O udzielaniu cennych rad

Gdy nie miałam dzieci, posiadałam sześć teorii na temat ich wychowywania i radziłam wszystkim jak je stosować. Teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii”

Jakoś już tak jest, że znamy gotowe recepty na szczęście ale dla innych. Cudze trudności aktywizują nas do teoretyzowania i dawania tzw mądrych rad. Świetnie wiemy co dla każdego dobre. Skoro potrafimy ułożyć drugiemu życie dlaczego nie sobie? Jest to kluczowe pytanie do którego wrócę w końcówce tekstu.

Co ja mam zrobić? czyli o nawyku bezradności 

„Jesteśmy tym co w swoim życiu powtarzamy. Doskonałość i miernota nie jest kwestią szczęścia ale nawykiem”. Dwa i pół tysiąca lat temu Arystoteles zauważył, że człowiek jest panem własnego losu poprzez dublowanie swojego myślenia, odczuwania i postępowania. Powtarzalność formuje w nas to co powielamy. Tą metodą utrwalają się w nas wady lub zalety. Częstotliwość dziękowania owocuje radością  tu i teraz. Częste przepraszam utrwala w nas pokorę. Ale systematyczne kłamstwo buduje w nas nieuczciwość a regularne odkładanie drobnych rzeczy na później zamienia nas w wiecznych leni. Jeśli od dziecka dla pewności regularnie pytałem innych: co robić? wykształcił się we mnie nawyk niepewności. Przestałem być sam dla siebie oparciem. I w taki sposób niechcący uczyniłem się KALEKĄ.

Sama RADA to jedno. Umiejętność przekazania to drugie. Sztuka jej odbioru to trzecie. Stosowanie to czwarte.

Myślę, że powinieneś…”, Lepiej byłoby, gdybyś…”, „Ja na Twoim miejscu…” W taki sposób najczęściej mówimy do własnych dzieci stawiając się w wyższej pozycji. Jakie to denerwujące słuchać kogoś kto jest lepiej ode mnie zorientowany i to w mojej życiowej sytuacji!!! Jakie to nie wychowawcze kształtować w podopiecznych wrażenie, że muszą polegać na INNYCH a nie na sobie!!!

Mama woła syna: JAAASIU do domuuuu! A co? Chce mi się jeść?- pyta z podwórka syn. Nie, nie. Chce ci się spać!-odpowiada mama.

Po pierwsze NIKT nigdy nie WIE lepiej niż JA SAM. Trzeba zmienić przekonanie, że nie znajdę sam w sobie dobrej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i trudne wybory. Często ciężko decydować tylko dlatego, że jestem zbyt blisko problemu i brak mi do niego dystansu. Wtedy rozmowa z drugim człowiekiem daje nam tę niezbędną przestrzeń ale pod jednym warunkiem: że on jedynie słucha. Najczęściej jednak my alkoholicy wolimy by ktoś decydował za nas. Tak zwalniamy się zarówno z trudów wyboru jak i z odpowiedzialności. Oto przyczyna. Gdyby nie moja żona i jej chore pomysły nie miałbym takich problemów. Gdybym tak nie słuchał matki byłbym dzisiaj innym człowiekiem. Wspomnę w tym miejscu o potrzebie asertywności. Czy umiesz bronić swoich psychologicznych granic? Chodzi o sytuacje gdzie natrętni współuzależnieni rodzice, partnerzy lub przyjaciele próbują „układać tobie życie”.  Czy umiesz posługiwać się słowem NIE w relacjach z bliskimi? Czy umiesz podziękować innym za ich cenne wspaniałe rady?

Trzy wesela i pogrzeb czyli dlaczego wkurzają nas cudze rady.

Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż mentorsko kaznodziejski ton wypowiedzi. Któż z nas lubi nadęte i napuszone przemowy i to jeszcze na temat naszego życia? Czy z ust księdza, wychowawcy klasowego lub rodzica zawsze napawają one niechęcią. Także irytują natrętne rady naszych znajomych: Nie martw się, Głowa do góry, Będzie dobrze. Od takich słów robi mi się zawsze słabo. Dlaczego? Ponieważ bagatelizują mój problem i zaburzają równorzędność relacji. Nagle ktoś jest tu mędrcem a ja przeciwnie. Poza tym nieco za szybko ucinają sprawę bo czasem potrzeba komuś się po prostu WYGADAĆ i nie musi to być wcale użalanie się nad sobą.

Dlaczego dajemy rady innym ludziom, chociaż sami czujemy do nich wstręt? 

Gdy ktoś zwierza się ze swojego kłopotu automatycznie włącza się we mnie przymus dawania porad. Uważam, że druga osoba tego ode mnie oczekuje.(oczekiwania) Po drugie „radzenie” daje mi samozadowolenie. (poczucie wyższości) jestem mądry, oczytany, doświadczony i wzbudzam zaufanie! Mózg ludzki w sytuacjach „świadczenia” dla kogoś pomocy wytwarza substancje szczęścia. Stąd altruizm często bywa zwyczajną kompulsją. Kolejna sprawa to aspekt wychowawczy. (utrwalanie) Otóż: nauczając innych sami się uczymy. Więc takie działanie umacnia przede wszystkim NAS we właściwej postawie wobec różnych problemów. Ostatnia kwestia dla której wręcz palimy się do udzielania rad to zasada pracy głowy człowieka. Nasz umysł preferuje SZYBKIE rozwiązania cudzego problemu jako profilaktykę dla własnego bezpieczeństwa. Ponieważ kłopoty bliskich i dalszych mogę kiedyś stać się naszymi aby do tego nie doszło z automatu stajemy się „wujkiem dobra rada”. Z takich to przyczyn trudno jest zachować swoje mądrości wyłącznie dla siebie. Jednocześnie z tych samych powodów powinniśmy nauczyć się gryźć w język za każdym razem gdy chcemy dać komuś jakąś dobrą wskazówkę.

„Weź się w garść” czyli prostowanie garbatego i śpiewanie z niemową

To znane wszystkim obiegowe i popularne powiedzenie. Jednak gdy tłumaczysz to wdowie czy osieroconemu dziecku to jakby mówić do niemowlaka w łóżeczku, żeby przestał płakać!

Czy można komuś pomóc nie dając żadnej rady? 

„Przyjdź z pustymi rękami, a ja napełnię je swoimi opowieściami i łzami”. Inge Diepman

Na każdym mitingu AA słyszymy od Prowadzącego, że Anonimowi Alkoholicy nie udzielają sobie rad. Skoro tak to w jaki sposób trzeźwieją??? Zawsze trudniej jest słuchać niż mówić. W kontaktach z „obolałymi” osobami zwykliśmy przyjmować postawę LUSTRA lub GĄBKI. Albo prowadzimy konfrontacyjny dialog albo chłoniemy cudze emocje do tego stopnia, że sami zaczynami źle się czuć. Myślę, że w takich relacjach powinniśmy być raczej JAK KRYSZTAŁ. Chodzi o to by przepłynęły przez nas cudze wątpliwości, lęki i niepewność. Rzecz w tym by użyczyć na chwilę komuś SIEBIE do przepuszczenia przez nas DALEJ swoich mroków. Rozmowa z przybitym przyjacielem nie powinna być ani jak wymiana w ping ponga ani jak wyrzucanie śmieci do kosza. Nie podejmuje za nikogo decyzji, nie biorę odpowiedzialności za czyjeś wybory. Nie zarażam się cudzymi uczuciami. Słucham. Słucham i próbuję  ZROZUMIEĆ. W ten sposób to przeze mnie przepływa a nie spływa lub zostaje.

Skoro potrafimy ułożyć drugiemu całe życie dlaczego z tej  mądrości nie korzystamy sami? 

Bo nie da się zastosować jej w praktyce metodą prostego przeniesienia. Życiowa podróż to coś więcej aniżeli skrót drogowy, którym poradził mi jechać kolega. To też coś innego aniżeli zasłyszany przepis na pieczonego kurczaka czy golonkę po bawarsku. Gdyby sama wiedza potrafiła zmieniać ludzi, alkoholicy trzeźwieli by od książek, narkomani od rad psychologów a współuzależnieni od pomysłów rodziców i  przyjaciół. Powtarzam raz jeszcze. Osobom z problemami nie brakuje wiedzy. Brakuje im SIŁY by zrobić to co dobrze wiedzą.

Skąd czerpać życiową SIŁĘ?

