razy psychiczne ranią dłużej. Niekiedy na całe życie.

    Ale wszystko w życiu można zmienić.
    Trzeba zacząć od rozmowy z samym sobą.
    Uświadomić sobie co się chce zmienić.
    Wybaczyć sobie i tym co skrzywdzili.
    Nie obwiniac rodziców, otoczenia.
    Rodzice chcą jak najlepiej (pomijam patologicznych rodziców) choć popełniają błędy (cóż kto nie popełnia błedów)

    Nad swoim życiem można pracować.
    Nawyki można zmienić w 21 dni.
    Tak jak organizm przestawić na odchudzanie w 6 tygodni
    (nasz tzw. gadzi mózg – odpowiedzialny za instynkt przetrwania – przestaje torpedować nasze starania o schudnięcie :)

    Pozdrawiam
    http://odchudzaniejestproste.pl

  2. z miłością własną to prawda… pokochać siebie, polubić, a inni staną się fajniejsi… z tym, że agresja leży w naturze człowieka. Powinien nad nią panować, ale nie jest w stanie jej wyeliminować. Najwyżej zepchnie ją głębiej, będzie ciągle trzymał na łańcuchu. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Z agresją należy uczyć się żyć… dawać jej ujście w bezpieczny sposób. Klaps dany dziecku wg mnie to nie jest coś co należałoby z gruntu potępić i za co należałoby się kajać. To nauka. Agresja to natura. Dziecko ma ograniczone zdolności pojmowania. Popatrzcie jak niektóre maluch dają popis agresji. Bo to jest pierwotny język. Klaps dany na pewnym poziomie rozwoju dziecka przemawia do niego lepiej i szybciej niż sadzanie na jeżyku czy też inne formy znęcania się psychicznego. Jeszcze kilka lat, a psycholodzy dojdą do wniosku, że lanie to cudowny lek na wszystko, dlatego do różnych teorii należy podchodzić z rozwagą. Swoim zachowaniem czasem krzywdzimy innych… nawet często… czy to się da zmienić… czasami tak… ale całkiem nie da się tego wyeliminować. Krzywdzić będziemy, czasami świadomie, czasami nie. Jest takie powiedzenie: jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził :)

    • :) Mój sąsiad mawia, że w sprzeczce, kłótni czy nawet awanturze nie można schodzić poniżej pewnego poziomu. Co go wyznacza? Kultura? Społeczeństwo? Moje środowisko i jego etyka? Czy ja sam mogę postawić sobie poprzeczkę moralną na wysokości gwarantującej szacunek dla innych? Ten przysłowiowy ‚klaps” pokazuje na ile przekonania determinują zachowania. pozdrawiam

  3. Ciekawa jestem, kiedy „terapeuci” zaczną pytać dzieciaki w różnym wieku, jak one „znęcają się” nad rodzicami – wymuszanie /wrzaskiem, szantażem, w przyszłości może nawet podnoszeniem ręki/, olewanie, niesłuchanie się…

    • To nie jest znęcanie się. Żeby mówić o przemocy musi istnieć brak równowagi pomiędzy stronami. Jako rodzice mamy nad dziećmi przewagę na każdym polu. Jesteśmy silniejsi fizycznie, psychicznie, ekonomicznie i duchowo. :)

      • w relacji rodzic – dziecko „przewaga na każdym polu” z czasem się wyrównuje. Wyrośnięty 13, 14 latek może mieć przecież przewagę fizyczną nad drobną matką, często też psychiczną. I czy tutaj dalej nie może być mowy o znęcaniu się?

