4.42 Mężczyzna wieczne dziecko czyli Piotruś Pan

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny. PSZCZOŁY

Gdy piłem nałogowo, często słyszałem od żony, że zachowuję się jak duże dziecko. Najpierw traktowałem to jako obrazę. Później  uszczypliwość. W końcu uznałem, że małżonka zazdrości mi mojego wyluzowanego sposobu bycia.

Przestałem pić, a żona oswojona z abstynencją znów zaczęła zarzucać mi niedojrzałość. Ponieważ uważałem się już wtedy, za wielkiego speca od alkoholizmu i wszystkiego co możliwe stwierdziłem, że jest to „śpiewka” osoby współuzależnionej, która wymaga szybkiej terapii. Inaczej  nasze małżeństwo może nie przetrwać takich toksycznych zachowań! Przestraszona żona zgłosiła się do terapeuty. Okazało się jednak, że jej uwagi to nie jest złośliwość ale bolesna dla mnie PRAWDA! Dlaczego? imagesTCMSJ816Bo unikam odpowiedzialności i zobowiązań . Wzbraniam się przed tym jak mogę! Obrażam, gniewam, dąsam, nie odzywam, nie przyznaję do błędu. Ciągle szukam by ktoś mnie w czymś wyręczył. Uciekam od dorosłości tym razem już nie na wagary czy w alkohol ale przed komputer a czasem nawet na miting chodząc tam sześć razy w tygodniu.

Faktycznie. Zauważyłem, że znów migam się przed codziennością. Zasłaniałem się: złym samopoczuciem, depresją, głodem alkoholowym.  Mam piekło, a tu ktoś czegoś ode mnie chce! Przecież nie piję ! Dajcie mi wszyscy spokój! Żądam od rodziny szacunku czyli…..opieki i matkowania. Żądam pomocy czyli ….pobłażliwości i braku wymagań! imagesYRHT6GMWCo  się dzieje ? Redaktor specjalizujący się w problematyce uzależnień napisał mi kiedyś: trzeźwiejący alkoholicy wiedzą WSZYSTKO  o alkoholizmie, ale niewiele o życiu. Oto problem.   piotrus

Przypadkiem przeczytałem ostatnio tekst o psychologicznym syndromie Piotrusia Pana, nigdy nie dojrzewającego chłopca, który jak w powieści J.M Bierie wiele zaczyna ale mało kończy. Obiecuje ale nie dotrzymuje. Znaki rozpoznawcze? Ciągłe zmęczenie i potrzeba odprężania, szybkie zakochiwanie się, fascynacja tym co ekstremalne: sportem, ryzykiem, upodobaniem do drogich produktów, skrajny egoizm i egocentryzm, strach przed przyszłością, niechęć do decydowania, fantazjowanie, wieczne szukanie przyjemności i przedkładanie ich ponad obowiązki.

Mój terapeuta powiedział ostatnio do mnie:czy widzi Pan możliwość czerpania przyjemności z własnych OBOWIĄZKÓW? Ze sprzątania, gotowania, prasowania, pracy zawodowej? Z bycia odpowiedzialnym? Ciężkie pytanie ale  kiedyś w końcu trzeba DOROSNĄĆ! Przestać zwlekać, odkładać na później, szukać wiecznie „okna pogodowego” do codziennych  działań.