Ja znalazłem ją w dwunastu krokach zdrowienia, które opisałem na tym blogu. Jeśli ciekawi cię co konkretnie mam na myśli zapraszam. I to wszystko. www.alkonblogujacy.pl 

Grzegorz

 

 

12.3 Wdrażanie teorii w życie

Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Pewnego dnia moja macierzysta grupa AA zmieniła scenariusz mitingu. Podjąłem się naniesienia  poprawek na papier. Gdy w domu drukowałem nowe materiały, żona spoglądając na kartkę z zasadami spotkań zapytała: Czy faktycznie przestrzegacie tych zaleceń? Odpowiedziałem twierdząco. Dopytała: Czy ty nie przerywasz, nie pouczasz, nie dajesz rad, nie krytykujesz i mówisz TAM wyłącznie o sobie? Po raz drugi potwierdziłem. I w tym momencie padło sakramentalne pytanie: Czy w takim razie mógłbyś tak zachowywać się w domu? Ups………………

Byłem na spotkaniu, gdzie przez pół godziny spiker żarliwie opowiadał o swojej przemianie. Gdy pytany o urazy, odpowiedział że z miejsca przeprasza bo nie chce tworzyć w sobie napięcia nagle ktoś powiedział płaczliwym głosem: Czy ty jesteś pewien, że opowiadasz o sobie? A była to jego żona…….Ups….. Innym razem ktoś przeciwnie. Opowiadał o swoim braku pokory, o staniu w miejscu, o błędach gdy nagle usłyszał z sali, że jest dla siebie zbyt surowy, że znany jest jego altruizm, pomoc i ofiarność na rzecz wielu ludzi. Ten człowiek pomagał potrzebującym w każdy możliwy sposób. Z powodu perfekcjonizmu i nienawiści do siebie stawiał sobie jednak poprzeczkę nazbyt wysoko….Ups. Byłem świadkiem jak kobieta chciała podziękować komuś za pomoc. Próbowała przekazać ręcznie zrobioną serwetę stołową. Dobroczyńca  wzbraniał się tłumacząc że to nie on ale łaska Boża i takie tam.  Często perfekcjonizm lub fałszywa pokora jest zwyczajnie przejawem  pychy i zakłamania.

Służby specjalne 

Czytając tekst dwunastego kroku można dojść do błędnych wniosków i spodziewać się po sobie i innych ŚWIĘTOŚCI. Oczekiwać ideału i żądać mistrzostwa świata. Tymczasem sensem jest tu systematyczny POSTĘP a nie nagła przecudowna przemiana. Na filmie Służby Specjalne Andrzej Grabowski tłumaczy pewnemu bandycie, że do odpuszczenia grzechów najważniejszy jest ŻAL za nie. Gdy bandzior wyznaje szczerze, że absolutnie nie ma sobie nic do zarzucenia ksiądz proponuje mu by w takiej sytuacji  chociaż żałował tego, że nie żałuje…. i to wystarczy.

Kilkakrotnie na łamach tych tekstów cytowałem współczesnego szwajcarskiego teologa Urlicha von Balthasara, który pisał: „JA” każdego z nas powstaje w miłującym mnie „TY”. Za każdym razem gdy czytam to zdanie przeżywam głębokie poruszenie. Zawiera PRAWDĘ ABSOLUTNĄ o zasadzie odradzania się człowieka. Opiera się ona na miłości i ofiarności wobec drugiego jako warunku korzyści dla siebie. Najpierw TY a wtedy automatycznie i JA. Potrzebujemy siebie nawzajem dla procesu wymiany duchowych dóbr, by pomagając sobie generować aurę uczuć i pogody ducha, która swoim promieniowaniem przenika potem nas wszystkich. To nie my się zmieniamy. Zmienia nas wdzięczność otoczenia. Zmienia nas życzliwe nastawienie naszych podopiecznych, kolegów oraz rodziny. Ten feedback sprawia, że odzyskujemy duchową i psychiczną równowagę. Podsumowując: by kochać siebie najpierw muszę nauczyć się kochać innych. Dokładnie w takiej kolejności.

Mój kolega reżyserował w jednej z pod łódzkich miejscowości przedstawienie teatralne gdzie wątkiem głównym był program 12 kroków. W czasie prób jeden z aktorów zapytał: dwunasty krok i co dalej? Który jest potem?

Myślę, że cały ten duchowy system zakorzeniony jest w idei służby dla drugiego człowieka. W tym sensie po dwunastym kroku każdy następny to również krok dwunasty. To jakby przejście z linii prostej w koło, koło dwunastego kroku, gdzie w stosowaniu prawd programu nie chodzi o idealizm ale gotowość bycia choć trochę lepszym.

Wielokrotnie cytowałem tu filozofów, pismo święte, sutry buddyjskie, poetów i pisarzy. Teraz przychodzi mi na myśl zdanie naszego polskiego prozaika Marka Hłaski, które  jest dla mnie jakimś dopowiedzeniem dla myśli von Balthasara.

ludzi zmienia życie marek hłasko Pętla

z pozdrowieniami

grzegorz

12.1 Niesienie Nadziei czy Zwątpienia?

Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich poczynaniach.

Podczas pewnego mitingu, jego uczestnik podzielił się bolesnym „smutkiem”. Najpierw z początkiem miesiąca zwolniono go z pracy a dziś dowiedział się, że komornik rozpoczął windykację jego mieszkania. Na domiar złego waliło się mu małżeństwo. Był w fatalnym stanie. Gdy tylko skończył głos zabrał kolega, który wyrecytował śpiewająco, że wszystko jest po coś, że powinniśmy być wdzięczni Bogu za dobro i niedostatek. Że nie mamy wpływu na własne życie a naszym zadaniem jest przyjąć swój los bez użalania się nad sobą w pokorze a w tym pomaga jedynie program 12 kroków ze sponsorem!!! Znam człowieka i choć wiem, że nie miał złych intencji to jak myślicie. Co wtedy  o pracy na programie pomyślał bohater zdarzenia?

Rozbity człowiek nie potrzebuje by go wspierać intelektualnie ale psychicznie i duchowo.

Jest niewiele sytuacji w których nie wiemy ile jest 2+2. Z reguły znamy większość odpowiedzi a potrzebujemy jedynie uwagi i zrozumienia. Czasem jest nam tak ciężko, że chcemy choć na chwilę podzielić się jakąś częścią naszego ciężaru. Jakże przykro wtedy słuchać filozoficznych wywodów, zakamuflowanych rad i ukrytych pouczeń. Jak mogą wtedy denerwować uśmiechnięte twarze innych ludzi oraz ich pogodny nastrój.

„Spróbuj poczuć to co ja” czyli o EMPATII

Lubię powiedzenie „wejść w czyjeś buty”. Jest dla mnie sednem relacji międzyludzkich. Pozwala w błyskawicznym czasie dojść do wniosków, na które intelekt potrzebuje czasem lat. Kiedy mniej więcej wiem co czuje mój rozmówca jestem mu winien towarzystwo a nie radę. O ile głębszą pociechą jest ofiarować komuś uwagę aniżeli mu ją odbierać, skupiając ją na sobie poprzez dawanie psychologicznych wskazówek. Dlaczego na pogrzebach nie opowiada się kawałów? Bo to jest ceremonia żałobna a nie komediowa! Jest czas płaczu i czas śmiechu. Jest czas zdrowia i choroby, siły oraz zagubienia. A każdy z nich ma swoje prawa i odrębny klimat, który wymaga szacunku a nie gwałtu!

„Mówimy zbyt wiele i fałszywie wierzymy w siłę słowa. Tymczasem nawet nasze najmądrzejsze wywody nie mają absolutnie żadnej wartości a jedynie oddalają nas od samych siebie”.  Hermann Hesse

Ten zaskakujący cytat nie wypowiedział samotny Robinson Crusoe czy zakonnik ze ślubami milczenia ale laureat literackiej nagrody Nobla, poeta, prozaik i pisarz czyli „mistrz słowa”. Otóż podstawą dobrej komunikacji wcale nie jest sztuka mówienia ale słuchania innych! I tylko tak możemy się ochronić przed „faux pas” wchodzenia z butami w delikatną materię cudzych spraw.

Podobnie jak patrzenie nie zależy od oczu tak słuchanie nie zależy od uszu.