  4. Bzdury o przeintelektualizowanej formie. Jak komuś się nie chce (wychowywać) to każdy powód jest dobry. Mój bajbus jak dorósł to powiedział „dziękuję” za dobre wychowanie gdzie były i uściski, pieszczoty ale i krzyk i klapsy. Chybaś g.a nikogoś nie miał na wychowaniu i odpowiedzialności,

  5. Witam,

    mój komentarz będzie raczej nie na temat postu, ale poczytałam trochę o czym jest blog i jest jak najbardziej na temat w ogóle.
    Nigdy nikomu tego jeszcze nie mówiłam (choć sporo osób doskonale się domyśla, jak sądzę) ale jestem pijakiem. Alkoholik na razie nie przechodzi mi przez gardło. Mam 42 lata i poczucie kompletnego bezsensu w życiu. Nie mam znajomych, własnej rodziny, pasji, hobby, zajęcia, chęci do życia. Żyję bo nie mogę zostawić mojej Mamy, po tym jak Tata umarł. U mnie w rodzinie alkohol był zawsze i zawsze pozytywnie. Dużo śmiechu, zabawy, tańca radości, imprez moich Rodziców i alkoholu oczywiście. Nie znam pojęcia awantura, przemoc, nawet przekleństw u nas nie było. Zaczęłam dosyć wcześnie , pierwsze popijanie to lat około 14, pierwszy kac i do dzisiaj pamiętam uczucie zdziwienia – jak możne się TAK chcieć pić?? Innych przykrych objawów nie miałam ani wtedy ani teraz, ból głowy to miewam raz na rok. Jak bardzo pomieszam %, ale tego już dawno nie robię. Mam pracę w biurze i co do niedawna nie mieściło mi się w głowie kilka razy sobie popijałam ostatnio przy biurku. Powód? Nie nie miałam głodu, po prostu mogłam. Siedzę sama w pokoju, więc pomyślałam czemu nie? Wstałam rano było mi smutno i źle, w drodze do pracy kupiłam wino i tyle. Ale ogólnie to incydenty, bo mój organizm nie toleruje picia od rana czy od południa. Na drugi dzień jakieś mdłości, więc stwierdziłam nie warta skórka za wyprawkę tym bardziej, że nie mogę stracić pracy. Utrzymuję siebie (mieszkam sama) i pomagam Mamie z Jej głodową emeryturą. Przychodzę do domu wypijam wino i idę spać. Na drugi dzień do pracy z pracy do domu, wino i spać. To trwa już kilkanaście – dziesiąt? lat a ja nie mam pomysłu jak zmienić swoje życie. Nie daję już rady strachowi, który towarzyszy mi 24h. Żeby się nie wydało, żeby nie było gorzej, żeby się nie domyślili, że umrę sama. Płaczę po kilka razy dziennie, o nocach lepiej nie wspominać. Przy najmniejszym zdenerwowaniu w sklepie, na ulicy, gdziekolwiek zaczynam trząść się jak w febrze. Czy Ktoś potrafi mi pomóc?

    • Dziękuję za te słowa.

      Alkohol ma ponad pięć tysięcy lat, więc tyle samo istnieje alkoholizm. Dopiero jednak od 1939 roku istnieje sposób na zdrowienie. Mamy szczęście żyć w czasach gdzie leczy się uzależnionych a nie zamyka w szpitalach psychiatrycznych.
      Tak jak Ty, funkcjonowałem w lęku, wstydzie i nienawiści do samego siebie. Byłem sfrustrowany na tzrzeźwo, na kacu a potem już nawet po pijaku. Od półtora roku tzeźwieję i PRZYSIĘGAM na wszystko co święte, ze jestem SZCZĘŚLIWY, że dostałem NOWE ŻYCIE!

      Sama sobie nie poradzisz. Ta choroba rujnuje nie tylko wątrobę ale także umysł i duszę. Bardzo szybko tracimy tu „silną wolę” i na nic się zdadzą obietnice, przysięgi i postanowienia. Potrzebujesz pomocy od drugiego człowieka….od drugiego alkoholika.