Życie nie składa się tylko z chodzenia na mitingi, spikerek i niesienia posłania . Chodzi o to by zacząć samodzielnie, bez mamy, taty, bez sponsora, bez terapeuty stawiać w końcu odpowiedzialnie krok za krokiem. Decydować i pracować na własny a nie cudzy rachunek. Nie szukać  przeszkód i winnych dookoła ani rozglądać się za wyręczającą nas pomocą. Niewielu z nas podejmuje taką próbę. Nie lubimy konfrontacji z rzeczywistością. Nie lubimy dowiadywać się, że nasze relacje ze światem są CHORE i wymagają zmiany. Łatwo jest mówić teatralnie o swoim egoizmie  w rzeczywistości wzmacniając swój egocentryzm. Gdy słucham podczas mitingów  melancholijnych opowieści o tzw „trudnym czasie” mam ochotę  je brutalnie przerwać! Bo czym innym jest użalanie się nad sobą jeśli nie  skupianiem uwagi na  swoim ego? Przemilczanie takich zachowań nie jest dla mnie ćwiczeniem tolerancji ale  wady o nazwie OBOJĘTNOŚĆ. Własne samopoczucie nie jest najważniejsze na świecie!  Nie wypada, żeby dorosły facet publicznie rozczulał się jak dziecko nad samym sobą! Mężczyzna  nie może na spotkaniach gniewać się, dąsać  i pieprzyć głupoty niczym mały dzidziuś! Jeśli coś jest żałosne to to, że rodzina wciąż nie może na mnie liczyć. Kiedyś  ze względu na promile. Teraz z powodu chronicznego fatalnego samopoczucia i nieróbstwa!  :lol: Problemy są dla DOROSŁYCH, są wizytówka DOROSŁOŚCI. Trzeba nauczyć się o nich dojrzale  myśleć, mówić i rozwiązywać je. Dziecko sobie z tym nie poradzi. dJeśli doczytałeś do tego miejsca pomyśl, może sam jesteś Piotrusiem Panem? Jeśli dorastałeś w rodzinie z fizycznie lub psychicznie nie obecnym ojcem oraz nadopiekuńczą matką…………… Jeśli o mnie chodzi, wychowałem się bez taty w gronie nadskakujących mi kobiet. Chłopca w dorosły świat najlepiej wprowadza  mężczyzna. Jeżeli w dzieciństwie zewsząd otaczały cię tak jak mnie  mama, babcia, ciocia  to byłeś pozbawiony męskich wzorców. Dziewczyny w dobrej wierze próbowały  nadrobić nam braki przez co były nadopiekuńcze a my staliśmy się pępkiem świata. Panowie i Panie ! Alkoholicy i alkoholiczki! :-) Jakże uzdrawiające jest POZNAWANIE SAMEGO SIEBIE. Kim Jestem? Dlaczego taki jestem? Nie ma co nienawidzić siebie za lenistwo, strach, nieporadność czy obżarstwo.  Trzeba je zrozumieć .  Większość naszych zachowań jest tak silnie zautomatyzowana, że nie mamy absolutnie żadnych szans na zmianę  bez pomocy SIŁY WIĘKSZEJ. Ta siła to jednak nie jest BOZIA do której składamy jak dzieci rączki prosząc by wszystko za nas zrobiła. Bóg na szczęście nie jest osobą współuzależnioną! Sytuacja jest taka : samo się nic nie zmieni! Nie możemy całe życie trzymać się najpierw „mamy spódnicy” a teraz wykorzystywać egoistycznie partnera, wspólnotę czy Anioła Stróża! Nasza nieporadność i beztroska nie jest nieuleczalna. Trzeba nam zastępować dziecinne myślenie, odczuwanie i zachowanie czymś bardziej odpowiednim i adekwatnym do naszego wieku. To co robić konkretnie? A wyciągnij „maminsynku”  samodzielnie jakiś wniosek dla siebie! Choćby  z tego tekstu. :-D

Grzegorz alkoholik

Print Friendly

5 Komentarze

  1. widzę mojego męża.
    Różnica jest taka, że nie był (nie jest) alkoholikiem. Ale ciągle ucieka. A to w pracę, a to na rower, a to przed telewizor. Ciągle nieobecny, nawet jeśli jest w domu ciałem, to na pewno nie duchem. Niby praca to też obowiązek, ale w domu nie można na niego liczyć.
    Wszystko jest ważniejsze niż dom, rodzina, dzieci………..
    Upodobanie do luksusu też zauważyłam.
    Kiedyś byłam zła, teraz jestem smutna.
    Najgorzej, że nie widzi problemu.

  2. Szkoda, ze nie moze przeczytac tego tekstu moj, obcojezyczny ziec. Dwie lewe rece przyklejone do pupci i ciagle wglebianie sie we wlasne odczucia i potrzeby – to jego znak rozpoznawczy. Rozkapryszony, wymagajacy ciaglej uwagi i uslugiwania jest na prawach trzeciego dziecka mojej corki. Podejrzewam, ze nigdy nie wydorosleje, bo bycie uduchowionym, zyciowym nierobem, egoista i egocentrykiem jest bardzo wygodne.

  3. Świetny tekst, ciekawie napisany! Pokaże to mojemu mężowi, na szczęście nie pije, ale też ucieka od odpowiedzialności. Wszystkie decyzje muszę ja podejmować, ja dbam o to aby wszystko było opłacone na czas, pamiętam o wizytach u lekarza córki i kartkówkach syna. To strasznie męczące, niby pomaga mi w tym o co poproszę, zajmuje się córą, ale…odpowiedzialność za dom i rodzinę spoczywa na mnie. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.