Najczęściej łudzimy się że słyszymy drugiego człowieka. Z reguły słyszymy SIEBIE. Odbieramy świat i ludzi w sposób UWARUNKOWANY. Głosy i treści wpadające do naszych uszu najpierw przechodzą przez filtry NAS SAMYCH, naszych przekonań, doświadczeń, poglądów, racji. Oznacza to że każda zewnętrzna informacja nie pojawia się w naszej głowie SAMA W SOBIE ale jako nasza INTERPRETACJA. Przetwarzamy komunikaty słowne według własnych potrzeb. W skrócie można powiedzieć, że słyszymy i rozumiemy to co CHCEMY SŁYSZEĆ I ROZUMIEĆ. Ilustruje to zdarzenie z początku wpisu. Tam nie było złej woli ale zła interpretacja.

Przez pierwszy rok chodzenia na mitingi denerwowały mnie cudze wypowiedzi. Nie umiałem słuchać W OGÓLE, więc wyłączałem się niczym znudzone dziecko w szkole. Potem zmieniłem front. Postanowiłem słuchać. I zaczęło się. W głowie huczało od oceniania, wartościowania. Ten ma psychozę, tamten się wymądrza, inny mówi bez ładu i składu. Jako prowadzący mitingi zamiast słuchać czujnie obserwowałem zegarek i przerywałem wypowiedzi bez względu na treść tylko dlatego że trwały powyżej 5 minut.

Niesienie posłania…………

Nie chodzi tu o inteligentne zabieranie głosu ani interesujące opowiadanie o sobie. Nie rzecz w poprawnej polszczyźnie, akcencie, dynamice i formie wypowiedzi. Idzie o  dzielenie się z drugim człowiekiem siłą i nadzieją. SIŁĄ , MIŁOŚCIĄ I NADZIEJĄ! A to emanuje z każdego ruchu, ze sposobu siedzenia, patrzenia w oczy, z uścisku dłoni . Przede wszystkim z PROSTOTY. Niezależnie od tego czy jeździmy do więzień, czy jesteśmy spikerami, sponsorami, prowadzącymi, czy wozimy zimą herbatę bezdomnym lub rozmawiamy z drugim alkoholikiem o trzeźwości mamy podzielić się SIŁĄ, MIŁOŚCIĄ i NADZIEJĄ a nie mądrością! Nie da się tego zrobić nie słuchając i przegadując kontakt. Nie da się tego zrobić nie będąc ciekawym drugiego człowieka.

Mowa jest źródłem nieporozumień.

Ludzie kłócą się w 80 % przypadków tylko dlatego, że nie rozumieją o co im chodzi. W 10% bo nie znają zasad komunikacji (przerywają sobie, generalizują, uogólniają) Tylko jeden na dziesięć sporów ma jakieś uzasadnienie. Reszta jest bez powodu! Pomyśl teraz o wszystkich swoich życiowych utarczkach, sprzeczkach, awanturach, nieporozumieniach. 90 procent z nich było bezzasadnych!  90%!!!

Powyższy  podtytuł napisał Antoin de Saint Exupery, autor znanego bestselleru „Mały Książe”. Kończąc ten wpis o roli słuchania w „niesieniu posłania” posłużę się cytatem z tej właśnie książki, który w  prosty sposób opisuje to co próbowałem tu przedstawić przy pomocy aż tak wielu słów.   :-)

A oto mój sekret.-powiedział lis. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

grzegorz

12.0 Przebudzenie

Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Gdy byłem dzieckiem rodzice dowcipkowali sugerując, że wybiorą mi żonę. Numerem jeden była rówieśniczka z sąsiedztwa a to doprowadzało mnie do szału. Od czasu do czasu ciągle miewam koszmary senne, że biorę z nią ślub. Jaką ulgą jest wtedy wybudzenie gdy uświadamiam sobie, że leżę we własnym łóżku a nie stoję w kościele przed ołtarzem… Na szczęście to traumatyczne przeżycie nie zniechęciło mnie do małżeństwa. W ubiegłym roku wraz z żoną byliśmy w klubie abstynenckim. Po godzinie stwierdziłem, że czas do domu. Spojrzałem na zegarek, wstałem  i wyszliśmy. Za tydzień moja koleżanka powiedziała : Dlaczego nie zapytałeś partnerki czy ma ochotę już iść? Dlaczego zachowałeś się jak cham? Przemyśl to! I nagle złość z powodu krytyki rozpuściła we mnie jakieś pokłady zaślepienia. Wcześniej zachowywałem się tak miliony razy nigdy nie widząc w tym problemu. Teraz jak gdybym obudził się ze złego snu! \

Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy niż kłamstwa. Fryderyk Nietzsche 

Muszę być kochany i lubiany przez moje otoczenie. Jeśli ktoś mnie nie ceni, będę nieszczęśliwy. Żeby uznać, że jestem w czymś dobry muszę robić to idealnie na tysiąc procent. Jeśli będę miał mniej pieniędzy będę się gorzej czuł. Mężczyzna i kobieta są z innej gliny, nigdy nie będą mogli się porozumieć.

Jakie przekonania ukształtowały i sterują twoim życiem?

W niektórych plemionach istnieje przekonanie o śmiertelnej mocy czarownika. Jeżeli ten wskaże czaszką delikwenta  tamten z czasem zapada na zdrowiu i umiera. Zdarza się, że schodzi z miejsca na zawał serca. To jednak nie czarodziej jest tu kilerem ale przekonanie o jego mocy. Często swoje niepowodzenia tłumaczymy fatalnym zbiegiem okoliczności, brakiem szczęścia lub wpływem osób typu: toksyczni rodzice, przemocowy partner, zły pracodawca itp. Tymczasem to nie ludzie i sytuacje kształtują nasze życie ale znaczenie jakie im przypisujemy.

Dlaczego myślimy, czujemy i postępujemy tak a nie inaczej?

Wszystko jest kwestią naszych poglądów. Pomyśl teraz nad ograniczającymi cię przekonaniami na własny temat. Być może wmawiasz sobie nieporadność, słabość, nieatrakcyjność. Być może uważasz siebie za kogoś gorszego? Być może sądzisz, że nie zasługujesz na miłość i nie spotka cię w tym zakresie nic dobrego. Może uważasz, że nie poradzisz sobie w życiu bez przemocowego męża czy toksycznej partnerki? Twierdzisz, że zmarnowałeś swoje życie i nie ma dla ciebie wyjścia?

Życie nieświadome nie jest warte tego, by je przeżyć. Sokrates

Które przekonania dodają ci siły i motywują do działania a które wysysają z ciebie moc? Pomyśl proszę nad tym. Za kogo się uważasz, jak oceniasz siebie, co z twoją wartością we własnych oczach? Przeanalizujmy na szybko jedno popularne założenie, że powinniśmy być lubiani. Zabiegamy o to przez całe życie. Czy potrzebnie? Statystyka uczy, że nawet w sytuacji gdy jesteśmy bezbłędni nie zadowolimy całości otoczenia. Wskaźnik 50% jest uważany za bardzo dobry wynik! Co faktycznie nam grozi gdy druga osoba nie odwzajemnia naszej sympatii? Nic! Wmówiliśmy sobie, że taka sytuacja jest zła i to wszystko.

Przebudzenie nie gwarantuje lepszego samopoczucia, jest jak okulary dla krótkowidza czy aparat słuchowy dla głuchoniemego. To co potem zobaczymy i usłyszymy wcale nie musi być przyjemne ani zabawne ale jest PRAWDĄ I RZECZYWISTOŚCIĄ.

Gdy spopularyzowano dowody Arystotelesa na kulistość ziemi część żeglarzy poczuła ulgę. Przestali się bać, że dopłyną do krańca świata i runą w czeluść. Inni natomiast poczuli strach, że pospadają wraz z okrętami  w kosmos gdy popłyną na południe czyli będą do góry nogami. Jak czujesz się ze świadomością, że akceptacja innych nie ma dla ciebie takiego znaczenia jak dotąd myślałeś? Czujesz ulgę czy strach bo nie wierzysz w oparcie w sobie samym? W której jesteś grupie żeglarzy? To pytanie tylko z pozoru jest banalne. Okazuje się bowiem, że wielu z nas nie chce nowej nieznanej świadomości. Boimy się zmian. I o tym również decydują stereotypy takie jak: lepsza stara bieda niż nowa.