      Znajdź taką grupę AA gdzie będziesz czuła się bezpiecznie. http://www.aa.org.pl/main/view_mityngi_aa.php?D1=0&region_aa=001
      Spotkasz tam osoby z takimi samymi problemami jak Twoje. Tam poproś o pomoc. Równolegle możesz poszukać bezpłatnej terapii np dochodzącej. U mnie w Łodzi trwa to ok 6 tygodni i jest finansowane przez NFZ.
      Jeśli jesteś w takim stanie, że nie masz siły się do tego zabrać to prześlij mi na adres grzegorz.alkoholik@onet.pl twój numer. Przekarzę go jakiejś koleżance alkoholiczce, która z tobą porozmawia. Dziękuję jeszcze raz za komentarz, wiem że wymagał dużo odwagi. Pogody Ducha! :)

  6. Przemoc dotyczy obu stron. Każda kara za złe zachowanie może być uznana za przemoc. W tym momencie popadamy w przesadę. Dziecko musi znać smak kary, czy klaps jest lżejszą formą niż brak kolacji, czy brak kolacji jest ciężą formą niż brak deseru? Czy brak zgody na lody to już kara? A jeśli dziecko ma nadwagę, cukrzycę i płacze, cierpi bo ma potrzebę która nie zostanie zaspokojona to przemoc? Trzeba zachować umiar. Decydują intencje. Dziecko może być chore i cierpieć i trzeba zadać mu ból jakimś zabiegiem,czy to przemoc? Dziecko może być agresywne i ranić rówieśników, słabą babcię, rodziców. To też przemoc. Nie dajecie sobie wyprać mózgu.

    • Jeżeli wściekły rodzic wygraża pięścią swemu dziecku to podlega karze więzienia do 3 lat. Jeśli znęca się fizycznie aż do 10. A co w odwrotnej sytuacji? I tu kłania się definicja przemocy z art 207 Kodeksu Karnego. Klasyfikacja zachowań przemocowych najbardziej restrykcyjnie wygląda chyba w Szwecji, gdzie ochrona wzywa policję gdy matka strofuje dziecko w sklepie. Czy to przesada? Skoro dorosły ma prawo bronić swej nietykalności fizycznej i psychicznej dlaczego nie dać takich praw dziecku? Problemem nie jest bół jako taki ale wywieranie poprzez niego wpływu na osobę ode mnie zależną. Stąd ani wizyta u dentysty ani szczepienia ochronne przemocą nie są. Polecam mój wpis poświęcony wyłącznie temu zagadnieniu: http://alkon.blogujacy.pl/2014/11/16/4-26-przemoc/ pozdrawiam

      • A jak dorosły ma bronić swojej nietykalności przed dzieckiem albo swojego dziecka przed innym dzieckiem? Widziałam dzieci rzucające kamieniami… I nie odwołuj się do przepisów, bo nie o tym mówimy. mówimy o etyce i kulturze.

  7. Hmmm… Myślę, że przemoc NIE zaczyna się od aktu przxemocy. Bo tak samo możąna by zapytać, czy jeden policzek wymierzony żonie (mężowi) to „już” przemoc? Przemoc, wobec siebie i nnych, często zaczyna się od bezsilnoścvi – „nie chcesz postępować tak, być taki, jak ja chcę?! No, to Cię do tego ZMUSZĘ!” GROŹBĄ, KRZYKIEM, BICIEM, A CZASEM SUBTELNIEJ, SZANTAŻEM EMOCJONALNYM (jakże często stosują go rodzice wobec dzieci albo małżonkowie wobec siebie – i nawet nie są świadomi, że to też jest przemoc…). Już w tym momencie należałoby pomóc potencjalnemu sprawcy – żeby potem nie była potrzebna terapia dla ofiary. Ps. Jestem sobie w stanie wyobrazić klapsy, które nie są przemocą – w ogóle. W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia dziecka, kiedy np. rozwrzeszczany maluch chciałby mi wbiec pod rozpędzony pociąg, jako matka WOLAŁABYM żeby go chwilowo zabolała pupa, niż co innego. Potem mogę go przeprosić i wytłumaczyć swoje postępowanie, dlaczego nie. Jest to oczywiście sytuacja wyjątkowa (mnie się jeszcze taka absolutna konieczność nie zdarzyła), ale wówczas ten klaps jest czymś takim jak szczepionka, która też do przyjemnych nie należy – a jednak ratuje życie…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.