Śniłem kiedyś, że jes­tem mo­tylem, i te­raz nie wiem już, czy jes­tem tym, który śnił, że jest mo­tylem, czy też jes­tem mo­tylem, który śni, że jest mną. Czuang-tsy,

To słowa taoistycznego filozofa z III wieku p.n.e Jak myślisz. Czy ty teraz czytasz ten tekst na jawie czy też o tym śnisz? Jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni? Czy nóż może ciąć sam siebie? Co się z stanie z zaciśniętą pięścią gdy ją nagle otworzysz? Czy można dosiąść dwóch koni i napiąć dwa łuki?  Te pytania to tzw KOANY popularne w filozofii ZEN. Duchowi przewodnicy próbują poprzez nie „otworzyć” ucznia i doprowadzić go do „przebudzenia”. Jedna uwaga Wioletki wystarczyła bym zaczął liczyć się  ze zdaniem żony. Czy brakowało mi wiedzy? Myślę, że chodzi o coś innego. Pamiętam ze studiów zakompleksioną koleżankę. Długie swetry. Ruda bezładna fryzura. Piegi. Okulary z denkami. Miła dla wszystkich ale nie dla siebie. Przepraszała że żyje. Pewnego dnia zobaczyłem ją na korytarzu odmienioną.Wyprostowane włosy, szkła kontaktowe, mini, szeroki uśmiech i prosta sylwetka.  Zmieniła się z dnia na dzień, z chwili na chwilę…..a jej koanem był mężczyzna, który jednym zdaniem odmienił jej życie.

Przez ponad dwadzieścia lat destrukcyjnie piłem alkohol. Każdego roku poprzez różne sytuacje i ludzi dostawałem setki ostrzeżeń. Nie odnosiłem tego do siebie. Nie widziałem problemu. Na terapię zgłosiłem się z powodu ultimatum żony. Jednym ze sposobów leczenia było tam pisanie prac na zadane tematy. Któryś z  tekstów zakończyłem nieznanym mi wcześniej fragmentem Modlitwy o Pogodę Ducha. Moja rozprawka była buńczuczna, samolubna i nie uczciwa. Grałem tam twardziela. Czytałem ją pewnym siebie głosem i nagle gdy doszedłem do skopiowanego tekstu modlitwy nie wiedząc czemu rozpłakałem się jak bóbr! W jednej sekundzie dotarło do mnie, że ciągle kogoś udaję, gram, manipuluję. I nie chciałem już takiego życia!

Myślę, że to co nazywamy PRZEBUDZENIEM podobnie jak potrzeby fizjologiczne nie jest aktem na zawołanie. Tak jak nie można się zmusić do czkawki, ziewania czy sikania w lesie tak nie da się wywołać w sobie stanu oświecenia. Z tego powodu mówimy o akcie DUCHOWYM a nie fizycznym czy psychicznym. Nie wiem dlaczego u jednych lata medytacji nie dają tego co u innych minuta rozmowy. Nasz program jest prosty. Modlimy się rano i wieczorem. Telefonujemy do siebie. Chodzimy na mitingi. Czytamy aowską literaturę. Służymy sobie w grupach. I pośród tych sugestii zauważamy jak budzi się w nas w niewyjaśniony sposób nowe życie, nowe szczęście i nowa wolność. Niesamowite…………

Kiedy uzyskasz poczucie prawdy – zmienisz się. Jeśli o niej tylko wiesz i jeśli jest ona wyłącznie w twojej głowie – zmiana się nie dokona. Anthony de Mello

grzegorz

11.7 Wola Boża

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Czy Japończyk, czy Rosjanin pisząc swój testament umieszcza tam ważne zdanie: Moją Wolą jest aby…… Żaden Sąd nie ma problemów z interpretacją tego sformułowania. Każdy tłumacz przysięgły dokona jednoznacznej transkrypcji takiego zapisu na dowolny język obcy. Jest takie popularne w Polsce powiedzenie:„wziął nogi za pas i uciekł”. Jeśli przełożymy je dosłownie na angielski……jak zrozumie to cudzoziemiec?

„Przepływamy przez życie łodzią. Kapitanem jest Bóg. My jesteśmy tylko od wiosłowania.” „Dlaczego często kłopoty dopadają dobrych ludzi? Czyż na wojnie najtrudniejsze zadania nie dostają najwybitniejsi żołnierze?”  ”Mam starać się z całych sił ale rezultat zależy nie ode mnie. Porzućmy oczekiwania”. To są  smsy, które otrzymuję od znajomych alkoholików. Boża Wola jawi się w nich jako plan wobec człowieka, pomysł lub lepsze rozwiązanie. Niektóre grupy AA na koniec Modlitwy o Pogodę Ducha dodają wers: Niech się dzieje wola Twoja a nie moja Panie”. Co to właściwie znaczy?

….nie należy nikogo uszczęśliwiać na siłę.  Boża wola to nie jest  ”mieszanie człowiekowi szyków” Gustaw Herling Grudziński

Kiedyś rodzice wybierali dzieciom mężów i żony. Do dziś zdarza się, że sugerują szkołę, zawód czy nawet pasje. Czy to dobrze, gdy ktoś steruje twoim zachowaniem? Mówi jak masz postąpić i do tego cię wyraźnie skłania? Czy to dobrze gdy ktoś narzuca ci kogo kochać, przerywa twoje związki i wymusza na tobie „jedyne słuszne myślenie”? Nawet dla twojego dobra i gdy z całą pewnością wiadomo że ma rację. To dobrze?

Nadopiekuńczość w każdej formie przynosi tylko szkody. 

Człowiek uczy się najwięcej nie wtedy gdy osiąga sukces ale gdy popełnia błąd. Nie gdy jest mu lżej ale ciężko. Dzieci, którym rodzice piszą w domu prace z polskiego słabo radzą sobie na klasówkach. Co się dzieje gdy matka mówi córce w jakim stroju ładnie wygląda? W dziewczynie nie rozwija się poczucie własnej wartości. Nie umie polegać na sobie, nie ufa własnym gustom. Może być ofiarą w szkole oraz każdym związku. Całe życie będzie żebrać o aprobatę. A wszystko dlatego ze mamusia dobierała jej sukienki w podstawówce. Z drugiej strony zbyt surowe wychowanie także zaburza osobowość. 

Trudności i cierpienie nie są nigdy karą czy złym fatum ale naturalną częścią dydaktyki życia. 

W XIX wieku Henry Ford skonstruował samochód. Volt prąd elektryczny a J.King pralkę do prania. Czy znasz choćby jednego konstruktora, który świadomie stwarza trudności dla swoich własnych dzieł? W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku powstała nowa rasa kota: Ragdoll. Czy myślicie, że kalifornijska hodowczyni An Baker celowo szkodziła swej hodowli by wzmocnić genotyp? Tak się nie postępuje. Wręcz przeciwnie. Oczywiście pokonywanie kłopotów wzmacnia każde nowe rozwiązanie ale nikt ich sztucznie nie wymyśla. Życie samo zatroszczy się o to. „Dość ma dzień swojej biedy”. Mt 6,34

Bóg nie jest treserem a życie to nie cyrk.

Jesteśmy na takim etapie ewolucji, w którym do większości zagadnień podchodzimy zmysłowo. Stąd popularność definiowania Woli Boga w kategoriach fizycznych jako scenariusza mojego ziemskiego życia. 

Nadużywanie i zakłamywanie wzniosłych pojęć.

W Moskwie działa bojówka prawosławnych chrześcijan o nazwie: Boża Wola. Czym się zajmuje? Prześladuje homoseksualistów tłumacząc, że przemoc wobec gejów: jest miła Panu! Żołnierze Wermachtu paradowali z napisem Gott mit uns! A Hitler przekonywał wszystkich, że wolą Boga jest nazistowski świat! W XVII wieku hordy tatarskie pustoszyły Europę w imię Allacha. W średniowieczu natomiast organizowano z podobnych pobudek krucjaty z tym, że przeciwko arabom. To ewidentne przykłady zakłamania, które nie wymagają komentarza. Jestem jednak równie ostrożny z szastaniem Wolą Bożą na mniejszą skalę w życiu osobistym, zarówno wobec nagłych zmian czy życiowych tragedii.

Lepiej być pokornym niedowiarkiem aniżeli pysznym wierzącym.

W czasie ostatnich obchodów Powstania Warszawskiego,  proboszcz mojej parafii opisując tragedię tych dni zapytał: jak Bóg mógł na to pozwolić? I zaraz dodał, że to KARA za grzechy tego miasta……Po prostu mnie zatkało!!! Gdy miałem osiem lat przeczytałem napis na nagrobku zmarłego trzylatka: „Bóg tak chciał”. Pomyślałem wtedy, że to niemożliwe. Dziś mam 48 lat i myślę identycznie.

Nie jesteśmy istotami cielesnymi posiadającymi duszę. Jesteśmy istotami duchowymi posiadającymi ciało. Teilhard de Chardin

O ile łatwiej jest mówić bzdury niż powiedzieć: „Nie mam pojęcia!” „Nie rozumiem tego”  To źle gdy tracimy szacunek do TAJEMNICY za wszelką cenę próbując dawać banalne i żenujące wyjaśnienia. I nie mam teraz na myśli księdza ani kamieniarza od nagrobnego napisu ale ciebie i siebie. Mamy taką tendencję by opisywać rzeczywistość w techniczny zero jedynkowy sposób. O ile prawdziwszy byłby napis na grobie dziecka: Dlaczego Panie? Żywię przekonanie, że Boża Wola to nie są nuty. To nie rola rozpisana dla mnie na każdy dzień. Dlaczego? Bo człowiek jako najwyższe stworzenie ziemi nie może być niczym telewizor na pilota czy mysz w labiryncie.

Nie jestem tym kim jestem lecz jestem tym kim nie jestem.

Osobiście od tej myśli Kanta wolę cytowanego już Chardina. Oba teksty  jednak otwierają  DUCHOWE spojrzenie na temat tego wpisu. W tym znaczeniu Boża Wola jest czymś głębszym aniżeli obiadowe menu.

Poznaj Siebie

To zdanie było wyryte na łuku antycznej wyroczni Delfickiej. Kim Jestem? Oto zadanie dla człowieka. Rozwikłać łamigłówkę własnego jestestwa. Jakie mam zalety i wady? Jaką mam strukturę osobowości? Jak funkcjonują moje uczucia? A może właśnie Kim Jestem na podstawowym poziomie w znaczeniu duchowym? W czasie górskich wędrówek zawsze mam wodę i ciepłe okrycie. Co jest najlepszym ekwipunkiem duchowym? Jest to: ŚWIADOMOŚĆ !

Czym jest Moja Wola?

Z pewnością nie jest MOJA! Nie należy do mnie! Wszystko to co spontanicznie przychodzi mi do głowy wcale nie jest wolnym wyborem. Jest perswazją mojego wychowania, nabytych przekonań, doświadczeń i wdrukowanych we mnie poglądów. Moje reakcje podyktowane są moją przeszłością. Jestem niczym maszyna sterowana przez chaotyczny program komputerowy. To smutne ale prawdziwe. Reaguję nie tak jak bym sobie życzył ale tak jak zmusza mnie do tego moja uwarunkowana natura. Po za tym, my alkoholicy mamy dodatkowo chorobę w głowach! Nie dość, że mechaniczni to do tego jesteśmy jeszcze psychicznie wypaczeni przez pijaństwo. Myślę i planuję wyłącznie to co podpowiada mi egoistyczny Umysł. Oto odkrycie! Gdy dumnie uważam, że bronię MOJEGO ZDANIA, to warto wiedzieć że to nie jest MOJE ZDANIE. Tu nie ma „mnie”. Ja o niczym nie decyduję. Na każdy bodziec reaguję automatycznym myśleniem a to wywołuje określone uczucia, które skutkują zawsze takim samym zachowaniem. Czy takie ma być życie? Nie! To dlatego: Niech się dzieje Twoja wola a nie moja Panie! 

Czym jest zatem Wola Boża?

Jest odwrotnością. Jest WOLNOŚCIĄ. Jest nieuwarunkowana. Jest czystą MOŻLIWOŚCIĄ. Jest intencją szczęścia dla człowieka. Energią powodzenia. A jeśli czymś w szczegółach to bezinteresownym ŻYCZENIEM by każdy odkrył swoje talenty i rozwinął je. By UWIERZYŁ w  S I E B I E! Odkrył własną godność i wartość a nie to co ma jeść na śniadanie, gdzie pracować i z kim się przyjaźnić.

Bardzo łatwo w ferworze poczucia misji i natłoku uczuć mówiąc o Bożej Woli faktycznie spełniać ukryte zachcianki własnego EGO. Bardzo łatwo pomylić Boże Przewodnictwo z lenistwem, niecierpliwością, nietolerancją i brakiem wytrwałości. Bardzo łatwo brak wiary w siebie kompensować sobie metafizyką. Bardzo łatwo z Boga uczynić nowy narkotyk a z wiary kompulsywny odruch.

Niech się dzieje wola twoja a nie moja Panie.

Obyśmy posiadali świadomość siebie i przyczyny świadomości siebie. Obyśmy posiadali wiarę w siebie i przyczyny wiary w siebie. Obyśmy żyli TU I TERAZ wolni od żalu przeszłości i strachu o przyszłość.

„Przepływamy przez życie łodzią. My jesteśmy STEREM i OKRĘTEM. A Bóg? A Bóg to WODA i WIATR!”

grzegorz

11.6 Modlitwa o rower i deszcz

Kiedy byłem dzieckiem co wieczór modliłem się o rower. Potem uświadomiłem sobie, że Bóg nie działa w ten sposób, więc ukradłem rower i modliłem się o przebaczenie. 

Promieniowanie elektryczne

Co ma wspólnego  kuchenka mikrofalowa, telefon komórkowy, dwa moje koty, ja i ty? Wszyscy jak leci wytwarzamy promieniowanie magnetyczne. Zaskoczony? Każdy człowiek niczym antena generuje fizyczną częstotliwość. Zatem, która część naszego ciała daje najsilniejsze elektro pole? Wydaje się, że głowa z racji mózgu. Tymczasem….no mam nadzieję, że nie myślisz iż chodzi o krocze! Jest to SERCE. To tu na wysokości klatki piersiowej nauka odnotowuję najsilniej działającą w człowieku energię.

Eksperymetnt https://www.youtube.com/watch?v=gpDOhRiwR1M 

Weź cytrynę, dwa słoiczki i flamaster. Przekrój owoc na dwie połówki. Wrzuć do słoików. Na jednym napisz słowa: miłość, dobro i radość. Na drugim: nienawiść, pycha, zawiść. Dobry słoik postaw obok biblioteczki z książkami. Codziennie patrz na niego trzy razy przez chwilę, czytając wypisane słowa. Zły słoik postaw obok telewizora i nie poświęcaj mu żadnej uwagi. Po dwóch miesiącach…….zły spleśnieje a dobry bedzie krystaliczny.

Zrelaksowane DNA

Specyficzne rodzaje uczuć i emocji mają moc zmiany nie tylko owoców cytrusowych ale i kształtu DNA w naszych ciałach. To taka wewnętrzna technologia szczęścia lub nieszczęścia. W obecności miłości, współczucia, wybaczenia i pokoju DNA człowieka jest najbardziej efektywne. Ten stan wzmacnia nasze reakcje immunologiczne. W obecności nienawiści, gniewu, zazdrości DNA traci reakcje odpornościową.

Radioaktywność DNA

Czasem czujesz się nieswojo w towarzystwie kogoś kto cię wcale nie atakuje lub przeżywasz radość siedząc obok osoby , która nawet nie zwraca na ciebie uwagi. Wokół każdego ludzkiego serca kształtuje się pole elektromagnetyczne na odległość do 2,5 metra. Ma to bezpośredni wpływ nie tylko na nas samych ale i na zewnętrzny świat.

Mowa serca

Podekscytowany człowiek wytwarza najsilniejszą możliwą sobie energię. Dlatego, wszelkie uczucia są najdonośniejszym głosem osobowości,  jakim możemy świadomie lub nie oddziaływać na świat wokół. Są jakby automatycznym i nieustannym WOŁANIEM, które modeluje rzeczywistość zgodnie z sygnałem.

Uczucia i emocje to nie to samo

Uczucie to odczuwany ale nie wyrażany stan psychiczny. Emocja zaś jest przeżywaniem danego uczucia w gestach, postawie, mimice lub myślach. Gdy w jakąś myśl wpompujemy konkretne emocje to mamy do czynienia z silnym uczuciem.

Sportowcy w ramach treningu wizualizują rywalizację. Wyobrażają sobie każdy ruch a potem sukces i odbiór nagrody. Starają się wzbudzić w sobie uczucie sportowej wygranej. Czy w ten sposób należy stawać przed Stwórcą, z uczuciem  tego czego pragniesz doświadczyć? Czy chodzi o to by także przez Serce a nie tylko Usta zbliżać się do Sił Wyższych? Czy Język wiary może być niemy i nie lingwistyczny?

…prosząc jedynie o poznanie jego woli wobec nas i o siłę do jej spełnienia

Przeczytałem kiedyś u amerykańskiego badacza duchowiści Grega Bradena następujący tekst: „Kiedy byłem mały, starszyzna przekazała mi tajemnicę modlitwy. Najpierw musimy wywołać w sobie uczucie tego, czego pragniemy doświadczyć. Modlitwę zaczyna  uczucie wdzięczności za wszystko, co jest i  co przeminęło. Kiedy modlimy się słowami o deszcz. To deszcz nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że to nie istnieje w tym momencie I w ten sposób bezwiednie wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Kiedy modlisz się słowami o zdrowie. To zdrowie nigdy nie nastąpi. Ponieważ w chwili gdy prosisz by coś się pojawiło ,właśnie potwierdzasz że ono nie istnieje w tym momencie. I w ten sposób bezwiednie  wzmacniasz te same warunki ,które chciałbyś zmienić. Dlatego kiedy się o coś modlę zamiast mówić zaczynam czuć uczucie tego jak to cudownie mieć to o co proszę. W ten sposób otwieram drzwi dla możliwości sprowadzenia mojej prośby do mojego świata a Bóg mi w tym obficie błogosławi. ”. Greg Braden Modlitwa o deszcz

Co ja o tym wszystkim myślę? Po pierwsze EWOLUCJA

Człowiek choć istnieje  od prawie miliona lat to nie jest stworzeniem SKOŃCZONYM. Jest w ciągłej ewolucji. Cały czas zmieniamy się fizycznie, psychicznie, społecznie jak i duchowo. Od ilu lat posługujemy się językiem mówionym ? Od ilu lat modlimy się do Sił Wyższych? To wszystko kropla na osi istnienia homo sapiens. Nie wykluczam, że już za 100 lat forma modlitwy przybrac może jakąś nową postać.

Po drugie: KOMUNIKACJA NIEWERBALNA

W komunikacji międzyludzkiej siedemdziesiąt procent przekazu to sygnały niewerbalne takie jak: wygląd rozmówcy, ubranie, wzrost. Kolejne 23 to forma przekazu a jedynie siedem procent to treść wypowiedzi. Mówiąc prościej słowa to mały pikuś. Liczy się zachowanie, gesty, barwa głosu, mimika twarzy i…..to „coś”..Jak to teraz przeniesc na komunikację ludzko- boską? Może właśnie wprost?

Ten wpis rozpocząłem prowokacyjnie. Na zakończenie powiem równie przewrotnie, że bardziej skłania mnie do głębszej refleksji nad modlitwą historia z rowerem czy ” deszcz Bradena” niż większość znanych mi teorii. Bardzo łatwo jest, szczególnie alkoholikowi traktować Boga jak osobę WSPÓŁUZALEŻNIONĄ, która zna mnie „na wylot”, nie może beze mnie żyć, wie czego pragnę, wszystko za mnie zrobi łącznie z tym, że nawet pomodli się do Samego Siebie w mojej intencji.   :-)

Jesteśmy od­po­wie­dzial­ni nie tyl­ko za uczu­cia, które mamy dla in­nych, ale i za te, które w in­nych budzimy. Stefan Wyszyński

Człowiek jest istotą o wiele bardziej skomplikowaną niż dźwig portowy czy kostka Rubika. Dlatego tak ważną rzeczą jest OTWARTOŚĆ UMYSŁU i zdolność krytycznego myślenia. I dotyczy to tak samo teorii strun Einsteina jak i zagadnień natury duchowej. A wszystko po to,  by serce mogło promieniować tym co najlepsze jak najbardziej donośnie!

 

grzegorz

11.5 Modlitwa wytrwała

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Jezus odpowiedział uczniom: « żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. Przychodziła do niego wdowa, z prośbą: „Obroń mnie przed  przeciwnikiem”. Nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”». : «Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Łk 18, 1-8

Wstawiennictwo

Pewien człowiek  z zapałem świadczył, że tylko dzięki codziennej trzymiesięcznej modlitwie do św. Antoniego odnalazł swoją świnkę morską. Dla mnie jest to wzruszające duchowe świadectwo, bo tą osobą było siedmioletnie dziecko…

Kropla draży skale nie siłą lecz ciągłym padaniem.

W  cudownym odnalezieniu zwierzątka poza wstawiennictwem zauważam coś jeszcze. Chodzi o regularność próśb. Tak po ludzku: natarczywość, wytrwałość, nieustępliwość i naleganie, wydaje się skutecznym sposobem działania. Zaczepianie, przypominanie się, powracanie, nakłanianie, zachęcanie. Czyż nie tak wiele spraw załatwiały z nami dzieci?

Moja żona poprosiła mnie kiedyś o modlitwę w czyjejś intencji Nowenną Pompejańską. Przez 54 dni odmawiasz codziennie trzy całe różańce. 159 Zdrowaś Mario, 18 Ojcze Nasz, 3 Wierzę w Boga  i  jeszcze teksty specjalne. Ci, którzy znają mnie bliżej wiedzą jakie mam podejście do „formuł” w duchowości. Ale czego nie robi się dla żony…. Więc podjąłem to choć przyznaję bez przekonania. I ? Od tamtego czasu odmówiłem już kilka razy pełną Nowennę a teraz też jestem w jej trakcie. Regularność?! Tak jakby na odczepkę Dobry Bóg powiedział: masz i nie zawracaj mi już tym głowy !    :-D

„Mury istnieją po to, by powstrzymywać ludzi, którzy nie pragną czegoś dostatecznie mocno.” Randy Pausch

Mój syn ma 23 lata i niestety pije. Na nic mój przykład czy przestrogi. To o co mogę robić to powierzać go Bożej opiece. Kiedyś po wspólnej modlitwie wieczornej zapytałem żonę czy nie zachowujemy sie jak osoby „duchowo współuzaleznione” i czy nie zbtyt nachalnie prosimy Boga o jego przemianę. Ta odpowiedziala: będę prosiła o ratunek dla niego non stop, tak jak dla Ciebie. Będę tak długo naprzykrzać sie Stwórcy, aż go uzdrowi! Nie ma innej opcji! Przypomina mi to postawę innej matki, św Moniki, która kilkanaście lat zanosiła do Boga prośby o przemianę swojego syna. Był nim Augustyn, późniejszy święty i doktor kościoła.

Nasze prag­nienia zaw­sze się modlą, choćby war­gi milczały. św Augustyn

Moja babcia gdy czasem opowiadałem jej o moich skomplikowanych problemach zwykła mawiać: BĘDZIE DOBRZE! Długo brałem to za naiwność lub brak zrozumienia powagi sytuacji. Dziś dopiero zaczynam rozumieć, że wnętrze człowieka to coś więcej niż wątroba, płuca, trzustka i mózg. BĘDZIE DOBRZE to napełnianie sie NADZIEJĄ zamiast przygnębieniem. To programowanie umysłu na szukanie rozwiązań a nie trudności. To w końcu pełne wiary duchowe nastawienie  będące nieustannym pogodnym S. O. S wysyłanym w przestrzeń kosmosu.

Błogosławiony, który tak innych zachęca do biegu, że sam biec nie przestaje! św Franciszek z Asyżu

Jest taki ezoteryczny nurt w mistyce judaizmu o nazwie KABAŁA. Kiedyś zgłębiając tajniki tej duchowości natrafiłem na cudną przypowieść, która będzie najlepszym podsumowaniem tego tekstu.

Pewnego razu grupa aniołów ubłagała Boga by pozwolił im żyć na ziemi w ludzkiej postaci. Choć  przestrzegał je, że egzystencja ludzka nie jest sielanką anioły były nieustępliwe. Ojciec Niebios ostrzegał, że nie będzie już możliwiści powrotu na górę ale nikt się tym nie przejmował. Aniołki schodziły po specjalnej drabinie jeden za drugim. Gdy zszedł ostatni Pan podciągnął ją do góry na tyle, by w żaden spodob nie dało się jej dosięgnąć. Już nastepnego dnia część grupy próbowała doskoczyć  szczebla i wrócić do nieba. Po tygodniu wszyscy skakali pod drabiną z nadzieją, że jakoś ją uchwycą. Ponieważ było to nierealne, stopniowo  rezygnowali godząc się z nowym  losem. Kilka aniołów próbowało skakać nawet przez miesiąc. W końcu musieli się poddać. Ale jeden z nich skakał non stop. Przyszła jesień, on skacze. Przyszła sroga zima ON DALEJ SKACZE! W przeciwieństwie do pozostałych nie rezygnował. I ulitował się DOBRY BÓG i pozwolił mu wrócić do nieba……. 

z życzeniami wytrwałości

grzegorz

11.4 Modlitwa egocentryka

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia. 

«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony» Łk 18,9-14

Wśród kilku zachowań budzących niesmak w czołówce plasuje się WYNIOSŁOŚĆ. Gdy spotykamy pyszałka przechwalającego się sobą, który  wszędzie był i wszystko widział zawsze budzi to niechęć. Dlaczego czujemy się źle w towarzystwie osób wyniosłych?

Bo budują swoją pozycję cudzym kosztem. Każdy lanser skupiony na sobie potrzebuje innych jedynie jako tła dla samego siebie. Swoim poczuciem wielkości MIAŻDŹY otoczenie. Oto przyczyna. Wiem co mówię. Znam to z autopsji.

Dwie strony pychy

Pyszałkowatość podobnie jak moneta ma awers i rewers. To wcale nie musi być jedynie skupianie się na zaletach i potędze ale także wadach oraz kruchości. Jeśli nadmiernie zadręczam innych opowieściami o swoich kłopotach, trudach i niedoskonałościach to jest to ewidentne działanie pychy. Bardzo łatwo z własnego nieszczęścia uczynić egocentryczną karuzelę. Jaki jestem nieszczęśliwy, samotny…jaki biedny, zagubiony i wykorzystywany……

Przesadne skupianie się na sobie

Och.. ile to razy szumiałem w towarzystwie a wszystko po to by być punktem odniesienia. Bywałem hałaśliwy, kontrowersyjny często chamski. Znam jednak osoby, które postępowały odwrotnie z identyczną intencją zwracania na siebie uwagi. Ci pokrzywdzeni i rozżaleni ludzie narzucali się otoczeniu w zakamuflowany sposób. Opowiadali o swoich chorobach, problemach i kłopotach byle tylko wzbudzić cudze zainteresowanie i być w centrium uwagi. Sam nie wiem co gorsze.

Mam rację i wiem najlepiej

Pamiętam okres gdy krytykowałem wszystkich dookoła. Strofowałem, poprawiałem, pouczałem, zawstydzałem.Trudno było ze mną żyć, byłem agresywny. Gdy posunąłem się za daleko zaczynałem dla odmiany doradzać, dawać cenne wskazówki! I tak w kółko.Traciłem znajomych, towarzystwo bało się mnie ale ja uważałem, że JESTEM SAMOWYSTARCZALNY i mogę mieć wszystkich w d….. Mój znajomy przeciwnie, „przepraszał że żyje”, próbował zwrócić na siebie uwagę szczodrobliwością, oddaniem, empatią a wszystko po to by czerpać z tego to samo poczucie wyższości.

Lekceważenie innych, siebie i Boga

Od trzydziestego roku życia rozpierała mnie mania wielkości. Nie wierzyłem w Boga. O jednego Boga było za dużo. Walczyłem z nim! Przyjmowałem komunię świętą bez spowiedzi, śmiejąc się w duchu i podziwiając swój dystans. Nie umiałem nikomu zufać więc wszystkimi gardziłem. Nie byłem zdolny do żadnej refleksji nad swoim zachowaniem. Niecierpliwy i nietolerancyjny drwiłem z ludzi. Brakowało mi uprzejmości i taktu. Interesował mnie pełny portfel i świetne samopoczucie. Oskarżałem  zawsze czując się niewinnym. W rzeczywistości jednak nienawidziłem siebie a całe to pyszne zachowanie było jedną wielką projekcją tego uczucia!

trochę wspomnień

W szkole średniej trafiłem do katolickich ruchów odnowy religijnej gdzie przeszedłem kilka formacji duchowych. Zostałem animatorem. Prowadziłem spotkania modlitewne. Z tego okresu pamiętam jak łatwo pod maską świętości ukrywać pychę i próżność. Mówiliśmy językami, prorokowaliśmy a nawet próbowaliśmy uzdrawiać niepełnosprawnych. Wszystko w ferworze silnych uczuć i poczucia bycia WYBRAŃCEM. Było cudownie i kolorowo ale na pewno nie duchowo! Czułem się lepszy od moherowych babć w kościele i tzw katolików z nazwy, księży, biskupów oraz znajomych ze wspólnoty. Ja stawałem się bogiem, oceniałem, rozstrzygałem, usprawiedliwiałem tym razem ze świętych pobudek. Z różancem w kieszeni i medalikiem na szyji funkcjonowałem w matrixie pseudo mesjanizmu. Ciekawe czy żyjąc w średniowieczu skazywałbym z miłości innych na stos?

Gdzie jest najwięcej pychy?

U urzędników? Polityków? Muzyków? Aktorów? Lekarzy? Prawników? Zarozumiałość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla show biznesu i administracji. Manię wielkości można także tworzyć w oparciu o duchowość i religię. Powiem nawet, że ten obszar uważam za szczególnie na to podatny. Większość kapłanów jakich spotkałem ma z tym mniejszy lub większy problem. Wrócę jednak do siebie. Jeszcze do niedawna moja codzienna modlitwa była długą listą życzeń związaną z własnym powodzeniem! Poproszę o to, poproszę o tamto, daj i daj, spraw bym…wyzwól MNIE od…pozwól MI….

, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

W jedenastym kroku nie zabiegamy o dobrą pracę, samopoczucie czy zdrowie. Prosimy o rozeznanie jak możemy służyć innym oraz o siłę by to wykonać. Pośród codziennych kłopotów i rozterek nie modlimy się o cudowną pomoc a jedynie o odczytanie swojej drogi i paliwo do jazdy.

Jeśli modlisz się do Boga a to cie nie zmienia to znaczy że to nie jest TEN BÓG. Anna Kamieńska

To cytat, który znalazłem w cukierku, Serio! W leśniowskiej krówce. Pewna siostra zakonna gdy jej to przeczytałem zapytała: Przecież Bóg jest zawsze jeden!? Myślę, że łatwo jednak pomylić adres i modlić się do samego siebie, wzmacniając własne ego. Niektórzy sponsorzy w czasie programu 12 kroków praktykują z podopiecznymi modlitwę na kolanach w miejscach publicznych. Uchodzi to w ich oczach za wyraz odwagi i silnej wiary. Jeśli już, to osobiście proponowałbym klęczeć na torach kolejowych przed pędzącym pociągiem pośpiesznym. Myślę, że duchowość wymaga INTYMNOŚCI, że modlitwa nie jest  ulicznym występem ani reklamą wiary. Jakiekolwiek „chwalenie sie” znajomościa z Panem Bogiem zawsze budzi niesmak bo jest zwyczajnie przejawem ukrytej pychy. Czy ja teraz oceniam? Absolutnie! Przestrzegam. Na koniec jeszcze jeden cytat biblijny, który świetnie podsumowuje tej rzeczy moje wiedzenie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6:16-18)

grzegorz

 

 

 

11. 3 Modlitwa wdzięczności

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

Wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zawołali: «Jezusie, ulituj się nad nami». Rzekł : «Idźcie, pokażcie się kapłanom». A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił , upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? .  Łk 17, 11-19

Babcia pilnuje wnuka bawiącego się na plaży. Nagle dzieciaka porywa wielka  fala. Ona pada na kolana, podnosi ręce do nieba i modli się:- Boże miłosierny, wyratuj go! Po chwili morze wyrzuca chłopca na brzeg. Dziecko jest całe i zdrowe. Babcia patrzy na chłopca, opiera ręce o biodra, spogląda z oburzeniem w górę i mówi: – A czapeczka?! Miał na głowie czapeczkę!

Wdzięczność jest początkiem szczęścia

To nie możliwe by czuć się szczęsliwym bez bycia wdzięcznym. Ta postawa jest bramą do życia pełnego radości i pokoju. I nie wyczerpuje go  powinność wynikająca z uprzejmości gdy ktoś świadczy nam przysługę. Dziękowanie to coś więcej niż forma grzecznościowa. To rodzaj akceptacji swego losu oparty na zaufaniu w Wyższy Sens.

Co to takiego?

To  pogłębione patrzenie na własną historię od dzieciństwa po dzień dzisiejszy, szczególnie na to co dotąd uważałem za nie dobre. To badzo ważne by znaleźć prawdziwą przyczynę użalania się nad sobą i nie skupiać się na pseudo powodach. Zgorzknienie, pretensje, złośliwość, zawiść, nienawiść i zazdrość wyrastają na braku akceptacji życia takim jakim ono jest. Biorą się z nieustannej walki z sobą, ludźmi i losem.

Niech będzie błogosławione to miejsce i ten czas i wszyscy ludzie którzy są wokół!

Pozytywna akceptacja wszystkiego wokół nas dotyczy zarówno tego co dobre jak i złe. Dziękujesz za pełny jak i pusty żołądek. Czy to możliwe? Jak najbardziej. Chodzi o to by za każdą Pełnię dziękować z radością a za każdy Problem ze smutkiem. Zmienia się stan w liczniku ale w mianowniku jest ciągle „dziękuję”.

Wdzięczność to siła zagęszczonych witalnych energii.

Ta postawa przynosi wzmocnienie. Napełnia pogodą i animuszem. Dziękowanie zawsze poprawia samopoczucie. To wspaniale uświadomić sobie własne bogactwo. Zachwycać się kolorami nieba i trawy, radować porannym oddechem czy wieczorną kolacją. Cudownie jest mieć do kogo się uśmiechać i odwzajemniać uczucia. Zawsze ale to zawsze mamy jakiś powód do radości. Niestety pomimo to z reguły bywamy niewdzięczni. Gdzie jest pogrzebany pies? Czy nie w  BRAKU POCZUCIA TERAŹNIEJSZOŚCI? Zwykle myślami jesteśmy gdzieś tam a nie tu. Czy nie dlatego  umyka nam wdzięczność?

Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?

Pamiętam kilka sytuacji, w których  miałem tzw.  „szczęście”. Raz mało nie wpadłem pod pociąg nocą , innym  niemal rozjechałem rowerzystę, w górach też byłoby co wspominać. Ale jakoś nie myślałem o dziękowaniu. Kwitowałem to myślą –„ale miałem  farta” i absolutnie nie łączyłem tych zdarzeń z jakąś Wyższą Opieką.  Od pewnego momentu zacząłem uczyć się tej ważnej postawy do której zachęcają wszyscy „nauczyciele duchowi”. Co wieczór zapisuję w specjalnym zeszycie moja osobistą listę codziennych wdzięczności. Dziś jestem wdzięczny Bogu za pyszny obiad i za to że mam zmysł smaku, ktory daje mi tyle przyjemności. Dziękuję za mój nos, którym mogę wąchać zupkę ogóreczkową! Dziękuję, że mogę jeść własnymi rękoma, w gronie rodziny w moim pięknym mieszkaniu. Dziękuję za moje koty, za ludzi ktorych dziś spotkałem.Dziękuję też za doświadczenie mojej pychy i świadomość. że mogę być jeszcze lepszy dla innych. Dziękuję za trzeźwy dzień i za to wszystko czego nie zauważam a co pozwala mi żyć.

Nie można szczerze dziękować niewidzialnemu Bogu gdy jest się niewdzięcznym wobec widzialnego człowieka.

Wdzięczność powstaje w sercu, dojrzewa w myślach a owocuje w gestach i ustach.  Jest wiele osób, które uzdrawiały  nas z jakiegoś „trądu”. Czy wszyscy usłyszeli podziękowanie? Więc do dzieła! Jak pisała w piosence Agnieszka Osieca : Póki życie trwa!

grzegorz

11.2 Ojcze nasz na głos czyli „na śpiew”.

„DĄŻYLIŚMY PRZEZ MODLITWĘ I MEDYTACJĘ DO CORAZ DOSKONALSZEJ WIĘZI Z BOGIEM, JAKKOLWIEK GO POJMUJEMY, PROSZĄC JEDYNIE O POZNANIE JEGO WOLI WOBEC NAS ORAZ O SIŁĘ DO JEJ SPEŁNIENIA”

Gdy Jezus  skończył modlitwę ,  jeden z uczniów zapytał: «Panie, naucz nas się modlić». A On rzekł  : «Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo. Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień, i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie». I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. ». Łk 11, 1-13

Krótka ta lekcja modlitwy. Kiedy się modlicie, mówcie. Kiedy chcemy rozgrzać dłonie pocieramy jedna o drugą. Kiedy się modlicie- MÓWCIE.

Mowa to Dźwięki, dźwięki to  fala akustyczna. Jej częstotliwość zmienia  otoczenie. (przesadnie  tłumaczy to tzw Efekt motyla) a dynamika decyduje o skali zjawiska. Śpiewaczka  szepcząc obok lampki wina, wywoła  delikatną wibrację szkła. Jeśli natomiast zaśpiewa w jej kierunku  Fortissimo Possibile  rozbije to szkło. Nie bez znaczenia w kościele bizantyjskim mówi się, że „kto śpiewa ten dwa razy się modli”.   Nie wiem czy trzaścnięcie drzwi samochodowych na Piotrkowskiej w Łodzi wywołuje huragan na Florydzie ale przeczytałem kiedyś w książce Romana  Brandstaettera piekne sformułowanie: ”są takie miejsca w niebie , które otwierają się tylko przy pomocy śpiewu”. I zakochałem się w tym ujęciu rzeczy bo gdy słucham chorału gregoriańskiego czy średniowiecznej muzyki bizantyjskiej rozumiem co poeta miał na myśli. Buddyści wypowiadając śpiewnie sylabę OM trwają skupieni na medytacji wraz z tym dźwiękiem, który uważają za pierwszy głos kosmosu.  Miałem 18 lat gdy usłyszałem Nieszpory benedyktynów  w Tyńcu i tak pochłonęła mnie ta forma modlitwy, że zdobyłem brewiarz kapłański i  zacząłem modlić się wyśpiewując te przepiękne starożytne teksty.

Niektórzy dowodzą, że głos wywołuje „subtelne energie” takie jak siły uzdrowieńcze  i sprawcze, że jest magnesem przyciągającym cząsteczkowo cel nawoływania. Oczywiście nie wyklucza to kontemplacji i medytacji a jedynie je uzupelnia.

Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 

Ale czyżby każdy?  A może raczej mało który? Do sanktuariów pielgrzymkowych na całym świecie przybywają miliony ludzi. Jaki mamy współczynnik  uzdrowień?  0,03%! W granicach błędu statystycznego. Jeśli o mnie chodzi nie mam o to pretensji do Pana Boga ale raczej do siebie. Przede wszystkim nie jestem wytrwały. Za szybko rezygnuję. Poza tym niecierpliwy. Jeśli problem nie rozwiązuje się stosunkowo szybko przestaję liczyć na pomoc Siły Wyższej. W końcu jestem małej wiary. Racjonalizuję sobie powody dla których dobry Bóg nie chce mnie wysłuchać. Dlatego aktualna  jest prośba: Panie, naucz nas się modlić. 

Coś jeszcze

Mamy ponad 7000 języków obcych , czy jakiś Super Odbiorca zna je wszystkie biegle?  :)  Może decyduje tu nie lingwistyka a nasze nastawienie a może jeszcze coś? Wrócę do tego w kolejnych tekstach tego kroku a teraz czas na modlitwę. Zróbmy to póki co przy pomocy słów  zgodnie z przesłaniem:Kiedy się modlicie-mówcie. Proponuję tekst  z II wieku znaleziony  w 1946 roku Nag Hammadi, przetłumaczony z koptyjskiego. Jeśli to możliwe odczytaj go na głos.

 

Dzięki Ci składamy. Wszelka dusza i każde serce zwraca się ku Tobie,
O Niezniszczalne Imię, uczczone nazwaniem Boga, I wzywane imieniem Ojca, Ku któremu skłania się nasz umysł , słowo  i poznanie:
Umysł, abyśmy mogli Ciebie zrozumieć,
Mowa, abyśmy mogli objaśniać Ciebie;
Poznanie  zaś,  abyśmy Ciebie poznali.
O wiekuiste trwanie rodzącego Ojca, oto wysławiamy Twoją dobroć.  
Jedno tylko mamy pragnienie, abyśmy byli zachowani w poznaniu  , nasze  rodziny   w szczęściu i  zdrowiu  , abyśmy  nie upadli w tym rodzaju życia. Amen 

grzegorz